Zastanawiam się nad czymś, o czym rzadko się mówi wprost. Mam wrażenie, że większość poradników o afirmacjach jest pisana z myślą o ludziach gdzieś między trzydziestką a czterdziestką. Cel to zwykle kariera, związek, pewność siebie, pieniądze. Ale co z osobą, która ma sześćdziesiąt pięć lat i inne priorytety? Czy afirmacja 'każdego dnia staję się lepszą wersją siebie' w ogóle ma sens, jeśli ktoś nie dąży już do 'wersjonowania' siebie, tylko do spokoju i akceptacji tego, co jest? Pytam szczerze, bo pracuję z ludźmi w różnym wieku i widzę, że te same zdania działają na nich zupełnie inaczej.
To trafne spostrzeżenie. Sam zauważyłem różnicę, gdy zacząłem pracować z afirmacjami po pięćdziesiątce. Przed pięćdziesiątką budowałem, po pięćdziesiątce zacząłem inaczej patrzeć na to, co jest. Ale nie wiem, czy to kwestia wieku jako takiego, czy po prostu tego, że zmieniają się potrzeby. Bo znam ludzi po siedemdziesiątce, którzy nadal chcą się rozwijać w nowym kierunku, i znam trzydziestolatków, którzy szukają już tylko spokoju. Czy naprawdę wiek jest tu zmienną, czy to bardziej faza życia?
Właśnie to chciałem powiedzieć. Wiek metrykowy i faza życia to nie to samo. Mam znajomą po sześćdziesiątce, która zaczęła nowy biznes i afirmacje w stylu 'przyciągam możliwości' działają na nią świetnie. I mam kolegę po czterdziestce, który po wypaleniu zawodowym potrzebuje czegoś zupełnie innego, bliższego akceptacji i zatrzymaniu. Więc może pytanie powinno brzmieć nie 'dla starszych czy dla młodych', tylko 'dla jakiego etapu'?
A co w takim razie z ciałem? Znaczy, czy afirmacje dotyczące zdrowia powinny wyglądać inaczej, jeśli ktoś ma już jakieś realne ograniczenia fizyczne? Bo czytałam, że afirmacja 'moje ciało jest zdrowe i silne' może wchodzić w konflikt z tym, co ktoś codziennie czuje fizycznie. I że to może bardziej zaszkodzić niż pomóc.
ale czy to nie sprowadza afirmacji do zwykłej sentencji motywacyjnej? Bo jeśli usuwamy z niej napięcie między tym, czego chcę, a tym, co jest, to gdzie jest ten mechanizm zmiany? Afirmacja ma tworzyć nowy wzorzec myślenia, a nie tylko ładnie opisywać status quo.
Z tego, co czytałem, to jest coś, o czym pisał też Coué, że autosugestia działa tylko wtedy, kiedy nie budzi oporu. Jak coś jest zbyt odległe od tego, w co wierzymy, to świadomy umysł to odrzuca zanim w ogóle dotrze głębiej. Tylko że Coué miał inne zdanie na temat formy afirmacji niż to, co dziś sprzedaje się w kursach. U niego to było bardzo neutralne, 'z każdym dniem czuję się lepiej', bez konkretów.
Chcę wejść z trochę innej strony. Pracowałam przez jakiś czas z osobą po osiemdziesiątce, która chciała zacząć używać afirmacji. I okazało się, że bariera nie była w treści, tylko w formie. Ta osoba nie rozumiała, po co mówić do siebie na głos rzeczy, które 'nie są prawdą'. To jest pokoleniowy problem z formatem, nie z wiekiem biologicznym. Dla niej sensowniejsze było zapisywanie myśli w formie modlitwy albo intencji. Efekt podobny, ale inny język.
O, właśnie to! Ja też mam z tym problem, a mam tylko pięćdziesiąt dwa lata. Czuję się trochę głupio, kiedy mówię głośno do siebie. Moja córka śmieje się, że gadaję do lustra. Ale jak to zapisuję, to jakoś lepiej mi idzie. Czy to znaczy, że pisanie afirmacji to to samo co mówienie ich?
Ale ile tej regularności? Bo czytam, że trzeba minimum dwadzieścia jeden dni, gdzie indziej piszą trzy miesiące, a jeszcze gdzie indziej, że to zależy od osoby. Jak to jest naprawdę? Pytam, bo zaczynam i chcę wiedzieć czego się spodziewać.
Wracając do tematu wieku, bo mi to nie daje spokoju. Czy ktoś wie, czy są jakieś badania albo choćby poważniejsze obserwacje, które porównują skuteczność afirmacji u osób starszych i młodszych? Bo tu wszyscy mówimy na podstawie własnych doświadczeń albo logiki, ale czy ktoś to w ogóle sprawdzał?
Czytam tę rozmowę i mam wrażenie, że w ogóle nie mówimy o jednej z kluczowych różnic między młodymi a starszymi w tym kontekście. Młody człowiek ma zwykle mniej utrwalonych przekonań negatywnych, bo po prostu krócej je budował. Starszy ma dziesiątki lat warstw. Czy afirmacja może w ogóle 'przebić się' przez tyle lat nawarstwionych wzorców bez jakiejś głębszej pracy, na przykład terapeutycznej?
Mam może naiwne pytanie, ale jak właściwie ma wyglądać taka afirmacja 'dla starszych', żeby nie brzmiała jak wyrzeczenie się siebie albo jakieś pogodzenie z losem? Bo jak słyszę 'pozwalam sobie na spokój', to brzmi pięknie, ale trochę jak kapitulacja. Czy to nie jest przypadkiem odwrotne od tego, o co chodzi w afirmacjach?
szczerze? Oba naraz, i to mnie właśnie dezorientuje. Najpierw jest coś w rodzaju oddechu, a potem zaraz pojawia się myśl, że 'dobra, czyli już nie walczę'. Nie wiem, czy to kwestia tego, jak to jest sformułowane, czy czegoś głębszego we mnie.
U mnie w praktyce to wychodzi różnie. Próbowałem pracować z afirmacjami systematycznie przez kilka miesięcy i zauważyłem, że im bardziej ogólna afirmacja, tym szybciej mi się znudziła i przestała cokolwiek robić. Natomiast jak zacząłem je bardzo konkretyzować pod aktualne sytuacje, to coś zaczęło się dziać. Tylko że to wymaga ciągłego przerabiania tych zdań, co dla kogoś starszego, kto dopiero zaczyna, może być zbyt skomplikowane na start.
Ale wróćmy na chwilę do pytania, które zadałam wcześniej, bo mi się wydaje, że trochę uciekło. Czy ktoś faktycznie zna badania, nie pośrednie, ale bezpośrednie, dotyczące afirmacji i wieku? Bo rozumiem, że neuroplastyczność to jeden trop, ale czy ktoś to konkretnie badał pod kątem afirmacji jako praktyki? Pytam, bo sama szukałam i nie mogłam nic znaleźć.
Chcę wyjść od innej strony, bo ta rozmowa trochę zaczyna kręcić się wokół badań, a mam wrażenie, że gubi nam się praktyczy wymiar. Wróćmy do tego, co pisała Honorata. Ten dylemat, czy spokojna afirmacja brzmi jak rezygnacja, dotyczy moim zdaniem czegoś głębszego. Starszy człowiek często ma bardzo silnie zinternalizowane przekonanie, że wartość osoby mierzy się jej produktywnością i walką. Afirmacja, która mówi 'jestem wystarczający taki, jaki jestem' nie jest dla niego neutralna. Jest rewolucyjna. I dlatego budzi opór. Czy to nie jest właśnie ta różnica, której szukamy, czyli nie treść afirmacji, ale ładunek emocjonalny, który ta treść niesie dla konkretnej generacji?
Mam pytanie, bo trochę zgubiłam się w tej dyskusji. Mówiliśmy wcześniej o afirmacjach zdrowotnych i o tym, że zbyt absolutne sformułowania mogą budzić opór. Czy to, co powiedziała Oleandra02 o ładunku emocjonalnym, znaczy, że osoba starsza powinna dostać inne zdania, czy tylko inne wytłumaczenie po co w ogóle mówi te zdania? Bo to chyba różnica.
ale jak wytłumaczyć komuś mechanizm afirmacji, jeśli sama osoba nie wierzy, że to może działać? Moja mama ma sześćdziesiąt siedem lat i jak jej powiem, żeby mówiła pozytywne zdania do lustra, to się będze śmiała i powie, że to głupoty. Od czego w ogóle zacząć z taką osobą?
ok, rozumiem to z wytłumaczeniem na początku, ale jak w praktyce to robishz z kimś takim jak moja mama? Ona jak słyszy 'powtarzaj do lustra' to od razu mówi że to głupoty. Od czego w ogóle zacząć, żeby w ogóle nie zamknęła się na to od razu?
ale skąd osoba starsza ma wiedzieć, jakie ma zasoby, skoro przez całe życie nikt jej o tym nie mówił, a ona sama nie myślała w tych kategoriach? To brzmi pięknie w teorii, ale w praktyce jak to wygląda?
Mam inne podejście do tego. Wydaje mi się, że problem z afirmacjami u starszych osób to też kwestia energii. Numerologicznie osoby w cyklu dojrzałości, czyli po pięćdziesiątym szóstym roku życia, wchodzą w fazę, gdzie dominuje liczba dziewiątki, czyli zakończenie, synteza, oddawanie. Afirmacje w stylu 'rosnę i buduję' działają na energię czwórki albo jedynki, czyli fundamenty i nowe początki. To może być po prostu niezgodność wibracyjna.
Wracając do tego, co pisała Oleandra02 o budowaniu afirmacji z konkretnych wspomnień. Próbowałem podobnego podejścia ze swoją afirmacją i faktycznie zadziałało. Wziąłem sytuację, w której mi się coś udało, i sformułowałem zdanie wychodzące dokładnie z tamtego doświadczenia. To zdanie miało jakiś ciężar, bo za nim stało wspomnienie. Więc czy to jest dla starszych lepsze właśnie dlatego, że mają więcej takich wspomnień do wyciągania?
a powiedz mi, bo trochę nie rozumiem, co to znaczy 'ukryta sprzeczność' w afirmacji? Masz jakiś przykład? Bo jak piszę sobie zdanie i wydaje mi się ok, to skąd mam wiedzieć że coś jest nie tak?
ale to chyba nie jest wyłącznie kwestia wieku? Mam trzydzieści osiem lat i też nigdy nie myślałem o tym, żeby unikać negacji w afirmacjach. Skąd ta różnica między młodszymi a starszymi, jeśli mechanizm jest ten sam?
a co jeśli osoba starsza sama nie czuje tej siły? Mój dziadek na przykład mówi, że on po prostu żył i tyle, nie widzi w tym żadnej siły. Czy wtedy taka afirmacja też ma sens, czy raczej działa tylko na kogoś, kto jest już trochę otwarty?
Czytam tę rozmowę i mam inne skojarzenie. Przez jakiś czas pracowałem z grupą seniorów przy pewnym projekcie, nie związanym z afirmacjami, ale z czymś w rodzaju warsztatów refleksji. I to, co piszecie o gotowości, bardzo się zgadza z tym, co widziałem. Osoby, które przez całe życie robiły coś dla innych, miały gigantyczny opór przed zdaniem w pierwszej osobie liczby pojedynczej, które mówi coś pozytywnego o nich samych. Jakby to było samolubne.
Czytam to wszystko i mam pytanie, może trochę z boku. Czy wiek to jest ta zmienna, która tu naprawdę rządzi, czy może ważniejsze jest to wychowanie i ten kod społeczny, o którym pisała Oleandra02? Bo mam w rodzinie młodszą osobę, może czterdzieści parę lat, która też nie potrafi mówić czegoś dobrego o sobie i reaguje podobnie. Czy ona powinna pracować z afirmacjami tak jak seniorka, czy inaczej?
