Ostatnio utknęłam przy jednej rzeczy i chciałam się zapytać, bo nigdzie nie mogę znaleźć sensownej odpowiedzi. Pracuję z afirmacjami od jakiegoś czasu i generalnie działa, ale chodzi mi o to co się dzieje gdy próbujesz afirmować coś, co stoi w sprzeczności z tym co czujesz w środku. Np. mówię sobie "jestem spokojna i pewna siebie" a jednocześnie mam w sobie jakiś stary strach, który siedzi głęboko. I teraz pytanie - czy afirmacja to nie jest przypadkiem zaklejanie czegoś plastrem zamiast prawdziwego przepracowania? Bo czytałam troche o pracy z cieniem Junga i mam wrażenie że to może wchodzić w konflikt. Że afirmując pozytywne rzeczy, wypieramy to co trudne i cień wtedy się rozrasta a nie kurczy. czy ktoś to jakoś sensownie łączy?
To jest akurat dobre pytanie i cieszę się że ktoś w końcu je zadał, bo większość materiałów o afirmacjach kompletnie to pomija. Problem polega na tym że standardowe afirmacje w stylu "jestem piękna i bogata" faktycznie mogą działać jak mechanizm wyparcia. Nakładasz warstwę pozytywności na coś, co leży nieruszone pod spodem. Jung pisał o tym dosyć precyzyjnie - to co wypychamy ze świadomości nie znika, tylko zyskuje na sile w nieświadomości. Więc tak, jest tu realne napięcie. Ale to nie znaczy że afirmacje w ogóle nie działają, raczej że trzeba wiedzieć jak ich używać żeby nie kopać sobie dołka.
Dodam coś co może być ciekawe dla osób które łączą afirmacje z pracą z cieniem. Jest taki efekt w badaniach nad uczeniem się - mózg w stanie silnego pobudzenia emocjonalnego koduje informacje znacznie głębiej niż w stanie neutralnym. To oznacza że jeśli wypowiadasz afirmację z poziomu autentycznego, nawet bolesnego kontaktu z tym co czujesz, a nie z poziomu "udawania że jest dobrze", to ta afirmacja ma szansę wejść głębiej. Nie ma tu zadnej magii w potocznym sensie, to po prostu kwestia tego jak działa konsolidacja pamięci i przetwarzanie emocjonalne. Cień Junga i nowoczesna psychologia poznawcza mówią tu zaskakująco podobnymi głosami.
Mnie zawsze się wydawało że to sprzeczność - no bo jak możesz jednocześnie czuć strach I mówić sobie że jesteś spokojna? Ale hyba rozumiem co macie na myśli. To nie chodzi o to żeby strach zignorować, tylko żeby powiedzieć mu "widzę cię, ale wybieram inne wyjście". Czy dobrze to rozumiem? Bo jak tak to ujmę to przestaje mi to brzmieć jak okłamywanie siebie 😀
U mnie to wyglądało tak że przez długi czas powtarzałam sobie że jestem odważna, a w środku byłam przerażona. i zamiast lepiej to czułam się jakoś... fałszywie? jakby dwie warstwy we mnie szły w dwóch różnych kierunkach. w końcu zaczęłam mówić inaczej, mniej "jestem", bardziej "staję się" albo "pozwalam sobie". i dziwnie ale to drugie mniej boli. bo pierwsze było jak rozkaz, a drugie jak zaproszenie.
To co opisuje Czeslawa81 to jest właśnie sedno 🙂 "Jestem" przy silnym cieniu brzmi dla podświadomości jak kłamstwo i ona to wie, a wtedy opór rośnie a nie maleje. Pracowałam z różnymi osobami przy tym temacie i wzorzec jest podobny - afirmacje w formie stanu docelowego ("jestem") działają tylko jeśli ta osoba ma już jakiś fundament pod tym twierdzeniem. Jeśli go nie ma, lepiej działa forma procesualna albo intencyjna. Można by to porównać do kamienia - nie połóż fundamentu tam gdzie grunt jest podmokły, bo i kamień i fundament pójdą w dół razem.
