Ho’oponopono to dawna hawajska praktyka przebaczenia i przywracania wewnętrznej równowagi, która w ostatnich latach zdobyła popularność na całym świecie. Jej sercem są cztery krótkie zdania: „Przepraszam. Wybacz mi. Dziękuję. Kocham cię”. Choć brzmią zwyczajnie, dla wielu osób stają się codziennym sposobem na uwalnianie żalu, poczucia winy i napięcia.
W tym wątku wyjaśniamy, skąd wzięła się ta metoda, co dokładnie oznaczają cztery zdania i jak stosować ją na co dzień.
Cały wpis dostępny tutaj: Ho’oponopono – hawajska sztuka przebaczenia
Przyznam, że pierwszy raz spotykam się z tą nazwą i ledwo umiem ją wymówić. Możecie w prostych słowach wyjaśnić, o co w tym właściwie chodzi? Czy to jakaś medytacja, czy raczej modlitwa?
Skoro nie mówi się tego drugiej osobie, to do kogo właściwie kieruje się te słowa? Trochę mnie to gubi.
Stosuję to od kilku tygodni, głównie kiedy dopada mnie stres w pracy. Powtarzam w myślach te cztery zdania i faktycznie robi mi się lżej, jakby coś puszczało. Nie wiem, jak to działa, ale mi pomaga.
Ja tam czytałem, że to napewno wymyślił ten koleś od „Sekretu”, Joe Vitale, jakieś kilkanaście lat temu. Nowa moda z ameryki, marketing i tyle. Nic hawajskiego w tym wogóle nie ma.
A co właściwie znaczy samo słowo „ho’oponopono”? Bo skoro jest hawajskie, to pewnie coś dosłownie oznacza.
Trzeba te zdania wypowiadać na głos, czy można w myślach? Pytam, bo nie zawsze mam jak mówić do siebie na głos w ciągu dnia.
No dobra, ale przecież żeby komuś przebaczyć, trzeba mu to powiedzieć prosto w twarz. Wogóle cały sens jest chyba taki, żeby pogodzić się z konkretną osobą, nie? Samemu do siebie gadać to trochę bez sensu.
Czy to jest w takim razie rodzaj modlitwy? Bo to kierowanie słów do „Boskości” brzmi dość religijnie.
Przewijało się tu, że chodzi o wzięcie odpowiedzialności za swoje emocje. Co to dokładnie znaczy w praktyce? Bo brzmi ważnie, ale trochę abstrakcyjnie.
Czyli mam rozumieć, że wszystko jest moją winą? Bo to brzmi trochę jak obwinianie się o wszystko dookoła.
Słyszałem, że te cztery zdania trzeba mówić dokładnie w tej kolejności i conajmniej sto osiem razy dziennie, bo inaczej energia się nie uruchomi. Trochę dużo tego liczenia.
Ja najczęściej powtarzam te słowa wieczorem, kiedy w głowie kłębią się sprawy z całego dnia. Kładę się spokojniejsza i lepiej śpię. To mój mały rytuał na koniec dnia.
U mnie najtrudniejsza była uraza do mamy, którą nosiłam latami. Zaczęłam powtarzać te cztery zdania, myśląc o naszej relacji, i po jakimś czasie po prostu zmiękło. Nadal nie rozmawiałyśmy o przeszłości, ale we mnie jest spokój.
A czy to nie jest przypadkiem hawajska religia? Bo jak trzeba wierzyć w ich bogów, to moze dlatego u mnie nic to nie daje. Nie czuję się z tym wogóle związany.
Przewijało się tu pojęcie „czyszczenia wspomnień”. Co to właściwie znaczy? Bo wspomnień przecież nie da się tak po prostu wymazać.
Czy ho’oponopono może zastąpić terapię? Zmagam się z trudnymi rzeczami i zastanawiam się, czy to wystarczy samo w sobie.
Czego realnie można się po tym spodziewać? Pytam wprost, bo nie chcę się nastawiać na cuda, a potem się rozczarować.
Podzielę się swoją rutyną: rano, zanim wstanę, powtarzam te cztery zdania kilka razy, a potem wracam do nich w ciągu dnia, gdy coś mnie ruszy. Dzięki temu nie zbieram napięcia na później. Prosto i bez ceremonii.
Dodam ważną rzecz, bo często umyka: w ho’oponopono nie chodzi o to, żeby coś naprawiać na zewnątrz, zmieniać innych albo wymuszać wynik. Cała praca dzieje się w tobie. Kiedy zmienia się twoje wnętrze, inaczej patrzysz na to, co dookoła.
Czy takie cztery zdania można stosować z dziećmi? Zastanawiam się, czy to nie za trudne dla najmłodszych.
Zbierając to, co tu padło: ho’oponopono to dawna hawajska praktyka, dziś stosowana głównie jako praca wewnętrzna. Nie wymaga drugiej osoby, sztywnej kolejności ani wyznania. Wystarczą cztery szczere zdania i regularność.
Dziękuję wszystkim za ten wątek, sporo mi się poukładało. Zaczynam od dzisiaj i zobaczę, dokąd mnie to zaprowadzi.
Na koniec zostawię zdanie, które ktoś mądry mi kiedyś powtórzył: przebaczenie nie zmienia przeszłości, ale otwiera przyszłość. Ho’oponopono jest dla mnie właśnie o tym.
Skoro dużo tu było o uwalnianiu i wdzięczności, to zastanawiam się, jak ho’oponopono łączy się z praktyką wdzięczności na co dzień. Może warto założyć osobny wątek tylko o tym? Chętnie poczytałbym więcej.
