Dużo się mówi o afirmacjach jako o czymś, co ma nas wyrwać z przeszłości, przeprogramować, zakryć to, co było. I właśnie z tym mam problem. Bo jeśli afirmacja działa przez zaprzeczenie — mówię sobie 'jestem wolna od przeszłości', a w środku czuję, że to nieprawda — to cały mechanizm siada. Umysł nie jest głupi, wyczuwa dysonans. Zastanawiam się, czy ktoś tutaj świadomie pracował z afirmacjami, które nie zaprzeczają temu, co było, ale i nie pozwalają, żeby to 'co było' definiowało każdą kolejną decyzję. Mnie osobiście pomagają sformułowania w stylu 'nosiłam to w sobie, ale nie muszę nieść tego dalej'. Nie udaję, że czegoś nie było — tylko zmieniam relację z tym.
To bardzo ważne rozróżnienie. Sama przez długi czas używałam afirmacji z gatunku 'jestem szczęśliwa i spokojna' i czułam, że coś mi w tym zgrzyta. Dopiero kiedy zaczęłam pisać w notatniku równolegle — co czuję naprawdę i jaką afirmację próbuję osadzić — zobaczyłam, gdzie jest ten rozdźwięk. Chodzi o to, że afirmacja nie może być kłamstwem, bo wtedy jest po prostu wysiłkiem tłumienia. Ale nie wiem, czy to kwestia sformułowania, czy może momentu, w którym się jej używa? Bo może niektóre afirmacje działają tylko wtedy, kiedy jesteś już trochę 'za' danym etapem, a nie w jego środku?
Czytam ten wątek i mam pytanie, bo nie do końca rozumiem — czym właściwie różni się afirmacja od autosugestii? To nie jest to samo? I skoro mówicie, że afirmacja nie może być 'kłamstwem', to jak rozróżnić moment, kiedy jest motywacją, a kiedy po prostu okłamujemy siebie?
Przepraszam że się wtrącę, ale mam pytanie do tej rozmowy. Skoro afirmacja ma honorować przeszłość, to jak to konkretnie brzmi? Bo czytam tutaj dużo teorii, ale nie rozumiem, jak miałoby wyglądać zdanie, które jednocześnie nie zaprzecza temu co było i nie przywiązuje do tego. Czy ktoś mógłby podać przykład? Dla mnie to trochę abstrakcyjne.
Moim zdaniem to wszystko zależy od numerologicznego profilu osoby. Ludzie z Drogą Życia 4 czy 8 będą mieli naturalnie silniejszy opór wobec puszczania przeszłości, bo te liczby są związane z budowaniem na fundamencie i karma. Takim osobom afirmacje muszą być bardziej konkretne i zakorzenione, bo abstrakcyjne zdania o 'puszczaniu' do nich nie trafiają.
Pytanie z innej strony — czy ktoś tu kiedyś miał takie doświadczenie, że afirmacja zaczęła działać, ale nie tak, jak się spodziewał? Bo ja raz spróbowałam czegoś w stylu 'zasługuję na spokój' i zamiast spokoju dostałam tydzień intensywnych snów i płakania bez powodu. Nie wiem, czy to 'działało' czy zrobiłam coś źle.
A czy te afirmacje dotyczące przeszłości różnią się jakoś od zwykłych afirmacji pozytywnych? Bo z tego co czytam, to brzmią bardziej jak... przyznanie się do czegoś, nie jak pozytywne myślenie. Trochę mi to miesza w głowie.
to 'zejście do mniejszego kroku' — to właśnie jest chyba ta afirmacja pomostowa, o której mówiłaś wcześniej? Pytam, bo zaczynam to łączyć i chcę się upewnić, że dobrze rozumiem.
Ja do tego dodałabym jeszcze perspektywę cykli życia — w numerologii pewne okresy są naturalnie związane z rozliczaniem przeszłości, na przykład lata osobiste 4 i 9. Jeśli ktoś jest w roku 9, to afirmacje dotyczące puszczania będą po prostu skuteczniejsze, bo cykl energetycznie na to pozwala. Poza cyklem — więcej wysiłku na mniejszy efekt.
Mam takie pytanie trochę z boku — czy afirmacje dotyczące przeszłości można pisać zamiast mówić? Bo mi mówienie na głos jakoś nie wychodzi, czuję się głupio. Pisanie w dzienniku byłoby łatwiejsze.
Czytam ten wątek od początku i jest tu dużo o tym, jak afirmacje działają albo nie działają. Ale nikt chyba nie powiedział jasno — czy to ma coś wspólnego z wiarą? Bo wydaje mi się, że jeśli ktoś totalnie nie wierzy w to, co mówi, to żadna technika nie pomoże.
Słucham tej rozmowy o hipokryzji i opporze i zastanawiam się, czy ktoś próbował prowadzić jakieś notatki przy tej pracy — nie dziennik afirmacji w sensie 'napisałam to pięć razy', ale zapisywanie właśnie tego: jak brzmiało zdanie, co czułam, czy był opór czy nie. Bo wydaje mi się, że taki zapis mógłby bardzo konkretnie pokazać, kiedy nastąpił ten moment o którym mówi Mietowa.
Mam inne zdanie niż to, co tu pada o czasie przejścia do mocniejszych afirmacji. W numerologii rok osobisty 1 to czas nowych początków i zdecydowanych kroków — jeśli ktoś jest w roku 1, to właśnie wtedy powinien przejść do afirmacji o charakterze bardziej deklaratywnym, nawet jeśli czuje trochę oporu. Czekanie na brak oporu w roku 5 czy 7 może oznaczać, że rok jest po prostu nieodpowiedni i opór nie zniknie.
Mam może głupie pytanie, ale ciągle mi chodzi po głowie — czy afirmacje dotyczące przeszłości trzeba robić regularnie o stałej porze, czy można je wypowiadać kiedy akurat coś z przeszłości wypłynie? Bo czasem coś mnie uderza w środku dnia i wtedy wydaje mi się, że to byłby dobry moment, a nie wieczorna rutyna.
Wróciłem do tego wątku po przerwie i mam pytanie, które pewnie już gdzieś padło, ale nie mogę go znaleźć — czy te afirmacje o przeszłości mają być mówione w czasie przeszłym czy teraźniejszym? Bo 'byłam tam i wyszłam' brzmi inaczej niż 'wychodzę z tamtego miejsca'. Który czas jest właściwy?
a ta forma 'pozwalam sobie' — rozumiem, że omija opór, ale czy nie jest też trochę zbyt ostrożna? Mam na myśli: jeśli już od dłuższego czasu pracuję z jakimś tematem z przeszłości, to czy nie powinienem w pewnym momencie przejść do czegoś bardziej zdecydowanego? Bo mam wrażenie, że mógłbym siedzieć wiecznie w tym 'pozwalam sobie' i nigdy nie poczuć, że naprawdę coś się zmieniło.
To, co Gerwazy opisuje, jest bardzo znajome — czekanie na wyraźny moment 'to zadziałało'. Właśnie dlatego te notatki, o których pisałam wcześniej, są dla mnie przydatne — nie jako dowód, że coś działa, ale żeby w ogóle zauważyć różnicę w intensywności po kilku tygodniach. Bo bez zapisu trudno porównać, skąd się startowało.
Dodam do tego wątku o porze coś z numerologii — liczba dnia tygodnia też może mieć znaczenie przy pracy z przeszłością. Środa jest pod Merkurym, który rządzi komunikacją i umysłem, więc afirmacje wypowiadane w środę mogą łatwiej trafiać do świadomości. Wtorek to Mars, trochę za bojowy do takiej delikatnej pracy. To nie jest reguła absolutna, ale warto to brać pod uwagę.
Trochę się pogubiłam w tym wątku — chcę się upewnić, że dobrze rozumiem. Afirmacje o przeszłości to nie jest mówienie 'moja przeszłość była dobra', bo to byłoby kłamstwo, tak? Chodzi raczej o coś w rodzaju 'przeszłość była i nie musi mnie definiować'? Bo mam jedno konkretne zdarzenie, przy którym ciężko mi powiedzieć cokolwiek bez poczucia, że albo je bagatelizuję, albo się w nim tarzam.
Czytam ostatnie posty Fluorytki i Kornelki i mam pytanie, które mnie gnębi od jakiegoś czasu — gdzie jest granica między 'opłakiwaniem żeby przepracować' a 'siedzeniem w bólu bez wyjścia'? Bo boję się, że jak pozwolę sobie poczuć złość albo smutek przy jakimś temacie, to po prostu utknę tam na długo, a nie pójdę dalej.
a co jeśli nie umiem pisać tych notatek bez oceniania? Siadam i zamiast opisywać co czuję, to piszę, że powinienem już być dalej, że to głupie, że inni sobie dawno poradzili. I po takim wpisie jest gorzej niż przed.
Mam pytanie trochę z boku tego, o czym piszecie — czy do tych notatek w ogóle powinny być dołączone afirmacje, czy lepiej je trzymać osobno? Bo próbowałam pisać jedno i drugie razem i miałam wrażenie, że afirmacja od razu 'przykrywa' to, co właśnie napisałam.
Wracając do pytania Darki — u mnie sprawdziło się to, że najpierw piszę notatkę, potem odkładam zeszyt, robię coś innego, a afirmację powtarzam znacznie później, już bez wracania do notatki. Nie wiem, czy to 'poprawna' metoda, ale przestałam mieć poczucie, że jedno drugiemu przeczy.
A jak w ogóle poznać, że wspomnienie zostało 'przetworzone' tyle, żeby afirmacja mogła zadziałać? Bo jak dla mnie to brzmi jak szukanie momentu, który może w ogóle nie przyjść.
a jak długo to może trwać? Bo słyszałam, że są rzeczy, które nigdy tak naprawdę nie przestają boleć. Czy to znaczy, że do niektórych historii afirmacje po prostu nie pasują?
Mam pytanie do całej tej rozmowy o afirmacje i przeszłość — czy ktoś tu faktycznie zauważył zmianę w tym, jak myśli o konkretnym wydarzeniu z przeszłości? Nie mówię o poczuciu, że 'robię postępy' w ogóle, tylko właśnie o czymś konkretnym. Bo zaczynam się zastanawiać, czy to w ogóle działa na coś tak trwałego jak pamięć.
Ja do afirmacji dotyczących przeszłości używam też pracy z czakrą splotu słonecznego, bo to tam siedzi dużo starych wzorców związanych z poczuciem własnej wartości i wstyd. Afirmacje mówione przy jednoczesnym skupieniu uwagi na tej okolicy brzucha działają u mnie szybciej niż samo powtarzanie. Nie wiem, czy to kwestia ciała, czy skupienia, ale różnica jest wyraźna.
