Zaczął mnie ostatnio gryzć jeden temat i nie mogę go wyrzucić z głowy. Przez pierwsze tygodnie afirmacje działały naprawdę dobrze - czułem zmianę nastawienia, widziałem efekty w codziennym myśleniu. Potem gdzieś po miesiącu, może sześciu tygodniach, coś się zatarło. Powtarzam te same słowa i czuję, że mój umysł po prostu je ignoruje. Nie ma żadnego ładunku emocjonalnego, żadnej reakcji. Jakbym czytał instrukcję obsługi lodówki. Czy to jest ten efekt habituacji, o którym się czasem wspomina? I co wtedy - zmieniać treść afirmacji, robić przerwę, czy podejść do tego inaczej? Ciekaw jestem, czy ktoś to przerabiał i co z tym zrobił.
U mnie było podobnie. Miałam zestaw, który powtarzałam rano przez kilka tygodni i po jakimś czasie to było już tylko mechaniczne mamrotanie pod prysznicem. Zrobiłam wtedy coś prostego - całkowicie zmieniłam formę. Zamiast mówić do lustra, zaczęłam zapisywać afirmacje ręcznie w zeszycie. Inna czynność, inne zaangażowanie, mózg trochę się obudził. Nie wiem czy to jest czysta habituacja czy coś innego, ale efekt był zauważalny. Czy próbowałeś zmieniać format zamiast treści?
Właśnie o to chodzi - to jest dokładnie ten mechanizm. Każda powtarzalna czynność traci ładunek emocjonalny z czasem, bo mózg ją kategoryzuje jako 'znane, nieistotne'. Nie ma znaczenia, czy mówisz, piszesz, czy śpiewasz. Po jakimś czasie i to się znormalizuje. Natomiast myślę, że popełniasz jeden błąd, który widzę bardzo często. Zmieniasz słowa, ale nie zmieniasz ładunku. Afirmacja nie działa przez sam dźwięk czy zapis - działa przez chwilowe przekonanie, że to, co mówisz, jest możliwe lub już prawdziwe. Kiedy ta iskra znika, powtarzasz mantrę bez intencji. I tu jest sedno: nie chodzi o świeżość formy, tylko o świeżość przekonania. Jak rozumiesz to, co afirmujesz? Czy to nadal brzmi dla ciebie jak coś osiągalnego, czy już jak slogan?
A jak długo w ogóle trzeba czekać, żeby zobaczyć efekty? Bo ja zaczęłam trzy tygodnie temu i jeszcze nic nie czuję. Może w ogóle źle to robię?
Mnie interesuje to, co napisała Madzialena_F o 'chwilowym przekonaniu'. Czy to znaczy, że afirmacje działają tylko jeśli w nie wierzysz? Bo to trochę błędne koło - jeśli bym wierzyła, że coś jest możliwe, to po co mi afirmacje?
Wchodzę w temat, bo to bardzo konkretny problem i jest tu kilka wątków naraz. Po pierwsze, habituacja to zjawisko neurologiczne - układ nerwowy przestaje reagować na bodźce, które nie niosą nowej informacji. To nie jest błąd w praktyce, to biologia. Każdy to przeżyje po pewnym czasie, niezależnie od zaangażowania. Po drugie, to co opisuje Zenek75 i Gabka to dwa różne problemy. Zenek - zanik ładunku emocjonalnego. Gabka - zanik uwagi. Oba prowadzą do tego samego rezultatu, ale leczą się inaczej. Przy zaniku uwagi zmiana formy rzeczywiście pomaga. Przy zaniku ładunku emocjonalnego forma nie ma znaczenia - potrzebna jest praca z przekonaniem leżącym pod spodem. Zenek, czy pamiętasz, co czułeś kiedy afirmacje jeszcze działały? Jaka była różnica w stosunku do teraz - w środku, nie w wynikach?
Dokładnie to. Dobrze to uchwyciłeś. To napięcie, które opisujesz, to jest właśnie ten aktywny składnik. Umysł jest zaangażowany, bo jest rozbieżność między tym, co afirmujesz, a tym, co aktualnie przeżywasz. Kiedy ta rozbieżność znika - bo przyzwyczaiłeś się do zdania jako dźwięku, nie jako treści - nie ma już co napędzać procesu. Co można z tym zrobić? Kilka ścieżek. Można pogłębić afirmację, czyli zadać sobie pytanie 'dlaczego to jest dla mnie ważne' i afirmować na poziomie wartości, nie efektu. Można też tymczasowo odwrócić kierunek i zamiast afirmować stan docelowy, zająć się usuwaniem przekonania, które stoi na drodze. Ale to już inna praca.
Przepraszam, że może głupie pytanie, ale co to znaczy afirmować na poziomie wartości? Możecie podać jakiś przykład, bo nie do końca rozumiem różnicę.
A czy można łączyć afirmacje z czymś innym, na przykład z kartami? Chodzi mi o to, czy jakiś rozkład mógłby podpowiedzieć, na czym się skupić przy wyborze nowej afirmacji?
Czytam całą tę rozmowę i mam jedno pytanie, które mnie męczy od początku. Piszecie o tym, że afirmacje tracą moc przez habituację - ale czy w takim razie ma sens w ogóle robić je długoterminowo? Bo jeśli co kilka tygodni muszę wszystko zmieniać, to kiedy w ogóle to się 'utrwali'?
Wracam do pytania Dobrusia.ka, bo jest konkretne i nie chcę go zostawić bez odpowiedzi. Nie musisz zmieniać całej afirmacji co kilka tygodni - to by było wyczerpujące i bezproduktywne. Chodzi o to, żeby nie dopuścić do pełnej automatyzacji. Czasem wystarczy zmienić jedną rzecz: formę zdania, kontekst, w którym je wypowiadasz, albo po prostu czas i miejsce. Zresztą jeśli przez dłuższy czas pracujesz na jednym przekonaniu i rzeczywiście się ono zakorzenia - przestaje być potrzebna codzienna afirmacja. Możesz przejść do kolejnego obszaru.
A czy ktoś próbował afirmacji zapisywanych ręcznie, zamiast mówionych na głos? Czytałam gdzieś, że pisanie aktywuje inne obszary mózgu, więc może efekt jest inny. Tylko nie wiem, czy to ma jakieś podstawy, czy to kolejny mit.
A co z nagraniami własnego głosu? Słyszałam, że słuchanie siebie daje lepszy efekt, bo mózg rozpoznaje własny głos inaczej. Czy to ma sens, czy to kolejna rzecz z internetu?
Wracam do tego, co mówiła Gabka o przerwie i poczuciu cofnięcia się do zera. Mam wrażenie, że mój problem jest trochę inny - nie straciłam efektów przez habituację, tylko po prostu przestałam i teraz czuję opór przed powrotem. Jakby musiała zaczynać wszystko od nowa, a sama myśl o tym jest zniechęcająca. Czy to normalny mechanizm?
Odnośnie całej tej rozmowy o formach i metodach - mam wrażenie, że za dużo skupiamy się na tym JAK, a za mało na pytaniu CO afirmujemy po tym, jak pierwsza afirmacja przestała działać. Czy zmiana formy wystarczy, jeśli treść jest już nieaktualna? Mnie osobiście zmienianie formy przy tej samej treści pomagało na krótko, ale głębsza zmiana nastąpiła dopiero gdy przeformułowałem samo zdanie od podstaw.
To jest według mnie sedno całego wątku. Forma może przerywać habituację chwilowo, ale jeśli pracujesz na przekonaniu, które jest już nieaktualne albo które osiągnąłeś - zmiana formy to tylko odraczanie. Pytanie brzmi: skąd wiedzieć, kiedy czas na nową treść, a kiedy wystarczy odświeżenie formy?
Jeden sygnał, który mi się sprawdza: jeśli afirmacja wciąż wywołuje jakikolwiek oddźwięk emocjonalny - choćby małe tarcie, opór, niedowierzanie - to przekonanie jeszcze nie jest 'gotowe' i możesz zostać przy tej treści, odświeżając formę. Jeśli natomiast czytasz ją i czujesz obojętną zgodność, jakby mówiła coś oczywistego - to jest sygnał, że albo weszło głęboko, albo że to zdanie już nie dotyka miejsca, w którym jesteś teraz.
A co konkretnie notuje? Treść afirmacji, to co czujesz, a może jakieś sytuacje zewnętrzne?
To, co mówi Zenek75 o notowaniu, wydaje mi się bardzo konkretne, ale mam pytanie - czy ktoś z was miał tak, że notatki pokazywały zmianę, a mimo to czuł, że coś nie gra? Że na papierze jest dobrze, a w środku jakoś pusto?
A skoro mowa o zmuszaniu - ja mam problem dokładnie taki: zaczynam z afirmacjami, przez pierwsze dni czuję coś, potem jest coraz bardziej mechanicznie, i w pewnym momencie muszę się zmuszać do każdego powtórzenia. I wtedy rzucam. Czy to jest właśnie ten efekt habituacji, czy po prostu brak motywacji?
Wracam do wątku o treści afirmacji, bo mi zależy żeby to doprecyzować. Madzialena_F mówiła, że jeśli przekonanie jest już nieaktualne, zmiana formy tylko odracza. Ale skąd wiesz, że przekonanie jest 'nieaktualne'? Czy to znaczy, że osiągnąłeś to, co chciałeś, czy że samo przekonanie się zdezaktualizowało, bo zmieniłeś się jako osoba?
Obie sytuacje są możliwe i obie wymagają zmiany treści, ale z zupełnie innych powodów. Jeśli osiągnąłeś cel - afirmacja po prostu nie ma już nad czym pracować, to jest dobra wiadomość. Jeśli ty się zmieniłeś jako osoba i afirmacja opisuje kogoś, kim już nie jesteś - to gorszy wariant, bo może cię utrzymywać w miejscu, które już opuściłeś. Pytanie do Ciebie: kiedy ostatnio sprawdzałeś, czy afirmacje, których używasz, nadal opisują to, czego naprawdę chcesz?
