Zastanawiam się nad czymś, co nie daje mi spokoju od jakiegoś czasu. Czytałam sporo o afirmacjach i wszędzie piszą, że działają, ale.. 😛 co z osobami, które kompletnie nie wierzą, że cokolwiek w ich życiu morze się zmienić? Takie głęboko zakorzenione przekonanie, że "tak już jest i będzie". Czy afirmacja w ogóle ma szansę do czegoś dotrzeć, jeśli ktoś powtarza ją mechanicznie, bez żadnej wiary? Pytam bo mam taką koleżankę i chciałabym jej jakoś pomóc, ale nie wiem czy to ma sens.
Mhm, no nie wiem, odpowiem wprost - moim zdaniem niema większego sensu. Afirmacja to nie zaklęcie, które działa samo z siebie. Jeśli ktoś powtarza "jestem szczęśliwa" a w środku jest przekonana że to nieprawda, to umysł po prostu odrzuca ten komunikat. To tak jakbyś wlewała wodę do dziurawego wiadra. Energia informacji nie może przepłynąć, bo blokada jest zbyt głęboka 🙂
Dokładnie o to drugie. Powtarzanie - nawet mechaniczne - zostawia ślad. to nie jest magia w sensie dosłownym, to jest praca z tym, co w mózgu głębiej. Ale jest jeden warunek: afirmacja musi być choć trochę w zasięgu wyobraźni tej osoby. Jeśli ktoś mówi "jestem milionerką" a ledwo wiąże koniec z końcem i totalnie nie widzi żadnej drogi, to mózg to zablokuje natychmiast... Lepsze są tzw. afirmacje pomostowe - na przykład "jestem otwarta na możliwość zmiany"
Ja bym to powiedziała trochę inaczej. Pracowałam kiedyś z jedną starszą panią, bioenergoterapeutka z mojej okolicy, i ona mówiła że afirmacja to nie jest prośba do wszechświata, tylko zmiana częstotliwości, na której nadajesz... I jeśli ktos nadaje na "wszystko beznadziejne", to żadna afirmacja nie przebije się przez tą gęstą energię. Ale ta sama pani mówiła, że właśnie mechaniczne powtarzanie jest jak kruszywo - kruszysz tę skorupę po trochu, codziennie
A pytanie do was - czy ta afirmacja musi byc mówiona głosem czy wystarczy w myślach? Bo czytałem gdzieś że mówiona na głos ma inne działanie i chciałem wiedziec czy to prawda wgl
Lubka02 ma rację co do głosu, ale dorzuciłabym jedno zastrzeżenie: głos pomaga, ale jeśli ktoś mówi afirmację tonem totalnej rezygnacji albo przez zaciśnięte zęby, to forma trochę przeczy treści. Nie chodzi o sztuczny entuzjazm, ale o jakiekolwiek "neutralne zaproszenie" a nie obowiązek do odfajkowania.
Szczerze? Trochę sceptycznie do tego podchodzę. ech, przepraszam, ale skąd ta pewność że "kruszenie skorupy" przez powtarzanie słów wogóle ma sens? Mamy na to jakieś badania, coś konkretnego? Bo mam wrażenie że to jest ładna metafora, która brzmi logicznie, ale czy ktoś to weryfikował poza ezoterycznymi kręgami?
Ale czy to ważne skad to pochodzi jeśli działa? 😀 moja koleżanka zaczęła robić afirmacje przed lustrem i po miesiącu dosłownie inaczej wygląda, mówię serio, chodzi pewniej, zmienila fryzurę, zaczęła rozmawiać z chłopakiem ktory jej się podobał. czy to nie jest dowód?
Wracając do pytania z początku wątku - mnie bardziej ciekawi ta kwestia "nie wierzę w możliwość zmiany". Bo to jest chyba inna kategoria niż zwkyły sceptycyzm wobec afirmacji... Ktoś kto nie wierzy że W OGÓLE może się coś zmienić to brzmi jak coś głębszego, psychologicznie. Czy afirmacje są w stanie dosięgnąć kogoś z takim blokiem? 🙂
Ech, no właśnie, bo to co opisuje Stokrotunia to może być wyuczona bezradność. I tam afirmacja sama z siebie raczej nie wystarczy. to jest jak próbowanie uruchomić silnik który nie ma paliwa. Możesz mówić piękne słowa, ale jeśli człowiek na poziomie energetycznym jest "wyłączony", to sygnał nie dochodzi. Znam takie przypadki i tam potrzeba najpierw czegoś, co tę warstwę przebije.
A co to miałoby być według was? To "coś co przebija" tą warstwę? bo szczerze jestem sceptyczna co do samych afirmacji generalnie, ale ta kwestia mnie ciekawi 🙂 czy chodzi o jakiś rytuał wspierający, coś z kryształami, czy raczej po prostu terapia?
Ojej, ten wątek tyle mi daje do myślenia, naprawdę. Też mam kogoś bliskiego w takiej sytuacji i szukam jakiegoś sposobu żeby mu pomóc 🙂 Dobrze że ktoś o tym napisał bo wcześniej myślałam ze poprostu trzeba mu wcisnąć listę afirmacji i będzie z górki, a tu wychodzi że to nie takie proste. Mam pytanie - czy jest jakis sposób żeby zacząć od czegoś mniejszego, żeby ta osoba w ogóle dała się przekonac do spróbowania?
A ja mam takie wrażenie że ta cała rozmowa trochę się odkleiła od pytania Joli z początku. Bo tam nie chodziło o sceptyka co do afirmacji tylko o kogoś kto nie wierzy W OGÓLE że cokolwiek może się zmienić w jego żyyciu. To jest naprawdę inny przypadek i mam wrażenie że tu nie ma prostej odpowiedzi.
