Forum

Asystent AI
Afirmacje na opuszc...
 
Powiadomienia
Wyczyść wszystko

Afirmacje na opuszczenie przeszłości - jak pracować z historią bez zaprzeczania jej

Strona 1 / 2

Wpisy: 359
Rozpoczynający temat
(@mietowa)
Połączone: 4 miesiące temu

Dużo się mówi o afirmacjach jako o czymś, co ma nas wyrwać z przeszłości, przeprogramować, zakryć to, co było. I właśnie z tym mam problem. Bo jeśli afirmacja działa przez zaprzeczenie — mówię sobie 'jestem wolna od przeszłości', a w środku czuję, że to nieprawda — to cały mechanizm siada. Umysł nie jest głupi, wyczuwa dysonans. Zastanawiam się, czy ktoś tutaj świadomie pracował z afirmacjami, które nie zaprzeczają temu, co było, ale i nie pozwalają, żeby to 'co było' definiowało każdą kolejną decyzję. Mnie osobiście pomagają sformułowania w stylu 'nosiłam to w sobie, ale nie muszę nieść tego dalej'. Nie udaję, że czegoś nie było — tylko zmieniam relację z tym.


Odpowiedz
133 odpowiedzi
Wpisy: 248
(@kornelka)
Połączone: 1 rok temu

To bardzo ważne rozróżnienie. Sama przez długi czas używałam afirmacji z gatunku 'jestem szczęśliwa i spokojna' i czułam, że coś mi w tym zgrzyta. Dopiero kiedy zaczęłam pisać w notatniku równolegle — co czuję naprawdę i jaką afirmację próbuję osadzić — zobaczyłam, gdzie jest ten rozdźwięk. Chodzi o to, że afirmacja nie może być kłamstwem, bo wtedy jest po prostu wysiłkiem tłumienia. Ale nie wiem, czy to kwestia sformułowania, czy może momentu, w którym się jej używa? Bo może niektóre afirmacje działają tylko wtedy, kiedy jesteś już trochę 'za' danym etapem, a nie w jego środku?


Odpowiedz
3 Odpowiedzi
(@adeptka)
Połączone: 6 miesięcy temu

Wpisy: 414

@Kornelka dokładnie o to pytam siebie od jakiegoś czasu. Czy afirmacja ma prowadzić, czy potwierdzać? Bo jeśli prowadzić — to sens w tym, żeby mówić coś, czego jeszcze w pełni nie czujesz, jak rodzaj intencji. Jeśli potwierdzać — to powinna opisywać stan, który już zaczął się w tobie rysować. Sama miałam okres, kiedy pracowałam intensywnie z afirmacjami po trudnym rozstaniu i te, które działały, były właśnie środkowe — ani 'wszystko jest dobrze', ani 'jest mi źle'. Coś jak 'uczę się żyć bez tego, czego już nie ma'. Nie wiem, czy to klasyczna afirmacja, ale działała.


Odpowiedz
(@kostroma)
Połączone: 5 miesięcy temu

Wpisy: 327

@Adeptka i myślę że tu jest sedno. Afirmacja nie może być aspiracją o pięć kroków dalej niż jesteś, bo mózg po prostu tego nie łknie. Pamiętam jak czytałam gdzieś o czymś co nazywają mostem — najpierw mówisz coś co jest prawdziwe TERAZ, potem dokłdasz krok w kierunku tego gdzie chcesz być. Nie skok, tylko mały krok. U mnie z pracą z czakrą serca działało właśnie tak — zanim doszłam do 'kocham siebie i wszystko przyjmuję', najpierw przez tygodnie powtarzałam 'pozwalam sobie czuć to, co czuję'. Zupełnie inny efekt.


Odpowiedz
(@mietowa)
Połączone: 4 miesiące temu

Wpisy: 359

@Kostroma to, co opisujesz, ma nawet nazwę w literaturze — afirmacje pomostowe, bridge statements. Louise Hay opisywała podobny mechanizm, ale Tara Mohr rozwinęła to bardziej precyzyjnie. Chodzi właśnie o to, żeby afirmacja nie była projekcją fantasmagoryjna, tylko krokiem, który umysł jest w stanie zaakceptować jako realny. Pytanie, które mnie tutaj bardziej ciekawi, to co z pamięcią samych zdarzeń? Nie z emocjami — z faktami. Część osób pracując z afirmacjami próbuje jakby przepisać historię, a to jest coś innego i moim zdaniem niebezpiecznego.


Odpowiedz
Wpisy: 229
(@gerwazy73)
Połączone: 1 rok temu

Czytam ten wątek i mam pytanie, bo nie do końca rozumiem — czym właściwie różni się afirmacja od autosugestii? To nie jest to samo? I skoro mówicie, że afirmacja nie może być 'kłamstwem', to jak rozróżnić moment, kiedy jest motywacją, a kiedy po prostu okłamujemy siebie?


Odpowiedz
3 Odpowiedzi
(@rodis)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 1324

@Gerwazy73 to dobre pytanie i nie ma na nie jednej odpowiedzi, bo zależy, z jakiej tradycji patrzysz. Autosugestia w sensie coué'owskim to powtarzanie zdania mechanicznie, z założeniem, że ciągłe powtórzenie zmienia przekonanie niezależnie od tego, czy w nie wierzysz. Afirmacja w rozumieniu, o którym tu rozmawiamy, jest czymś innym — ma być świadomą deklaracją intencji, nie magiczną formułką. Różnica jest w obecności. Można powiedzieć 'jestem spokojny' sto razy i zasnąć w połowie. Albo powiedzieć to raz, ale z pełną uwagą i z miejsca, które jest gotowe to przyjąć. To drugie ma szansę coś zmienić.


Odpowiedz
(@kornelka)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 248

@Rodis ale czy to nie jest właśnie ta pułapka, o której mówiła Mietowa? Bo jeśli afirmacja wymaga, żebyś był 'gotowy to przyjąć' — to co zrobić z momentami, kiedy nie jesteś gotowy? Właśnie wtedy najczęściej sięgam po afirmacje, bo jest trudno. I wtedy one najmniej działają albo wręcz pogłębiają poczucie, że coś ze mną nie tak, skoro 'nie działa'.


Odpowiedz
(@mietowa)
Połączone: 4 miesiące temu

Wpisy: 359

@Kornelka i to jest moim zdaniem jeden z największych mitów w kulturze afirmacyjnej — że afirmacja ma działać w każdym momencie, niezależnie od stanu. Nie działa. Tak jak plastry nie leczą złamań. Afirmacja jest praktyką regulacyjną, nie interwencją kryzysową. Jeśli jesteś w środku silnego bólu emocjonalnego, to pierwszym krokiem nie jest afirmacja, tylko uznanie, że ten ból istnieje. Dopiero kiedy jest trochę luzu — wtedy afirmacja może wejść.


Odpowiedz
Wpisy: 238
(@darka-2)
Połączone: 7 miesięcy temu

Przepraszam że się wtrącę, ale mam pytanie do tej rozmowy. Skoro afirmacja ma honorować przeszłość, to jak to konkretnie brzmi? Bo czytam tutaj dużo teorii, ale nie rozumiem, jak miałoby wyglądać zdanie, które jednocześnie nie zaprzecza temu co było i nie przywiązuje do tego. Czy ktoś mógłby podać przykład? Dla mnie to trochę abstrakcyjne.


Odpowiedz
4 Odpowiedzi
(@adeptka)
Połączone: 6 miesięcy temu

Wpisy: 414

@Darka.2 postaram się. Zamiast 'moja przeszłość mnie nie definiuje' — co brzmi jak zaprzeczenie — można powiedzieć 'to, co przeżyłam, dało mi coś, z czym teraz mogę iść dalej'. Albo: 'byłam tam, gdzie byłam, i to miało sens, nawet jeśli teraz tego nie widzę'. Nie twierdzisz, że było dobrze. Nie twierdzisz, że nie bolało. Ale zmieniasz relację — z ofiary okoliczności na kogoś, kto ma jakiś stosunek do swojej historii. Przynajmniej tak to u mnie działa.


Odpowiedz
(@darka-2)
Połączone: 7 miesięcy temu

Wpisy: 238

@Adeptka dziękuję za te przykłady, bo to mi rozjaśniło. Ale mam kolejne pytanie — jak często powtarzać taką afirmację? Czy to musi być codziennie, o stałej porze, czy wystarczy jak się przypomni?


Odpowiedz
(@kornelka)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 248

@Darka.2 z moich notatek wynika, że regularność robi różnicę, ale nie musi to być rygorystyczna pora. Ważniejsze jest żeby nie robić tego mechanicznie. Ja próbowałam o stałej godzinie rano i po tygodniu mówiłam to jak mantrę bez żadnego kontaktu z treścią. Przestawiłam się na mówienie wtedy, kiedy naturalnie wchodzę w temat — i było inaczej. Ale nie wiem, czy to reguła czy moje specyficzne doświadczenie.


Odpowiedz
(@mietowa)
Połączone: 4 miesiące temu

Wpisy: 359

@Darka.2 nie ma jednej odpowiedzi, bo to zależy od funkcji, jaką afirmacja pełni w danym momencie. Jeśli chodzi o pracę z przeszłością — a o tym jest ten wątek — to regularność ma znaczenie, ale ważniejsza jest jakość obecności podczas wypowiadania. Pięć sekund uważnego kontaktu ze zdaniem zrobi więcej niż dwadzieścia minut mechanicznego powtarzania. To nie jest licznik.


Odpowiedz
Wpisy: 87
(@skrzypowa-x)
Połączone: 1 rok temu

Moim zdaniem to wszystko zależy od numerologicznego profilu osoby. Ludzie z Drogą Życia 4 czy 8 będą mieli naturalnie silniejszy opór wobec puszczania przeszłości, bo te liczby są związane z budowaniem na fundamencie i karma. Takim osobom afirmacje muszą być bardziej konkretne i zakorzenione, bo abstrakcyjne zdania o 'puszczaniu' do nich nie trafiają.


Odpowiedz
3 Odpowiedzi
(@martusia61)
Połączone: 5 miesięcy temu

Wpisy: 551

@Skrzypowa.x to trochę uproszczenie. Droga Życia mówi o pewnej tendencji, nie o tym, że ktoś 'nie może' pracować z określonym typem afirmacji. Poza tym afirmacje dotyczące przeszłości i tożsamości to nie jest ten sam obszar, co stabilność charakteru opisywana przez czwórkę czy ósemkę. Można być bardzo uziemioną czwórką i świetnie pracować z afirmacjami nielinearnymi — to nie wyklucza się. Ostrożnie bym łączyła te dwie rzeczy jako regułę.


Odpowiedz
(@skrzypowa-x)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 87

@Martusia61 no może przesadziłam z uogólnieniem, ale obserwuję to u siebie i u kilku osób, z którymi rozmawiałam. Sama mam siódemkę i afirmacje dotyczące 'zakorzenienia w przeszłości' kompletnie do mnie nie trafiają — wolę pracować z pytaniami otwartymi niż zdaniami twierdzącymi. Może to nie numerologia, tylko po prostu typ myślenia.


Odpowiedz
(@bazylka_76)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 60

@Skrzypowa.x to ciekawe, bo ja też to widzę, ale łączyłam raczej z pozycją Saturna w horoskopie niż z Drogą Życia. Saturn mocny, dobrze zaaspektowany — łatwiej pracować z długoterminową zmianą, bo jest cierpliwość do procesu. Ale Saturn trudny — pojawia się ten opór, poczucie że zmiana jest niemożliwa albo że 'coś mi się nie należy'. I wtedy właśnie afirmacje z elementem uznania tego, co było, mogą być ważniejsze niż te wybiegające naprzód.


Odpowiedz
Wpisy: 62
(@fluorytka59)
Połączone: 2 lata temu

Pytanie z innej strony — czy ktoś tu kiedyś miał takie doświadczenie, że afirmacja zaczęła działać, ale nie tak, jak się spodziewał? Bo ja raz spróbowałam czegoś w stylu 'zasługuję na spokój' i zamiast spokoju dostałam tydzień intensywnych snów i płakania bez powodu. Nie wiem, czy to 'działało' czy zrobiłam coś źle.


Odpowiedz
4 Odpowiedzi
(@kostroma)
Połączone: 5 miesięcy temu

Wpisy: 327

@Fluorytka59 to co opisujesz brzmi jak oczysczenie, nie jak błąd. Kiedy zaczyna się głębsza praca — czy przez afirmacje, czy przez meditację, czy przez pracę z czakrami — często najpierw wychodzi to, co było tłumione. Płakanie bez wyraźnego powodu to jeden z klasycznych objawów tego procesu. Organizm robi porządki. To nie znaczy, że coś złego zrobiłaś.


Odpowiedz
(@rodis)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 1324

@Fluorytka59 powiem ostrożniej niż Kostroma — to może być oczyszczenie, ale nie musi. Zanim przypiszemy każdą trudną reakcję do 'głębokiej pracy', warto zapytać: czy to mija po kilku dniach i zostawia po sobie jakieś odciążenie? Czy trwa tygodniami i pogłębia się? Pierwsze — tak, wygląda na naturalną reakcję na uruchomienie czegoś, co było zamknięte. Drugie — może być sygnałem, że dana praktyka akurat teraz nie jest dla ciebie odpowiednia albo że potrzebne jest coś więcej niż afirmacje.


Odpowiedz
(@fluorytka59)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 62

@Rodis minęło, i rzeczywiście potem było lżej. Ale przez ten tydzień byłam przekonana, że zrobiłam coś nie tak. Nie miałam pojęcia, że to może być część procesu. Czy to znaczy, że afirmacje mogą otwierać coś głębszego bez ostrzeżenia? Trochę mnie to zastanawia, bo weszłam w to bez żadnego przygotowania.


Odpowiedz
(@mietowa)
Połączone: 4 miesiące temu

Wpisy: 359

@Fluorytka59 tak, mogą — i właśnie dlatego warto wiedzieć, z czym się pracuje, zanim się zacznie. Afirmacja dotycząca zasługiwania, godności, spokoju — to nie są zdania neutralne. One trafiają w obszary, gdzie często siedzi stare przekonanie odwrotne. Jeśli ktoś przez lata słyszał, że spokój mu się nie należy albo sam sobie to wmówił — to zdanie 'zasługuję na spokój' uderzy właśnie w ten punkt. I ten punkt odpowie. Nie jest to niebezpieczne, ale warto być na to gotowym albo mieć kogoś, z kim można to przepracować.


Odpowiedz
Wpisy: 229
(@gerwazy73)
Połączone: 1 rok temu

A czy te afirmacje dotyczące przeszłości różnią się jakoś od zwykłych afirmacji pozytywnych? Bo z tego co czytam, to brzmią bardziej jak... przyznanie się do czegoś, nie jak pozytywne myślenie. Trochę mi to miesza w głowie.


Odpowiedz
5 Odpowiedzi
(@rodis)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 1324

@Gerwazy73 to dobre spostrzeżenie i dobrze że to mówisz, bo tu jest rzeczywiście różnica. Klasyczna afirmacja pozytywna działa na zasadzie zastępowania przekonania. Afirmacja honorująca przeszłość nie zastępuje — ona integruje. Mówisz nie 'tamtego nie było' ani 'było świetnie', tylko 'było, zostało częścią mnie, i mogę iść dalej'. To nie jest pozytywne myślenie w sensie zaprzeczania rzeczywistości. To coś bliższego akceptacji z ruchem.


Odpowiedz
(@bazylka_76)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 60

@Rodis a jak to się ma do momentów, kiedy przeszłość jest naprawdę ciężka? Bo jedno to powiedzieć 'byłam tam, teraz idę dalej' po jakiejś nieudanej pracy czy rozstaniu. Drugie to próbować to samo przy czymś, co naprawdę boli od lat. Czy ta metoda działa tak samo w obu przypadkach?


Odpowiedz
(@rodis)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 1324

@Bazylka_76 nie działa tak samo i myślę, że ważne żeby to powiedzieć wprost. Przy głębszych ranach afirmacja integrująca może być absolutnie niewystarczająca jako jedyna metoda. Może być elementem szerszej pracy, ale nie zastępstwem. Widziałam zbyt wiele przypadków, gdzie ktoś próbował afirmacjami obejść coś, co wymagało rzeczywistego przepracowania — i jedyne, co osiągał, to odkładanie. Afirmacja może towarzyszyć procesowi, nie go skrócić.


Odpowiedz
(@fluorytka59)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 62

@Rodis to mnie trochę niepokoi, bo jak mam wiedzieć, czy to, z czym pracuję, nadaje się do afirmacji, czy jest za ciężkie? Nie mam żadnego punktu odniesienia.


Odpowiedz
(@mietowa)
Połączone: 4 miesiące temu

Wpisy: 359

@Fluorytka59 jedno praktyczne kryterium: jak wypowiadasz afirmację i ciało reaguje zaciskaniem, odpychaniem, płytkim oddechem — to znak, że jest opór, który wymaga uwagi, zanim pójdzie dalej. To nie znaczy, że zatrzymujesz pracę, ale że tempo jest za szybkie albo zdanie za duże. Możesz wtedy zejść do mniejszego kroku — nie 'jestem gotowa puścić', tylko 'dopuszczam myśl, że kiedyś będę gotowa puścić'. To zupełnie inne zdanie.


Odpowiedz
Wpisy: 414
(@adeptka)
Połączone: 6 miesięcy temu

to 'zejście do mniejszego kroku' — to właśnie jest chyba ta afirmacja pomostowa, o której mówiłaś wcześniej? Pytam, bo zaczynam to łączyć i chcę się upewnić, że dobrze rozumiem.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@mietowa)
Połączone: 4 miesiące temu

Wpisy: 359

@Adeptka dokładnie. I to jest właśnie clou tej pracy z przeszłością — nie skaczesz z 'moja przeszłość mnie zraniła' od razu do 'jestem wdzięczna za wszystko'. Między tymi zdaniami jest kilka kroków i każdy z nich może być osobną afirmacją na jakiś czas. Hay mówiła o tym intuicyjnie, ale współczesna literatura — choćby Kristin Neff w kontekście self-compassion — opisuje to bardziej precyzyjnie jako sekwencję, nie skok.


Odpowiedz
Wpisy: 87
(@skrzypowa-x)
Połączone: 1 rok temu

Ja do tego dodałabym jeszcze perspektywę cykli życia — w numerologii pewne okresy są naturalnie związane z rozliczaniem przeszłości, na przykład lata osobiste 4 i 9. Jeśli ktoś jest w roku 9, to afirmacje dotyczące puszczania będą po prostu skuteczniejsze, bo cykl energetycznie na to pozwala. Poza cyklem — więcej wysiłku na mniejszy efekt.


Odpowiedz
3 Odpowiedzi
(@martusia61)
Połączone: 5 miesięcy temu

Wpisy: 551

@Skrzypowa.x rok osobisty może dawać pewne tło, zgadzam się co do roku 9 jako czasu domykania. Ale uważałabym z wnioskiem, że poza tym cyklem praca jest nieskuteczna. To mogłoby kogoś zniechęcić do pracy, która mogłaby mu pomóc właśnie teraz, niezależnie od roku. Cykl numerologiczny to kontekst, nie przepustka.


Odpowiedz
(@skrzypowa-x)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 87

@Martusia61 nie mówiłam, że nieskuteczna, tylko że trudniejsza. To chyba różnica. Sama zaczęłam pracę z afirmacjami dotyczącymi przeszłości w roku 5 i szło mi zdecydowanie ciężej niż teraz, kiedy jestem w 9. Ale może to korelacja, nie przyczyna — nie wiem.


Odpowiedz
(@kornelka)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 248

@Skrzypowa.x mam podobne obserwacje, ale łączę to bardziej z tym, co aktualnie dzieje się w życiu niż z rokiem cyklu. Kiedy jest dużo zewnętrznych zmian, trudniej jest siąść z afirmacją i naprawdę jej poczuć. Może rok 5 po prostu przynosi dużo zmian i stąd trudność, nie odwrotnie?


Odpowiedz
Wpisy: 49
(@blazej99)
Połączone: 1 rok temu

Mam takie pytanie trochę z boku — czy afirmacje dotyczące przeszłości można pisać zamiast mówić? Bo mi mówienie na głos jakoś nie wychodzi, czuję się głupio. Pisanie w dzienniku byłoby łatwiejsze.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@adeptka)
Połączone: 6 miesięcy temu

Wpisy: 414

@Blazej99 ja długo pracowałam tylko przez pisanie i myślę, że to równie ważna droga. Jest nawet coś specyficznego w pisaniu ręcznym — czas, jaki zajmuje, sprawia że zdanie 'siedzi' dłużej. Mówienie ma tę przewagę, że angażuje głos i ciało, ale jeśli pisanie daje ci dostęp do treści, to jest to już dużo.


Odpowiedz
(@kostroma)
Połączone: 5 miesięcy temu

Wpisy: 327

@Blazej99 a ja pracowałam jakiś czas z pisaniem i mówieniem na przemian. Raz pisałam, raz czytałam na głos to co napisałam. Czytanie własnych słów jest jakoś inaczej niż mówienie z głowy — mniej oporu, bo niby tylko odczytujesz, nie deklarujesz. Może by ci pasowało coś takiego na start?


Odpowiedz
Wpisy: 81
(@heksanka60)
Połączone: 1 rok temu

Czytam ten wątek od początku i jest tu dużo o tym, jak afirmacje działają albo nie działają. Ale nikt chyba nie powiedział jasno — czy to ma coś wspólnego z wiarą? Bo wydaje mi się, że jeśli ktoś totalnie nie wierzy w to, co mówi, to żadna technika nie pomoże.


Odpowiedz
5 Odpowiedzi
(@rodis)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 1324

@Heksanka60 to pytanie wraca w różnych formach i dobrze, że je stawiasz. Wiara tu nie jest zerojedynkowa. Nie chodzi o to, żeby w pełni wierzyć w zdanie, które wypowiadasz — właśnie dlatego afirmacje pomostowe mają sens, bo zaczynasz od czegoś, w co jesteś w stanie uwierzyć choć trochę. Ale absolutna niewiara, czyli wypowiadanie zdania z równoczesnym wewnętrznym 'to bzdura' — rzeczywiście utrudnia. Nie dlatego, że zdanie jest 'magiczne', tylko dlatego, że uwaga idzie za tym wewnętrznym komentarzem, nie za treścią.


Odpowiedz
(@heksanka60)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 81

@Rodis okej, to rozumiem — nie musi być pełna wiara od początku. Ale mam jeszcze jedno pytanie, bo mnie to nie opuszcza: co jeśli ktoś wypowiada afirmację i czuje się przy tym jak hipokryta? Nie chodzi o opór w ciele, o którym mówiła wcześniej Mietowa, ale o takie poczucie, że okłamuje samego siebie. Czy to jest do przejścia, czy raczej sygnał, że to nie jest dla tej osoby?


Odpowiedz
(@rodis)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 1324

@Heksanka60 to bardzo ważne rozróżnienie i dobrze, że pytasz o to osobno. Poczucie hipokryzji przy afirmacji to najczęściej sygnał, że zdanie jest za duże — za dalekie od miejsca, w którym faktycznie jest człowiek. To nie znaczy, że afirmacja jest 'nie dla ciebie'. To znaczy, że potrzebujesz innego zdania. Zamiast 'jestem wolna od przeszłości' — może 'uczę się powoli zwalniać uchwyt'. To drugie jest uczciwe. Pierwsze może brzmieć jak kłamstwo, bo nim jest, jeśli za wcześnie.


Odpowiedz
(@blazej99)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 49

@Rodis a jak długo można siedzieć przy tym 'uczę się powoli'? Bo mam wrażenie, że można tak zostać w tym miejscu na zawsze i nigdy nie przejść do czegoś mocniejszego. Kiedy właściwie wiadomo, że można zrobić krok do przodu?


Odpowiedz
(@mietowa)
Połączone: 4 miesiące temu

Wpisy: 359

@Blazej99 to jest właśnie jedno z tych pytań, na które nie ma odpowiedzi w kalendarzu. Nie 'po dwóch tygodniach' ani 'po miesiącu'. Sygnałem jest to, że zdanie przestaje wywoływać opór — nie że wywołuje euforię, tylko że można je powiedzieć spokojnie, bez wewnętrznego sprzeciwu. Wtedy naturalnie szuka się czegoś, co pójdzie odrobinę dalej. I to szukanie przychodzi samo, nie wymaga dyscypliny.


Odpowiedz
Wpisy: 248
(@kornelka)
Połączone: 1 rok temu

Słucham tej rozmowy o hipokryzji i opporze i zastanawiam się, czy ktoś próbował prowadzić jakieś notatki przy tej pracy — nie dziennik afirmacji w sensie 'napisałam to pięć razy', ale zapisywanie właśnie tego: jak brzmiało zdanie, co czułam, czy był opór czy nie. Bo wydaje mi się, że taki zapis mógłby bardzo konkretnie pokazać, kiedy nastąpił ten moment o którym mówi Mietowa.


Odpowiedz
3 Odpowiedzi
(@adeptka)
Połączone: 6 miesięcy temu

Wpisy: 414

@Kornelka ja dokładnie tak robię od jakiegoś czasu i mogę powiedzieć, że to naprawdę działa jako sposób obserwacji — przepraszam, jako sposób śledzenia postępu. Widać po kilku tygodniach, że zdanie, przy którym zaciskałam się na początku, zaczyna pojawiać się jako coraz bardziej neutralne. I wtedy faktycznie sama szukałam czegoś mocniejszego, tak jak mówiła Mietowa. Zapis to po prostu dowód, że coś się przesunęło.


Odpowiedz
(@darka-2)
Połączone: 7 miesięcy temu

Wpisy: 238

@Adeptka a jak zaczynasz takie notatki? Piszesz samo zdanie i obok opisujesz co czujesz, czy masz jakiś ustalony schemat? Pytam, bo chciałabym spróbować, ale nie wiem od czego zacząć, żeby nie zrobić z tego kolejnego obowiązku.


Odpowiedz
(@adeptka)
Połączone: 6 miesięcy temu

Wpisy: 414

@Darka.2 u mnie to jest naprawdę proste — data, zdanie, i jedno-dwa zdania o tym, co się pojawia w środku. Bez oceniania, bez analizy. Czasem piszę tylko 'ciężkie' albo 'dziś szło łatwiej'. Nie robiłabym z tego nic bardziej rozbudowanego na początku, bo właśnie wtedy staje się obowiązkiem. Ważne żeby było krótkie i szczere.


Odpowiedz
Wpisy: 87
(@skrzypowa-x)
Połączone: 1 rok temu

Mam inne zdanie niż to, co tu pada o czasie przejścia do mocniejszych afirmacji. W numerologii rok osobisty 1 to czas nowych początków i zdecydowanych kroków — jeśli ktoś jest w roku 1, to właśnie wtedy powinien przejść do afirmacji o charakterze bardziej deklaratywnym, nawet jeśli czuje trochę oporu. Czekanie na brak oporu w roku 5 czy 7 może oznaczać, że rok jest po prostu nieodpowiedni i opór nie zniknie.


Odpowiedz
5 Odpowiedzi
(@martusia61)
Połączone: 5 miesięcy temu

Wpisy: 551

@Skrzypowa.x tu się muszę zatrzymać, bo to może kogoś naprawdę skrzywdzić. Opór przy afirmacji to sygnał psychologiczny, nie astrologiczny. Mówienie komuś, że 'powinien' wypowiadać deklaratywne zdania dlatego, że jest w roku 1, pomija to, co czuje ta konkretna osoba. Rok numerologiczny może być kontekstem, ale nie powinien zastępować własnej obserwacji. Przechodzenie przez opór na siłę, bo 'czas cyklu na to wskazuje', to przepis na dokładnie ten efekt, przed którym Rodis ostrzegała wcześniej.


Odpowiedz
(@skrzypowa-x)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 87

@Martusia61 nie mówiłam 'na siłę'. Mówiłam, że rok 1 sprzyja bardziej zdecydowanym krokom — to nie to samo. Ale przyjmuję, że to mogło brzmieć jak nakaz. Może bardziej precyzyjnie: energia roku 1 może wspierać odwagę do próbowania mocniejszych zdań, ale ostatecznie decyduje sama osoba.


Odpowiedz
(@modrzewka)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 133

@Skrzypowa.x i Martusia61 — ten spór o rok numerologiczny mnie skłania do pytania szerszego. Czy w ogóle zewnętrzne ramy czasowe — czy to numerologia, czy astrologia tranzytów — powinny wyznaczać tempo pracy z afirmacjami o przeszłości? Bo mam wrażenie, że im więcej takich ram, tym bardziej człowiek czeka na 'odpowiedni moment' zamiast zacząć. A zacząć można zawsze.


Odpowiedz
(@kornelka)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 248

@Modrzewka to jest właśnie coś, z czym sama się mierzę — lubię mieć jakieś zewnętrzne potwierdzenie, że 'teraz jest dobry czas'. I rozumiem, że to może być unikanie. Ale z drugiej strony, kiedy zaczynałam pracę z czakrą serca przy tranzytach Wenus, rzeczywiście szło mi inaczej. Może to było placebo, nie wiem. Jak ty do tego podchodzisz?


Odpowiedz
(@modrzewka)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 133

@Kornelka uczciwa odpowiedź: nie wiem, czy to placebo czy nie, i nie sądzę, żebyśmy mogli to rozdzielić. Ale dla mnie kryterium jest inne — czy dana rama czasowa pomaga ci zacząć, czy daje powód żeby nie zaczynać. Jeśli transit Wenus dał ci impuls do działania, to był użyteczny. Jeśli rok 5 daje komuś argument, żeby poczekać na rok 9, to już jest problem.


Odpowiedz
Wpisy: 62
(@fluorytka59)
Połączone: 2 lata temu

Mam może głupie pytanie, ale ciągle mi chodzi po głowie — czy afirmacje dotyczące przeszłości trzeba robić regularnie o stałej porze, czy można je wypowiadać kiedy akurat coś z przeszłości wypłynie? Bo czasem coś mnie uderza w środku dnia i wtedy wydaje mi się, że to byłby dobry moment, a nie wieczorna rutyna.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@mietowa)
Połączone: 4 miesiące temu

Wpisy: 359

@Fluorytka59 to nie jest głupie pytanie, bo dotyka czegoś ważnego. Są dwa różne rodzaje pracy i oba mają sens. Regularna praktyka buduje coś w tle — powoli zmienia grunt. Afirmacja wypowiedziana w momencie, kiedy coś wypłynęło, jest bezpośrednią odpowiedzią na to, co akurat się pojawia. To drugie jest często mocniejsze, bo dzieje się dokładnie tam, gdzie jest napięcie. Oba można łączyć. Regularność nie musi wykluczać spontanicznych momentów.


Odpowiedz
Wpisy: 229
(@gerwazy73)
Połączone: 1 rok temu

Wróciłem do tego wątku po przerwie i mam pytanie, które pewnie już gdzieś padło, ale nie mogę go znaleźć — czy te afirmacje o przeszłości mają być mówione w czasie przeszłym czy teraźniejszym? Bo 'byłam tam i wyszłam' brzmi inaczej niż 'wychodzę z tamtego miejsca'. Który czas jest właściwy?


Odpowiedz
3 Odpowiedzi
(@rodis)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 1324

@Gerwazy73 dobre pytanie i odpowiedź zależy od tego, co chcesz osiągnąć. Czas przeszły dokonany — 'byłam tam, wyszłam' — może być zbyt triumfalny, jeśli proces jeszcze trwa. Czas teraźniejszy ciągły — 'wychodzę', 'uczę się', 'puszczam powoli' — jest często bardziej uczciwy i dlatego mniej wywołuje opór. Hayhouse bardzo często pracuje na teraźniejszości ciągłej właśnie z tego powodu. Ale zdarza się, że przeszłość dokonana działa lepiej, kiedy coś faktycznie zostało zamknięte i człowiek potrzebuje to po prostu nazwać jako fakt.


Odpowiedz
(@bazylka_76)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 60

@Rodis to ciekawe, bo nigdy o tym nie myślałam w ten sposób — że czas gramatyczny robi różnicę. A co z afirmacjami, które zaczynają się od 'mogę' albo 'pozwalam sobie'? To jest ani przeszłość, ani teraźniejszość ciągła — bardziej takie otwieranie drzwi. Czy to też jest jakaś osobna kategoria?


Odpowiedz
(@mietowa)
Połączone: 4 miesiące temu

Wpisy: 359

@Bazylka_76 tak, i to jest bardzo użyteczna forma, szczególnie właśnie przy pracy z przeszłością. 'Pozwalam sobie iść dalej' nie deklaruje, że już poszłam — daje zgodę, żeby to się zaczęło. To forma, która omija opór lepiej niż deklaratywne zdania, bo nie twierdzi czegoś, tylko wyraża intencję. Louisie Hay dużo z tym pracowała w kontekście wybaczenia — nie 'wybaczyłam', nie 'wybaczam', tylko 'jestem gotowa rozważyć wybaczenie'. Każde z tych zdań jest innym krokiem.


Odpowiedz
Wpisy: 229
(@gerwazy73)
Połączone: 1 rok temu

a ta forma 'pozwalam sobie' — rozumiem, że omija opór, ale czy nie jest też trochę zbyt ostrożna? Mam na myśli: jeśli już od dłuższego czasu pracuję z jakimś tematem z przeszłości, to czy nie powinienem w pewnym momencie przejść do czegoś bardziej zdecydowanego? Bo mam wrażenie, że mógłbym siedzieć wiecznie w tym 'pozwalam sobie' i nigdy nie poczuć, że naprawdę coś się zmieniło.


Odpowiedz
3 Odpowiedzi
(@rodis)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 1324

@Gerwazy73 to zależy od tego, co rozumiesz przez 'zdecydowane'. Jeśli chodzi o poczucie siły, to 'pozwalam sobie' może być bardzo zdecydowane — bo wymaga rzeczywistej zgody wewnętrznej, nie performansu. Deklaratywne 'jestem wolny od przeszłości' przy braku tej zgody to pusty dźwięk. Pytanie, które mi się nasuwa: jak to sprawdzasz u siebie? Co daje ci sygnał, że zdanie rzeczywiście coś robi, a nie że tylko je powtarzasz?


Odpowiedz
(@gerwazy73)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 229

@Rodis nie wiem, jak to sprawdzam. I chyba to jest właśnie problem. Powtarzam i czekam na jakiś sygnał, ale nie jestem pewny, jaki sygnał powinienem wypatrywać. Myślałem, że to będzie jakieś wyraźne poczucie ulgi albo że temat po prostu przestanie wracać. Ale ani jedno, ani drugie nie pojawia się w żaden oczywisty sposób.


Odpowiedz
(@mietowa)
Połączone: 4 miesiące temu

Wpisy: 359

@Gerwazy73 brak oczywistego sygnału nie znaczy, że nic się nie dzieje. Zmiana przy pracy z przeszłością często nie wygląda jak przełom — wygląda jak to, że coś, co wcześniej przychodziło automatycznie i mocno, teraz wymaga chwili skupienia, żeby w ogóle wrócić. To subtelne. Ale mam pytanie do ciebie: czy ten temat z przeszłości, przy którym pracujesz, pojawia się teraz równie intensywnie jak na początku tej pracy? Nie mówię o częstotliwości — mówię o intensywności.


Odpowiedz
Wpisy: 248
(@kornelka)
Połączone: 1 rok temu

To, co Gerwazy opisuje, jest bardzo znajome — czekanie na wyraźny moment 'to zadziałało'. Właśnie dlatego te notatki, o których pisałam wcześniej, są dla mnie przydatne — nie jako dowód, że coś działa, ale żeby w ogóle zauważyć różnicę w intensywności po kilku tygodniach. Bo bez zapisu trudno porównać, skąd się startowało.


Odpowiedz
5 Odpowiedzi
(@blazej99)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 49

@Kornelka a jak długo prowadziłaś notatki, zanim zobaczyłaś jakąś różnicę? Pytam, bo samo pisanie przez tydzień i niewidzenie efektu łatwo zrzucić na 'ta metoda nie dla mnie'.


Odpowiedz
(@adeptka)
Połączone: 6 miesięcy temu

Wpisy: 414

@Blazej99 u mnie pierwsze zauważalne różnice pojawiły się po mniej więcej trzech tygodniach regularnych wpisów — i to nie był żaden przełom, tylko coś w rodzaju: 'hm, dziś piszę o tym samym, ale jakoś inaczej'. Gdybym nie miała wcześniejszych wpisów do porównania, w ogóle bym tego nie złapała.


Odpowiedz
(@darka-2)
Połączone: 7 miesięcy temu

Wpisy: 238

@Adeptka a piszesz te notatki rano czy wieczorem? Bo zastanawiam się, czy pora ma znaczenie przy pracy z przeszłością — czy lepiej robić to na świeżo po porannej afirmacji, czy może wieczorem, kiedy jest więcej dystansu do dnia?


Odpowiedz
(@adeptka)
Połączone: 6 miesięcy temu

Wpisy: 414

@Darka.2 ja piszę wieczorem i nie wiem, czy to 'lepiej' — po prostu rano mi nie wychodzi, bo się spieszę. Ale pamiętam, że gdzieś czytałam, że poranek może być skuteczniejszy przy pracy z przekonaniami, bo umysł jest jeszcze w stanie między snem a pełną aktywnością. Nie wiem, czy to potwierdzone, czy tylko popularna opinia — może Mietowa wie więcej?


Odpowiedz
(@mietowa)
Połączone: 4 miesiące temu

Wpisy: 359

@Adeptka to, co opisujesz, to stan hipnagogiczny — tuż po przebudzeniu, kiedy fale mózgowe są jeszcze wolniejsze. Jest faktycznie badany w kontekście podatności na sugestię i autosugestię, Coué zresztą zalecał właśnie tę porę. Ale to nie znaczy, że wieczór nie działa — działa inaczej. Rano masz mniejszy opór krytyczny, wieczorem masz więcej materiału do przepracowania, bo dzień już był. Zależy, co dla ciebie ważniejsze.


Odpowiedz
Wpisy: 87
(@skrzypowa-x)
Połączone: 1 rok temu

Dodam do tego wątku o porze coś z numerologii — liczba dnia tygodnia też może mieć znaczenie przy pracy z przeszłością. Środa jest pod Merkurym, który rządzi komunikacją i umysłem, więc afirmacje wypowiadane w środę mogą łatwiej trafiać do świadomości. Wtorek to Mars, trochę za bojowy do takiej delikatnej pracy. To nie jest reguła absolutna, ale warto to brać pod uwagę.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@martusia61)
Połączone: 5 miesięcy temu

Wpisy: 551

@Skrzypowa.x przepraszam, ale to jest znowu nakładanie zewnętrznej ramy na coś, co jest pracą wewnętrzną. Nie ma żadnych danych, które by pokazywały, że afirmacje wypowiadane w środę są skuteczniejsze niż we wtorek. A ktoś, kto to usłyszy i ma akurat ważne rzeczy do przepracowania we wtorek, może odłożyć pracę na jutro — i to jest realny koszt takiej porady.


Odpowiedz
(@skrzypowa-x)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 87

@Martusia61 to nie jest nakaz, to propozycja. Jeśli ktoś pracuje z systemem numerologicznym na co dzień, to takie powiązania mogą być pomocne jako kontekst, nie jako wymóg. Ale przyjmuję, że powinnam była to wyraźniej powiedzieć.


Odpowiedz
Wpisy: 62
(@fluorytka59)
Połączone: 2 lata temu

Trochę się pogubiłam w tym wątku — chcę się upewnić, że dobrze rozumiem. Afirmacje o przeszłości to nie jest mówienie 'moja przeszłość była dobra', bo to byłoby kłamstwo, tak? Chodzi raczej o coś w rodzaju 'przeszłość była i nie musi mnie definiować'? Bo mam jedno konkretne zdarzenie, przy którym ciężko mi powiedzieć cokolwiek bez poczucia, że albo je bagatelizuję, albo się w nim tarzam.


Odpowiedz
4 Odpowiedzi
(@rodis)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 1324

@Fluorytka59 dobrze rozumiesz. I to, co opisujesz — że każde zdanie albo bagatelizuje, albo trzyma w środku — jest sygnałem, że to zdarzenie wymaga czegoś wcześniej niż afirmacja. Afirmacja nie zastąpi przepracowania. Ona może być krokiem po tym, jak emocje zostały choćby częściowo uznane. Czy przy tym konkretnym zdarzeniu miałaś kiedyś przestrzeń, żeby je opłakać albo się na nie wściec, nie musząc od razu wyciągać wniosków?


Odpowiedz
(@fluorytka59)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 62

@Rodis nie, właściwie nie. Zawsze czułam, że powinnam szybko 'pójść do przodu', że zatrzymywanie się przy tym jest słabością. Może stąd ta niemożność znalezienia zdania, które by nie kłamało.


Odpowiedz
(@mietowa)
Połączone: 4 miesiące temu

Wpisy: 359

@Fluorytka59 to, co opisujesz, to dość klasyczny wzorzec — afirmacja stosowana jako skrót do ominięcia tego, co boli, zamiast jako krok po przepracowaniu. I nie działają nie dlatego, że afirmacje są złe, tylko dlatego, że wymagamy od nich, żeby zastąpiły coś, czego nie zrobiłyśmy przed nimi. Nie mówię, że musisz teraz wracać do tego zdarzenia — ale warto wiedzieć, że jeśli żadne zdanie nie brzmi prawdziwie, to nie jest problem ze słowami.


Odpowiedz
(@kornelka)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 248

@Fluorytka59 sama przez długi czas robiłam dokładnie to samo — używałam afirmacji żeby nie siedzieć przy czymś, a nie żeby z czymś pracować. I paradoksalnie, kiedy w końcu pozwoliłam sobie po prostu poczuć złość na konkretne zdarzenie bez żadnej afirmacji, to potem zdanie 'to było, nie musi mnie dalej trzymać' przyszło samo, bez wysiłku. Nie wiem, czy to reguła, ale u mnie tak było.


Odpowiedz
Wpisy: 60
(@bazylka_76)
Połączone: 1 rok temu

Czytam ostatnie posty Fluorytki i Kornelki i mam pytanie, które mnie gnębi od jakiegoś czasu — gdzie jest granica między 'opłakiwaniem żeby przepracować' a 'siedzeniem w bólu bez wyjścia'? Bo boję się, że jak pozwolę sobie poczuć złość albo smutek przy jakimś temacie, to po prostu utknę tam na długo, a nie pójdę dalej.


Odpowiedz
8 Odpowiedzi
(@modrzewka)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 133

@Bazylka_76 to jest naprawdę ważne pytanie i nie ma na nie prostej reguły. Z mojego doświadczenia: tkwienie w bólu bez ruchu ma inną jakość niż przepracowywanie. Przy przepracowaniu coś się zmienia — nawet jeśli powoli, nawet jeśli boli. Tkwienie wygląda jak kręcenie się w kółko przy tej samej narracji. Ale uczciwie: rozpoznanie tej różnicy we własnym przypadku jest trudne i często potrzeba kogoś z zewnątrz, żeby to zobaczyć. Nie zawsze sami jesteśmy w stanie ocenić, gdzie jesteśmy.


Odpowiedz
(@modrzewka)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 133

@Bazylka_76 jedno, na co zwracam uwagę u siebie: gdy tkwię, to wracam do tego samego miejsca w tej samej historii za każdym razem. Gdy przepracowuję, to też wracam, ale za każdym razem jestem jakiś centymetr dalej albo patrzę pod innym kątem. To jest ta różnica. Nie to, że boli mniej — bo czasem boli bardziej — ale że coś w tym ruchu jest.


Odpowiedz
(@bazylka_76)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 60

@Modrzewka to jest jakiś drogowskaz, dziękuję. Tylko że ja nie zawsze umiem ocenić, czy jestem centymetr dalej, czy po prostu zmieniło się moje nastawienie danego dnia. Skąd wiadomo, że to postęp, a nie tylko lepsza chwila?


Odpowiedz
(@kornelka)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 248

@Bazylka_76 właśnie dlatego te notatki, o których pisałam — nie po to, żeby analizować, tylko żeby po miesiącu mieć coś konkretnego do porównania. Bo 'lepsza chwila' mija, a zapis zostaje. I widać wtedy, czy lepsze chwile są coraz częstsze, czy wciąż w tym samym rytmie.


Odpowiedz
(@fluorytka59)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 62

@Kornelka a jak to konkretnie wygląda u ciebie? Bo mówisz 'notatki', ale nie wiem — piszesz jakieś zdania o tym zdarzeniu, czy raczej o tym, co czujesz teraz? Bo te dwie rzeczy to chyba co innego.


Odpowiedz
(@kornelka)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 248

@Fluorytka59 piszę o tym, co czuję w danym momencie, nie o samym zdarzeniu. Zdarzenie opisałam raz, na początku, żeby wiedzieć, o czym piszę. Potem kolejne wpisy to już tylko: jak teraz, jak intensywnie, co przyszło samoistnie. I właśnie w intensywności widać ruch — albo go nie widać, co też jest informacją.


Odpowiedz
(@gerwazy73)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 229

@Kornelka to mi trochę przypomina to, o czym mówiłem wcześniej — że czekam na sygnał. Może problem polega na tym, że szukałem czegoś wyraźnego, a tu chodzi o coś, co widać dopiero w zestawieniu, nie w jednym momencie?


Odpowiedz
(@mietowa)
Połączone: 4 miesiące temu

Wpisy: 359

@Gerwazy73 tak to mniej więcej działa. Zmiana przekonań rzadko wygląda jak pstrykniecie przełącznika. Badania Deborah Tannen nad językiem wewnętrznym pokazują, że nawet zmiana tonu, jakim mówimy do siebie o danej historii, jest już przesunięciem — zanim w ogóle poczujemy coś wyraźnie inaczej. Stąd właśnie zapis może być bardziej czuły od subiektywnego poczucia.


Odpowiedz
Wpisy: 49
(@blazej99)
Połączone: 1 rok temu

a co jeśli nie umiem pisać tych notatek bez oceniania? Siadam i zamiast opisywać co czuję, to piszę, że powinienem już być dalej, że to głupie, że inni sobie dawno poradzili. I po takim wpisie jest gorzej niż przed.


Odpowiedz
3 Odpowiedzi
(@rodis)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 1324

@Blazej99 to nie jest problem z notatkami, to jest problem z wewnętrznym krytykiem, który przejął sterowanie nad piórem. Notowanie nie musi oznaczać pisania narracji. Możesz zapisać samo zdanie — dosłownie jedno — bez komentarza. 'Dzisiaj wróciło tamto.' Koniec. To wystarczy jako zapis.


Odpowiedz
(@blazej99)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 49

@Rodis jedno zdanie bez komentarza... to brzmi jak coś, co bym był w stanie faktycznie zrobić. A to nie jest za mało, żeby cokolwiek zobaczyć po czasie?


Odpowiedz
(@modrzewka)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 133

@Blazej99 za mało to jest nie zapisywać nic. Jedno zdanie mówi co najmniej: czy temat wrócił, czy nie wrócił, czy wrócił mocno czy lekko. To trzy informacje naraz.


Odpowiedz
Wpisy: 238
(@darka-2)
Połączone: 7 miesięcy temu

Mam pytanie trochę z boku tego, o czym piszecie — czy do tych notatek w ogóle powinny być dołączone afirmacje, czy lepiej je trzymać osobno? Bo próbowałam pisać jedno i drugie razem i miałam wrażenie, że afirmacja od razu 'przykrywa' to, co właśnie napisałam.


Odpowiedz
4 Odpowiedzi
(@kornelka)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 248

@Darka.2 u mnie są osobno i celowo. Notatka to jest rzeczywistość jaka jest, afirmacja to jest kierunek, w którym chcę iść. Mieszanie ich ze sobą dawało mi efekt, który opisujesz — jakby afirmacja nakładała cenzurę na to, co dopiero co czułam. Potrzebuję chwili między jednym a drugim.


Odpowiedz
(@skrzypowa-x)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 87

@Darka.2 w pracy z numerologią osobistą często się zaleca pisanie afirmacji związanych z liczbą duszy przed jakąkolwiek analizą — bo liczba duszy wskazuje na głębszą motywację, a afirmacja 'zabarwia' zapis emocjonalny zgodnie z tym, czego naprawdę potrzebujesz. To może być jedna z metod na ten problem.


Odpowiedz
(@martusia61)
Połączone: 5 miesięcy temu

Wpisy: 551

@Skrzypowa.x ale to nie odpowiada na pytanie Darki. Ona pytała o kolejność w pracy z przeszłością, nie o to, jaką afirmację dobrać. I nie ma żadnych podstaw, żeby twierdzić, że liczba duszy 'zabarwia' zapis emocjonalny w jakiś określony sposób — to jest dość duże uproszczenie, które może kogoś zaprowadzić w złym kierunku.


Odpowiedz
(@skrzypowa-x)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 87

@Martusia61 masz rację, że odpowiedziałam obok pytania. Przepraszam Darkę. Co do liczby duszy — to jest metafora, nie twierdzenie dosłowne. Powinnam była to zaznaczyć.


Odpowiedz
Wpisy: 414
(@adeptka)
Połączone: 6 miesięcy temu

Wracając do pytania Darki — u mnie sprawdziło się to, że najpierw piszę notatkę, potem odkładam zeszyt, robię coś innego, a afirmację powtarzam znacznie później, już bez wracania do notatki. Nie wiem, czy to 'poprawna' metoda, ale przestałam mieć poczucie, że jedno drugiemu przeczy.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@fluorytka59)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 62

@Adeptka to ciekawe, bo ja właśnie mam to poczucie sprzeczności — jakby afirmacja i wspomnienie nie mogły siedzieć w tym samym miejscu naraz. Może problem nie jest w afirmacji jako takiej, tylko w tym, że próbuję je używać zbyt blisko tego, co boli?


Odpowiedz
(@mietowa)
Połączone: 4 miesiące temu

Wpisy: 359

@Fluorytka59 to jest bardzo trafna obserwacja. Afirmacja działa lepiej jako krok po pewnym przetworzeniu niż jako sposób do tłumienia aktywowanego wspomnienia. Jeśli wspomnienie jest w pełni aktywne emocjonalnie, afirmacja często generuje opór — właśnie to uczucie sprzeczności, o którym piszesz. To nie znaczy, że afirmacja jest zła, tylko że jej czas nie jest teraz.


Odpowiedz
Wpisy: 81
(@heksanka60)
Połączone: 1 rok temu

A jak w ogóle poznać, że wspomnienie zostało 'przetworzone' tyle, żeby afirmacja mogła zadziałać? Bo jak dla mnie to brzmi jak szukanie momentu, który może w ogóle nie przyjść.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@mietowa)
Połączone: 4 miesiące temu

Wpisy: 359

@Heksanka60 to dobre pytanie i nie ma na nie jednej odpowiedzi. Ale są sygnały, które można obserwować. Jeden z nich to to, że wspomnienie pojawia się bez natychmiastowego skurczu w klatce — możesz je pomyśleć bez wchodzenia w stary stan emocjonalny. Nie znaczy to, że jest 'neutralne', bo historia może wciąż coś ważyć. Ale przestaje być jak dotykanie otwartej rany. Fosha i Siegel opisują to jako przejście od dysregulacji do regulacji — i właśnie wtedy afirmacja ma szansę nie zostać odrzucona przez system nerwowy jako coś fałszywego.


Odpowiedz
Wpisy: 81
(@heksanka60)
Połączone: 1 rok temu

a jak długo to może trwać? Bo słyszałam, że są rzeczy, które nigdy tak naprawdę nie przestają boleć. Czy to znaczy, że do niektórych historii afirmacje po prostu nie pasują?


Odpowiedz
6 Odpowiedzi
(@rodis)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 1324

@Heksanka60 'nigdy nie przestają boleć' i 'nie można pracować z afirmacją' to dwie różne rzeczy. Są rzeczy, które zostają — strata, żałoba, trudne dzieciństwo. Ale afirmacja nie musi czekać na brak bólu. Może działać obok bólu, o ile nie jest używana jako próba jego usunięcia. 'Jestem w stanie nieść to, co noszę' to zupełnie inna afirmacja niż 'jestem szczęśliwa i wolna'.


Odpowiedz
(@blazej99)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 49

@Rodis to 'jestem w stanie nieść to, co noszę' — to jest przykład afirmacji, która nie zaprzecza? Bo dla mnie to brzmi trochę jak pogodzenie się z czymś złym na zawsze.


Odpowiedz
(@modrzewka)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 133

@Blazej99 pogodzenie się i zaakceptowanie to nie jest to samo co rezygnacja. Jeśli niesiesz coś ciężkiego i wiesz, że możesz to nieść, to jesteś silniejszy niż wtedy, kiedy zaprzeczasz, że to w ogóle jest ciężkie.


Odpowiedz
(@kornelka)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 248

@Blazej99 ja miałam podobny opór wobec takich afirmacji — brzmiały jak kapitulacja. Ale z czasem zauważyłam, że to, co wydawało się poddaniem, dawało mi więcej energii niż te afirmacje, które brzmiały jak rozkaz dla siebie. 'Zasługuję na miłość' powtarzałam i czułam, że kłamię. 'Uczę się być dla siebie łagodna' — to akurat mogłam powiedzieć bez wewnętrznego sprzeciwu.


Odpowiedz
(@darka-2)
Połączone: 7 miesięcy temu

Wpisy: 238

@Kornelka czyli ważne jest, żeby afirmacja była czymś, w co można choć trochę uwierzyć w momencie, kiedy się ją mówi? A co, jeśli nie wierzę w nic z tych rzeczy, które powinny mi pomagać?


Odpowiedz
(@mietowa)
Połączone: 4 miesiące temu

Wpisy: 359

@Darka.2 jest na to termin w psychologii poznawczej — 'believability gap', czyli luka wiarygodności. Jeśli afirmacja jest zbyt daleko od aktualnego stanu przekonań, mózg ją odrzuca. Dlatego skuteczniejsze są afirmacje w trybie procesu, a nie stanu: 'uczę się', 'zaczynam rozumieć', 'powoli' — zamiast 'jestem' i 'mam'. Zmniejszasz tym dystans między tym, co czujesz, a tym, co powtarzasz.


Odpowiedz
Wpisy: 229
(@gerwazy73)
Połączone: 1 rok temu

Mam pytanie do całej tej rozmowy o afirmacje i przeszłość — czy ktoś tu faktycznie zauważył zmianę w tym, jak myśli o konkretnym wydarzeniu z przeszłości? Nie mówię o poczuciu, że 'robię postępy' w ogóle, tylko właśnie o czymś konkretnym. Bo zaczynam się zastanawiać, czy to w ogóle działa na coś tak trwałego jak pamięć.


Odpowiedz
3 Odpowiedzi
(@adeptka)
Połączone: 6 miesięcy temu

Wpisy: 414

@Gerwazy73 u mnie tak. Mam jedno konkretne zdarzenie z kilku lat temu, wróciłam do niego po jakichś czterech miesiącach pracy i stwierdziłam, że opisuję je inaczej niż wcześniej. Nie że zapomniałam, nie że już mi nie zależy — ale zmieniło się to, co ten fakt mówi o mnie. Wcześniej myślałam, że to znaczy, że jestem głupia. Teraz myślę, że po prostu nie miałam wtedy wystarczająco informacji. To drobne, ale to realna różnica.


Odpowiedz
(@gerwazy73)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 229

@Adeptka a co konkretnie robiłaś przez te cztery miesiące? Tylko afirmacje, czy coś jeszcze?


Odpowiedz
(@adeptka)
Połączone: 6 miesięcy temu

Wpisy: 414

@Gerwazy73 głównie pisałam — notatki, nie pamiętnik. I kilka afirmacji w trybie, o którym pisała Mietowa, czyli z 'uczę się' zamiast 'jestem'. Plus raz na jakiś czas wracałam do starszych wpisów i czytałam je jak cudzy tekst, żeby zobaczyć, czy coś się zmieniło. Nie robiłam żadnych rytuałów przy tym, chociaż myślałam o tym.


Odpowiedz
Wpisy: 327
(@kostroma)
Połączone: 5 miesięcy temu

Ja do afirmacji dotyczących przeszłości używam też pracy z czakrą splotu słonecznego, bo to tam siedzi dużo starych wzorców związanych z poczuciem własnej wartości i wstyd. Afirmacje mówione przy jednoczesnym skupieniu uwagi na tej okolicy brzucha działają u mnie szybciej niż samo powtarzanie. Nie wiem, czy to kwestia ciała, czy skupienia, ale różnica jest wyraźna.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@martusia61)
Połączone: 5 miesięcy temu

Wpisy: 551

@Kostroma chcę zapytać — skąd wiesz, że to czakra splotu słonecznego odpowiada za to przyspieszenie, a nie po prostu skupienie uwagi na ciele w ogóle? Bo sama praca z oddechem skierowanym w okolicę brzucha daje podobny efekt regulacji układu nerwowego i to jest dobrze zbadane. Nie kwestionuję twojego doświadczenia, tylko czy sama zastanawiałaś się nad tym rozróżnieniem?


Odpowiedz
(@kostroma)
Połączone: 5 miesięcy temu

Wpisy: 327

@Martusia61 szczerze? Nie robiłam takiego eksperymentu, żeby sprawdzić jedno bez drugiego. Próbowałam kiedyś afirmacji bez skupienia na ciele i było słabiej, ale nie wiem, czy to przez czakrę czy przez brak uwagi na ciało. Może masz rację, że nie da się tego rozdzielić.


Odpowiedz
Strona 1 / 2
Udostępnij: