Męczy mnie to od jakiegoś czasu nad czymś, co mnie trochę blokuje przy pracy z afirmacjami. chodzi o sytuacje, gdzie problem nie leży w nas, tylko w systemie, instytucji, prawie, biurokracji. Np. dyskryminacja w pracy, nierówne traktowanie przez urząd, coś z czym realnie nic nie możesz zrobić siłą woli i nastawienia. Czy afirmacje mają sens, jeśli warunki zewnętrzne działają przeciwko nam niezależnie od tego, co myślimy? Sama próbowałam różnych podejść i nie do końca mnie to przekonuje. Słyszałam tesz o nagrywaniu intencji własnym głosem jako osobnym ćwiczeniu, ale nie wiem, czy to nie jest po prostu ta sama afirmacja, tylko z mikrofonem. Macie jakieś doświadczenia z takim tematem? 🙂
Powiem szczerze, że temat jest dobry, ale obawiam się, że zaraz pojawią się odpowiedzi w stylu "zmień swoje wibracje a system sie zmieni". I to jest dokładnie ten typ myślenia który mnie w środowiskach ezoterycznych najbardziej drażni. jeśli ktoś jest systemowo dyskryminowany, to afirmowanie "jestem traktowana sprawiedliwie" nie zmienia czyichś uprzedzeń ani przepisów prawa. Afirmacje mają realne działanie na poziomie regulacji emocji i gotowości do działania, owszem. Ale nie są magiczną różdżką, która zmieni ludziom wokół nas nastawienie. Ciekawa jestem, co tutaj mają do powiedzenia osoby, które faktycznie pracowały z tym tematem długofalowo, nie tylko przez tydzień.
No dobra, fomalhaut dobrze to ujęła i powiem więcej. Afirmacja działa na twój wewnętrzny stan, na to jak panujesz nad reakcjami, jak interpretujesz sytuację i jakie decyzje podejmujesz. Nie zmienia ona warunków zewnętrznych bezpośrednio. Ale to nie znaczy, że jest bezużyteczna w kontekście niesprawiedliwości systemowej. Jest różnica między afirmacją "wszystko jest piękne" a afirmacją "mam zasoby żeby się bronić" albo "wiem, czego chcę i nie dam sie zepchnąć". Pierwsze to ucieczka od rzeczywistości. Drugie to praca nad agentnością, czyli poczuciem sprawczości. To są dwie zupełnie inne rzeczy i często są mylone.
Właśnie trafiam na ten temat i on jest dla mnie super aktualny. Mam od miesięcy problem z urzędem, który po prostu nie respektuje moich praw, już bylam tam kilka razy i za każdym razem wychodzę roztrzęsiona i bezsilna. Zaczęłam afirmacje z desperacji trochę. Czy ktoś może powiedzieć, jakie afirmacje działają, gdy czujesz się bezsilna wobec czegoś dużego i bezosobowego? Bo te ogólne typu "jestem silna" mi jakoś nie pomagają. Czuje ze coś jest nie tak z moimi afirmacjami albo z tym jak je robię.
To co opisuje Melania.ka to klasyczny przypadek, gdzie afirmacja trafia na silny kontrargument wewnętrzny. Mówisz "jestem silna", a umysł natychmiast odpowiada "ale właśnie byłaś w tym urzędzie i wyszłaś z niczym". I afirmacja niema szans przebić się przez taki mur, bo przekonanie jest zbyt silne i zbyt świeże. to jest znany mechanizm. W takiej sytuacji lepiej działają afirmacje procesowe, czyli nie twierdzenie stanu który nie istnieje, ale twierdzenie procesu. Zamiast "jestem silna" coś jak "uczę się korzystać ze swoich praw" albo "coraz lepiej rozumiem, co mi przysługuje". Umysł to przyjmie bo nie ma jak zaprzeczyć procesowi. I tu wchodzi tesz kwestia nagrywania, bo słyszenie własnego głosu ma inny wpływ na przetwarzanie w mózgu niż czytanie albo myślenie. Nagranie intencji własnym głosem i odsłuchiwanie go wieczorem to nie jest ta sama afirmacja z mikrofonem, to inna modalność pracy.
Dadzbog.x ta różnica między afirmacją stanu a procesową jest dla mnie nowa... Zawsze robiłam te klasyczne twierdzenia. Mam pytanie, czy te procesowe działają też, jeśli sama w to nie wierzysz? Bo często czytam, że wiara jest kluczowa, ale u mnie tej wiary po prostu nie ma, szczególnie w trudnych momentach
Ale zaraz, jeśli rozumiem dobrze to, co pisze Dadzbog.x, to wystarczy zmienić słowa i już działa? Mam wrazenie, że to troche upraszcza sprawę. Co z tymi sytuacjami, gdzie naprawdę nic nie zależy od ciebie? xD Moja siostra straciła pracę przez przepis, który wszedł, ktory kompletnie uderzył w jej branżę. Żadne afirmacje procesowe tego nie cofną. Jaki jest sens ich robienia w takiej sytuacji?
Wracając do pytania o nagrywanie intencji, bo to zostało trochę z boku. Nie jest to po prostu afirmacja z mikrofonem, chociaż rozumiem, skąd to wrażenie. Nagrywanie własnego głosu i wielokrotne odsłuchiwanie angażuje inaczej słuch, przez to mózg przetwarza to jako "zewnętrzny przekaz", a nie własną myśl. Własna myśl jest łatwo kwestionowana, bo zna ją nadawca. Głos z nagrania ma lekki efekt dystansu. Piszę z praktyki, nie z teorii. Różnica jest subtelna, ale przy regularnym stosowaniu robi różnicę w tym jak szybko fraza przestaje wywoływać opór.
Przepraszam że się wtrącę, ale nie do końca rozumiem jak to nagrywanie ma działać. Znaczy technicznie, nagrywa się to na telefon i potem co, słucha się w słuchawkach przed snem? I co dokładnie się nagrywa, całą listę afirmacji czy jedno zdanie wielokrotnie? Pytam bo to brzmi ciekawie ale nie wiem od czego zacząć 🙂
Klementynka, to nie jest skomplikowane technicznie. Nagrywa się zwykle krótką intencję, jedno lub dwa zdania maksymalnie, własnym głosem, spokojnie, bez spięcia. Potem odsłuchuje się to np. rano albo wieczorem, kilka razy. Kluczowe jest to, żeby nie nagrywać w złym stanie emocjonalnym, bo głos niesie ze sobą napięcie i je utrwala. Jeśli nagrywasz, kiedy jesteś roztrzęsiona, to odsłuchujesz roztrzęsioną wersję siebie. Dlatego zawsze mówię, żeby poczekać z nagraniem, aż się trochę wyciszy.
O, to jest ważna uwaga z tym stanem emocjonalnym przy nagraniu. Tego nigdzie nie czytałam wcześniej. A czy nagranie traci moc po jakimś czasie, czy można je nagrać raz i słuchać miesiącami?
Wracam do wątku, bo chcę zapytać o coś konkretnego. Czy ktoś próbował nagrywać intencje właśnie w kontekście niesprawiedliwości, czyli nie "będę bogata" tylko coś w rodzaju "wiem jak się obronić" albo "rozumiem swoje prawa". I czy to faktycznie przekładało się na jakieś konkretne działania, np. że się kogoś wezwało, piso napisało, odwołanie złożyło? Bo mnie interesuje, czy to przekłada się na realne kroki, nie tylko na poczucie spokoju.
Heliosa dobra to pytanie, bo sam sie nad tym glowię trochę. Z mojego doswiadczenia, zmiana nastawienia przekladala sie na działanie ale nie od razu i nie zawsze. Czesto wychodzilo tak, ze po jakims czasie zaczalem po prostu dostrzegac mozliwosci ktore wczesniej przez ten stres mnie omijaly. Prawnik, paragraf, formularz na stronie. Ale nie powiem ze afirmacja mi to przyniosla, raaczej ze afirmacja obniżyla poziom paniki na tyle, ze wgl mogle myslec. Nie wiem czy to jest ten efekt, o ktory pytasz.
Pochwist96 to mnie trochę uspokaja że tak to opisujesz. Bo właśnie mam wrażenie, że ta panika i bezsilność nie pozwala mi normalnie myśleć kiedy jestem w tym urzędzie. Może więc afirmacja nie ma zmieniać świata, tylko mnie na tyle, żebym mogła w nim działać? Nigdy tak na to nie patrzyłam.
Ojej, śledzę to od pierwszego posta i mam jedno pytanie które mnie nurtuje. Jeśli ktoś jest np. dyskryminowany ze względu na coś na co niema wpływu, i robi afirmacje żeby się czuć lepiej, to czy to nie jest trochę jak... przyklejenie plastra na cos poważnego? 🙂 Nie mówię, że afirmacje są złe, ale zastanawiam się, czy to nie jest ryzyko, że człowiek zamiast walczyć, zaczyna po prostu akceptować to co jest niesprawiedliwe.
Oj, fomalhaut ma rację i to ważne zastrzeżenie. Dodam tylko, że sam dobór afirmacji pokazuje, po której stronie tej linii jesteś. Afirmacja "akceptuję wszystko co się dzieje" w kontekście niesprawiedliwości to jest kapitulacja ubrana w duchowe słowa. afirmacja "mam siłę i wiedzę by działać" to zupełnie co innego. Intencja nagrywana własnym głosem też morze iść w obie strony, wszystko zależy od tego, co nagrywasz i po co. dlatego zawsze zanim ktoś zacznie jakąś praktykę, warto zapytać siebie: ta afirmacja ma mi pomóc działać czy ma mi pomóc przestać działać?
Dobra, to ja się jeszcze raz wtrącę, bo czytam tę rozmowę od początku i mam wrażenie że coraz bardziej zagłębiamy się w tematy psychologiczne, a ja myślałam że afirmacje to coś bardziej... duchowego? ojej no, nie mówię że to źle, bo to ma sens, ale czy ktoś tu w ogóle podchodzi do tego bardziej energetycznie a nie tylko "przeprogramowanie mózgu"? Bo mnie to drugie trochę zniechęca, nie po to tu jestem żeby słuchać o neuroplastyczności.
Właśnie, ja miałam podobny opór jak Klementynka na początku. Jak zaczęłam myśleć że to "tylko psychologia" to mi jakoś mniej chciało się tego robić regularnie. Ale potem wyszłam z założenia że nie muszę wybierać, skoro efekt jest, to jest. I tyle.
Ojej no, wracam do tego, o co pytała wcześniej Melania.ka bo myślę że to zostało trochę zawieszone w powietrzu. Pisałaś że wychodzisz z urzędu roztrzęsiona i bezsilna. Jeśli tak, to moim zdaniem pierwsza praca nie polega na afirmowaniu że jesteś silna, tylko na tym zeby zidentyfikować co dokładnie robi z tobą ta sytuacja. Czy to jest poczucie że cię nie słuchają? Że nie masz wiedzy? Że mówią do ciebie z góry? Bo każde z tych źródeł wymaga inaczej sformułowanej intencji.
Ok, ale mam jeszcze jedno pytanie bo tamto co zadałam wcześniej trochę odpłynęło. Fomalhaut napisała że jest ryzyko że praca z nastawieniem staje się wymówką do bierności. I ok, rozumiem. ale jak rozpoznać że to już się dzieje? Że afirmacje są wymówką a nie pomocą? Bo z zewnątrz to hyba wygląda podobnie.
To mi się podoba jako kryterium, proste i konkretne... Sama mam tendencję żeby się zatopić w "pracy wewnętrznej" i potem sie okazuje że minęło kilka tygodni a nic zewnętrznie się nie ruszyło. I nie wiem za każdym razem czy to proces czy właśnie ucieczka.
Wracajac do nagrywania bo to bylo w temacie a troche nam ucieklo - mam pytanie praktyczne. Jak nagrywasz intencje dotyczaca sytuacji ktora jest aktywna i sie zmienia, np. sprawa urzedowa ktora trwa miesiące, to czy nagranie aktualizujesz co jakis czas czy masz jedno i to samo przez caly czas trwania sprawy? Bo u mnie bylo tak ze sytuacja ewoluowała i stare nagranie po jakims czasie brzmialo jak opis innego problemu niz ten ktory mam teraz
