Hej, piszę tutaj bo ostatnio totalnie czuję się wypalona jako mama i zastanawiam się czy afirmacje mogą w ogóle coś tu zmienić. Nie chodzi o to że nie kocham dziecka, ale jest taki moment kiedy rano wstajesz i pierwsza myśl jest "nie dam rady kolejnego dnia". Zaczęłam coś próbować, takie proste zdania w stylu "jestem wystarczająco dobrą mamą" albo "mam siłę na dziś" - ale jakoś nie czuję żeby to działało. Moze mówię je za mechanicznie? Czy ktoś ma doświadczenie z afirmacjami właśnie w tym rodzaju wypalenia, tym rodzicielskim? Bo to trochę inne niż zawodowe - nie możesz po prostu wziąść urlopu.
Eh, to co opisujesz jest naprawdę powszechne i myślę że problem z tymi afirmacjami nie leży w słowach tylko w momencie kiedy je wypowiadasz. Jak jesteś w środku kryzysu i mówisz sobie "jestem silna" to twój mózg po prostu odpowiada "nie, nie jesteś" i to tworzy wewnętrzny konflikt zamiast wsparcia. czytałam że lepiej zaczynać od tzw. bridge affirmations, czyli czegoś w stylu "uczę się być cierpliwa" albo "pozwalam sobie na gorszy dzień" - to mniej agresywne wobec Twojego wewnętrznego krytyka. Próbowałaś czegoś takiego?
Przepraszam, ale mam tu wątpliwość. skąd w ogóle pomysł że afirmacje działają na wypalenie? To trochę jak naklejanie plastra na złamanie. Wypalenie rodzicielskie to konkretny stan przeciążenia układu nerwowego, a nie błędne przekonanie które można przeprogramować słowami. nie mówię że afirmacje są bez sensu w oggóle ale w tym kontekście wydaje mi sie że to odwracanie uwagi od realnego problemu ktory jest strukturalny - brak wsparcia, przeciążenie, brak czasu dla siebie.
Od dawna tu zaglądam i zastanawiam się - czy ktoś próbował afirmacje mowic NIE do siebie, tylko jakby do sytuacji? Czyli nie "ja jestem spokojna" tylko coś w stylu "ten dzień ma swój rytm i ja się w nim odnajduję". troche jak zmiana perspektywy z siebie na otoczenie. Nie wiem czy to ma sens, może głupstwo mówię, ale jakoś intuicyjnie wydaje mi się że jak jestem zmęczona to afirmacje o sobie brzmią jak nakaz.
To co pisze Spellbound_O ma sens energetycznie. jak kierujesz intencję na zewnątrz to niema tego oporu wewnętrznego. poza tym według astrologii kiedy Księżyc jest w znakach ziemskich jak Byk czy Koziorożec to jest dobry czas na afirmacje budujące stabilność i wytrwałość. jakby ziemia dawała takie naturalne wsparcie. Polecam tesz różaniec z labradoryt - ten kamień pomaga przy emocjonalnym wyczerpaniu i blokuje zewnętrzne energie,które mogą drenować. Trzymanie go podczas afirmacji wzmacnia przekaz.
Dobra, ale wracając do tematu - Denarka pytała o cos konkretnego. Wypalenie rodzicielskie i afirmacje. ojejku, mam tu pytanie do tych co mają doświadczenie: czy afirmacje były stosowane jako jedyna praktyka czy jako dodatek do czegoś innego? Bo mam wrażenie że w dyskusjach o afirmacjach zawsze gubi się kontekst - ktoś mówi że pomogły ale obok tego spał lepiej, chodził na spacery, miał więcej wsparcia. Skąd wiadomo co zadziałało?
To jest bardzo uczciwe pytanie 😀 U mnie osobiście afirmacje działały tylko jako element większej zmiany, nigdy w izolacji. Ale jest coś co zmieniały nawet bez reszty - to był rodzaj kotwy. Coś co robię świadomie zanim dzień mnie zaatakuje. Nawet jeśli same zdania były neutralne to ten rytuał porannych 2-3 minut dla siebie coś dawał. Może chodzi bardziej o gest uwagi dla siebie niż o treść samego zdania?
Hmm, O tak, to co pisze Iga60 gdzieś to czuję. Że może sam moment jest ważniejszy niż słowa. Jakby powiedzenie sobie rano - "ok, najpierw chwila dla mnie, zanim wstanę i zacznę wszystkim służyć" - to już jest jakiś gest. Ale mam jeszcze jedno pytanie bo mnie to nurtuje: czy lepiej mówić afirmacje głośno czy cicho? Czytałam gdzieś że głos angażuje inne centrum w mózgu niż samo myślenie ale nie wiem czy to coś zmienia praktycznie.
Wejdę Wam w słowo na chwilę,właśnie czytam cały wątek i mam głupie pytanie - czy można stosować afirmacje w języku angielskim jeśli po angielsku jakoś łatwiej mi formułować takie zdania? Wydaje mi się że po polsku brzmi to trochę sztucznie, jak "ja jestem spokojna" to brzmi jak z bajki dla dzieci. Nie wiem czy to ma znaczenie.
To nie jest głupie pytanie. są opinie że afirmacje w języku ojczystym trafiają głębiej bo ten język jest "zakorzeniony" emocjonalnie od dzieciństwa. Ale też są głosy że właśnie dlatego łatwiej się nimi manipulować - bo aktywują stare schematy... Angielski moze być neutralniejszy emocjonalnie dla kogoś kto nauczył się go jako dorosły. szczerze? Nie ma jednej odpowiedzi. Jeśli jedno zdanie w angielskim brzmi dla ciebie autentyczniej niż jego polskie tłumaczenie to to kryterium jest ważne.
Czytam to od początku i zastanawiam sie nad jedną rzeczą. oj, mówicie o afirmacjach jakby to były narzędzia - a może w kontekście wypalenia rodzicielskiego warto podejsc do tego inaczej? Bardziej jak do medytacji prowadzonej, gdzie nie "wkładasz" przekonania tylko obserwujesz co jest. Wtedy zdanie nie jest nakazem tylko zaproszeniem. "Mogę czuć się dziś zmęczona i jednocześnie wystarczająca" - coś takiego. Nie wiem, może to już za bardzo w stronę mindfulness a nie klasycznych afirmacji 🙂
Właśnie to mnie zastanawia w całej tej dyskusji - kiedy afirmacja jest pomocna a kiedy tylko udawaniem że jest ok. Mam wrażenie że sama nie umiałabym tego ocenić z zewnątrz, musiałabym być w środku i próbować ^^ oho, ale morze ktoś tu ma jakiś wyznacznik, coś po czym poznaje że afirmacja działa a nie że tylko zagłusza?
Myślę że ten wyznacznik to właśnie ciało. Jak mówisz afirację i ciało się odpręża - chociaż trochę,chociaż na chwilę - to jest sygnał że coś trafia. Jak mówisz i czujesz jakiś wewnętrzny sprzeciw albo śmieszność to ciało ci mówi że ta konkretna treść jest za daleka od twojej prawdy. Pracuję z kartami od dawna i tam jest podobna zasada - jak karta ląduje i coś w środku mruknęło to właśnie to mruknięcie jest odpowiedzią, nie głowa.
Hej, sorki ze nie na temat do konca ale mam pytanie które jakoś wyrosło z tej dyskusji xD czy afirmacje to to samo co autosugestia? bo czytałem o metodzie Coué (ktoś tu wyżej wymienił) i wydaje mi sie że to jest prawie to samo tylko inna nazwa. czy się mylę?
Wracając do pytania Denarki, bo trochę odpłynęliśmy - ona pytała o coś co pomaga funkcjonować tu i teraz, nie za tydzień jak przeczyta całą historię autosugestii. mam jedno konkretne zdanie które działało u mnie w momentach kiedy dzieci krzyczą, nic nie idzie i chcę po prostu uciec. mówiłam sobie w myślach: "jestem tu i to wystarczy" 😀 Krótkie, nie wielkie, nie poetyckie. Ale właśnie dlatego że nie wymagało żadnego wysiłku żeby je powiedzieć, wchodziło nawet kiedy byłam kompletnie na dnie.
To pytanie o głos kontra myśl jest ważniejsze niż sie wydaje. Z mojego doświadczenia - nie chodzi o głośność, chodzi o to czy naprawdę słyszysz co mówisz. Można krzyczeć afirmację i wogóle jej nie słyszeć, a można szepnąć i nagle coś drgnąć. ech, W kontekście wypalenia to szczególnie istotne bo zmęczony umysł jest świetny w chodzeniu na autopilocie, może recytować zdania i jednocześnie planować zakupy 😀 Więc może zamiast pytać głośno czy cicho, warto zapytać: czy jesteś w stanie przez te 30 sekund być przy tym co mówisz?
