Pytanie Dzikitaurusa jest w sumie uczciwe, bo rzeczywiście dużo twierdzeń w tej dziedzinie krąży bez solidnego oparcia. Ale kwestia dysonansu poznawczego jest opisana dość szeroko i niekoniecznie pochodzi od guru. Problem polega na tym, że większość dyskusji o afirmacjach pomija pytanie o indywidualny próg tego oporu, a to on decyduje, która formuła jest dla kogo odpowiednia.
to jak w takim razie ten próg sprawdzić? Czekasz aż poczujesz opór, czy jest jakiś sposób żeby to ocenić zanim zaczniesz?
A co jeśli nie wiesz czy to jest opór czy po prostu sceptycyzm wobec całej praktyki? Bo u mnie zawsze jest jakiś głos, który mówi 'to bez sensu', niezależnie od formuły. Nigdy nie byłam pewna, czy to problem z treścią afirmacji, czy z tym że w ogóle nie wierzę że to działa.
To co pisze Mistralka ma sens, ale mam jedno pytanie do tego. Czy można w ogóle skutecznie pracować z afirmacjami, jeśli ten sceptycyzm wobec metody jest duży? Czy nie lepiej wtedy po prostu jej nie używać i szukać czegoś innego?
Dokładnie na tym polegał mój błąd przez pierwsze kilka miesięcy. Traktowałam opór jako coś do pokonania siłą powtórzeń, jakby miało kiedyś samo przejść. Nie przeszło. Zmieniło się dopiero gdy przestałam walczyć z oporem, a zaczęłam go traktować jako informację o tym, co naprawdę myślę o sobie w tym miejscu.
To jest inne podejście niż to, o którym się najczęściej czyta. Większość opisów afirmacji zakłada że po prostu powtarzasz i z czasem to wchodzi. A tu wychodzi, że afirmacja może być punktem wyjścia do czegoś głębszego. Czy to nadal są afirmacje, czy to już coś innego?
No i w tym miejscu wracamy do tego co mówiłem wcześniej, że ludzie mieszają różne rzeczy pod jedną nazwą i potem nie wiadomo o czym w ogóle rozmawiamy. Afirmacje to jedno, praca z przekonaniami to drugie, mindfulness to trzecie. Jak wszystko nazywamy afirmacją, to każda dyskusja kręci się w kółko.
Mam pytanie do całej tej rozmowy o szkodliwości, bo chyba umknął mi jeden wątek. Mówiliśmy o afirmacjach dotyczących granic i mówienia 'nie'. Czy ta szkodliwość, o której rozmawiamy, jest specyficzna dla tego tematu, czy dotyczy afirmacji w ogóle? Bo intuicja mi mówi że afirmacje o granicach mogą mieć inną dynamikę niż afirmacje o czymkolwiek innym.
Zastanawiam się nad jedną rzeczą, którą trochę pominęliśmy. Mówiliśmy dużo o tym co się dzieje gdy afirmacja jest za daleka od stanu obecnego. Ale co z sytuacją odwrotną, czyli gdy jest za bliska? Ktoś, kto w sumie potrafi odmawiać, tylko ma z tym lekki dyskomfort, i zaczyna pracować z bardzo intensywnymi afirmacjami o 'pełnym prawie do siebie' i 'nikt nie ma władzy nad moją decyzją'. Czy to też może być szkodliwe, tylko w innym kierunku?
