Mam pytanie, bo szukałam na forum i nie znalazłam nic konkretnego na ten temat. Czy ktoś wie, jak afirmacje działają u osób z PTSD? no cóż, chodzi mi o sytuację, kiedy umysł jest dosłownie zalany lękiem i nadreaktywnością, a tu mamy sobie spokojnie powtarzać "jestem bepzieczna, jestem spokojna". Mnie to jakoś nie przekonuje, ale może źle to rozumiem. Sama próbowałam przy mocnym stresie i czułam że te słowa w ogóle do mnie nie docierają, jakby odbijały się od ściany 😉 Czy ktoś pracował z afirmacjami przy traumie?
To jest właśnie ten problem, że afirmacje w klasycznej formie mogą przy PTSD nie działać, a nawet pogłębiać dysonans. Czytałam o tym przy okazji pracy z czakrami, kiedy próbowałam połączyć medytację z afirmacjami u siebie po ciężkim okresie. Ciało wie swoje i jeśli afirmacja jest za daleko od tego, w co naprawdę wierzysz, mózg po prostu ją odrzuca. Ale czy ktoś z was próbował stosować afirmacje stopniowane, tzn. zaczynać od czegoś bliższego prawdy, jak "mogę być bezpieczna" zamiast "jestem bezpieczna"?
Ja miałam przez długi czas bardzo silny lęk, nie diagnozowałam tego jako PTSD ale retrospektywnie to tak wyglądało. I właśnie te twarde afirmacje typu "jestem zdrowa i szczęśliwa" działały na mnie odwrotnie, dosłownie wywoływały złość bo czułam się okłamywana przez samą siebie. Dopiero jak zaczęłam robić takie miękkie wersje, jak Willowa pisze, coś drgnęło. Ale to był bardzo powolny proces.
No właśnie, to jest kwestia dostrojenia energii afirmacji do aktualnego stanu wibracji. Jak masz PTSD, twoje pole energetyczne jest mocno zaburzone i afirmacja działa jak próba wrzucenia jasnego światła w zablokowany kanał. Najpierw trzeba oczyścić kanały, np. przez kryształy albo pracę z czakrami, a dopiero potem afirmacje mają szansę rzeczywiście dotrzeć. Polecam turkus albo lazuryt do pracy z gardłem i umysłem przed afirmacjami.
Oj, A czy w ogóle przy PTSD można bezpiecznie robić cokolwiek samemu, bez specjalisty? Bo mam wrażenie że przy traumie każda ingerencja, nawet pozornie niewinnna jak afirmacje, może coś ruszyć czego potem nie da się kontrolować.
W punkt i odpowiedź nie jest prosta. Z mojego doświadczenia: afirmacje same w sobie nie są niebezpieczne, ale mogą być bezużyteczne albo frustrujące, jeśli są źle dobrane. Nie uruchomisz afirmacją żadnego kryzysu, który by się nie uruchomił i tak, pod warunkiem że nie wchodzisz w szczegółowe przepracowywanie samej traumy. "Jestem bezpieczna tu i teraz" to nie jest coś, co destabilizuje, to jest kotwica. Problem jest wtedy, kiedy afirmacja wchodzi w kontrę z tym, co układ nerwowy uważa za prawdę.
To, że ciało się odpręża przy afirmacji, a nie napina, to jedno z takich sygnałów. Jak powtarzasz słowa i masz zacisk w klatce piersiowej albo szczękę ściskasz, to znaczy że afirmacja jest za duża na ten moment. Jak jest obojętnie albo lekko, to możesz pracować dalej. Oczywiście to uproszczenie, ale praktycznie działa.
Nigdy nie myślałam o tym w ten sposób, że afirmacja może być "za duża". Zawsze myślałam że im bardziej pozytywna i mocna, tym lepsza. A tu wychodzi na to, że to nie tak?
Wroniec, wlasnie nie. To jest jeden z najpowszechniejszych błędów w podejściu do afirmacji, że im bardziej oderwana od rzeczywistości, tym lepiej. W numerologii mamy podobną zasadę przy pracy z liczbami osobowości, że trzeba wychodzić od tego gdzie jesteś, nie od ideału. Zbyt duży skok energetyczny blokuje a nie otwiera. I przy traumie to jest podwójnie ważne, bo układ nerwowy przy PTSD jest dosłownie przestrojony na wykrywanie zagrożeń i każda fałszywa nuta, a zbyt pozytywna afirmacja to fałszywa nuta, wywołuje alarm.
To brzmi jakby afirmacje przy PTSD w ogole nie mialy sensu, bo zawsze bedzie jakis dysonans. chyba ze sie da tak dlugo powtarzac az umysl uwierzy? czy to nie dziala na zasadzie ze sam akt powtarzania cos zmienia w mozgu niezaleznie od tego czy wierzysz?
