Mam pytanie do was bo ostatnio się zastanawiam nad czymś konkretnym. moja siostrzenica ma zdiagnozowane Asperger i próbuje różnych technik samorozwoju, między innymi afirmacji. Problem jest taki, że ona bardzo dosłownie odbiera wszystko co czyta, i te gotowe formułki w stylu "jestem pełna miłości i spokoju" działają na nią jak... no nie wiem, jak zdanie bez sensu. ona mówi że to kłamstwo i nie może powtarzać kłamstw. Czy ktoś w ogóle próbował dostosowywać afirmacje dla osób ze spektrum? Bo wszystko co znalazłam w sieci to te same ogólniki dla neurotypowych.
To, co opisujesz u siostrzenicy, to nie jest przypadłość ani problem z afirmacjami. To jest właśnie sedno różnicy między mózgiem neurotypowym a autystycznym. Osoby ze spektrum często mają silnie rozwinięte poczucie logicznej spójności i jeśli afirmacja kłóci się z ich obecnym stanem wewnętrznym, mózg po prostu ją odrzuca jako fałszywą informację. Klasyczne afirmacje w stylu "jestem bogata i szczęśliwa" są zaprojektowane na zasadzie wishful thinking i zakładają pewną dozę samozakłamania, co u wielu osób ze spektrum po prostu nie przejdzie. To nie jest wada, to jest inny sposób przetwarzania rzeczywistości. Warto sprawdzić tzw. afirmacje neutralne albo opisowe, ktore nie twierdzą czegoś nieprawdziwego, tylko opisują możliwość albo kierunek. Na przykład zamiast "jestem spokojna" - "uczę się znajdować spokój" albo "mój spokój jest możliwy". To już nie jest kłamstwo.
Powiem wprost, bo tu zaczyna się mieszać kilka rzeczy na raz. Spektrum autyzmu to nie to samo co "osoba analityczna". To jest neurologiczna różnica w przetwarzaniu informacji, w sensoryce, w komunikacji i w dosłowności języka. Można być bardzo analitycznym neurotypem i mimo to afirmacje działają bo mózg neurotypowy potrafi zawiesić pewien poziom krytycyzmu jeśli coś powtarza wystarczająco długo. U wielu osób ze spektrum ten mechanizm działa inaczej i nie dlatego że są "bardziej racjonalne", tylko że obszary odpowiedzialne za tą specyficzną formę autosugestii są połączone inaczej. To nie jest to samo. Nie upraszczajmy.
Nie jest to ślepa uliczka ale wymaga naprawdę innego podejścia. Pracowałam jakiś czas z grupą gdzie było kilka osób z diagnozą i widziałam że największą różnicę robi konkretność i przewidywalność. Afirmacje muszą być bardzo precyzyjne, najlepiej osadzone w konkretnej sytuacji. Nie "jestem spokojna", tylko "gdy siedzę przy oknie z kubkiem herbaty, moje ciało się rozluźnia" 😛 To nie jest poetyckie, ale jest prawdziwe i mózg to przyjmuje... Druga sprawa to powtarzalność rytualów towarzyszących, bo wiele osób ze spektrum bardzo dobrze reaguje na sekwencje, na rytm, na stały rytuał o stałej porze. To samo to afirmacja wtedy staje się elementem rytuału a nie izolowanym zdaniem które trzeba "wierzyć".
Zaglądam tu regularnie i mam pytanie, moze głupie ale chce się upewnić. Czy afirmacje ogólnie działają na zasadzie że naprawdę trzeba w nie wierzyć zeby zadziałały? Bo ja sama czasem mam wątpliwości jak je robię i zastanawiałam się czy to niszczy efekt. To trochę z innej strony niż temat ale może ktos wie?
Pytanie jak najbardziej na miejscu, ale trochę odbiega od tematu wątku. Skrótowo powiem tyle, że wiara pomaga, ale nie jest warunkiem koniecznym, ważniejsza jest regularność i powtarzalność. Do kwestii autyzmu wróćmy jednak bo to jest tu kluczowe.
Dobra, ja tu wejdę z innej strony bo trochę mnie ta dyskusja sceptycznie nastraja. Skąd w ogóle wiadomo że afirmacje działają na kogokolwiek, neurotypowego czy nie? Bo o skuteczności afirmacji jako takiej to jest spore pytanie samo w sobie 😉 mam wrażenie że tutaj zakładamy jako pewnik coś co wcale pewnikiem nie jest
No wlasnie i Sama się nad tym zastanawiałam. Jeśli przez "działają" rozumiemy magiczne spełnianie pragnień bo wyrecytowałam cos 10 razy to nie, to nie działa dla nikogo skutecznie. Ale jeśli przez "działają" rozumiemy stopniową zmianę nawyków myśloywch i reakcji emocjonalnych, to tu już jest coś realnego. I właśnie w tym sensie dla osób ze spektrum jest to możliwe, ale tylko jeśli forma jest dopasowana. Te standardowe coachingowe formułki często są po prostu złe nawet dla neurotypowych, a co dopiero mówić o kimś kto przetwarza język bardziej dosłownie.
Troche z boku ale mam pytanie bo moja koleżanka ma syna z autyzmem i tez szuka jakis rzeczy ktore moglyby mu pomoc w tym ze on sie często boi nowych sytuacji. Czy te afirmacje moga w ogole pomoc na lek i stres albo to jest cos co musi robic terapeuta a nie my sami?
Dobra kwestia, ale powiem szczerze: jeśli mamy do czynienia z dzieckiem ze spektrum autyzmu, to wszelkie interwencje dotyczące lęku powinny być omawiane z terapeutą specjalizującym się w pracy z osobami w spektrum 🙂 To nie jest teren dla samodzielnych eksperymentów, nawet jeśli afirmacje brzmią niewinnie. eh, dla dorosłej osoby ze spektrum, która sama decyduje i sama chce próbować, sytuacja jest inna, ale tu zaczyna się od rozmowy z tą osobą, nie za nią.
Ja mam jeszcze inne pytanie do tej dyskusji. Mówicie o dostosowywaniu afirmacji i o tym że muszą być konkretne i osadzone w sytuacji. Ale czy to nie rozmija się z samą ideą afirmacji? bo hyba sens jest taki że ty wchodzisz w stan którego jeszcze nie masz, nie opisujesz stan który już masz. Jak to pogodzić? 😀 nie rozumiem
Czytam watek od początku i chcę dodać jedną rzecz, bo mi się wydaje że umyka. mhm, nie każda osoba ze spektrum autyzmu jest taka sama, to jest spektrum właśnie dlatego że różnorodność jest w nim ogromna. Ktos z bardzo silnym Aspergerem i wysokim IQ będzie miał zupełnie inną relację z językiem i z afirmacjami niż ktoś z innym profilem neuroatypowości. nie ma jednej odpowiedzi dla "osób ze spektrum", tak samo jak nie ma jednej afirmacji dla "wszystkich". Trzeba znać konkretną osobę, jej sposób przetwarzania, co ją uspokaja, co ją drażni sensorycznie. Ktoś może nie znosić powtarzania zdań na głos bo samo brzmienie głosu jest dla niego przytłaczające. Ktoś inny może wręcz przeciwnie, bardzo lubić recytację bo rytm go reguluje.
To co napisałaś o tej różnorodności w spektrum to jest klucz do całej dyskusji i cieszę sie że ktoś to w końcu powiedział. Bo przez ostatnie kilkanaście postów trochę mówiliśmy o "osobie ze spektrum" jak o jednej kategorii, a to jest na prawdę ogromny zakres. Mnie bardziej interesuje konkretny wątek który tu pominęliśmy, czyli kwestia przetwarzania sensorycznego... Afirmacje mówione na głos to jest bodziec dźwiękowy, a dla sporej części osób ze spektrum własyn głos w zamkniętej przestrzeni działa inaczej niż dla neurotypowych. Ktoś tu to sprawdzał w praktyce?
A można je pisać zamiast mówić? Bo gdzieś czytałam że pisanie afirmacji ręcznie jest nawet lepsze niż mówienie, nie pamiętam dlaczego ale chyba chodziło o coś z połączeniem ręka-mózg. To by może rozwiązywało ten problem z dźwiękiem?
Hmm, okej ale mam pytanie do tej całej rozmowy o kanałach sensorycznych i pisaniu i mówieniu 😉 Czy nie jest tak, że my tu trochę za bardzo komplikujemy prosty problem? Bo afirmacje to ostatecznie jest praca z przekonaniami. Jeśli ktoś, niezależnie czy ze spektrum czy bez, ma głęboko zakorzenione przekonanie że jest bezwartościowy albo że sobie nie radzi, to żadna forma podawania afirmacji tego nie zmieni bez głębszej pracy. forma to drugorzędna sprawa.
Wracając do tego wątku o pisaniu, bo mi się to skojarzyło z jedną rzeczą. Słyszałam o podejściu gdzie zamiast pisać "jestem spokojna i silna" pisze się coś w stylu dziennika obserwacji, np. "dziś zauważyłam że dałam sobie radę z rozmową telefoniczną". To jest zupełnie inne sposób niż klasyczna afirmacja, ale podobno dla osób które mają opór wobec nieprawdziwych twierdzeń daje podobny efekt. Czy ktoś to stosował?
Twój opis pasuje do jest właściwie gratitude pisanie dziennika albo evidence pisanie dziennika i to jest poważna metoda terapeutyczna, nie ezoteryka. Ale rozumiem czemu to tu wrzucasz bo efekt który chcesz osiągnąć, czyli przepisanie negatywnego przekonania na pozytywne, jest podobny. I tak, dla osób ze spektrum które mają problem z przetwarzaniem abstrakcji i z dosłownością, to może działać lepiej niż klasyczne afirmacje właśnie dlatego że opiera się na faktach a nie na deklaracjach stanu ktory nie istnieje.
Mam takie pytanie bo nie do końca rozumiem. Jeśli ktoś ze spektrum pisze o tym co na prawdę było a nie o tym co chce żeby było, to czy to w ogóle jest jeszcze afirmacja? Pytam bo afirmacja to chyba właśnie ma być to pozytywne stwierdzenie o tym co chcesz osiągnąć, nie o przeszłości. Może to jest po prostu zupełnie inne ćwiczenie i nie powinniśmy tego mieszać?
