To bardzo celne pytanie i myślę, że wiek sam w sobie nie jest tu główną zmienną. Wiek koreluje z pewnymi wzorcami, bo pokolenia były wychowywane w określony sposób, ale wzorzec może wystąpić w każdym wieku. Różnica, o której warto mówić, to raczej gęstość doświadczeń potwierdzających dane przekonanie. Im dłużej ktoś żyje z przekonaniem 'nie powinienem się chwalić' i im więcej sytuacji to potwierdziło, tym głębiej jest zakorzenione. Więc technicznie czterdziestolatka z takim wzorcem powinna pracować podobnymi metodami, tylko intensywność oporu może być inna.
a czy jest jakaś górna granica, po której afirmacje po prostu nie działają, bo wzorzec jest zbyt zakorzeniony? Pytam szczerze, bo mam wrażenie, że czasem słyszę od starszych osób coś, co brzmi jak absolutne zamknięcie i zastanawiam się, czy to jest bariera do przekroczenia, czy po prostu inny rodzaj pracy niż afirmacje.
Wtrącę się z czymś konkretnym, bo ta dyskusja o oporze bardzo mi się zgadza z tym, co sam przeżywałem. Przez długi czas myślałem, że jeśli afirmacja mi nie idzie, to znaczy że jest zła albo że ja coś robię nie tak. A potem ktoś mi powiedział, że opór sam w sobie jest informacją, a nie przeszkodą. To znaczy, że trafiłeś w coś realnego. Pustka to problem, bo oznacza że zdanie jest dla ciebie bez znaczenia. Opór to paradoksalnie dobry znak. Nie wiem, czy to ma zastosowanie do starszych osób, ale u mnie zmieniło podejście kompletnie.
A wróćmy na chwilę do samych afirmacji dla starszych, bo trochę odpłynęliśmy. Rozumiem, że forma powinna być inna, że nie można powiedzieć 'nie', że powinna być zakorzeniona w prawdziwym doświadczeniu. Ale co ze skalą? Czy starsze osoby lepiej reagują na afirmacje bardzo ogólne, jak 'czuję spokój', czy na bardzo konkretne, jak 'potrafię zrobić herbatę i to mi idzie dobrze'? Bo z jednej strony ogólne brzmią pusto, a z drugiej konkretne mogą się wydawać trywialne.
Słucham tej rozmowy i mam wrażenie, że mówimy de facto o dwóch różnych zastosowaniach afirmacji. Jedno to praca z przekonaniami, drugie to utrzymywanie stanu, który już istnieje. Dla młodszej osoby to pierwsze jest częstsze, bo dużo się zmienia, szuka. Dla starszej może być ważniejsze to drugie, żeby nie tracić tego, co się ma, nie wpadać w rezygnację. Czy ktoś kiedyś myślał o afirmacjach w takim kluczu, nie jako zmianie, ale jako kotwicy?
Mam pytanie do całej tej rozmowy o kotwicy i tożsamości. Czy to nie jest trochę tak, że mówimy o afirmacjach, ale tak naprawdę mamy na myśli coś szerszego, jakąś ogólną pracę z przekonaniami? Bo z tego, co tu czytam, coraz bardziej mi wychodzi, że afirmacja dla starszej osoby to nie jest jedno zdanie powtarzane rano przed lustrem, tylko cały proces. Czy to nie jest trochę poza zasięgiem kogoś, kto sam w domu chce spróbować czegoś prostego?
To ważna obserwacja. Afirmacja sama w sobie to nadal może być jedno zdanie, ale żeby zadziałała, musi być osadzona w odpowiednim gruncie. Dla młodej osoby ten grunt często jest, bo jest entuzjazm, nadzieja, otwartość na zmianę. Dla starszej ten grunt trzeba czasem najpierw przygotować. Ale to nie znaczy, że proces musi być prowadzony przez kogoś z zewnątrz. Wystarczy, że zdanie jest uczciwe wobec tego, co się naprawdę przeżyło. Jedno konkretne, prawdziwe zdanie zrobi więcej niż dziesięć ogólnych.
a co z osobami, które mają problem z tym, żeby w ogóle sformułować takie zdanie? Pytam, bo znam kogoś bliskiego, kto jak prosi go o opisanie czegoś dobrego w sobie, to albo milczy, albo zaraz dodaje 'ale'. Jak wtedy zacząć, skoro nawet ten punkt wyjścia jest zablokowany?
Wracając do tego, o czym pisała wcześniej Lunaria58, że nie ma solidnych dowodów na afirmacje w stanach alfa. Mam pytanie, które mnie gryzie od dłuższego czasu: czy w takim razie jest w ogóle jakaś różnica między afirmacją a zwykłym pozytywnym myśleniem? Bo jeśli zedrę wszystkie teorie o falach mózgowych i podświadomości, to zostaje mi po prostu 'myśl dobrze o sobie'. I zastanawiam się, czy dla starszej osoby ta różnica ma znaczenie.
Słucham tego wszystkiego i zastanawiam się nad czymś innym. Mówimy dużo o tym, jak afirmacja powinna brzmieć dla starszej osoby, ale czy ktoś zastanawiał się nad tym, w jakiej formie ją przekazać? Znaczy czy pisemnie, czy mówiona na głos, czy może nagrana własnym głosem? Dla mnie intuicyjnie wydaje się, że głos własny jest silniejszy, ale nie wiem, czy u starszych osób nie ma z tym jakiegoś problemu, bo wiele z nich nie lubi słuchać swojego głosu z nagrania.
Przy całej tej dyskusji o formie chcę wrócić do pytania z tytułu, bo nam trochę umyka. Mówimy o formie, czasie, rytuałach wokół. Ale czy sama treść afirmacji dla starszej osoby powinna być inna niż dla młodej? Bo z rozmowy wyłania mi się odpowiedź: tak, bo punkt odniesienia jest inny. Młoda osoba afirmuje przyszłość, starsza afirmuje teraźniejszość i potwierdzenie przebytej drogi. Ale to moje podsumowanie, czy ktoś widzi to inaczej?
Widzę to podobnie, ale dodałbym jeszcze jeden wymiar, który tu się nie pojawił. Starsza osoba może mieć potrzebę afirmowania nie tylko siebie, ale też relacji, ciągłości, bycia ważną dla konkretnych ludzi. Coś jak 'jestem potrzebna mojej rodzinie' albo 'mam coś do przekazania'. To inny kierunek niż u młodych, którzy zwykle afirmują własny potencjał. Tu chodzi o zakorzenienie w sieci, nie w indywidualnym sukcesie.
dobra distinkcja. Ale zastanawiam się, czy to 'zakotwiczenie w tym, co jest' nie jest czasem zbyt statyczne. Człowiek w każdym wieku może chcieć czegoś więcej albo inaczej, nie tylko potwierdzenia status quo. Nie wiem, czy afirmacja 'mam w sobie spokój' nie zamyka pewnych drzwi, które starszy człowiek mógłby jeszcze otworzyć.
