Mam takie pytanie, bo szukałam już trochę w sieci ale nie znalazłam czegoś konkretnego. Czy afirmacje w ogóle mają sens dla kogoś kto bardzo łatwo się stresuje? 😉 Pytam bo sama mam problem ze stresem, mały drobiazg i już czuję że serce mi wali, nie moge skupić się na niczym. Próbowałam kilka razy robić afirmacje rano, ale jak tylko zaczynam mówić "jestem spokojna i zrelaksowana" to coś mi nie gra, jak by to było kłamstwo i mam tylko większy dyskomfort. Może to nie dla mnie? I jeszcze jedno - czy to prawda że niektóre praktyki wymagają konkretnego czasu żeby zadziałać? Słyszałam o jakichś 21 dniach, 40 dniach, ale nie wiem skąd to się bierze.
Ojej, ja mam dokładnie ten sam problem! zaczęłam jakiś czas temu i na początku czułam się głupio gadając do siebie przed lustrem 😀 ale potem jakoś przeszło. Nie wiem czy to działa na stres konkretnie, bo ja używam bardziej do pewności siebie. Ale to co piszesz o tym dyskomforcie to ciekawe, u mnie też tak było na początku że nie wierzyłam w to co mówię.
Ten dyskomfort o którym piszesz ma swoją nazwę - w psychologii to się nazywa reaktancja... Mówisz coś co jest sprzeczne z tym co twój umysł uważa za prawdę i mózg się broni. Dlatego afirmacje w stylu "jestem idealna i spokojna" często działają odwrotnie dla osób z wysokim poziomem lęku 😉 To nie znaczy że afirmacje jako takie są bez sensu, tylko że trzeba je iaczej dobrać.
No ale przecież to nie jest tak że albo energia albo fizjologia, to nie jest sprzeczne. Oddech wpływa na układ nerwowy, układ nerwowy wpływa na to jak pracuje umysł, a umysł decyduje czy przyjmuje afirmację czy nie. Można to nazywać różnymi słowami i oba opisy będą miały rację po swojemu.
Mam pytanie trochę z boku - skąd w ogóle wiadomo że afirmacja "zadziałała"? Jak ktoś po miesiącu jest spokojniejszy to skąd pewność że to przez afirmacje a nie przez to że np. skończyła się jakaś trudna sytuacja w pracy albo po prostu czas zrobił swoje? 😛
Eh, to pytanie o czas, 21 dni i 40 dni - to nie jest przypadkowe. 21 dni pochodzi z obserwacji plastycznego chirurga z lat 60. który zauważył że pacjenci potrzebują mniej więcej tyle żeby przyzwyczaić się do nowego wyglądu. Potem to poszło w popularną psychologię i przyklejono do wszystkiego. 40 dni to z kolei tradycja duchowa, pojawia sie w wielu praktykach od sadhany w jodze do postów religijnych. To dwa zupełnie rozne źródła, więc nie ma jednej odpowiedzi skąd ta liczba.
Ale czy to znaczy że jak ktos przerwie po 15 dniach to wszystko przepada? mnie się to zdarza, zaczynam z zapałem i potem gdzieś mi to ucieka na kilka dni. Zastanawiam się czy muszę wtedy zaczynać od zera.
Nie, nie zaczynasz od zera. to nie jest tak że mózg liczy dni jak jakiś licznik i kasuje wynik przy przerwie... Efekty są kumulatywne, przerwa tylko spowalnia, nie zeruje. Wróć i kontynuuj, tyle.
Oj tam,właśnie chciałam zapytać, bo wydaje mi się że afirmacje to trochę jak wiara - jelśi robisz je z przymusu i bez przekonania to nie ma co liczyć na efekty, prawda? 😀 Jak ktoś jest spięty i zestresowany i na siłę mówi że jest spokojny, to chyba tylko się nakręca?
Uff,ja bym tu wrzuciła jeszcze kwestię ciała. Mam koleżankę która przez długi czas miała bardzo silny stres i powiedziała jej terapeuta zeby zanim zacznie jakiekolwiek afirmacje to najpierw pobyła trochę z oddechem. Przez kilka tygodni tylko to, żaden tekst, tylko oddech i obserwowanie jak ciało się uspokaja. Dopiero potem zaczęła powoli dołączać afirmacje i wtedy to miało sens. Może warto to rozważyć?
No cóż, A wracając do pytania z początku, bo myślę że nikt tego nie powiedział wprost - czy jest jakaś granica od której po prostu afirmacje nie mają sensu bo stres jest zbyt silny? 😛 Chodzi mi o to czy to jest tylko kwestia techniki i podejścia czy jednak są sytuacje w których to naprawdę nie jest dobry moment na afirmacje?
Myślę że tak, są takie momenty 🙂 Jak ktoś jest w ostrej fazie kryzysu to raczej potrzebuje czegoś co go ustabilizuje tu i teraz, a nie pracy z przekonaniami na dłuższą metę. ojej no, afirmacje to praca raczej na spokojniejszy grunt, nie na gaśnicę. Ale nie jestem specjalistą, to moje obserwacje z własnej praktyki.
Oho, wracam do pytania Astrei bo myślę że to jest klucz do całej dyskusji i jakoś ugrzęzło. Czy jest granica po której afirmacje nie mają sensu - tak, mysle że jest. Ale ta granica to nie jest poziom stresu sam w sobie, tylko to czy dana osoba ma jakikolwiek dostęp do chwili spokoju w ciągu dnia. Nawet pięć minut. Jeśli ktoś jest w takim napięciu że nie ma żadnej przerwy, żadnego okienka, to wtedy faktycznie sensowniej jest zacząć od czego innego. Ale jeśli to jest "normalny" stres, taki codzienny - to afirmacje przy odpowiednim podejściu mogą pomóc, tylko nie te z internetu.
O, to jest właśnie odpowiedź na moje pytanie z początku, o które prosiłam i nikt tak wprost nie powiedział. Że mam je sama ułożyć a nie szukać gotowych. oj tam, trochę mnie to przeraża bo nie wiem od czego zacząć, boje sie że zrobię to źle. Ale rozumiem logikę, coś bliskiego temu co już trochę wierzę będzie łatwiej przyjąć niż cos co brzmi jak bajka.
