Ostatnio siedzę nad tym tematem i chciałam zapytać, czy ktoś z was pracował afirmacjami na zmianę obrazu siebie, kiedy stara wersja siebie jeszcze mocno siedzi w środku. Konkretnie mam na myśli sytuację, gdzie ktoś zmienia zawód albo totalnie przebudowuje styl życia, ale gdzieś głęboko wciąż identyfikuje się z tym, kim był. Np. pracowałam z afirmacją 'jestem twórczą osobą' po latach bycia czysto analityczną, i mój umysł dosłownie się buntował. Nie wiem, czy to kwestia złego sformułowania afirmacji, czy po prostu za duży skok od aktualnej tożsamości. Ktoś przez to przechodził?
Przez dokładnie to samo przechodziłem przy zmianie z pracy biurowej na coś bardziej kreatywnego. Afirmacje typu 'jestem artystą' wywoływały u mnie wewnętrzny śmiech, dosłownie. Gdzieś czytałem, że to się dzieje, bo mózg sprawdza afirmację jak faktyczne twierdzenie i jeśli nie zgadza się z obecnym stanem, odrzuca ją. Podobno pomaga stopniowanie - zamiast 'jestem X' pisać 'staję się X' albo 'coraz bardziej dostrzegam w sobie X'. Nie wiem, czy to działa naukowo, ale u mnie po przestawieniu na takie formuły opór był mniejszy. Czy ktoś stosuje coś podobnego?
To jest właśnie sedno. Afirmacje działają na poziomie świadomego umysłu, ale tożsamość jest zakodowana głębiej - w nawykach, w tym jak reagujesz pod presją, jak się przedstawiasz, co mówisz gdy ktoś pyta 'kim jesteś'. Możesz przez pół roku powtarzać 'jestem pewna siebie', ale jak przy pierwszym konflikcie się skulisz i przeprosisz za istnienie, to ta stara tożsamość właśnie wygrała rundę. Dlatego praca z nowym obrazem siebie to nie jest projekt na afirmacje, to jest projekt na zachowania. Afirmacje mogą być jednym elementem, ale bez dopasowania działań do nowego obrazu to trochę jakbyś malowała fasadę nie ruszając fundamentów.
Dodam jeszcze jeden element - czakra splotu słonecznego. Stara tożsamość siedzi dokładnie tam, to centrum ego i poczucia siebie. Jeśli ta czakra jest zablokowana albo nadaktywna, to żadna afirmacja tego nie przebije, bo problem jest energetyczny, nie słowny. Przed pracą afirmacyjną warto ją aktywować - np. afirmacje żółtego koloru, wizualizacja słońca w tym miejscu. Wtedy dopiero słowa mają szansę dotrzeć głębiej.
Przepraszam, że się wtrącam, bo to dla mnie dość nowy temat. Jak rozumiem, problem polega na tym, że człowiek afirmuje coś nowego, ale wciąż czuje się jak ta stara wersja siebie? Mam pytanie z zupełnie innej strony - moja babcia mówiła, że jak chcesz żeby coś się zmieniło, to musisz zacząć zachowywać się tak, jakby już się zmieniło, w działaniu, nie w słowach. Czy to jest właśnie to, o czym tu mówicie z tą tożsamością i narrację?
Babcia miała sporo racji. To co opisujesz to w psychologii nazywa się 'acting as if' i jest znacznie starsze niż współczesny coaching. Chodzi o to, że tożsamość nie zmienia się przez deklaracje, tylko przez powtarzalne działania zgodne z nowym obrazem siebie. Afirmacje mogą przygotować grunt - zmienić to, czego szukasz, na co zwracasz uwagę, co interpretujesz jako możliwe. Ale jeśli po afirmacji wstajesz i zachowujesz się identycznie jak ostatnio, to masz tylko trochę przyjemniejsze myśli rano. Kluczowe pytanie jest takie: co Kamilka, albo ktokolwiek tu pracujący na nową tożsamość, robi inaczej w ciągu dnia?
Ten obraz z dwoma paszportami jest naprawdę trafny i myślę, że warto się przy nim zatrzymać. W tradycjach inicjacyjnych - a to jest w gruncie rzeczy temat inicjacji, przejścia z jednej tożsamości do drugiej - zawsze był moment, który symbolicznie zamykał stare. Nie przez zaprzeczanie, że istniało, ale przez rytualne pożegnanie. Afirmacje działające na nową tożsamość mogą mieć podobną rolę, ale czy ktoś tu próbował podejść do tego strukturalnie? Czyli najpierw zamknięcie starego, a potem dopiero budowanie nowego, a nie jednoczesne robienie obu na raz?
Czytam to i się zastanawiam - a co jeśli ktoś nie wie do końca, kim chce być w tym nowym obrazie siebie? Bo rozumiem, że jak ktoś zmienia zawód i wie, że idzie w stronę artysty, to może afirmować konkretnie. Ale co jeśli jest tylko poczucie, że stare nie pasuje, a nowe jeszcze nie ma kształtu? Czy afirmacje mogą w ogóle pomóc, kiedy cel jest rozmyty?
Dorzucę coś od siebie, bo pracuję z kartami i to co Tatarak pisze o gotowości jest bardzo bliskie temu, co widzę w rozkładach przy pytaniach o zmianę. Ludzie często blokują transformację właśnie przez próbę kontrolowania kształtu nowej wersji siebie zanim jeszcze ta wersja mogła się pojawić. Afirmacje sformułowane jako 'jestem otwarta na...', 'ufam procesowi...' mają inną energię niż twarde deklaracje. Mniej oporu wewnętrznego. Ktoś tu wspominał o buntowaniu się umysłu - to jest dokładnie ten mechanizm.
Hej, przepraszam jeśli to naiwne pytanie, ale czy afirmacje na tożsamość muszą być mówione głośno czy można je tylko czytać albo pisać? Bo ja strasznie czuję się głupio mówiąc do lustra i zastanawiam się, czy to w ogóle działa inaczej.
Forma ma znaczenie, ale nie ma jednej słusznej. Mówienie głośno angażuje słuch i własny głos, co przy pracy z tożsamością ma swoją wagę - słyszysz siebie mówiącego coś o sobie i to jest inne niż tylko myśl w głowie. Pisanie daje czas na przetworzenie, spowalnia umysł. Wizualizacja działa przez obrazy. Część osób potrzebuje wszystkich trzech warstw jednocześnie, inni jednej. Kluczowe pytanie brzmi: w której formie czujesz najmniejszy opór i jednocześnie największe skupienie? Bo efektywność afirmacji jest wprost proporcjonalna do tego, ile uwagi im dajesz, a nie do głośności ani metody.
Bardzo normalne. I powiem więcej - ten drugi głos, ten komentujący, to nie jest wróg. To po prostu część ciebie, która jeszcze nie dostała wystarczająco dużo dowodów na to, że zmiana jest prawdziwa. Afirmacje dają deklarację, ale dowody daje czas i powtarzalne zachowanie. Te dwa głosy przestają kłócić się wtedy, gdy niespójność między nimi maleje - nie przez uciszenie jednego, tylko przez nakarmienie go faktami.
A nie jest tak, że to co opisujesz - te małe dowody - to właściwie to samo co mówiła moja babcia tylko innymi słowami? Że 'zacznij się zachowywać jak ta osoba i staniesz się nią'. Ona to nazywała udawaniem na serio. Nie kpiła z udawania, mówiła że szczere udawanie to najlepsza droga do prawdy.
Wracając do czakry gardła, bo Edek_60 słusznie to wcześniej podniosła - chciałem tylko doprecyzować, że nie twierdziłem, że splot słoneczny to jedyne miejsce. Mówiłem, że to punkt wejścia do starej tożsamości. Ale mam pytanie do Edek_60 - czy przy pracy z czakrą gardła w kontekście transformacji tożsamości chodzi ci o samo mówienie afirmacji na głos, czy o coś głębszego?
Czytam całą tę rozmowę i jestem sceptyczna wobec jednej rzeczy - skąd wiecie, że zmiana w tożsamości to efekt afirmacji, a nie po prostu czasu i nowych doświadczeń? Kamilka bierze nowe zlecenia, chodzi na warsztaty. Może to te działania zmieniają ją, a afirmacje są tylko ozdobnikiem?
To co Kamilka pisze o języku jest ważne. Wewnętrzny monolog ma swój słownik i ten słownik albo opisuje starą wersję siebie albo nową. Afirmacje można traktować jako dosłowne ćwiczenie zmiany słownika - codzienne oswajanie się z innymi słowami na swój temat. To nie jest magia, to jest praca z językiem jako nośnikiem tożsamości.
Moja babcia mówiła coś podobnego do tego co Ostroika - że modlitwa odmawiana ze wstydem to nie modlitwa, tylko wyrzut sumienia skierowany do góry. Teraz zastanawiam się czy z afirmacjami nie jest tak samo - że to nastawienie przed, a nie słowa w środku, robi różnicę. Ale skąd w ogóle wiadomo, że się jest gotowa zanim się zacznie?
Czytam tę rozmowę o napięciu i rozluźnieniu i muszę powiedzieć, że u mnie to działało różnie na różnych etapach. Na początku napięcie przy prawie każdej afirmacji. Gdzieś po miesiącu - pierwsze chwile, gdzie napięcia nie było. Nie wiem, czy to zasługa samych afirmacji, czy po prostu zaczęłam brać zlecenia zgodne z nową wersją i ciało przestało uważać te słowa za fikcję. Czyli wracam do pytania Grazynki - nie wiem co było przyczyną, ale wydaje mi się, że te dwie rzeczy napędzały się nawzajem.
To jest uczciwa odpowiedź i właściwie wystarczająca - że nie wiesz, ale widzisz że coś się zmieniło. Moje pytanie nie było po to żeby podważyć twoje doświadczenie, tylko żeby zobaczyć czy ktoś naprawdę to rozdzielał i sprawdzał. Widać, że nikt tego nie robił eksperymentalnie i może nie ma sensu tego rozdzielać, skoro jedno bez drugiego słabo działa.
