Mam takie pytanie bo ostatnio dużo czytam o afirmacjach i próbuję je stosować. chodzi mi o to, czy afirmacje w ogóle mogą działać jeśli człowiek jest totalnie wciągnięty w swoje problemy? Bo ja np. powtarzam sobie rano różne pozytywne zdania ale mam wrażenie że mój umysł od razu odpowiada "tak ale..." i zaraz wraca do myślenia o tym co mnie trapi. I nie wiem czy to znaczy że robię coś źle czy afirmacje poprostu nie są dla mnie, czy może trzeba jakoś inaczej do tego podejść. Ktoś miał podobnie?
No to jest wlasnie clue całej sprawy z afirmacjami i mało kto o tym mowi wprost. Ten mechanizm "tak ale..." który opisujesz ma nawet swoją nazwę, to się nazywa efekt odrzucenia i pojawia się dokładnie wtedy, kiedy afirmacja jest za bardzo oderwana od tego w co aktualnie wierzysz. Jeśli masz poważny probllem finansowy i mówisz sobie "jestem bogata i obfitość płynie do mnie" to twój mózg po prostu wie że to nieprawda i odrzuca to jak ciało odrzuca niekompatybilną grupę krwi. Afirmacje nie działają przez samo powtarzanie, działają przez stopniowe przesuwanie przekonania... dlatego na początku, szczególnie przy osobach mocno zatopniętych w problemie, lepiej zacząć od tzw. pytań mostkujących zamiast twierdzeń
Przeczytałam i muszę powiedzieć, że to z tymi pytaniami mostkującymi brzmi sensownie, ale brakuje mi tu jednego elementu. To co opisujecie to nadal jest praca na poziomie myśli. A osoby mocno zaabsorbowane problemem mają często coś więcej niż tylko negatywne myślenie, mają też napięcie w ciele, pętle w głowie których same nie mogą zatrzymać, często bezsenność. I żadne pytanie mostkujące tego nie przeskoczy jeśli najpierw nie zejdzie się z poziomu stresu. Mnie się wydaje że afirmacje są krokiem trzecim, a ludzie próbują je stosować zamiast kroku pierwszego.
Joj, to co pisze Rumianka ma sens bo sama to przeżyłam... Byłam kiedyś w takim dołku że dosłownie nie byłam w stanie "przyjąć" żadnej dobrej myśli. Wszystko się odbijało. Dopiero jak zaczelam robić coś fizycznego, krótka medytacja z oddechem, nawet pięć minut, to coś zaczęło się zmieniać. Potem afirmacje zaczęły jakoś inaczej działać. Więc pytanie do Numerolożka99, czy ty w ogóle masz jakiś sposób na wyciszenie się przed afirmacjami, czy po prostu siadasz i powtarzasz?
To co mówisz o poranku jest prawdą,stan tuż po przebudzeniu to fale theta i tak, jest wtedy większa podatnosc na sugestię. Ale to nie znaczy że wystarczy powtarzać. Jeśli zaraz po przebudzeniu twój umysł jest już zalany myślami o problemie to jesteś poza tym oknem, jesteś już w trybie przetwarzania, nie recepcji. to jest ważna różnica.
Ja do tego dorzuce jeszcze cos innego bo widzę że dyskusja idzie głównie w stronę techniki i tego jak mówić afirmacje 😀 A mnie zastanawia co się dzieje z samą energią człowieka który jest bardzo zaabsorbowany problemem. Bo to nie jest tylko kwestia myśli ani ciała, to jest kwestia tego gdzie ta osoba kieruje swoją uwagę i jak bardzo. Problem który człowieka pochłania staje się czymś w rodzaju wiru, im więcej energii mu dajesz mśląc o nim nawet z zamiarem rozwiązania, tym bardziej on rośnie. Afirmacja próbuje skierować uwagę gdzie indziej, ale jeśli wir jest silny to go nie przeskoczysz samymi słowami. Trzeba najpierw jakoś osłabić wir.
Rozumiem co piszesz z tym wirem,ale to brzmi trochę jak "poprostu przestań myśleć o problemie" co każdy kto miał prawdziwy problem wie że jest łatwiejsze do powiedzenia niż zrobienia. Co to znaczy praktycznie osłabić wir? Bo jak ktos ma np. realne trudności w związku albo w pracy to nie wyobrazi ich sobie po prostu życzeniowo.
Okej ale to wszystko zakłada że człowiek ma jakiś wgląd w siebie i potrafi obserwować ile czasu spędza przy problemie. A co z osobami które są tak głęboko w tym wirtualnym dole że nie mają żadnego dystansu? Bo znam taką sytuację z bliska i żadne afirmacje, pytania mostkujące ani "odzyskiwanie przestrzeni" tam nie wchodziły zanim ta osoba nie porozmawiała z kimś na żywo, nie z forum, nie z nagraniem na youtube. myślę że temat działa na osoby które są zaabsorbowane problemem, ale na różnych poziomach zaabsorbowania. Na pewnym poziomie trzeba najpierw czego innego.
