Chciałem zapytać o coś, bo sam nie jestem pewny jak to działa. Robię afirmacje od jakis już czasu i generalnie czuję że pomagają, ale ostatnio zdarzyło mi się parę razy powtarzać je po lampce wina albo dwóch, wieczorem przed snem. I szczerze? Miałem wrażenie że docierają głębiej jak by bariera między świadomym a nieświadomym była cieńsza. Ktoś miał podobnie? Albo odwrotnie - słyszałem też że to bez sensu bo wtedy umysł jest rozproszony i nic nie zapada. No i właśnie - czy te afirmacje pod wpływem alkoholu faktycznie mogą działać inaczej, lepiej, gorzej? A co z innymi środkami rozszerzającymi percepcję?
Hmm, to ciekawe pytanie. Ja bym to ujął inaczej - nie tyle czy działają ale co tak naprawdę wtedy robimy. Kiedy jestem w zmienionym stanie, moje myśli chodzą własnymi ścieżkami i trudno mi powiedzieć, czy to jeszcze intencja, czy już zwykłe błądzenie. Miałem swoje eksperymenty z tym tematem, dawno temu. Zapamiętałem jedno - to co czujesz w danym momencie jako głębię, niekoniecznie jest głębią. Czasem to tylko mniejsza kontrola nad tym, co do siebie puszczasz.
A czy ktoś wie jak w ogóle działają afirmacje na sober? Bo ja jeszcze nie do końca ogarnam mechanizm, a tu już jesteśmy na poziomie alkohol i narkotyki haha. Serio, nie ironicznie pytam, po prostu zaczynam i chciałem wiedzieć od czego w ogóle zacząć.
Dobrze, to morze najpierw podstawy, bo kilka osób tu najwyraźniej ich potrzebuje. Afirmacje działają głównie przez powtarzalność i emocje, które im towarzyszą. Nie chodzi o to, żeby mechanicznie recytować zdania, ale o to, żeby tworzyć nowe skojarzenia w umyśle - nowe tory myślenia, do których z czasem umysł sięga naturalnie. Im bardziej afirmacja jest nacechowana emocjonalnie i przekonywująca dla danej osoby, tym szybciej zaczyna działać. Teraz co do alkoholu i innych środków - tu jest pewna pułapka. Owszem, obniżają one opór świadomego umysłu, który zwykle blokuje nowe przekonania. To jest ten mechanizm, który Bogumil74 opisał jako "cieńsza bariera". I to jest prawdziwe spostrzeżenie. Problem jest inny: żeby afirmacja zakorzeniła się trwale, potrzebna jest regularna praktyka w podobnym stanie. Jeśli ćwiczysz trzeźwy i raz na jakiś czas pod wpływem, te dwa stany nie bardzo się ze sobą łączą w nawyk. Mózg inaczej koduje doświadczenia w różnych stanach biochemicznych. Narkotyki to już zupełnie osobna rozmowa, bo zależy co i w jakim kontekście. Generalnie nie polecam mieszania praktyk z substancjami bez głębszego rozumienia co się robi.
Dokładnie w tym kierunku to idzie. Stan między jawą a snem - hypnagogia - to jeden z najlepszych momentów do pracy z afirmacjami, bo fale mózgowe schodzą wtedy w rejony podobne do głębokiej relaksacji albo lekkiej hipnozy. I tak, alkohol częściowo imituje to obniżenie czujności, ale hypnagogia to stan naturalny, powtarzalny i bez skutków ubocznych. To jest też powód dla którego wiele tradycji zaleca pracę z intencją wlasnie przed zaśnięciem.
No dobra, ale mam jedno pytanie bo się troche zgubiłam. Skoro alkohol obniża ten opór, to czemu by po prostu tego nie wykorzystać zamiast siedzieć i czekać aż się zasypia? Pytam serio, nie staram się bronić picia, po prostu logicznie mi to wychodzi że skoro efekt podobny to czemu nie.
A co z pograniczem, takim jak medytacja głęboka albo rytmiczne oddychanie? oho, bo słyszałam że holotropowe oddychanie potrafi wprowadzić w stany porównywalne do niektórych substancji.. 🙂 Czy ktoś łączył to z afirmacjami? Zastanawiam się czy ta dyskusja o rozszerzaniu percepcji nie jest szersza niż tylko alkohol i narkotyki.
Aether, masz rację że to szerszy temat. Ja mam notatki z kilku miesięcy praktyki i mogę powiedzieć że moje afirmacje najlepiej "chodziły" kiedy robiłam je po dłuższej sesji oddychania albo po kąpieli z solą, cos takiego jak rytuał przygotowawczy. Ciało było wtedy rozluźnione, głowa spokojna ale nie senna, i te słowa po prostu inaczej brzmiały. Nie wiem jak to wytłumaczyć naukowo ale różnica była wyraźna. Alkohol próbowałam raz, właśnie z ciekawości po lekturze o transach. Nie polecam. Czułam się rozkojarzona i rano nie pamiętałam prawie nic z tego co mówiłam.. 🙂 A właśnie regularność i pamięć o tym co się afirmowało wydaje mi się ważna.
No, hej, a czy to nie jest tak że szamani i wogóle tradycyjne kultury używały substancji właśnie po to, żeby głębiej wejść w kontakt z podświadomością albo ze sefrą duchową? Wydaje mi się że to nie jest coś nowego i moze mamy zbyt zachodnie podejście do tego tematu, że od razu mówimy że to zły pomysł.
Dobra,Przeglądam ten temat i mam jedno proste pytanie bo nie jestem z tego środowiska - skąd wogóle wiadomo że coś "zadziałało"? Mam na myśli, jak odróżnić że afirmacja weszła głębiej od tego że po prostu człowiek jest w dobrym humorze po winie i wszystko mu się wydaje ważne i głębsze? nie atakuję, serio nie wiem jak to mierzyć
Swietowit, właśnie to mnie też zawsze zastanawiało. Bo z jednej strony czytam że to działa, z drugiej efekt placebo jest też czymś realnym, wiec gdzie jest granica. Cesia65 pisała o notatkach, to może w tym coś jest? Że jak porównujesz siebie sprzed miesięcy i po, to widzisz różnicę niezależnie od tego co ją wywołało? 🙂
