Mam 30 lat i juz od jakiegoś czasu czuję że coś się we mnie opiera przed przyjęciem tego, ile mam lat. Nie chodzi o jakąś wielką traumę, po prostu jest taki cichy dyskomfort, jakby czas był wrogiem. Szukałam afirmacji, które by pomogły to przepracować, ale większość, którą znalazłam, brzmi sztucznie albo wręcz zaprzeczająco - typu "mam 20 lat energii" i jakoś to mi nie siada. Czy ktos pracował z afirmacjami nastawionymi nie na udawanie, że jest się młodszym, ale na autentyczne zaakceptowanie swojego wieku? Coś, co nie jest walką z czasem, tylko jakimś pojednaniem się z nim?
O, to jest bardzo ważne rozróżnienie, ktore podnosisz - afirmacje "udawaniowe" kontra afirmacje akceptacyjne. Pracowałam z obydwoma typami i widzę ogromną różnicę 🙂 Te pierwsze brzmią jak kłamstwo i mózg to wyłapuje natychmiast, stąd ten opór. Proponuję zacząć od czegoś w stylu: "Mój wiek niesie ze sobą mądrość, której nie miałam wcześniej" albo "Z każdym rokiem staję się pełniejszą wersją siebie". To nie jest zaprzeczanie, tylko zmiana ramy. inna kwestia - czy robiłaś przy tym jakąś pracę z oddechem? Bo samo powtarzanie słów bez uziemienia ciała bywa mało skuteczne.
Uff,ja dorzucę coś z perspektywy pracy z czakrami, bo to jest temat, ktory łączy się z akceptacją czasu bardziej, niż myślicie. Czakra podstawy - czyli muladhara - odpowiada za poczucie zakorzenioenia i akceptację własnego miejsca w czasie. kiedy jest zablokowana, człowiek dosłownie nie morze "usiąść" w swoim wieku. Afirmacje skierowane na tę czakrę, czyli takie, które zawierają słowa: ziemia, korzeń, teraz, tutaj, moje ciało - działają na innym poziomie niż ogólne powtarzanie "akceptuję siebie". Ktoś z was pracował z afirmacjami pod konkretne czakry w tym kontekście?
Wiem jedno z własnego doświadczenia, miałem przez dlugi czas takie poczucie ze starzenie sie to jakis rodzaj porazki. Absurdalne, bo rozumowo wiedziałem ze to nieprawda, a jednak wracało. Próbowałem róznych afirmacji ale dopiero kiedy zacząłem je pisać sam, własnymi słowami, coś drgnęło. Nie żadne gotowce z internetu, tylko moje, specyficzne, odnoszone do konkretnych momentów z życia. Np. "mam za sobą X lat i pamiętam ile z nich było na prawdę dobrych" - coś w tym stylu. Trochę jak lista wdzięczności połączona z afirmacją. Nie wiem czy to ortodoksyjne, ale działało.
U mnie działało tak, ze najpierw pisałem o przeszłości (tu: X wydarzyło się i dałem radę), a potem naturalnie dopisywałem konkluzję w teraźniejszości (więc mam w sobie coś, co potrafi to i to). To drugie zdanie stawało się afirmacją. Nie narzucałem jej - ona wynikała z dowodu, który sam sobie dałem. Nie wiem czy to ma jakąś nazwę w teorii, ale dziaała 🙂
Słuchajcie, mam pytanie bo siedzę i czytam tę rozmowę od początku. Czy afirmacje przy akceptacji wieku mają sens, jeśli człowiek tak naprawdę nie wie, czego konkretnie nie akceptuje? Mam wrażenie, że u mnie to jest takie rozmyte, tzn 🙂 nie boli mnie nic konkretnego, ale jest jakis ogólny dyskomfort kiedy myślę o tym ile mam lat. Czy zanim zacznę afirmacje powinnam to jakoś bardziej sprecyzować?
Oho, no ale czekajcie, bo mam wrażenie że trochę komplikujemy coś, co moze być prostsze. Horoskopy od dawna mówią o tym, że każda faza życia ma swoją energię i swój cel - np... saturn return to czas, kiedy człowiek dosłownie jest popychany do konfrontacji z własną tożsamością i wiekiem. Może zamiast walczyć z tym poczuciem, warto sprawdzić co mówi aktualne ustawienie planet? Bo afirmacje nakładane na czas, który astrologicznie jest "trudny" mogą po prostu nie mieć nośnika energetycznego. Czy ktoś brał pod uwagę takie połączenie?
Hmm, nie wiem czy mieszanie astrologii do afirmacji to najlepszy pomysł... Ryzykujesz, że zaczniesz tłumaczyć brak efektów niekorzystnym ustawieniem planet zamiast przyglądaniu się temu, co naprawdę nie działa. Afirmacje to sposób pracy z umysłem, a nie coś, co potrzebuje kosmicznego "okienka". Znam osoby, które całe lata odkładają pracę nad sobą, bo "nie ma dobrego momentu astrologicznie". To jest, przepraszam za szczerość, bardzo wygodna wymówka 😀
Sam się nad tym zastanawiałem i niema na nie jednej odpowiedzi. Afirmacje mogą działać na dwóch poziomach: jako sposób stopniowego przeprogramowania przekonań (to działa nawet bez głębokiej analizy ale wolno) albo jako utrwalenie pracy, którą człowiek już wykonał. Jeśli blokada jest powierzchowna - np. pochodzi z kulturowego przekazu o starzeniu się - afirmacje mogą dość szybko coś zmienić. Jeśli jest głęboka - np. wiąże się z konkretnym doświadczeniem czy stratą - sam tekst powtarzany na sucho nie wystarczy i lepiej nie udawać że wystarczy.
No, czytam was od dłuższego czasu i mam jedno konkretne pytanie - jak często powtarzać takie afirmacje? codziennie, rano, wieczór, kilka razy dziennie? Bo czytałam różne rzeczy i jedni mówią rano zaraz po przebudzeniu, inni że wieczorem przed snem bo umysł jest bardziej otwarty, a jeszcze inni że minimum 3 razy dziennie. Co z waszego doświadczenia faktycznie robi różnicę?
A wracając do samego tematu - czy ktoś próbował afirmacji połączonych z jakimś fizycznym rytuałem? Np... stanie przed lustrem, dotykanie swojego ciała, patrzenie sobie w oczy? Bo czytałem że kiedy ciało uczestniczy w afirmacji, nie tylko umysł, to działa inaczej. Choć nie wiem czy nie jest to bardziej związane z czakrami niż z afirmacami jako takimi
Ja próbowałem z lustrem i powiem szczerze ze dla mnie to nie zadziałało przy tym temacie. Nie dlatego ze bylo trudne, po prostu czułem sie głupio i to rozpraszało bardziej niz skupiało... ostatecznie wróciłem do pisania i to działa lepiej dla mnie osobiscie. Myslę ze warto próbowac różnych form zanim sie uzna ktoras za tę właściwą
