Hej, chciałam zapytać o afirmacje do pracy z bioenergoterapeutą. Chodzi mi konkretnie o taką sytuację - mam sesje regularnie, ale wyniki zdrowotne kompletnie niewidoczne. Terapeuta mówi żeby ufać procesowi, ale ja nie wiem jak to w sobie utrzymać kiedy nic się nie dzieje. Czy są jakieś afirmacje ktore pomagają właśnie w tym czekaniu? Nie w przyciąganiu zdrowia w ogóle, tylko w tym zeby nie zwariować kiedy nie widać efektów.
To jest jedno z trudniejszych zagadnień w pracy z afirmacjami, bo większość gotowych zestawów jest pisana pod szybkie efekty. A tu masz do czynienia z czymś zupełnie innym - z budowaniem wewnętrznego spokoju w środku procesu, ktory ty nie kontrolujesz i nie widzisz. Zamiast "jestem zdrowa" albo "moje ciało się regeneruje" które mogą brzmieć fałszywie kiedy boli i nic się nie zmienia, spróbuj czegoś w stylu "pozwalam procesowi toczyć się we właściwym tempie" albo "moje ciało wie co robi nawet jeśli ja tego nie widzę". To mniejsze zdania, mniej deklaratywne, ale przez to łatwiej im uwierzyć.
A jak długo te afirmacje w ogóle trzeba powtarzać zanim cokolwiek poczujesz? Bo ja próbowałam przez kilka tygodni i nic, to rzuciłam. Zastanawiam się czy robię coś źle czy po prostu to nie działa dla każdego.
Ksiezycna, to trochę jak pytać ile czasu trzeba chodzić na rehabilitację żeby przestać kuleć - zależy od urazu, od osoby, od metody. Nie ma jednej odpowiedzi. Ale mogę powiedzieć jedno: kilka tygodni to przy pracy z ciałem często za mało żeby w ogóle oceniać. Bioenergoterapia działa na poziomach których zwykłe obserwacje dzienne nie rejestrują. Afirmacje tu pełnią rolę kotwy dla umysłu, nie magicznego przyśpieszacza. Pytanie do autorki wątku - czy twój terapeuta mówił cokolwiek o tym co właściwie ma się zmienić i po czym to poznasz?
I tu jest sedno. Afirmacja która jest w konflikcie z tym co czujesz może działać odwrotnie - zamiast budować przekonanie, wzmacnia poczucie dysonansu. słyszałam o podejściu gdzie zamiast stwierdzenia fałszywego dla umysłu używa się tzw... afirmacji pomostowych. Cos w stylu "jestem otwarta na to że moje ciało się zmienia" albo "dopuszczam możliwość że coś we mnie się przebudowuje". Nie musisz wierzyć w wynik, wystarczy że nie zamkniesz na niego drzwi
Szczerze? nie wiem co o tym myśleć do tego podejscia. bioenergoterapia to nie jest coś o czym możemy powiedzieć "działa na poziomie energetycznym" i zostawić bez weryfikacji. to może być po prostu placebo i efekt relaksacyjny sesji. nie mówię że złe, relaks też pomaga, ale budowanie całej struktury afirmacyjnej na oczekiwaniu cudów od czegoś co nie ma udowodnionego mechanizmu to trochę ryzykowne. oj tam, skąd wiadomo że "brak widocznych wyników" to część procesu a nie po prostu brak wyników?
A czy ktoś próbował pisać afirmacje zamiast je mówić? mam na mysli codzienne zapisywanie, taki rodzaj dziennika afirmacyjnego. no, mi to bardzo pomogło w innym kontekscie - kiedy widzę własne słowa na papierze kilka razy to działa inaczej niż mówienie do lustra. ciekawa jestem czy ktoś z was to robiło przy pracy z terapeutą.
Ja nie mam doświadczenia z bioenergoterapią, ale to co piszecie o tych afirmacjach pomostowych brzmi sensownie 🙂 sama miałam etap kiedy klasyczne "jestem spokojna i szczęśliwa" kompletnie nie wchodziło bo bylam ani spokojna ani szczęśliwa 🙂 i dopiero jak zmieniłam na "uczę się byc spokojna" to jakoś łatwiej mi to przyjmowało.
Ojej, rozyczka77 napisała coś ważnego, choć może nie zdaje sobie z tego sprawy. Ta zmiana z "jestem" na "uczę się być" to nie jest kosmetyczna zamiana słów xD To fundamentalnie inny komunikat dla podświadomości. Stwierdzenie fałszywe wywołuje opór. Stwierdzenie procesowe opisuje ruch, nie stan, i umysł nie ma jak go odrzucić bo nic nie twierdzisz o tym jak jest teraz... To działa niezależnie od kontekstu - zdrowotnego, emocjonalnego, każdego.
No dobra, ja pracowałem z bioenergoterapeutką przez kilka miesięcy przy problemach z kręgosłupem i mogę powiedzieć że u mnie pierwsze miesiące były kompletnie bez zmian fizycznych. zato spałem lepiej, byłem mniej nakręcony, zniknęło kilka lęków o których nawet nie mówiłem terapeutce. to hyba to co Lumina68 mówiła o kolejności - najpierw subtelne, potem fizyczne. u mnie tak dokładnie było.
Przepraszam że sie wtrącę ale chciałam zapytać - te afirmacje procesowe, o których piszecie, można je robić samodzielnie bez terapeuty? czy powinno się je dostosowywać do konkretnej terapii? pytam bo nie korzystam z bioenergoterapii ale też mam taki problem że nie widzę efektów mojej pracy nad sobą i nie wiem jak się z tym nie poddawać
Dodam ze ważne jest tez kiedy się je robi. poranek zaraz po przebudzeniu to nie zawsze najlepszy moment jak ktos jest w trudnym emocjonalnie etapie - mozg jest wtedy jeszcze półprzytomny ale emocje juz sa aktywne 🙂 wielu terapeutów poleca wieczor przed snem albo chwile po medytacji kiedy umysl jest juz troche cisszy. nie mówię ze rano nie można, ale jak komus nie wchodzi to warto sprobować innych porach.
A jak w ogóle się rozpoznaje że afirmacja zaczyna działać? bo nie wiem czy szukać jakiegoś konkretnego sygnału czy to jest stopniowe i w ogóle tego nie widać.
To pytanie Goris i Ksiezycna zadały chyba najważniejsze w całym wątku... Jak rozpoznać że afirmacja działa, skoro efekt jest wewnętrzny i subiektywny? Nie ma tu jednego wskaźnika, ale powiem co obserwuję u siebie i u osób z którymi pracuję. Pierwsza rzecz to zmiana automatycznych reakcji - nie myślisz już "na pewno będzie źle", tylko zauważasz że gdzieś w środku jest więcej luzu. Druga to jak reagujesz na informacje o braku postępu. Ktoś mówi "nie widać efektów" i zamiast spirali lęku masz coś w rodzaju "no dobra, zobaczymy". To może brzmieć mało, ale naprawdę jest sygnałem. Nie szukaj dramatycznych dowodów.
Uff, no właśnie o to! to jest ten moment kiedy wiesz że coś pracuje w tle nawet jak wyniki nie sa widoczne. ten twoj opis ze "nie czulam że wszystko sie wali" to jest konkret. wiekszość ludzi na tym etapie by juz rezygnowała. a ty dalej jestes. to nie jest mała rzecz.
Ok ale jednak mam pytanie do Wahadlarka65 - skad wiemy ze ta "zmiana reakcji" to efekt afirmacji a nie po prostu upływ czasu i oswojenie się z sytuacją? bo obie rzeczy mogą dawać dokładnie taki sam efekt i nie wiem jak je od siebie odróżnić. mam na mysli ze to trudno zmierzyć.
Wracając do pytania Wanessa94 sprzed chwili bo wydaje mi sie ze nie dostała konkretnej odpowiedzi - czy te afirmacje procesowe można robić bez żadnego kontekstu terapeutycznego. ja bym powiedziała że tak i nawet więcej, czasem właśnie bez terapeuty łatwiej bo nie ma presji "muszę mieć postępy na następną sesję" 😀 sama piszę swoje afirmacje do dziennika od dłuższego czasu i nigdy nie pracowałam z żadnym terapeutą równolegle. myślisz że to ogranicza efekt?
