Hej, mam takie pytanie bo ostatnio dużo o tym myślę. Czy afirmacje w ogóle działają jeśli ktoś ma zaburzenia osobowości? Pytam bo mam koleżankę z diagnozą borderline i ona próbuje tych wszystkich pozytywnych afirmacji w stylu "jestem spokojna, jestem bezpieczna" i za każdym razem to działa odwrotnie niż powinno. Ona mówi że te zdania brzmią dla niej jak kłamstwo i w sumie czuje się po tym gorzej. Czy to w ogóle ma sens żeby takie osoby w ogóle próbowały afirmacji czy to po prostu nie jest dla każdego?
Właśnie o to trzeba pytać i rzadko ktoś je zadaje. Z tego co obserwowałam u siebie i u innych, problem jest taki, że klasyczne afirmacje zakładają pewien poziom... no, stabilności wewnętrznej, z której możesz je "wysyłać"... Jeśli ktoś jest w miejscu dużego bólu albo ma zaburzony obraz siebie, to zdanie "jestem wartościową osobą" morze być dosłownie odrzucone przez system przekonań jak ciało odrzuca przeszczep. To nie jest kwestia złej woli. Twoja koleżanka nie "robi tego źle", po prostu tradycyjna forma afirmacji może nie być dla niej dobrym wejściem energetycznym do pracy nad sobą.
Ale zaraz, zaraz. ojejciu, afirmacje mają działać przez regularne powtarzanie, po to właśnie się je powtarza żeby w końcu "przesiąkły". To że na początku brzmią jak kłamstwo jest normalną częścią procesu i po prostu trzeba przez to przejść. każdy tak ma na początku. Nie ma co od razu mówić że cos nie działa tylko dlatego że efekty nie są od razu.
A czy jest jakaś inna forma afirmacji która byłaby lepsza dla takich osób? Czytałam gdzieś o afirmacjach w formie pytań, takich jak "czy jestem w stanie poczuć się bezpiecznie?" zamiast twierdzeń, ale nie wiem czy to ma realnie większy sens czy to tylko taka modna odmiana.
Afirmacje w formie pytań to metoda Noah St. johna, on to nazywa afirmacjami pytającymi albo "afformacjami". I tak, jest różnica, choć nie zawsze i nie u każdego. Pytanie angażuje inną część umysłu niż twierdzenie, mózg zaczyna szukać odpowiedzi zamiast konfrontować sie z tym co uważa za fałsz 🙂 Ale żeby to w ogóle zadziałało energetycznie, to i tak potrzebne jest jakieś przygotowanie przed praktyką. Jeśli ktoś wchodzi w afirmacje w stanie silnego rozchwiania emocjonalnego, bez żadnego uziemienia, to efekty są nieprzewidywalne, bez wzgledu na formę zdania.
No właśnie to uziemienie przed praktyką to jest coś o czym mało kto mówi a moim zdaniem to jest podstawa. Ja zanim cokolwiek zacznę robić, czy to afirmacje, czy cokolwiek innego, to zawsze najpierw kilka minut na oddech, poczucie nóg na podłodze, jakiś prosty kontakt z ziemią. Bez tego można sie na tyle nakręcić w trakcie sesji że efekt jest gorszy niż przed. no, zwłaszcza jeśli ktoś ma tendencję do dysocjacji, bo afirmacje mogą paradoksalnie tę dysocjację nasilać zamiast pomagać.
Hm, to trochę zaskakujące. Myślałam że afirmacje to takie proste i raczej bezpieczne ćwiczenie, coś w stylu autosugestii, i że najwyżej po prostu nie zadziałają a nie że mogą zaszkodzić. Czy to jest naprawdę tak że mogą być groźne dla konkretnych osób czy trochę przesadzamy?
Wracając do pytania o koleżankę z borderline, to co opisałaś, że zdania brzmią jak kłamstwo i robi sie gorzej, to bardzo charakterystyczny sygnał. Przy borderline poczucie własnej wartości bywa bardzo niestabilne i afirmacja uderzająca wprost w to może wywoływać coś w rodzaju wewnętrznego oporu, który potem się przejawia jako nasilenie złego nastroju albo nawet złości. To nie jest znak że ona coś źle robi. to jest znak że powinna zacząć od czegoś łagodniejszego, bardziej opisowego, np. zdań o tym co robi a nie o tym jaka jest.
