Mam pytanie do osób, które praktykują afirmacje dłużej niż ja. Od kilku miesięcy powtarzam swoje zdania po polsku i czuję, że trochę zaczynają mi się opatrywać. Pomyślałam, żeby przerzucić się na angielski, bo te same zdania brzmią dla mnie świeżej. Tylko mam wątpliwość - czy mózg w ogóle traktuje to tak samo, jeśli ten język nie jest dla nas pierwszy? Czy ktoś z Was próbował i widział różnicę?
Sam się nad tym zastanawiałem. U mnie było tak, że po angielsku łatwiej mi było powiedzieć rzeczy, które po polsku brzmiały dla mnie obciachowo. Coś w stylu 'I am worthy of love' przechodziło bez problemu, ale 'jestem godny miłości' po prostu nie chciało mi wyjść z gardła. Tyle że po jakimś czasie zauważyłem, że to nie do końca trafia w środek, jakby gdzieś po drodze coś się gubiło.
A jak to się ma do śpiewania mantr po sanskrycie albo hebrajsku? Bo tam przecież nikt z nas nie rozumie słowa w słowo, a podobno działa. Czy to nie jest argument za tym, że język w ogóle nie ma takiego znaczenia?
Czyli wychodzi na to, że mój pomysł z angielskim był obejściem problemu, a nie rozwiązaniem. Ale mam jeszcze jedno pytanie - co z osobami, które dużo pracują w drugim języku, np. ktoś od lat mieszka za granicą i połowę życia spędza po angielsku. Czy u nich ten 'bufor' zanika?
Można podejść do tego inaczej. Zamiast zmieniać język, zmień konstrukcję zdania w polskim. Jeśli 'jestem godna miłości' wywołuje opór, spróbuj 'uczę się przyjmować miłość' albo 'zasługuję na miłość bardziej niż mi się wydaje'. Czasem to nie język jest problemem, tylko że zdanie jest za daleko od tego, w co jesteśmy w stanie aktualnie uwierzyć.
Dorzucę jeszcze jedną rzecz, której tu nie padło. Kiedy afirmujesz w języku obcym, nie tylko gubisz emocjonalność, ale też dokładność. Niuanse polskiego 'jestem spokojna' i 'mam w sobie spokój' są inne, a po angielsku często łapiesz tylko ogólną wersję 'I am calm'. W pracy z afirmacjami precyzja sformułowania jest sporej wagi - od jednego słowa zależy, czy zdanie trafia w cel, czy uderza w sąsiedni temat.
Chciałem wrócić na chwilę do wątku języka obcego, bo zastanawia mnie jeszcze jedna rzecz. Co jeśli ktoś świadomie chce na początku użyć angielskiego właśnie po to, żeby oswoić temat, a potem przejść na polski, jak już oporów będzie mniej? Taka stopniowa zamiana językowa - ma to sens czy raczej odwleka problem?
Mam pytanie trochę z innej strony - czy ktoś próbował pisać afirmacje, zamiast je mówić? Bo mówienie samej do siebie na głos jakoś mi nie wchodzi, czuję się dziwnie, a pisanie w notesie idzie naturalniej.
Dorzucę jeszcze coś do wątku języka. Ważne jest też to, kto wymyślił daną afirmację. Jeśli bierzesz zdanie przetłumaczone z angielskiego na polski przez kogoś, kto sam nie pracował z tym tematem, dostajesz konstrukcję językowo poprawną, ale martwą. Polski ma swoje rytmy, swoją melodię, i afirmacje napisane od razu po polsku zwykle brzmią inaczej niż tłumaczone.
Czyli wracamy do tego, co Rasphul mówił wcześniej - własne słowa są kluczem. Trochę mi się układa obraz - obcy język to bufor na start, gotowe listy to materiał na inspirację, ale prawdziwa praca dzieje się dopiero, kiedy sama napiszę zdanie po polsku, swoimi słowami, i poczuję, że ono jest moje. Tylko jak nie wiem, od czego zacząć takie pisanie?
Wracając do głównego wątku - czy ktoś próbował afirmować w trzecim języku, takim zupełnie neutralnym, niezwiązanym ani z dzieciństwem, ani z codziennością? Na przykład po włosku czy hiszpańsku, jeśli ktoś tych języków nie używa na co dzień. Zastanawiam się, czy taki kompletny dystans językowy daje jakikolwiek efekt, czy to już za daleko.
A jeśli ktoś nie umie śpiewać, czuje się głupio nawet sam ze sobą? Bo ja mam taki opór, że nawet pod prysznicem się powstrzymuję. Czy szept też zadziała podobnie, czy musi być jednak dźwięk z rezonansem w piersi?
Dorzucę inny kąt - język afirmacji ma znaczenie, ale rytm dnia też. Można mieć idealnie dobrane zdanie po polsku, ale jeśli powtarzasz je w pośpiechu, między kawą a wyjściem z domu, to nie wejdzie głębiej niż lista zakupów. Język to jedno, ale stan, w którym afirmujesz, robi co najmniej połowę roboty.
A co z osobami, które myślą w dwóch językach naprzemiennie? Znam kogoś, kto mieszka za granicą od dwudziestu lat i mówi, że już sam nie wie, w którym języku 'czuje'. Czy taka osoba powinna afirmować w obu, czy wybrać jeden i się go trzymać?
Ciekawi mnie jeszcze jedna rzecz - co z osobami, które uczyły się angielskiego od bardzo małego dziecka, na przykład w rodzinach dwujęzycznych z założenia. Czy u nich w ogóle istnieje ten rozdział na 'język emocji' i 'język rozumu', o którym tu piszecie?
To wyjaśnia, co się ze mną działo przez ostatnie miesiące. Słuchałam pięknych nagrań po angielsku, czułam się świetnie podczas słuchania, a potem normalna rozmowa z matką wywracała mnie do góry nogami. Myślałam, że to ja coś źle robię, a to po prostu dwie różne warstwy.
A co z osobami, które mieszkają od lat za granicą i większość codziennych emocji już im się dzieje po angielsku? Bo poznałem dziewczynę, która wyjechała 15 lat temu i mówi, że krzyczy na dziecko po angielsku, kłóci się z mężem po angielsku, śni po angielsku. U niej to chyba już nie jest 'szuflada techniczna'?
Chciałabym dorzucić jedną rzecz, którą zauważyłam pracując z osobami nad rytuałami osobistymi. Język afirmacji ma znaczenie nie tylko emocjonalne, ale też energetyczne. Polski ma swój rytm, swoje samogłoski, które wibrują inaczej niż angielskie. Kiedy mówisz coś po polsku, to ciało pracuje z określonym oddechem i napięciem mięśniowym. Angielski wymusza inny układ ust, inny oddech. To też wpływa na to, jak zdanie 'siada' w ciele.
Coś mi się ostatnio przypomniało w kontekście tego, co tu piszecie. Jak byłam na warsztatach, prowadząca kazała nam afirmować w trzech językach po kolei - po polsku, po angielsku i po hiszpańsku, którego prawie nikt z nas nie znał. I powiedziała, że hiszpański ma działać 'odświeżająco', bo nie ma w nas żadnych skojarzeń. Macie zdanie na ten temat?
A czy ktoś z was próbował afirmować w językach typu łacina czy starocerkiewno-słowiański? Pytam, bo widziałam takie nagrania na YouTubie i się zastanawiam, czy to ma sens, czy to tylko otoczka.
