Zastanawiam sie nad czyms,co mnie blokuje przy afirmacjach. Caly czas wracam myslami do przeszlosci, do starych spraw, ktore sie nie udaly, i mam wrazenie ze afirmacje nie maja jak przebic tej sciany. Czy ktos sie z tym mierzyl? Jak w ogole mozna pracowac z afirmacjami kiedy umysl ciagle siedzi gdzies indziej, w tym co bylo?
To jest bardzo czeste... Afirmacja nie jest zakleciem, ktore nadpisuje stary wzorzec od razu. Jesli ktos jest naprawde mocno zaabsorbowany przeszloscia, to energia, ktora wklada w powtarzanie afirmacji, idzie w roznych kierunkach jednoczesnie - czesc pcha do przodu, czesc jest sciagana przez to co bylo. efekt jest slaby nie dlatego ze afirmacje nie dzialaja, tylko dlatego ze wysilek jest rozproszony. Najpierw trzeba cos zrobic z tym, co sciaga.
Zgadzam sie z Nackiem co do rozproszonego wysylku, ale chce dodac jedna rzecz. Mowienie o "sciaganiu przez przeszlosc" jest troche uproszczone. chodzi o to, ze afirmacja buduje nowy wzorzec przekonania, a jesli stary jest bardzo zakorzeniony, to po prostu potrzeba wiecej czasu i regularnosci. To nie jest magia, to jest praca z umyslem. Pytanie do Gwiazdarka50: czy te mysli o przeszlosci pojawiaja sie tylko przy afirmacjach, czy caly czas?
Ten dysonans to znak ze energia nie jest jeszcze wyrownana. Mozna sprobowac afirmacji o swicie, bo wtedy umysl jest w stanie alfa i bardziej podatny na nowe wzorce. Przeszlosc trzyma sie bety - stanu czuwania, analizowania. Rano, zaraz po przebudzeniu, przed telefonem i przed myslami, te blokady sa slabsze
I jeszcze jedno do tego watku z alfa i beta - ranne afirmacje moga dzialac, ale nie dla kazdego. Jesli ktos budzi sie juz z natretnymi myslami o przeszlosci, to ta chwila "przed myslami" moze trwac dosownie sekunde.. 😉 Trzeba byc szczerym z soba co do tego, czy naprawde lapie sie ten moment czy tylko tak mysli, ze go lapie.
A ja mam pytanie, moze troche z boku. Mowicie o przeszlosci jako o blokadzie, ale co jesli ktos nie tyle zyje przeszloscia, co poprostu jej nie przeproacowal? Bo to chyba roznica jest, nie? Jakby moja koleznaka ciagle wraca do jakiejs sytuacji sprzed roku i ona sama mowi ze nie umie tego puścic. czy afirmacje jej w ogole pomoga czy to za malo?
Szczera odpowiedz: afirmacje przy nieprzepracowanej przeszlosci to troche jak malowanie sciany bez gruntowania. Moze wygladac ok przez chwile,ale nie trzyma. Nie mowie ze to bezsens, bo nawet powierzchowna praktyka cos robi. Ale jesli ktos ma naprawde zakorzeniony zal, wstyd albo stratę, to sama afirmacja tego nie ruszy. Potrzeba chocby jakiejs pracy z tym konkretnym wspomnieniem, zanim nowe przekonanie bedzie mialo gdzie sie zakorzenić.
No to w takim razie do czego afirmacje sa potrzebne skoro i tak trzeba najpierw przepracowac wszystko inaczej? Brzmi jakby to byl dodatek do czegos wlasciwego, a nie samodzielna metoda. Jakies konkretne przypadki kiedy afirmacje zadzialaly bez tego "gruntowania"?
Mam pytanie, moze naiwne. A co jesli afirmacje paradoksalnie przyciagaja te mysli o przeszlosci? Jakby recytowanie "jestem spokojna i w pokoju ze soba" od razu uruchamia mysl "ale przeciez nie jestem, bo tamto sie stalo". czy nie jest tak ze im bardziej sie stara, tym silniejszy jest opor?
A jak to sie ma do tych afirmacji, ktore sie robi przy konkretnych rytuałach? Bo ja czasem lacze afirmacje z wizualizacja i swiecami i nie zastanawialam sie wczesniej czy mam nieprzepracowane rzeczy czy nie... Po prostu to robiam i czulam ze cos sie dzieje. Teraz zaczynam sie zastanawiac czy przypadkiem nie wkladam energii w cos, co nie moze zadziałac przez ten rozproszony wysilek o ktorym Nacek psal na poczatku.
Czytam ten watek i jedno mnie zastanawia. Piszecie ze trzeba cos zrobic z przeszloscia zanim afirmacje zadziałaja. Ale jak? Bo "przepracowac" to brzmi jak cos co sie idzie zrobic do psychologa, a tu mowimy o afirmacjach i samorozwoju. Czy sa jakies praktyki, ktore mozna robic samodzielnie, zeby to odblokować zanim zaczniesz z afirmacjami?
A ile wgl czekac? Bo probowalem tych pomostowych afirmacji o ktorych Wrzosianka pisala i na razie kompletnie nic. Kiedy w ogole widac ze cos sie zmienia? Bo ja mam wrazenie ze ciagle jestem w punkcie zero.
