Chodzi mi to po głowie od dawna nad czymś, co nie daje mi spokoju. Pracuję z afirmacjami od lat i zauważyłam wyraźną różnicę między tym, jak działają u osób wierzących religijnie a u tych, którzy praktykują poza jakimkolwiek systemem religijnym. Chodzi mi konkretnie o najwyższy ośrodek energetyczny - sahasrarę. U osób głęboko wierzących, niezależnie od tego czy to katolicyzm, prawosławie czy np. buddyzm, ta czakra zdaje się działać inaczej podczas powtarzania afirmacji ^^ Jakby wiara sama w sobie tworzyła już jakieś tło, grunt, na którym afirmacja łatwiej się zakotwicza. U osób bez takiego zaplecza często widzę, że afirmacje krążą gdzieś na poziomie manasary albo anahaty, ale nie przenikają wyżej. ojej, czy ktoś obserwował coś podobnego w swojej praktyce?
Ciekawe co piszesz, ale mam pytanie - skąd wiesz że ta czakra "działa inaczej" a nie poprostu człowiek bardziej wierzy w działanie afirmacji bo ma już nawyk wiary w cokolwiek? Bo to mógłby być zwykły efekt placebo wzmocniony przez religijny conditioning, nie?
Chcę tu coś dopowiedzieć bo chyba ważne. W tradycji wedyjskiej, z której pochodzi sam koncept czakr, sahasrara nie jest czakrą w tym samym sensie co pozostałe sześć. Jest traktowana jako ośrodek transcendencji, poza układem czakrowym właściwie. I właśnie dlatego połączenie z systemem wierzeń robi różnicę - bo sahasrara to punkt styku z tym, co wykracza poza ego i indywidualność. Wierzący religijnie ma ten punkt niejako "oswojony" przez liturgię, modlitwę, rytuał. Osoba bez takiego tła musi budować ten most od zera, afirmacjami albo medytacją.
Do tej pory tylko czytałam, ale ale nie za bardzo rozumiem - te afirmacje to trzeba robić specjalnie dla danej czakry? Bo ja myślałam że afirmacja to po prostu zdanie ktore się powtarza żeby coś zmienić w myśleniu i że to nie ma związku z czakrami wogóle
A czy to nie znaczy że np. osoby w tradycji buddyjskiej, które regularnie medytują, mają jeszcze łatwiej niż np. katolicy? Bo buddyzm to jednak nie jest modlitwa do Boga z góry, tylko praca nad własnym umysłem, więc ta sprawczość o której mówi Justynka byłaby zachowana?
Ok, ale chwilę - bo mi sie tutaj miesza kilka rzeczy. Mówimy o tym, że wiara religijna wpływa na czakrę sahasrara, która wpływa na skuteczność afirmacji. To jest sporo założeń naraz. czy ktoś ma jakieś konkretne obserwacje z pracy z ludźmi, nie teorię? bo na razie to troche wygląda jak budowanie domku z kart.
Mam trochę inne podejście do tego tematu. W pracy z runami i symboliką nordycką widzę podobny mechanizm, tylko ujęty inaczej. Afirmacja to w gruncie rzeczy rodzaj galdr - słowo wypowiadane z intencją... I w tradycji nordyckiej wlasnie kontekst wiary, przynależności do czegoś większego (klan, bogowie, przodkowie) nadaje temu słowu wagę. Bez tego kontekstu galdr jest jak dźwięk bez rezonowania. Moze to analogia ale myślę, że mechanizm jest podobny niezależnie od tradycji.
Przepraszam,bo jestem jeszcze na początku i dużo z tego nie rozumiem, ale chciałam zapytać - jeśli ktoś nie należy do żadnej religii ale np. regularnie medytuje i wierzy w czakry, to tesz jest w tej "lepszej" grupie? Bo wydawało mi się że sama wiara w działanie afirmacji powinna wystarczyć
Śledzę tę dyskusję i mam jedno konkretne zastrzeżenie. wszyscy tu mówicie o "grupach religijnych" jakby to była jednorodna masa. ale np 😀 w grupach fundamentalistycznych (nieważne jakiej religii) wiara często idzie w parze z silnym poczuciem własnej nieudolności, grzechu, konieczności zewnętrznego zbawienia. I te osoby mają afirmacje kompletnie zablokowane, bo każda afirmacja "jestem wystarczający" albo "zasługuję na dobro" wchodzi w sprzeczność z tym co im wpajano latami. Więc ta wiara to miecz obosieczny.
Ten watek mnie wciągną. sama jestem wierząca, katolicyzm, choć niezbyt ortodoksyjny, i zaczełam używać afirmacji jakieś dwa lata temu. I szczerze? Miałam dokładnie taki problem o którym piszecie - czułam sie jakbym mówiła coś sprzecznego z pokorą... "Zasługuję na miłość" wydawało mi się jakimś pycha. Długo mi zajęło przepracowanie tego i pogodzenie afirmacji z wiarą.
Mnie to zastanawia od strony praktycznej - czy w takim razie dla kogoś z takim blokiem religijnym są jakieś afirmacje które działają lepiej? Takie które nie wchodzą w konflikt z pokorą albo z relacją do Boga?
Ok, Nyja, rozumiem co mierzysz i to akurat brzmi konkretnie. Ale mam jedno pytanie bo nie daje mi to spokoju - jak odróżniasz w tym skanowaniu pola efekt aktywnej praktyki duchowej od zwykłego efektu relaksacji? ktoś kto regularnie medytuje jest po prostu spokojniejszy, mniej spięty, jego ciało inaczej reaguje. czy nie możesz w tej bioenergoterapii mierzyć po prostu różnicy w napięciu mięśniowym albo oddechu, a nie jakości czakry? Pytam serio, nie złośliwie.
Hmm, ten watek zaczyna krecic sie w kolko... Nyja mowi ze widzi roznice, Erazm pyta jak, Nyja mowi ze to kwestia praktyki ktorej nie da sie wytlumaczyc. to klasyczny problem niefalsyfikowalnosci i mozemy tak chodzic w kolko. Nie mowie ze Nyja sie myli, mowie tylko ze to nie jest argument ktory przekona kogos spoza bańki. Wrocmy do oryginalnego pytania - czy afirmacje dzialaja INACZEJ w grupach religijnych. czy ktos ma cos konkretnego do powiedzenia oprocz "to skomplikowane"?
Ojej no, czarek ma rację że trochę się rozmywamy, ale z drugiej strony ten temat jest z natury złożony. ja ze swojej strony mogę dodać obserwację z praktyki z runami - kiedy pracuję z osobami które mają jakiś system przekonań, cokolwiek by to było, galdr działa wyraźniej. I nie mówię o sahasrarze ani bioenergoterapii, mówię o czymś prostszym: intencja jest czystsza u kogoś kto rozumie dlaczego słowo ma moc. Osoba religijna to rozumie intuicyjnie, bo modlitwa to też słowo z intencją. może właśnie o to chodzi w tym pytaniu.
Zgadzam sie z Jarzebinka, to kwestia tego ze religia uczy ze slowo ma wlasne zycie. Ale chce zapytac o cos innego co mnie tu nurtuje od jakiegos czasu - jak to jest z afirmacjami ktore sa dosłownie wyjete z modlitw? Np. w charismatycznym protestantyzmie te wyznania wiary ("jestem uleczona", "Bog we mnie dziala") sa strukturalnie identyczne jak afirmacje w stylu new age. Czy to nie jest dowd ze mechanizm jest ten sam, tylko opakowanie rozne?
Ja tu ciągle czytam i próbuję połączyć wszystko w całość. Czyli rozumiem że dla kogoś bez religii ale z medytacją afirmacje mogą działać podobnie jak u wierzących, tak? I że ważniejszy jest ten "grunt" o którym pisała Wahadlarka, cokolwiek nim jest. Ale mam pytanie - co jeśli ktos po prostu zaczyna i nie ma ani religii ani długiej medytacji? Czy afirmacje w ogóle mają sens na takim zerowym poziomie?
