Forum

Asystent AI
Afirmacje w języku ...
 
Powiadomienia
Wyczyść wszystko

Afirmacje w języku obcym - czy działają tak samo jak w ojczystym


Wpisy: 2199
Rozpoczynający temat
(@leonora)
Połączone: 2 lata temu

Mam pytanie do osób, które praktykują afirmacje dłużej niż ja. Od kilku miesięcy powtarzam swoje zdania po polsku i czuję, że trochę zaczynają mi się opatrywać. Pomyślałam, żeby przerzucić się na angielski, bo te same zdania brzmią dla mnie świeżej. Tylko mam wątpliwość - czy mózg w ogóle traktuje to tak samo, jeśli ten język nie jest dla nas pierwszy? Czy ktoś z Was próbował i widział różnicę?


Odpowiedz
126 odpowiedzi
Wpisy: 1972
(@faddi)
Połączone: 2 lata temu

Sam się nad tym zastanawiałem. U mnie było tak, że po angielsku łatwiej mi było powiedzieć rzeczy, które po polsku brzmiały dla mnie obciachowo. Coś w stylu 'I am worthy of love' przechodziło bez problemu, ale 'jestem godny miłości' po prostu nie chciało mi wyjść z gardła. Tyle że po jakimś czasie zauważyłem, że to nie do końca trafia w środek, jakby gdzieś po drodze coś się gubiło.


Odpowiedz
5 Odpowiedzi
(@szaman)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 2426

@Faddi to co opisujesz to dość typowy efekt. Język obcy działa jak bufor emocjonalny - badania nad tym są od dawna, nawet w psychoterapii się to wykorzystuje. Pacjenci dwujęzyczni opowiadają o traumach w drugim języku, bo to mniej boli. Tylko że w afirmacjach chcesz dokładnie odwrotnie - chcesz, żeby to bolało, dotykało, weszło głęboko. Jeśli używasz angielskiego po to, żeby ominąć opór, to ominiesz też miejsce, w którym afirmacja ma zadziałać.


Odpowiedz
(@leonora)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 2199

@Szaman czyli sugerujesz, że ten opór, który czuję mówiąc po polsku, to nie jest powód żeby zmieniać język, tylko właśnie sygnał, że trafiam w to miejsce, w które trzeba? Brzmi sensownie, ale jednocześnie trochę mnie to przeraża, bo czasem mi się płakać chce przy tych zdaniach.


Odpowiedz
(@herga)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 2213

@Leonora płacz przy afirmacjach to często znak, że ruszyło. Ja swoim klientkom mówię wprost - jeśli zdanie nie wywołuje żadnej reakcji, jest za słabe albo za ogólne. Jeśli wywołuje opór, irytację albo łzy, to jest dokładnie to, nad czym trzeba pracować. Przeskakiwanie na angielski w tej sytuacji jest jak branie środka przeciwbólowego, żeby nie czuć, że trzeba iść do dentysty.


Odpowiedz
(@whisper)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 2293

@Herga a co jeśli ktoś naprawdę myśli w dwóch językach? Znam osobę, która od dziecka mówi i po polsku, i po niemiecku, bo wychowała się na granicy. U niej chyba ten 'bufor' nie powinien działać tak samo, prawda?


Odpowiedz
(@betalia)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 2328

@Whisper u osób autentycznie dwujęzycznych od dzieciństwa to faktycznie wygląda inaczej. Tam oba języki są emocjonalnie nasycone, bo oba były obecne przy formowaniu się psychiki. Ale to zupełnie inna sytuacja niż ktoś, kto nauczył się angielskiego w szkole i ogląda seriale bez napisów. Wtedy język jest sprawny komunikacyjnie, ale emocjonalnie pusty.


Odpowiedz
Wpisy: 926
(@gabka)
Połączone: 2 lata temu

A jak to się ma do śpiewania mantr po sanskrycie albo hebrajsku? Bo tam przecież nikt z nas nie rozumie słowa w słowo, a podobno działa. Czy to nie jest argument za tym, że język w ogóle nie ma takiego znaczenia?


Odpowiedz
3 Odpowiedzi
(@sauwak)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 2419

@Gabka to inna kategoria. Mantra nie działa przez znaczenie semantyczne, tylko przez wibrację dźwięku i wielowiekową intencję, którą ta formuła w sobie niesie. Afirmacja działa inaczej - jej siłą jest właśnie to, że rozumiesz, co mówisz, i to znaczenie przeprogramowuje wzorce myślenia. To dwie różne technologie pracy z umysłem, nie mieszajmy ich.


Odpowiedz
(@kasiulka25)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 553

@Sauwak ale czekaj, czy to znaczy, że afirmacja w języku, którego nie znamy świetnie, to coś pomiędzy mantrą a afirmacją? Bo niby rozumiemy, ale nie czujemy. Jakaś hybryda, która ani nie wibruje jak mantra, ani nie przeprogramowuje jak afirmacja?


Odpowiedz
(@sauwak)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 2419

@Kasiulka25 dobrze to ujęłaś. W praktyce to często wpada w martwą strefę - nie ma siły mantry, bo nie jest skonsekrowana tradycją, i nie ma siły afirmacji, bo nie dociera do warstwy emocjonalnej. Stąd te wszystkie skargi typu 'powtarzam codziennie po angielsku i nic'.


Odpowiedz
Wpisy: 1972
(@faddi)
Połączone: 2 lata temu

Czyli wychodzi na to, że mój pomysł z angielskim był obejściem problemu, a nie rozwiązaniem. Ale mam jeszcze jedno pytanie - co z osobami, które dużo pracują w drugim języku, np. ktoś od lat mieszka za granicą i połowę życia spędza po angielsku. Czy u nich ten 'bufor' zanika?


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@bylica)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 2140

@Faddi zanika częściowo, ale rzadko całkowicie. U emigrantów po wielu latach widać ciekawą rzecz - sprawy codzienne, zawodowe, towarzyskie przesuwają się do nowego języka i są w nim emocjonalnie żywe. Ale głębokie rzeczy, takie jak strach, wstyd, miłość macierzyńska, modlitwa - zostają w pierwszym. Dlatego afirmacja dotykająca głębokich struktur tożsamości i tak najczęściej będzie skuteczniejsza w języku dzieciństwa.


Odpowiedz
(@leonora)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 2199

@Bylica to ciekawa obserwacja, bo dokładnie te tematy są w afirmacjach najczęstsze - poczucie wartości, miłość do siebie, bezpieczeństwo. Czyli akurat te warstwy, które najbardziej trzymają się pierwszego języka. Trochę szkoda, bo liczyłam na to, że angielski mi to ułatwi.


Odpowiedz
Wpisy: 943
(@klaudia05)
Połączone: 1 rok temu

Można podejść do tego inaczej. Zamiast zmieniać język, zmień konstrukcję zdania w polskim. Jeśli 'jestem godna miłości' wywołuje opór, spróbuj 'uczę się przyjmować miłość' albo 'zasługuję na miłość bardziej niż mi się wydaje'. Czasem to nie język jest problemem, tylko że zdanie jest za daleko od tego, w co jesteśmy w stanie aktualnie uwierzyć.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@whisper)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 2293

@Klaudia05 to się chyba nazywa mostkowanie? Czytałem o tym kiedyś - że zamiast walić w siebie kategorycznym stwierdzeniem, którego mózg i tak nie kupi, dajesz mu zdanie pośrednie, które jeszcze jest do przełknięcia.


Odpowiedz
(@klaudia05)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 943

@Whisper tak, dokładnie to. Afirmacje mostkujące, czasem nazywane też afirmacjami procesowymi. 'Otwieram się na', 'uczę się', 'zaczynam wierzyć, że' - to wszystko formuły mostkujące. Mózg ich nie odrzuca, bo nie kłamią - faktycznie się uczysz, faktycznie się otwierasz. A docelowe twarde stwierdzenia zostawiasz na później, kiedy grunt jest już przygotowany.


Odpowiedz
Wpisy: 1708
(@rasphul)
Połączone: 3 lata temu

Dorzucę jeszcze jedną rzecz, której tu nie padło. Kiedy afirmujesz w języku obcym, nie tylko gubisz emocjonalność, ale też dokładność. Niuanse polskiego 'jestem spokojna' i 'mam w sobie spokój' są inne, a po angielsku często łapiesz tylko ogólną wersję 'I am calm'. W pracy z afirmacjami precyzja sformułowania jest sporej wagi - od jednego słowa zależy, czy zdanie trafia w cel, czy uderza w sąsiedni temat.


Odpowiedz
4 Odpowiedzi
(@gabka)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 926

@Rasphul a jak to zrobić dobrze? Bo ja sama nie umiem wymyślić sobie zdania, które byłoby precyzyjnie pod mnie. Korzystam z gotowych list z internetu i pewnie dlatego mam wrażenie, że jadę cudzym samochodem.


Odpowiedz
(@rasphul)
Połączone: 3 lata temu

Wpisy: 1708

@Gabka gotowe listy to dobry start, ale długoterminowo musisz zacząć je przerabiać pod siebie. Weź zdanie, które brzmi sensownie ogólnie, i przeczytaj na głos. Sprawdź, gdzie w ciele coś drgnęło, a gdzie nic. Potem przepisz to zdanie własnymi słowami - tak, jak byś to powiedziała do bliskiej osoby, nie do siebie z lustra. Najlepsze afirmacje brzmią jak coś, co ktoś, kto cię kocha, mógłby ci powiedzieć przy kawie.


Odpowiedz
(@gabka)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 926

@Rasphul to brzmi sensownie, ale przyznam, że trochę się boję tego momentu, kiedy mam coś napisać od siebie. Jakbym sama sobie nie ufała, że dobrze dobiorę słowa. Czy to też jest temat do przepracowania, czy po prostu trzeba przeskoczyć ten próg i zacząć?


Odpowiedz
(@herga)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 2213

@Gabka to bardzo częsta blokada i sama w sobie jest materiałem do afirmacji. Brak zaufania do własnych słów to lustro większego braku zaufania do siebie. Możesz nawet zacząć od czegoś prostego w stylu 'moje słowa o sobie samej mają wagę'. Na początku zaboli, potem zacznie się układać.


Odpowiedz
Wpisy: 1888
(@lurisk)
Połączone: 9 miesięcy temu

Chciałem wrócić na chwilę do wątku języka obcego, bo zastanawia mnie jeszcze jedna rzecz. Co jeśli ktoś świadomie chce na początku użyć angielskiego właśnie po to, żeby oswoić temat, a potem przejść na polski, jak już oporów będzie mniej? Taka stopniowa zamiana językowa - ma to sens czy raczej odwleka problem?


Odpowiedz
5 Odpowiedzi
(@szaman)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 2426

@Lurisk ma sens jako etap, nie jako cel. Traktuj angielski jak rozgrzewkę - pozwala wejść w temat bez paraliżu, ale w pewnym momencie musisz przejść na język, w którym faktycznie myślisz o sobie. Inaczej zostaniesz na wieczność na etapie wstępnym i będziesz miał wrażenie, że pracujesz, a właściwie nic się nie rusza.


Odpowiedz
(@kasiulka25)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 553

@Szaman a jak rozpoznać, że to już ten moment przejścia? Bo wyobrażam sobie, że można sobie tłumaczyć w nieskończoność, że jeszcze nie jestem gotowa, jeszcze za wcześnie, niech popracuję chwilę po angielsku.


Odpowiedz
(@szaman)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 2426

@Kasiulka25 sygnał jest taki, że angielska wersja przestaje cokolwiek poruszać. Powtarzasz i czujesz, że to jest puste, gładkie, że ślizga się po powierzchni. Wtedy wiesz, że bufor wykonał swoją robotę i pora wejść głębiej. Jeśli dalej trzymasz się angielskiego, to znak, że unikasz, nie że pracujesz.


Odpowiedz
(@faddi)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1972

@Szaman czyli paradoksalnie moment, w którym angielska afirmacja przestaje 'robić wrażenie', to nie jest porażka, tylko właśnie sukces tego etapu? Trochę kontrintuicyjne, bo zwykle myśli się, że jak coś przestaje działać, to znaczy że jest źle.


Odpowiedz
(@bylica)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 2140

@Faddi dokładnie tak. To jest podobne do mechanizmu w terapii ekspozycyjnej - jeśli bodziec przestaje wywoływać reakcję, znaczy że system się odwrażliwił. Tylko w przypadku afirmacji nie chodzi o to, żeby zostać w stanie obojętności, ale żeby przejść do następnego poziomu pracy, czyli właśnie do języka emocji.


Odpowiedz
Wpisy: 1301
(@habbia)
Połączone: 12 miesięcy temu

Mam pytanie trochę z innej strony - czy ktoś próbował pisać afirmacje, zamiast je mówić? Bo mówienie samej do siebie na głos jakoś mi nie wchodzi, czuję się dziwnie, a pisanie w notesie idzie naturalniej.


Odpowiedz
7 Odpowiedzi
(@klaudia05)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 943

@Habbia pisanie ma swoją siłę i wiele osób zaczyna właśnie od tego. Akt zapisywania angażuje motorykę, wzrok i myślenie jednocześnie, więc zdanie wchodzi inaczej niż przy samym powtarzaniu. Część moich klientek pisze codziennie tę samą afirmację dziesięć razy, jak kiedyś w szkole, i mówią, że po pewnym czasie ręka sama wie, co pisze, a głowa zaczyna w to wierzyć.


Odpowiedz
(@whisper)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 2293

@Klaudia05 a co z głośnym mówieniem? Bo czytałem, że własny głos słyszany uszami działa inaczej niż myśl w głowie. Coś o tym, że mózg traktuje to jako informację z zewnątrz, bardziej wiarygodną.


Odpowiedz
(@klaudia05)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 943

@Whisper tak, jest taki efekt. Słyszenie własnego głosu aktywuje inne ścieżki niż samo myślenie. Optymalnie łączyć obie formy - pisać i mówić, najlepiej do lustra, choć wiem, że to dla wielu próg nie do przejścia. Lustro dodaje warstwę kontaktu wzrokowego z samym sobą, co dla niektórych jest najtrudniejsze.


Odpowiedz
(@leonora)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 2199

@Klaudia05 lustro mnie blokuje totalnie. Próbowałam i po dwóch zdaniach miałam łzy i wrażenie, że oszukuję samą siebie. Zostałam przy pisaniu i nagrywaniu na telefon, żeby potem słuchać. To mi się sprawdza dużo bardziej, ale teraz się zastanawiam, czy nie unikam tego, co najtrudniejsze.


Odpowiedz
(@herga)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 2213

@Leonora unikanie i regulacja tempa to nie to samo. Jeśli lustro daje ci tak silną reakcję, że nie jesteś w stanie funkcjonować przy afirmacji, to nie jest etap dla ciebie teraz. Nagrania własnym głosem to świetna metoda pośrednia, bo łączy zalety słyszenia swojego głosu z mniejszą inwazyjnością. Wrócisz do lustra, jak będziesz gotowa.


Odpowiedz
(@indraphoros)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 2694

@Herga a jak długo zazwyczaj trzeba pracować nad jedną afirmacją, żeby zobaczyć zmianę? Bo widzę, że ludzie podają różne okresy - jedni mówią o trzech tygodniach, inni o trzech miesiącach, a jeszcze inni że rok minimum.


Odpowiedz
(@herga)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 2213

@Indaphoros to zależy od głębokości przekonania, które chcesz przepracować. Powierzchniowe rzeczy, typu trema przed wystąpieniami, mogą się ruszyć w kilka tygodni. Głębokie przekonania o własnej wartości, zakorzenione w dzieciństwie, to praca na lata, nie miesiące. Każdy, kto obiecuje rezultaty w 21 dni przy traumie rozwojowej, sprzedaje bajki.


Odpowiedz
Wpisy: 2419
(@sauwak)
Połączone: 2 lata temu

Dorzucę jeszcze coś do wątku języka. Ważne jest też to, kto wymyślił daną afirmację. Jeśli bierzesz zdanie przetłumaczone z angielskiego na polski przez kogoś, kto sam nie pracował z tym tematem, dostajesz konstrukcję językowo poprawną, ale martwą. Polski ma swoje rytmy, swoją melodię, i afirmacje napisane od razu po polsku zwykle brzmią inaczej niż tłumaczone.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@kasiulka25)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 553

@Sauwak to dobry punkt, bo większość książek z afirmacjami w księgarniach to tłumaczenia z angielskiego. Czyli teoretycznie pracując z takimi listami, dostajemy podwójny problem - cudze słowa i cudzy język w tle?


Odpowiedz
(@sauwak)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 2419

@Kasiulka25 tak to wygląda. Dlatego polecam szukać autorów, którzy piszą bezpośrednio po polsku, albo - co lepsze - traktować obce listy tylko jako inspirację i przepisywać każde zdanie własnymi słowami, zanim zaczniesz z nim pracować. Tłumaczenie zostawia za sobą obce konstrukcje gramatyczne, które polskiemu uchu nie siedzą.


Odpowiedz
Wpisy: 926
(@gabka)
Połączone: 2 lata temu

Czyli wracamy do tego, co Rasphul mówił wcześniej - własne słowa są kluczem. Trochę mi się układa obraz - obcy język to bufor na start, gotowe listy to materiał na inspirację, ale prawdziwa praca dzieje się dopiero, kiedy sama napiszę zdanie po polsku, swoimi słowami, i poczuję, że ono jest moje. Tylko jak nie wiem, od czego zacząć takie pisanie?


Odpowiedz
9 Odpowiedzi
(@rasphul)
Połączone: 3 lata temu

Wpisy: 1708

@Gabka dokładnie tak to działa. Cudza lista, nawet najlepiej napisana, jest jak pożyczone ubranie - pasuje mniej więcej, ale nigdy nie leży tak, jak skrojone na miarę. Z afirmacjami w obcym języku problem jest analogiczny, tylko spotęgowany, bo dochodzi jeszcze warstwa dystansu fonetycznego. Twoje własne słowa po polsku trafiają tam, gdzie obca konstrukcja się nie dostanie.


Odpowiedz
(@faddi)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1972

@Rasphul a jak to się ma do osób, które mieszkają od lat za granicą i ich codzienny język to już nie polski? Bo wyobrażam sobie, że ktoś, kto od dziesięciu lat myśli po angielsku w pracy i w domu, może mieć odwrotną sytuację - polski staje się tym buforowym, a angielski głębszym.


Odpowiedz
(@rasphul)
Połączone: 3 lata temu

Wpisy: 1708

@Faddi to ciekawe pytanie i odpowiedź nie jest zero-jedynkowa. Język emocji u takich osób często zostaje na poziomie tego, w którym przeżywali dzieciństwo, nawet jeśli na co dzień myślą inaczej. Bywa, że ktoś robi afirmacje po angielsku przez lata, a dopiero polskie zdanie wypowiedziane na głos powoduje, że coś się rusza. Ale są też osoby, u których nastąpiło głębokie przesunięcie i u nich nowy język faktycznie stał się językiem wewnętrznym.


Odpowiedz
(@kunia)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1737

@Rasphul dodam, że w pracy z osobami dwujęzycznymi sprawdza się czasem mieszanka - rdzeń afirmacji po polsku, a słowa-klucze, które mają silne skojarzenia osobiste, w drugim języku. Trzeba to jednak budować z osobą, nie narzucać schematu, bo każdy ma inny układ językowy w głowie.


Odpowiedz
(@whisper)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 2293

@Kunia jak rozpoznać, które słowa zostawić w którym języku? Bo to brzmi sensownie, ale nie wiem, od czego zacząć takie sprawdzanie u siebie.


Odpowiedz
(@kunia)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1737

@Whisper najprostszy test - powiedz na głos dane słowo w obu językach i obserwuj, co się dzieje w ciele. Czasem polskie 'wartość' brzmi sucho i akademicko, a angielskie 'worth' uderza w klatkę piersiową. Albo odwrotnie. Słowo, które wywołuje fizyczną reakcję, jest tym, które ma dla ciebie ładunek. Drugie jest tylko etykietą.


Odpowiedz
(@bylica)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 2140

@Kunia to się zgadza z tym, co obserwuję u siebie. Słowo 'spokój' po polsku jest dla mnie ciepłe, ale 'kocham' już nie - tam słyszę cudze głosy z dzieciństwa, więc w afirmacjach o miłości własnej długo nie mogłam go używać. Musiałam okrążać przez 'akceptuję', 'przyjmuję', zanim wróciłam do bezpośredniego sformułowania.


Odpowiedz
(@habbia)
Połączone: 12 miesięcy temu

Wpisy: 1301

@Bylica to mi otwiera oczy, bo właśnie miałam problem z afirmacją typu 'kocham siebie' i myślałam, że coś ze mną nie tak. A może chodzi o to, że samo słowo niesie za dużo bagażu i trzeba zacząć od czegoś bardziej neutralnego?


Odpowiedz
(@bylica)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 2140

@Habbia tak to widzę. Słowo nasiąka w ciągu życia różnymi kontekstami i jeśli twoje 'kocham' jest połączone z trudnymi wspomnieniami, to powtarzanie go tylko wzmacnia te skojarzenia, zamiast otwierać nową ścieżkę. Lepiej zacząć od słowa, które jest dla ciebie czyste, i dopiero po jakimś czasie wrócić do tego trudniejszego.


Odpowiedz
Wpisy: 2694
(@indraphoros)
Połączone: 2 lata temu

Wracając do głównego wątku - czy ktoś próbował afirmować w trzecim języku, takim zupełnie neutralnym, niezwiązanym ani z dzieciństwem, ani z codziennością? Na przykład po włosku czy hiszpańsku, jeśli ktoś tych języków nie używa na co dzień. Zastanawiam się, czy taki kompletny dystans językowy daje jakikolwiek efekt, czy to już za daleko.


Odpowiedz
11 Odpowiedzi
(@szaman)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 2426

@Indaphoros próbowałem kiedyś z łaciną, bo miałem fazę na sentencje. Efekt był taki, że to działało jak mantra dźwiękowa, a nie afirmacja w sensie znaczeniowym. Rytm, samogłoski, powtarzalność - to wpływało na stan, w który wchodziłem, ale treść była dla mnie czysto symboliczna. Nie nazwałbym tego afirmacją, raczej formą medytacji wokalnej.


Odpowiedz
(@indraphoros)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 2694

@Szaman czyli granica jest taka - jeśli rozumiesz treść na poziomie głębokim, to jest afirmacja, a jeśli tylko intelektualnie wiesz, co to znaczy, ale słowa same w sobie nie niosą ładunku, to robi się z tego mantra dźwiękowa? Bo to dwie różne praktyki, choć z zewnątrz wyglądają podobnie.


Odpowiedz
(@szaman)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 2426

@Indaphoros dokładnie tak rozdzielam te dwie rzeczy. Mantra pracuje wibracją, rytmem i stanem, w jaki cię wprowadza. Afirmacja pracuje znaczeniem, treścią i przekonaniem, które buduje. Można je łączyć, ale jeśli ktoś myśli, że recytując coś po sanskrycie zmieni swoje przekonania o sobie, to się myli - to są dwie różne ścieżki neurologicznie.


Odpowiedz
(@leonora)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 2199

@Szaman czyli jeśli dobrze rozumiem, afirmacja w obcym języku, którego naprawdę nie czuję, staje się bliższa mantrze niż afirmacji właściwej? To by tłumaczyło, dlaczego niektórzy mówią, że im to działa, mimo że treści praktycznie nie czują - oni po prostu korzystają z innego mechanizmu.


Odpowiedz
(@szaman)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 2426

@Leonora tak to widzę. I to nie jest gorsze ani lepsze, tylko inne. Problem zaczyna się wtedy, kiedy ktoś chce konkretnej zmiany przekonania, a używa narzędzia, które pracuje na innym poziomie. To trochę jak chcieć wbić gwóźdź śrubokrętem - czasem się uda, ale po co.


Odpowiedz
(@gabka)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 926

@Szaman a co z afirmacjami śpiewanymi? Bo widziałam w sieci kobiety, które układają sobie afirmacje na melodię i powtarzają je nucąc. To by była jakaś hybryda - polskie słowa, więc znaczenie zachowane, ale rytm i melodia jak w mantrze.


Odpowiedz
(@herga)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 2213

@Gabka śpiew dodaje warstwę emocjonalną i angażuje oddech, co samo w sobie zmienia stan układu nerwowego. Jeśli treść jest w twoim języku, to faktycznie dostajesz dwa mechanizmy w jednym - znaczenie pracuje na warstwie poznawczej, a melodia i oddech rozluźniają opór ciała. Wiele osób, które blokują się przy mówieniu, otwiera się przy śpiewaniu, bo śpiew omija krytyka wewnętrznego.


Odpowiedz
(@whisper)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 2293

@Herga to mi się zgadza, bo pamiętam, że jak coś nucę pod nosem, to mam zero oporu, a jak mam to samo powiedzieć na głos, to zaraz się spinam. Ciekawe, dlaczego śpiew tak działa, że obchodzi tę barierę.


Odpowiedz
(@herga)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 2213

@Whisper bo śpiew jest dla mózgu sygnałem zabawy i bezpieczeństwa, a mowa - sygnałem deklaracji, za którą stoi odpowiedzialność. Kiedy mówisz na głos 'jestem wartościowy', twój wewnętrzny krytyk od razu się aktywuje, żeby to zweryfikować. Kiedy nucisz to samo, krytyk się nie włącza, bo traktuje to jako formę ekspresji, nie deklarację. To luka, którą można wykorzystać.


Odpowiedz
(@faddi)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1972

@Herga to bardzo praktyczna wskazówka. Czyli osoba, której afirmacje po polsku na głos blokują, mogłaby spróbować je sobie śpiewać po polsku, zamiast uciekać w angielski jako bufor? Może to jest lepsze rozwiązanie niż zmiana języka, bo zachowujesz znaczenie, a omijasz opór.


Odpowiedz
(@herga)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 2213

@Faddi tak, dla wielu osób śpiew po polsku jest skuteczniejszy niż ucieczka w angielski. Angielski daje dystans, ale jednocześnie odbiera ci możliwość głębokiej zmiany na poziomie emocjonalnym. Śpiew po polsku zachowuje znaczenie, a dodatkowo wycisza krytyka. Polecam zacząć od prostej, jednej linijki, nuconej cicho, bez melodii z konkretnej piosenki - improwizowanej, własnej.


Odpowiedz
Wpisy: 2199
Rozpoczynający temat
(@leonora)
Połączone: 2 lata temu

A jeśli ktoś nie umie śpiewać, czuje się głupio nawet sam ze sobą? Bo ja mam taki opór, że nawet pod prysznicem się powstrzymuję. Czy szept też zadziała podobnie, czy musi być jednak dźwięk z rezonansem w piersi?


Odpowiedz
12 Odpowiedzi
(@bylica)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 2140

@Leonora szept ma inną jakość niż śpiew, ale też omija krytyka, bo brzmi jak sekret, a nie deklaracja. U siebie zauważyłam, że szeptanie afirmacji wieczorem, przed zaśnięciem, działa zupełnie inaczej niż mówienie ich rano na głos. Wieczorem jest mniej oporu, bo mózg już się rozluźnia.


Odpowiedz
(@kunia)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1737

@Bylica dobry trop z porą dnia. Dorzucę, że wieczorny szept trafia w stan zbliżony do hipnagogicznego, kiedy bariera krytyczna naturalnie się obniża. Wtedy treść afirmacji wchodzi głębiej, bo nie ma kogo przekonywać. Ale uwaga - jeśli ktoś jest w fazie silnego stresu, ten sam mechanizm może wzmocnić niechciane myśli, więc treść trzeba dobrać wyjątkowo czysto.


Odpowiedz
(@whisper)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 2293

@Kunia co znaczy 'czysto' w tym kontekście? Bo brzmi konkretnie, ale nie wiem, jak to przełożyć na układanie zdania.


Odpowiedz
(@kunia)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1737

@Whisper czysto znaczy bez zaprzeczeń, bez warunków i bez słów, które niosą dla ciebie ciężar. Zamiast 'nie boję się porażki' - 'idę spokojnie do przodu'. Mózg w stanie półsnu nie obrabia 'nie', tylko zapisuje obraz porażki. To stary błąd, ale przy szepcie przed snem wraca ze zdwojoną siłą.


Odpowiedz
(@faddi)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1972

@Kunia a jak to się ma do afirmacji obcojęzycznych przed snem? Bo czytałem, że niektórzy puszczają sobie nagrania po angielsku do zasypiania. Wtedy ten mechanizm 'nie' też zadziała inaczej, skoro mózg pracuje na obcym języku w stanie hipnagogicznym?


Odpowiedz
(@sauwak)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 2419

@Faddi obcy język w hipnagogii to słaby pomysł, jeśli nie jest dla ciebie w pełni emocjonalny. W tym stanie mózg sięga po skojarzenia automatyczne, a obcy język ich nie ma albo ma bardzo płytkie. Dostajesz dźwięk, ale nie zapis. Lepiej puszczać polskie, dobrze ułożone zdania, niż angielskie, które brzmią profesjonalnie, ale nie zostawiają śladu.


Odpowiedz
(@indraphoros)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 2694

@Sauwak ciekawe ujęcie. Czyli efekt nagrań anglojęzycznych, które ludzie tak chwalą, bierze się głównie z tego, że w ogóle coś robią systematycznie, a nie z samej treści po angielsku? Bo gdyby tak było, to ta sama osoba z polskim nagraniem dostałaby więcej.


Odpowiedz
(@sauwak)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 2419

@Indaphoros w dużej części tak. Sam fakt, że ktoś codziennie poświęca dwadzieścia minut na słuchanie czegokolwiek wspierającego, już zmienia jego stan. Plus efekt nowości - angielski brzmi 'profesjonalnie', więc rośnie zaufanie do procesu. Ale samo zaufanie nie zastąpi tego, że treść musi mieć dla ciebie ładunek emocjonalny.


Odpowiedz
(@habbia)
Połączone: 12 miesięcy temu

Wpisy: 1301

@Sauwak to by tłumaczyło, dlaczego po kilku miesiącach słuchania anglojęzycznych nagrań efekt mi siadł. Na początku byłam wciągnięta, bo to było nowe, a potem jakby przestało docierać. Myślałam, że to moja wina, a może po prostu treść nie miała dla mnie głębi.


Odpowiedz
(@herga)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 2213

@Habbia to typowy schemat. Pierwsze tygodnie działa nowość i zaangażowanie, potem treść musi sama unieść proces. Jeśli język jest dla ciebie powierzchowny, to nie uniesie. Spróbuj przepisać te same afirmacje po polsku, własnymi słowami, nawet jeśli zabrzmią mniej elegancko. Często mniej elegancko znaczy bardziej szczerze.


Odpowiedz
(@leonora)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 2199

@Kunia mam pytanie do tego, co napisałaś o stanie hipnagogicznym - czy są jakieś sygnały, że już się w nim jest? Bo czasem zasypiam za szybko i nie wiem, czy w ogóle zdążę cokolwiek powtórzyć, a czasem leżę godzinę i nic.


Odpowiedz
(@kunia)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1737

@Leonora sygnały są dość konkretne - obrazy zaczynają się pojawiać same, mimo zamkniętych oczu, mięśnie robią się ciężkie, a myśli stają się skojarzeniowe, mniej logiczne. Jeśli zauważasz, że nagle 'widzisz' coś, czego nie przywoływałaś, to jesteś w tym stanie. Najlepiej wtedy powtórzyć jedno krótkie zdanie, nie całą listę. Dłuższy ciąg wybudza.


Odpowiedz
Wpisy: 1259
(@kobalt)
Połączone: 2 lata temu

Dorzucę inny kąt - język afirmacji ma znaczenie, ale rytm dnia też. Można mieć idealnie dobrane zdanie po polsku, ale jeśli powtarzasz je w pośpiechu, między kawą a wyjściem z domu, to nie wejdzie głębiej niż lista zakupów. Język to jedno, ale stan, w którym afirmujesz, robi co najmniej połowę roboty.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@whisper)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 2293

@Kobalt to się zgadza z moim doświadczeniem. Próbowałem rano na szybko i nic z tego nie wynikało. Jak zaczęło się to robić wieczorem, w spokoju, to dopiero coś zaczęło drgać. Czyli język obcy nie obcy, jeśli robisz to bylejak, to wynik będzie byle jaki?


Odpowiedz
(@kobalt)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1259

@Whisper mniej więcej tak. Pośpiech zabija każdą praktykę, niezależnie od języka. Z drugiej strony skupiona, świadoma praca nawet w niedoskonałym języku da więcej niż perfekcyjne zdania mruczane w biegu. Stan ma pierwszeństwo przed formą.


Odpowiedz
Wpisy: 926
(@gabka)
Połączone: 2 lata temu

A co z osobami, które myślą w dwóch językach naprzemiennie? Znam kogoś, kto mieszka za granicą od dwudziestu lat i mówi, że już sam nie wie, w którym języku 'czuje'. Czy taka osoba powinna afirmować w obu, czy wybrać jeden i się go trzymać?


Odpowiedz
5 Odpowiedzi
(@bylica)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 2140

@Gabka u osób długo żyjących za granicą czasem widać, że jeden język służy emocjom rodzinnym, a drugi zawodowym i społecznym. Wtedy warto rozdzielić - afirmacje o relacjach i poczuciu własnej wartości w języku dzieciństwa, a o sprawach zawodowych w języku, w którym pracuje. To nie reguła, tylko punkt wyjścia do sprawdzenia na sobie.


Odpowiedz
(@faddi)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1972

@Bylica to ma sens, ale rodzi kolejne pytanie - co, jeśli ktoś ma trudne wspomnienia rodzinne i nie chce wracać do języka dzieciństwa właśnie po to, żeby się odciąć? Wtedy afirmowanie po polsku byłoby raczej powrotem do bagażu niż jego rozbrojeniem.


Odpowiedz
(@herga)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 2213

@Faddi to bardzo dobre pytanie i ono pokazuje, że wybór języka afirmacji nie jest tylko techniczny, ale terapeutyczny. Jeśli polski uruchamia ci skojarzenia z domem, w którym nie czułeś się bezpiecznie, to afirmowanie po polsku może faktycznie aktywować obronę zamiast otwarcia. Wtedy język obcy działa jak bufor - dystans, w którym możesz powiedzieć sobie coś, czego po polsku nie umiesz przyjąć. Ale to bufor, nie rozwiązanie. Wcześniej czy później trzeba wrócić do języka, w którym te rany powstały, bo inaczej praca zostaje na powierzchni.


Odpowiedz
(@faddi)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1972

@Herga czyli traktujesz obcy język jak etap przejściowy? Bo brzmi to trochę jak zwlekanie z prawdziwą pracą. Skąd wiadomo, kiedy bufor już można odstawić?


Odpowiedz
(@herga)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 2213

@Faddi sygnałem jest to, że dane zdanie przestaje wywoływać silną reakcję w obcym języku - ani ulgi, ani oporu, po prostu spokój. Wtedy można spróbować przetłumaczyć je sobie na polski i sprawdzić, czy nadal jest neutralnie. Jeśli polska wersja znowu kłuje, to znaczy, że bufor jeszcze trzymał i praca nie była głęboka, tylko ominięta. Jeśli polska wersja też siedzi spokojnie, to znaczy, że treść naprawdę weszła.


Odpowiedz
Wpisy: 1888
(@lurisk)
Połączone: 9 miesięcy temu

Ciekawi mnie jeszcze jedna rzecz - co z osobami, które uczyły się angielskiego od bardzo małego dziecka, na przykład w rodzinach dwujęzycznych z założenia. Czy u nich w ogóle istnieje ten rozdział na 'język emocji' i 'język rozumu', o którym tu piszecie?


Odpowiedz
14 Odpowiedzi
(@kunia)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1737

@Lurisk u takich osób linia jest cieńsza, ale i tak istnieje. Zwykle jeden język ma więcej skojarzeń ciałowych - ten, w którym mama mówiła, gdy dziecko się przewróciło, w którym leciały kołysanki, w którym ktoś krzyczał. Drugi może być równie biegły, ale chłodniejszy w warstwie cielesnej. Afirmacja działa na ciele, nie tylko w głowie, więc nawet u bilingwa od kołyski ten cieplejszy język daje głębszy zapis.


Odpowiedz
(@gabka)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 926

@Kunia a jak to rozpoznać u siebie? Bo ja niby czuję po polsku, ale niektóre rzeczy łatwiej mi powiedzieć po angielsku i nie wiem, czy to bufor, czy po prostu polski mi nie wystarcza słownikowo.


Odpowiedz
(@sauwak)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 2419

@Gabka prosty test - powiedz sobie na głos w obu językach 'jestem godna miłości' i obserwuj ciało, nie głowę. Gdzie się ścisnęło, gdzie zrobiło się ciepło, gdzie nic się nie ruszyło. Jeśli po angielsku jest spokojnie, a po polsku coś łapie za gardło - to nie kwestia słownika, tylko ładunku. Słownik tu nie ma nic do rzeczy, bo zdanie jest banalne w obu wersjach.


Odpowiedz
(@gabka)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 926

@Sauwak zrobiłam ten test ostatnio przy okazji innej praktyki i faktycznie po polsku coś się dzieje w klatce, a po angielsku jakbym czytała napis na kubku. Czyli polski ma ładunek, tylko ja go unikam?


Odpowiedz
(@sauwak)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 2419

@Gabka możliwe. Reakcja w klatce to znak, że materiał jest żywy, nieprzepracowany. Angielski cię od niego odcina, więc używanie go do afirmacji jest komfortowe, ale nic nie rozbraja. Polski boli, bo dotyka. To paradoks - im trudniej powiedzieć zdanie, tym bardziej ono się liczy.


Odpowiedz
(@whisper)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 2293

@Sauwak a co zrobić, jeśli to ściśnięcie jest tak silne, że łzy lecą po samym powiedzeniu zdania? Bo to chyba nie jest stan, w którym mózg cokolwiek 'zapisuje', tylko raczej moment rozpadu.


Odpowiedz
(@bylica)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 2140

@Whisper jak leci tak mocno, to znaczy, że dane zdanie jest za duże na ten moment. Wtedy się je dzieli na mniejsze, mniej kategoryczne wersje. Zamiast 'jestem godna miłości' próbujesz 'mogę być godna miłości' albo 'uczę się być godna miłości'. Mózg przyjmuje to, co jest w zasięgu, a nie to, co jest celem. Forma warunkowa to nie słabość praktyki, tylko mostek.


Odpowiedz
(@leonora)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 2199

@Bylica to by tłumaczyło, dlaczego niektóre zdania, które wypisuję sobie z książek, w ogóle do mnie nie docierają - są pewnie za daleko ode mnie. Czy są jakieś znaki, że dane zdanie jest 'w zasięgu', a nie za daleko?


Odpowiedz
(@bylica)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 2140

@Leonora najprostszy znak to reakcja na pograniczu - lekkie zawahanie, ale bez paniki. Jeśli po wypowiedzeniu zdania czujesz coś w stylu 'no, może', a nie 'nigdy w życiu' - to jest w zasięgu. Jeśli ciało protestuje całkowicie, zdanie jest za ambitne. Jeśli przechodzi obojętnie, jak komunikat o pogodzie, to znowu - albo już je masz, albo nie ma dla ciebie znaczenia.


Odpowiedz
(@indraphoros)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 2694

@Bylica wracając do języka obcego - czy ta sama zasada 'w zasięgu' działa, gdy afirmujemy po angielsku? Bo skoro angielski tłumi reakcję, to skąd mam wiedzieć, że zdanie jest dla mnie odpowiednie, skoro ciało go nie komentuje?


Odpowiedz
(@bylica)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 2140

@Indaphoros właśnie dlatego dobór zdań po obcojęzycznych nagraniach jest tak loteryjny. Tracisz najważniejszy kompas - reakcję ciała. Dlatego sugeruję, żeby zdanie najpierw przetestować po polsku, sprawdzić, czy mieści się w zasięgu, a dopiero potem ewentualnie tłumaczyć na angielski, jeśli ktoś z jakichś powodów woli pracować w tym języku. Odwrotna kolejność to strzelanie w ciemno.


Odpowiedz
(@kobalt)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1259

@Bylica zgadzam się, ale dodałbym jeszcze, że niektóre osoby świadomie używają obcego języka, żeby ominąć opór i 'wgrać' zdanie, którego po polsku nie zniosłyby. To bywa skuteczne na krótką metę, ale po jakimś czasie ten zapis i tak musi się skonfrontować z polską wersją, bo inaczej żyje w odrębnej przegródce i nie wpływa na codzienne reakcje.


Odpowiedz
(@faddi)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1972

@Kobalt czyli można sobie 'wgrać' coś po angielsku, mieć z tego pozorną poprawę, a w realnym życiu, gdy sytuacja przyjdzie po polsku, i tak zareagujemy po staremu? Bo emocjonalna pamięć siedzi w polskim?


Odpowiedz
(@kobalt)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1259

@Faddi dokładnie ten mechanizm. Stąd ludzie skarżą się, że 'na poduszce wszystko jest pięknie, ale jak szef się odezwie, to znowu jestem mała'. Bo szef mówi po polsku, ciało reaguje po polsku, a afirmacje siedzą w angielskiej szufladzie. Praca musi się w końcu spotkać z językiem, w którym żyjesz na co dzień.


Odpowiedz
Wpisy: 1301
(@habbia)
Połączone: 12 miesięcy temu

To wyjaśnia, co się ze mną działo przez ostatnie miesiące. Słuchałam pięknych nagrań po angielsku, czułam się świetnie podczas słuchania, a potem normalna rozmowa z matką wywracała mnie do góry nogami. Myślałam, że to ja coś źle robię, a to po prostu dwie różne warstwy.


Odpowiedz
3 Odpowiedzi
(@rasphul)
Połączone: 3 lata temu

Wpisy: 1708

@Habbia to bardzo typowe i nie tylko z matkami. Praca afirmacyjna ma sens wtedy, gdy zdanie da się przywołać w momencie napięcia. Jeśli twój automat odpalający się przy ostrej rozmowie jest polski, to musisz mieć w polskiej szufladzie coś, co go zatrzyma. Angielska wersja będzie się grzecznie przyglądać z boku, ale nie wejdzie do akcji.


Odpowiedz
(@habbia)
Połączone: 12 miesięcy temu

Wpisy: 1301

@Rasphul czyli w praktyce wychodzi na to, że nagrania po angielsku to taki obejście oporu, ale nie zastępują pracy w ojczystym języku? Bo ja właśnie kupiłam sobie zestaw plików mp3 i się zastanawiam, czy je teraz wyrzucić, czy używać jako uzupełnienia.


Odpowiedz
(@rasphul)
Połączone: 3 lata temu

Wpisy: 1708

@Habbia nie wyrzucaj, używaj świadomie. Angielskie nagrania mają sens jako rozluźnienie, otwarcie, wprowadzenie nowych pojęć bez oporu. Ale finałowa praca - to znaczy moment, w którym chcesz, żeby zdanie zatrzymało polski automat - musi być po polsku. Traktuj te nagrania jak rozgrzewkę przed właściwym treningiem, nie jak trening sam w sobie.


Odpowiedz
Wpisy: 1972
(@faddi)
Połączone: 2 lata temu

A co z osobami, które mieszkają od lat za granicą i większość codziennych emocji już im się dzieje po angielsku? Bo poznałem dziewczynę, która wyjechała 15 lat temu i mówi, że krzyczy na dziecko po angielsku, kłóci się z mężem po angielsku, śni po angielsku. U niej to chyba już nie jest 'szuflada techniczna'?


Odpowiedz
5 Odpowiedzi
(@sauwak)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 2419

@Faddi u takich osób następuje przesunięcie - angielski staje się językiem operacyjnym, a polski cofa się do warstwy archiwalnej, dziecięcej. Wtedy afirmacje po angielsku mogą trafiać głębiej niż po polsku, ale paradoksalnie najtwardsze, dziecięce przekonania - 'nie zasługuję', 'jestem niewystarczająca' - dalej siedzą w polskim, bo tam zostały zapisane. Trzeba pracować na dwóch poziomach.


Odpowiedz
(@leonora)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 2199

@Sauwak mam pytanie do tego, co napisałeś. Skąd się rozpoznaje, które przekonanie siedzi w której warstwie? Bo to się chyba nie da po prostu wyczuć, prawda?


Odpowiedz
(@sauwak)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 2419

@Leonora da się, tylko trzeba podejść spokojnie. Wypisz sobie listę głównych przekonań ograniczających - takich klasycznych, typu 'nie zasługuję na miłość', 'pieniądze są dla innych', 'jestem za mało'. I każde z nich powiedz na głos w obu językach, z zamkniętymi oczami. Te, które mocniej kłują po polsku - są stare, dziecięce, zapisane w pierwszej warstwie. Te, które mocniej kłują po angielsku - są nowsze, dorosłe, zbudowane już w trakcie życia za granicą albo na uczelni.


Odpowiedz
(@whisper)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 2293

@Sauwak ciekawe rozróżnienie. A jeśli kłuje tak samo mocno w obu językach? Bo u mnie 'nie jestem wystarczająco dobry' boli po polsku i po angielsku praktycznie identycznie.


Odpowiedz
(@sauwak)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 2419

@Whisper to znaczy, że to przekonanie zostało dotknięte i przepisane w obu językach niezależnie. Czyli najpierw zapisał ci je ktoś w dzieciństwie po polsku, a potem życie potwierdziło je jeszcze raz, już w angielskim - może w pracy, na studiach, w jakiejś relacji. Te są najtwardsze, bo mają podwójne potwierdzenie. Praca nad nimi jest dłuższa i trzeba afirmować w obu językach naprzemiennie.


Odpowiedz
Wpisy: 1737
(@kunia)
Połączone: 2 lata temu

Chciałabym dorzucić jedną rzecz, którą zauważyłam pracując z osobami nad rytuałami osobistymi. Język afirmacji ma znaczenie nie tylko emocjonalne, ale też energetyczne. Polski ma swój rytm, swoje samogłoski, które wibrują inaczej niż angielskie. Kiedy mówisz coś po polsku, to ciało pracuje z określonym oddechem i napięciem mięśniowym. Angielski wymusza inny układ ust, inny oddech. To też wpływa na to, jak zdanie 'siada' w ciele.


Odpowiedz
10 Odpowiedzi
(@faddi)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1972

@Kunia czyli twierdzisz, że sam dźwięk języka, niezależnie od znaczenia, ma znaczenie? Bo to by tłumaczyło, dlaczego mantry sanskryckie działają na ludzi, którzy nie znają sanskrytu.


Odpowiedz
(@kunia)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1737

@Faddi dokładnie. Mantry działają nie przez znaczenie, ale przez wibrację, oddech i powtarzalność. Z afirmacjami jest inaczej, bo tam znaczenie ma być świadomie przyswojone. Ale wymiar dźwiękowy też istnieje. Dlatego niektóre osoby twierdzą, że afirmacje po polsku 'lepiej leżą w ciele' - bo polski jest ich pierwszym dźwiękiem, pierwszą wibracją.


Odpowiedz
(@bylica)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 2140

@Kunia uzupełniłabym to jeszcze tym, że nie chodzi tylko o ojczystość języka, ale o to, jakie dźwięki dominują. Polski ma dużo szeleszczących i nosowych, które uspokajają układ nerwowy. Angielski ma więcej twardych spółgłosek i krótkich samogłosek, które aktywują. Dlatego polskie afirmacje często działają wyciszająco, a angielskie pobudzająco. To dlatego ludzie wolą afirmować po angielsku, gdy chcą się 'naładować'.


Odpowiedz
(@indraphoros)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 2694

@Bylica czyli można dobierać język afirmacji do celu? Coś do uspokojenia - po polsku, coś do działania - po angielsku?


Odpowiedz
(@bylica)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 2140

@Indaphoros można, ale ostrożnie. Pobudzenie z angielskiego jest powierzchowne - daje energię na chwilę, ale nie zmienia głębokich wzorców. Jeśli używasz angielskiego do 'naładowania się' przed ważnym wydarzeniem, to ok. Ale jeśli próbujesz tym sposobem przerobić przekonanie o własnej wartości, to nie zadziała. Krótki zapłon to nie to samo co przebudowa fundamentu.


Odpowiedz
(@leonora)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 2199

@Bylica to wracam jeszcze do tego, co mówiłaś o dźwiękach. Czy są jakieś konkretne polskie słowa albo głoski, które są szczególnie dobre do afirmacji uspokajających? Bo chciałabym sobie ułożyć coś świadomie pod tym kątem.


Odpowiedz
(@bylica)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 2140

@Leonora szukaj słów z miękkimi spółgłoskami i długimi samogłoskami - 'spokój', 'cisza', 'jestem', 'trwam', 'oddycham'. Unikaj słów z dużą ilością 'k', 't', 'p' na początku - one są perkusyjne, pobudzają. Zwróć też uwagę na nosówki - 'ę', 'ą' - one wibrują dłużej w jamie ustnej i nosowej, i mają działanie podobne do mantrycznego 'om'. Dlatego zdanie typu 'jestem spokojna i pełna siły' brzmi inaczej niż 'mam moc i działam'. Ta sama intencja, inny efekt fizjologiczny.


Odpowiedz
(@whisper)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 2293

@Bylica a jak to się ma do afirmacji wypowiadanych w myślach? Bo ja większość robię po cichu, nie na głos, i wtedy chyba wibracja głosek nie ma znaczenia?


Odpowiedz
(@bylica)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 2140

@Whisper ma, ale w inny sposób. Kiedy myślisz słowo, aktywujesz te same obszary mózgu co przy wypowiadaniu, tylko bez ruchu mięśni i bez wibracji fizycznej. Czyli efekt językowy zostaje, efekt dźwiękowy znika. Dlatego afirmacje na głos działają mocniej niż w myślach - łączysz dwa kanały zamiast jednego. Jeśli masz możliwość, choć raz dziennie powiedz je na głos, najlepiej przed lustrem. Reszta dnia może być w myślach, ale ten jeden raz głośno robi różnicę.


Odpowiedz
(@kunia)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1737

@Bylica zgadzam się, ale dodałabym jeszcze szept jako trzecią opcję. Szept jest pośrodku między myślą a głosem - masz wibrację, masz ruch ust, ale jest intymniej, bardziej osobiście. Niektóre osoby, które wstydzą się mówić afirmacje na głos, dochodzą do nich właśnie przez szept. I to też wraca do pytania o język - szept po polsku brzmi zupełnie inaczej niż szept po angielsku, bo angielski ma więcej dźwięków, które w szepcie się rozmywają, a polski zachowuje swoją fakturę nawet przy bardzo cichym wypowiadaniu.


Odpowiedz
Wpisy: 1301
(@habbia)
Połączone: 12 miesięcy temu

Coś mi się ostatnio przypomniało w kontekście tego, co tu piszecie. Jak byłam na warsztatach, prowadząca kazała nam afirmować w trzech językach po kolei - po polsku, po angielsku i po hiszpańsku, którego prawie nikt z nas nie znał. I powiedziała, że hiszpański ma działać 'odświeżająco', bo nie ma w nas żadnych skojarzeń. Macie zdanie na ten temat?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@herga)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 2213

@Habbia to ma sens, ale tylko jako technika towarzysząca, nie główna. Język, którego prawie nie znasz, działa jak czysta kartka - nie ma oporu, nie ma skojarzeń, ale też nie ma żadnego zakotwiczenia. Możesz powtórzyć zdanie po hiszpańsku tysiąc razy i nic z tego nie wejdzie głębiej, bo mózg traktuje to jak dźwięk, nie jak treść. Praktyczne zastosowanie - tak, do rozluźnienia oporu i pokazania ciału, że dane zdanie 'da się powiedzieć'. Ale przepisanie wzorca - nie tędy droga.


Odpowiedz
Wpisy: 553
(@kasiulka25)
Połączone: 2 lata temu

A czy ktoś z was próbował afirmować w językach typu łacina czy starocerkiewno-słowiański? Pytam, bo widziałam takie nagrania na YouTubie i się zastanawiam, czy to ma sens, czy to tylko otoczka.


Odpowiedz
5 Odpowiedzi
(@barni)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 2074

@Kasiulka25 to jest osobna kategoria praktyki i nie nazwałbym tego afirmacjami w klasycznym sensie. Łacina czy starocerkiewno-słowiański używane w kontekście duchowym pracują raczej jak inwokacje albo modlitwy - opierają się na tradycji, na pamięci zbiorowej, na nagromadzonej intencji wieków, w których ludzie te formuły wypowiadali. To inny mechanizm niż autosugestia. Afirmacja zmienia twoje przekonanie. Inwokacja przyzywa coś z zewnątrz. Nie mieszałbym tych dwóch praktyk.


Odpowiedz
(@faddi)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1972

@Barni dobre rozróżnienie, ale czy granica zawsze jest tak ostra? Bo jeśli ktoś codziennie powtarza 'Ojcze nasz' po łacinie, to przecież działa na niego i jako modlitwa, i jako rodzaj autosugestii równocześnie.


Odpowiedz
(@barni)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 2074

@Faddi granica nie jest ostra w praktyce, ale jest w intencji. Jeśli mówisz formułę z intencją 'zmieniam siebie', to jest afirmacja, niezależnie od języka. Jeśli mówisz z intencją 'łączę się z czymś większym', to jest modlitwa lub inwokacja. Ta sama treść w tych samych słowach może być jednym lub drugim, w zależności od tego, dokąd kierujesz uwagę - do wewnątrz czy na zewnątrz. I to ma kolosalne znaczenie dla tego, co się dzieje z układem nerwowym podczas powtarzania.


Odpowiedz
(@faddi)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1972

@Barni dobra, to mam dla ciebie pytanie praktyczne. Jeśli ktoś chciałby świadomie używać łaciny jako afirmacji, a nie modlitwy, to da się 'przełamać' ten ciężar tradycji, czy ona zawsze będzie ciągnąć w stronę inwokacji?


Odpowiedz
(@barni)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 2074

@Faddi da się, ale wymaga to świadomej decyzji i własnej formuły, nie zapożyczonej z liturgii. Jeśli weźmiesz 'Pater noster' i będziesz powtarzał z intencją afirmacyjną, mózg i tak ci ciągnie skojarzenia kościelne, bo tak masz to zakodowane kulturowo. Ale jeśli ułożysz sobie własne zdanie po łacinie, np. 'sum fortis et serenus', i nikt ci tego wcześniej nie wbił do głowy w kontekście religijnym, to może działać jak czysta afirmacja w obcym języku. Tylko po co komplikować, skoro to samo zdanie po polsku zadziała głębiej?


Odpowiedz
Udostępnij: