Ostatnio siedzę nad tematem afirmacji i pieniędzy i mam wrażenie, że większość materiałów, które można znaleźć w necie, idzie w jedną stronę - "przyciągaj obfitość", "jestem magnesem na pieniądze" i tak w kółko. Ale mnie bardziej chodzi o coś innego. Nie o przyciąganie, tylko o zmianę samego podejścia - od tego ciągłego lęku, że coś nie wystarczy, do jakiegoś spokoju i wdzięczności za to, co jest. Czy ktoś pracował z afirmacjami wlasnie pod tym kątem? Nie zeby więcej zarabiać ale żeby przestać się bać pieniędzy? 🙂
To jest akurat pytanie, które ma sens. Bo większość ludzi robi błąd na samym starcie - kleją sobie kartkę z napisem "jestem bogata" na lustro i potem się dziwią, że nic sie nie zmienia. Problem nie leży w ilości powtórzeń tylko w tym, że afirmacja skierowana na zewnątrz (więcej pieniędzy, więcej dóbr) nie dotknie przekonań, które siedzą głębiej. Lęk przed brakiem to często coś wyuczonego przez lata, rodzinne wzorce, słyszane w dzieciństwie komentarze o pieniądzach. To się nie rozpuści przez dwa tygodnie powtarzania "pieniądze przychodzą do mnie łatwo" 🙂
Ja robiłam coś podobnego i to mi bardzo pomogło. Przez dwa tygodnie rano zamiast afirmacji pisałam co czuje kiedy myślę o własnych finansach - bez cenzury. Wyszło że mam głęboko zakorzenione przekonanie że pieniądze są czymś brudnym, niemoralnym trochę. Dopiero jak to zobaczyłam czarno na białym, zaczęłam dobierać afirmacje które faktycznie były skierowane na to przekonanie, a nie na jakieś mglistę "obfitość". Na przykład "pieniądze mogą służyć dobremu" albo "zarabianie nie odbiera mi wartości" 🙂 Brzmi banalnie ale działało inaczej niż te ogólne.
Dorzucę coś od siebie, ale mam głupie pytanie - czy te afirmacje trzeba mówić głośno czy można tylko myśleć? Bo czytałam że musi być głos żeby działało, ale nie wiem czy to prawda czy mit.
Szczerze - troche intuicja, trochę metoda prób i błędów. Sprawdzałam które zdanie przy wypowiadaniu daje mi opór, a które się bardziej prześlizguje. To co wywołuje opór to często znaczy, że trafia w sedno. Jak mówiłam "pieniądze mogą służyć dobremu" to czułam że gdzieś w środku coś protestuje, i właśnie to protestowanie pokazywało, że tam jest ten węzeł. Z czasem ten opór się zmniejszał.
No dobra, chcę tu troche ostudzić entuzjazm, bo żeby nie było, że afirmacje to panaceum. Sam mechanizm jest spoko opisany, ale wymaga czasu i regularności, której większość ludzi nie utrzymuje ^^ A efekt wdzięczności za pieniądze to nie jest coś, co przyjdzie po tygodniu. To jest zmiana nastawienia, którą buduje się miesiącami. Widziałam wiele osób, ktore porzucały to po dwóch tygodniach bo "nie działało", a to poprostu za krótko żeby cokolwiek ocenić.
A mozna laczyc afirmacje z jakimis kamieniami? joj, cos czytalam o cytryni albo o pirytcie ze pomagaja przy finansach. Czy to ma sens razem stosowac czy lepiej osobno? 🙂
Wchodzę tu bo sama zastanawiam sie nad tym tematem od jakiegos czasu. Mam takie pytanie - czy afirmacje na wdziecznosc moglaby dzialac jak jakis reset emocjonalny? ojejciu, chodzi mi o to, ze jak sie budzę rano i od razu myslę o rachunkach to caly dzien idzie pod gore. Czy zaczęcie od afirmacji mogłoby to zmienić, nawet jesli do konca nie wirzę w to co mowie? ^^
