Mam takie pytanie, bo ostatnio zaczęłam chodzić na spotkania grupy, która pracuje z afirmacjami wspólnie, i szczerze nie wiem co o tym myśleć. Sama od kilku lat powtarzam swoje afirmacje rano, indywidualnie, i miałam z tego konkretne efekty. Ale w grupie czuję jakieś inne natężenie - trudno mi powiedzieć, czy to sugestia innych osób, czy naprawdę coś się sumuje energetycznie. Ktoś z was ma doświadczenie z obydwoma podejściami? Zastanawia mnie, czy szybkość efektów naprawdę się różni, czy to tylko kwestia motywacji, bo w grupie trudniej odpuścić.
To jest pytanie, które słyszę od lat i nie ma na nie jednej odpowiedzi. Z tego co widzę w praktyce - w grupie efekty często pojawiają się szybciej, ale nie dlatego, że 'energii jest więcej'. Raczej dlatego, że afirmacja wypowiedziana na głos przed innymi ludźmi angażuje inną część ciebie. Jest zobowiązanie, jest świadek. Samotna praktyka ma za to inną zaletę - możesz dostosować tempo, treść i formę do siebie, bez kompromisów. Która metoda działa szybciej, to według mnie zależy od tego, co blokuje konkretną osobę. Jeśli problemem jest wewnętrzna cisza i konsekwencja - samotna praca może być trudniejsza na start.
A jak w ogóle wygląda takie spotkanie grupy z afirmacjami? Wyobrażam sobie, że siedzicie w kółku i powtarzacie razem jakieś zdania, ale chyba to nie tak? Czy każda osoba mówi coś innego, czy jest jedna wspólna afirmacja?
Byłam kiedyś na takim kole i szczerze - mi nie podeszło. Czułam, że dostosowuję swoją afirmację do tego, żeby brzmiała dobrze dla innych, a nie żeby była moja. Zaczęłam unikać tematów, które uważam za zbyt osobiste. I właśnie to jest dla mnie argument za pracą samotną - nikt nie patrzy, nikt nie ocenia, mówisz to, co naprawdę chcesz zmienić. Ale rozumiem, że dla kogoś innego ta presja grupy może być mobilizująca.
Muszę tu coś prostować, bo widzę że porównujecie rzeczy, które nie są bezpośrednio porównywalne. Szybkość efektów afirmacji zależy przede wszystkim od regularności i od tego, czy afirmacja jest ułożona poprawnie - czyli czy jest w czasie teraźniejszym, czy jest osobista, czy mózg jej 'nie odrzuca' jako fałszu. Grupo czy solo to jest kontekst, ale nie przyczyna. Widziałam osoby, które chodziły latami na grupowe spotkania i nic się nie zmieniło, bo afirmowały coś, w co głęboko nie wierzyły. I odwrotnie - ktoś pracuje sam przez miesiąc z dobrze ułożoną afirmacją i efekty są konkretne.
chodzi o to, że jeśli powtarzasz 'jestem spokojna i pewna siebie', a jednocześnie twój wewnętrzny głos natychmiast odpowiada 'nie, nie jesteś', to mózg rejestruje sprzeczność i afirmacja nie zakorzenia się. To nie jest mistyka, to jest kwestia spójności przekazu. Dlatego część praktyków zaleca afirmacje pomostowe - np. 'uczę się być spokojna' zamiast stwierdzenia, które brzmi jak kłamstwo. W grupie ten mechanizm działa tak samo, z tą różnicą, że zewnętrzny rytm i głosy innych mogą czasem 'przebić' ten wewnętrzny opór.
A skąd wiadomo, że afirmacja jest dobrze ułożona? Szukałam w internecie i każde źródło mówi coś trochę innego - jedni że czas teraźniejszy, inni że przyszły, jedni że krótka, inni że szczegółowa. Jak to w końcu jest?
Mam inne spostrzeżenie na temat grupy. Pracowałam przy kilku rytuałach zbiorowych i zauważyłam, że wspólna intencja naprawdę robi różnicę - nie wiem czemu, ale czuć coś innego niż solo. Przy afirmacjach może być podobnie? Że sama treść jest mniej ważna niż energia zbiorowa, którą tworzycie?
A czy to nie jest tak, że do grupy w ogóle lepiej iść, kiedy jest się już po jakimś czasie samotnej pracy? Żeby wiedzieć co się chce i mieć to już trochę zakorzenione, a grupa to tylko przyspiesza? Bo wydaje mi się, że wchodzenie prosto do grupy bez żadnej własnej praktyki to jak wchodzenie na wspólne ćwiczenia fizyczne, kiedy jeszcze nie wiesz, jak poruszać ciałem.
Tę rozmowę czytam z uwagą i chcę dodać coś, co tu umyka. Afirmacje są skuteczne, gdy są praktykowane konsekwentnie - niezależnie od kontekstu, grupowego czy samotnego. Problem polega na tym, że grupy ezoteryczne bardzo często zamieniają afirmacje w rytuał społeczny, gdzie ważniejsze staje się poczucie przynależności i wzajemnego potwierdzenia niż faktyczna praca wewnętrzna. To nie jest zarzut, to obserwacja. Dlatego nie powiedziałabym, że jedno działa szybciej od drugiego - powiedziałabym, że działają różne mechanizmy i warto wiedzieć, na który z nich odpowiadasz.
No ale kiedy w końcu widać efekty? Tydzień, miesiąc? Bo czytam i czytam i nadal nie wiem, ile muszę to robić, żeby cokolwiek poczuć. Wolę konkrety.
Wracając do pytania o grupę versus solo - mam wrażenie, że ta dyskusja pokazuje, że nie chodzi o szybkość samą w sobie, tylko o to, co konkretnie blokuje daną osobę. Niektórym potrzeba zewnętrznej struktury i obecności innych, żeby w ogóle usiąść i zrobić tę pracę regularnie. Innym ta sama obecność przeszkadza. Może lepsze pytanie brzmi: co u ciebie sprawia, że odpuszczasz, i czy grupa to naprawia, czy tylko przesuwa problem?
A czy afirmacje w ogóle trzeba mówić głośno, żeby działały? Bo ja głównie powtarzam je w głowie, w drodze do pracy, i zawsze się zastanawiałam, czy to w ogóle ma sens, czy muszę koniecznie je wypowiadać na głos.
To co piszą Szafranka i Agnisia zgadza się z moim odczuciem. Ja weszłam do grupy zupełnie z marszu i przez cały czas czułam się trochę na bieżąco, trochę gubiłam wątek - bo inni mieli swoje ugruntowane afirmacje, a ja jeszcze szukałam w ogóle, o czym chcę pracować. Może dlatego tak bardzo czułam tę autocenzurę, o której pisałam wcześniej.
A jak w ogóle wchodzi się do takiej grupy? Szukam czegoś w okolicach Trójmiasta i nie mam pojęcia, czy to są otwarte spotkania, zamknięte kółka, czy trzeba kogoś znać. Bo żeby w ogóle porównywać grupę z solową pracą, to chyba najpierw trzeba do tej grupy gdzieś trafić?
Wróciłabym do pytania z tytułu wątku, bo mam wrażenie, że trochę odpłynęłyśmy. Czy afirmacje działają szybciej w grupie czy solo - to co tu wyszło w dyskusji, to że nie ma jednej odpowiedzi. Ale zaczyna mi się klarować coś innego: może 'szybkość' to zły miernik. Może chodzi o to, co dane środowisko robi z twoim oporem, bo to on decyduje, czy afirmacja w ogóle ma szansę dotrzeć głębiej.
no dobra, ale jak sprawdzasz czy ten opór zmalał? Bo to brzmi sensownie w teorii, ale w praktyce nie wiem, co miałabym obserwować. Zmianę nastroju? To, że mniej się stresuję? Że coś się wydarzyło w życiu?
Dorzucę coś, bo ta rozmowa o oporze mi coś przypomniała. Przy pracy z kamieniami też mamy podobny mechanizm - jeśli coś wywołuje silną reakcję odrzucenia albo dyskomfort, to często znaczy, że dotyka czegoś realnego. Z afirmacjami to brzmi tak samo: opór to informacja, nie przeszkoda do ominięcia. Pytanie, czy w grupie łatwiej to zauważyć, bo ktoś z zewnątrz może to zobaczyć, czy trudniej, bo wstydzisz się tej reakcji?
Mam głupie pytanie ale się zapytam - czy można pracować z kiloma afirmacjami na raz czy to się gryzie? Bo czytałam że lepiej jedna, ale mam dosłownie trzy rzeczy, nad którymi chciałabym pracować jedocześnie i nie wiem, czy to ma sens.
Wróciłabym do kwestii grupy, bo jeszcze nie wybrzmiało jedno: w grupie ktoś was prowadzi czy samoorganizujecie się? Bo wydaje mi się, że to robi ogromną różnicę. Spotkanie z kimś, kto wie, co robi, a przypadkowe zebranie osób, które wspólnie powtarzają afirmacje - to są dwie różne rzeczy i chyba nie powinno się ich wrzucać do jednego worka.
to ważne, że macie prowadzącą. Bo właśnie chciałam dopytać - czy ona też weryfikuje, kiedy afirmacja jest 'skończona', czy to każda sama czuje? Bo po tym co pisała Sprawiedliwa o tym braku momentu zaliczenia, zastanawiam się, jak to wygląda w praktyce grupowej.
Dobra, bo mam konkretne pytanie do tych co byli w grupach - ile czasu faktycznie minęło zanim poczułyście różnicę? Tydzień, miesiąc? Bo to co tu piszecie o oporze i przekonaniach brzmi sensownie, ale chciałabym wiedzieć, czy to jest coś na kilka tygodni czy raczej w nieskończoność.
A mam pytanie trochę z boku - czy afirmacje muszą byc w pierwszej osobie? Bo gdzieś czytałam że 'jestem' działa inaczej niż 'chcę być' albo 'staję się'. I teraz mam wszystkie trzy wersje w głowie i nie wiem której używać.
To co Pentagramia pisze ma sens, ale zastanawiam się - czy nie da się tego obejść? Na przykład tak, że każdy przychodzi ze swoją afirmacją, a powtarzacie je razem, każdy swoje, jednocześnie? Czy to by miało jeszcze sens grupowy, skoro każdy mówi co innego?
Wróciłabym jeszcze do pytania z tytułu wątku, bo po tej rozmowie myślę, że odpowiedź jest bardziej złożona niż się wydaje. Nie chodzi o to, gdzie szybciej, tylko co rozumiemy przez efekt. Zmiana przekonania - raczej solo, bo masz kontrolę nad procesem. Wytrwanie w praktyce - raczej grupa, bo jest zewnętrzna struktura. Jeśli ktoś nie ma dyscypliny wewnętrznej, grupa da mu szkielet. Jeśli ktoś ma, solo może być czystsze.
A wracając do tego co Sprawiedliwa pisała o formie 'jestem' kontra 'staję się' - nie za bardzo rozumiem skąd wiadomo, że 'staję się' zawiera ruch. Dla mnie to nadal brzmi jak coś w oddali, jakby mówiła że nigdy w pełni nie dojdziesz. Czy nie ma tu jakiejś pułapki?
ok ale jednak - ktoś tu miał konkretny wynik z grupy szybciej niż samodzielnie? Bo ta rozmowa kręci się głównie wokół tego co może nie działać, a ja ciągle czekam na kogoś, kto powie 'tak, w grupie było szybciej i mam na to dowód z własnego życia'.
