Mam pytanie które mnie od jakiegoś czasu chodzi po głowie i nie mogę znaleźć nigdzie konkretnej odpowiedzi 🙂 Czy afirmacje w ogole maja sens dla kogoś kto jest totalnym sceptykiem? Chodzi mi o taką osobę, która podchodzi do tego czysto naukowo i z góry zakłada, że to placebo. Bo z jednej strony słyszę, że afirmacje "przeprogramowują mózg" i podobno jest na to jakieś naukowe uzasadnienie w neuroplastyczności, ale z drugiej strony zastanawiam się - jeśli ktoś naprawdę nie wierzy, to czy te neurony w ogóle mają szansę się "przekształcić"? Czy efekt placebo to zawsze zła rzecz, czy morze w przypadku afirmacji to właśnie jest ten mechanizm?
O, super temat! ja się nad tym sama zastanawiałam, bo mam koleżankę totalną ateistkę-materialistkę i namówiłam ją na spróbowanie afirmacji. Zaczęła z nastawieniem "ok zrobię ten eksperyment przez miesiąc i zobaczymy". I wiesz co? Efekty miała! Trochę inne niż u mnie, bardziej takie... ziemskie, praktyczne. Bardziej zaczęła dostrzegać okazje w pracy niż np. synchroniczności. ale działało. Więc chyba coś jest na rzeczy z tą neuroplastycznością?
A czy to przypadkiem nie jest właśnie klasyczne placebo? Bo jak ktoś robi coś regularnie i skupia na tym uwagę, to i tak zmienia swoje zachowanie - niekoniecznie przez "przeprogramowanie", ale przez sam fakt że zwraca uwagę na inne rzeczy. mhm, to chyba bardziej psychologia niż cokolwiek ezoteryckiego. Nie krytykuję, po prostu się zastanawiam
Czytałam gdzieś, że afirmacje działają przez układ siatkowaty aktywujący, czyli RAS. Ten układ filtruje informacje które do nas docierają i jeśli regularnie powtarzasz coś pozytywnego, mózg zaczyna "szukać" potwierdzeń tego w rzeczywistości. I to działa niezależnie od tego czy wierzysz czy nie, bo to mechanizm nieświadomy. Więc sceptyk tesz to dostanie, tylko może wolniej bo podświadomie blokuje.
Dołożę swoje zdanie bo to mój temat trochę - sama próbuję robic afirmacje ale jestem mocno sceptyczna z natury i po jakimś czasie mi odpada. Nie czuję żeby coś robiło. czy jest jakaś metoda dla takich jak ja? coś co działa mimo że głowa mówi "nie wierzę w to"?
Ja prowadziłam notatki przez kilka miesięcy i porównywałam różne podejścia. Afirmacje twierdzące vs pytające vs takie pisane w trybie "jakby już było". U mnie najlepiej działały te ostatnie, ale jestem osobą która w to wierzy, więc nie wiem czy to dobra próba. Ciekawa jestem czy ktoś robił taki "eksperyment" na zimno, bez wiary, i ma jakieś obserwacje.
A może problem ze sceptykami jest taki, że nawet jak mają efekty, to je odrzucają jako zbieg okoliczności? Bo jeśli z góry zakładasz że to nie działa, to każdy dowód że działa interpretujesz jako "przypadek"... Trochę takie zamknięte koło. nie twierdzę że afimracje działają magicznie, ale ten mechanizm psychologiczny wydaje mi się prawdziwy.
Właśnie to mi powiedziała ta moja koleżanka po miesiącu eksperymentu! Że "no coś tam się zmieniło ale pewnie dlatego że byłam bardziej skoncentrowana na celu a nie dlatego że te słowa miały jakąś moc"... I okej, może tak, ale skoro efekt był to czy na prawdę ważne jest jak go nazwiemy? Mnie to trochę śmieszy ta potrzeba żeby koniecznie znaleźć "racjonalne" wyjaśnienie 🙂
Wchodzę do tematu bo sam jestem sceptykiem i próbowałem afirmacje przez jakieś 3 tygodnie xD Rzuciłem. nie dlatego że nie działały, tylko że czułem się głupio gadając do siebie w lustrze... To jest chyba inny problem sceptyków, nie neurologia, tylko bariera wstydu i poczucia żenady. Czy ktoś to jakoś przeskoczył?
