Hej,mam takie pytanie które trochę mnie nurtuje od jakiegoś czasu. Czy afirmacje działają tak samo u osób które eksperymentują z tożsamością? Mam na myśli np. takie osoby które nie bardzo wiedzą "kim są", próbują różnych rzeczy, może zmieniają przekonania, wartości, sposób bycia. Bo czytałam że afirmacje działają przez powtarzanie i "wdrukowanie" w umysł - ale co jeśli umysł i tak jest w środku jakiegoś procesu zmiany? Czy to nie jest trochę jak próba malowania mokrego płótna? pytam bo sama jestem trochę w takim miejscu i zastanawiam sie czy w ogóle ma sens zaczynać z afirmacjami teraz, czy lepiej poczekać aż "opadnie kurz".
O, ciekawy wątek. Sam sie zastanawiałem nad czymś podobnym bo pracuję z czakrami i tam jest podobna kwestia - jak czakry są w procesie przejścia (np. podczas transformacji tożsamości), to energie są niestabilne. I wtedy jakieś mocne zakotwiczenia afirmacyjne mogą nie "chwytać" tak jak powinny. Ale z drugiej strony może właśnie wtedy trzeba je robić żeby dać kierunek tej zmianie? Nie wiem, sam nie jestem pewien.
Eh, powiem szczerze - to zależy co rozumiesz przez "eksperymentowanie z tożsamością". Jeśli masz na myśli aktywny proces przepracowywania przekonań, to afiramcje jak najbardziej mają sens, i to szczególnie wtedy. Afirmacja nie "blokuje" zmiany, ona daje ramy. Problem pojawia się gdy ktos afirmuje coś, w co w ogóle nie wierzy i co jest kompletnie sprzeczne z jego aktualnym stanem. Wtedy mózg to poprostu odrzuca. Ale "mokre płótno" to niezbyt trafne porównanie - bardziej jak malowanie na surowym materiale który dobrze przyjmuje kolor właśnie dlatego że nie jest jeszcze zafixowany.
Dokładnie tak jak Nemezis96 mówi. Ja bym dodała że w sumie najlepszy moment na afirmacje to właśnie taki czas przełomu 🙂 Kiedy stare schematy się rozpadają, umysł jest bardziej otwarty na nowe wzorce. Pracowałam z kilkoma osobami przy tarotcie i kartach i zawsze jak ktoś był "między" - między starą a nową wersją siebie - to afirmacje dawały niesamowite efekty, bo były jak wypełnienie pustej przestrzeni czymś pozytywnym zamiast lękiem
A no,wracając do oryginalnego pytania - bo ta dyskusja trochę odpłynęła. Kwestia tożsamości jest tu kluczowa z innego powodu. Afirmacja żeby działać musi mieć "adresata". jeśli ktoś jest w środku kryzysu tożsamości, to dosłownie nie wiadomo kto ma to powtarzać i kto ma w to uwierzyć. To nie jest metafora, to realna trudność - afirmacja "jestem pewna siebie" zakłada że wiesz co to znaczy być pewną siebie TY, a nie jakaś abstrakcyjna wersja ciebie.
No właśnie - i tutaj runy mogą być ciekawą alternatywą albo uzupełnieniem dla afirmacji przy takim procesie. Berkana, Kenaz, Dagaz - to sa runy które wspierają transformację i przejście, a nie zakotwiczenie w konkretnym stanie. Zamiast afirmować "jestem X" można pracować z intencją "jestem w drodze do X" albo po prostu "jestem gotowy na zmianę". Zmienia to relację do afirmacji.
A można tak łączyć runy z afirmacjami? Tzn. jak to praktycznie wygląda, bo nie bardzo rozumiem - czy wypisujesz runę i do niej mówisz afirmację, czy to są osobne praktyki?
Mam głupie moze pytanie ale co to znazcy "eksperymentowanie z tożsamością" w kontekście magii? Czy chodzi o osoby które dopiero szukają swojej ścieżki duchowej, czy o coś innego? Bo zależnie od odpowiedzi to chyba jest zupełnie inny temat 🙂
Wlasnie i tu jest jeden mit który chcę wyprostować bo Wrozka trochę go powtórzyła. Afirmacje NIE działają lepiej "w próżni" po rozpadzie starych wzorców. To popularne powiedzenie ale nie do końca prawdziwe. Jeśli ktoś jest w aktywnym stanie lękowym i destabilizacji, to próba wdrożenia afirmacji bez wcześniejszego zakorzenienia morze wzmocnić ten lęk, bo umysł dostaje komunikat "jesteś X" podczas gdy wszystkie sygnały z ciała mówią "ale nie jesteś". To może powodować większy dysonans, nie mniejszy.
To co pisze Nemezis96 jest ważne. mhm, sama byłam w takim miejscu i próbowałam afirmacji i było gorzej, bo czułam że kłamię sama sobie. dopiero kiedy zaczełam od mniejszych, bardziej neutralnych stwierdzeń - nie "jestem silna i pewna siebie" ale raczej "pozwalam sobie nie wiedzieć" albo "jestem bezpieczna nawet w tej niepewności" - coś zaczęło działać. Nie wiem czy to zasługa afirmacji czy po prostu zmiany podejścia, ale zauważyłam różnicę.
To co Anima pisze brzmi sensownie. Wydaje mi sie że kluczem jest wiarygodnosc afirmacji dla samej osoby ktora ją powtarza. Jesli mowisz cos w co nie wierzysz ani trochę, to sa to puste słowa. Ale jesli znajdziesz cos na granicy - cos co moze być prawda, co chcialbys żeby bylo prawdą - to juz działa inaczej na umysl.
Patrząc na to przez astrologię - dużo zależy od aktualnych tranzytów. Uranus tranzytujący Ascendent albo Słońce to klasyczna konfiguracja dla przewrotu tożsamości. I z doświadczenia mogę powiedzieć że przy takich tranzytach zakotwiczające afirmacje rzeczywiście nie "wchodzą" tak łatwo. Ale afirmacje skupione na zmianie, otwartości, nowym rozdziale - owszem, mają sens.
A jak długo to w ogóle trwa zanim afirmacje zaczną coś zmieniać? Bo ja próbuję od jakiegoś czasu i nic nie czuję,zaczynam myśleć że to poprostu nie dla mnie albo że robię coś źle.
Kwestia czasu przy afirmacjach to jeden z tych tematów gdzie naprawdę trudno cokolwiek obiecać bo to zbyt indywidualne. Ale jest jeden sygnał który warto obserwować - czy po kilku tygodniach regularnej praktyki pojawia się choć minimalny opór mniejszy niż na początku. Nie "widzę efekty", tylko "mniej mi to śmieszy albo drażni". Jeśli tego nie ma po miesiącu, to faktycznie warto zmienić podejście, nie rezygnować z afirmacji w ogóle, tylko sprawdzić co konkretnie się powtarza.
Jeszcze raz o tym,co Maurycy.2 pisał o "adresacie" - to mnie dalej siedzi w głowie... Zaklinacz92 zaproponował runy jako alternatywę, bo one nie wymagają żebyś wiedziała kim jesteś, tylko wspierają sam ruch. Ale mam pytanie do Zaklinacz92 albo do Berkana jeśli tu jest - czy przy takim użyciu run chodzi o konkretne kombinacje, czy można zacząc od jednej? Bo nie chcę się nagle zawalić pięcioma rzeczami na raz jak i tak ledwo ogarnam.
Zdecydowanie zacznij od jednej. Przy tym co opisujesz - lęk przed zmianą i niepewność tożsamości - Kenaz albo Dagaz to dobry wybór na start. kenaz to wglad i oswietlenie tego co nieznane, Dagaz to przełom bez dramatyzmu, przejście z jednego stanu w drugi. Nie musisz robić z tym nic skomplikowanego, wystarczy że masz runę przy sobie i świadomie wracasz do niej myslą przez kilka dni. potem zobaczysz co czujesz i czy chcesz iść dalej 🙂
Przepraszam ale jak "masz runę przy sobie i wracasz do niej myślą" to rozumiem jako medytację z symbolem, ok, to ma sens psychologicznie :/ ale jak to jest przedstawiane jako coś co "robi runę", jakby ona sama działała niezależnie od intencji, to już mam problem. Runa to symbol. twoja praca z nią to twoja praca. Przypisywanie jej sprawczości osobnej od ciebie samej to błąd któyr robi wielu początkujących
