Zacznę od czegoś, co mnie ostatnio wzięło. Czytałem o układzie siatkowatym pnia mózgu, tym RAS, który decyduje o tym, co przepuszcza do świadomości. I zrozumiałem, dlaczego afirmacje w ogóle mają sens bez wchodzenia w "magnetyzm myśli". Mózg dosłownie filtruje miliony bodźców i pokazuje tylko to, co uzna za istotne. Jak codziennie powtarzasz, że szukasz spokojnych relacji, to RAS dorzuca takie sygnały do widzialnego pola. Jak powtarzasz, że wszyscy cię oszukują, dorzuca tamte. Pytanie do was: czy uważacie, że to wystarczające wyjaśnienie, czy spłaszcza temat?
Spłaszcza, ale tylko trochę. RAS to mechanizm, nie cała historia. Bo samo zauważanie nie tłumaczy, dlaczego pewne afirmacje przestawiają stan emocjonalny w pół minuty, a inne klepiesz miesiąc i nic. Filtrowanie uwagi działa, ale na nim siedzi jeszcze warstwa skojarzeń ciała z konkretnymi słowami. To są dwa różne piętra.
A czy ktoś próbował afirmacji w formie pytania? Czytałam, że pytania jak "dlaczego coraz łatwiej mi się skupić?" działają lepiej niż twierdzenia, bo mózg automatycznie szuka odpowiedzi i wtedy RAS pracuje na pełnych obrotach. Ale nie wiem czy to nie jest taki popnaukowy mit.
Mam jedno pytanie z innej strony. Jeśli to jest tylko filtrowanie uwagi, to znaczy, że afirmacje niczego nie tworzą, tylko każą zauważać to, co już było. Czy to was nie rozczarowuje? Bo cała otoczka mówi o przyciąganiu, a wychodzi na to, że nic nie przyciągamy, tylko widzimy.
A czy długość afirmacji ma znaczenie? Słyszałam o jednozdaniowych i o całych listach po dwadzieścia pozycji. Co lepiej działa jak chcesz, żeby to się "wgryzło"?
Dorzucę z innej strony - moment dnia. Rano i przed snem mózg jest w stanie bliższym theta, większa podatność. W ciągu dnia afirmacje też mają sens, ale głównie jako przerywnik, żeby przestawiać filtr uwagi. Inaczej do południa znowu jesteś w starych torach myślowych.
Próbowałam ostatnio nagrywać afirmacje swoim głosem i odsłuchiwać przed snem. Po jakimś czasie zauważyłam, że w ciągu dnia same wracają mi do głowy, bez wysiłku. Czy to ma związek z tym RAS, czy to inna sprawa?
Tylko uważajcie z tym nagrywaniem - bo jak nagrasz afirmację, w którą sam do końca nie wierzysz, własny głos wzmacnia też wewnętrzny opór. Ja słyszałam siebie mówiącą "zasługuję na miłość" i miałam dreszcz odrzucenia. Musiałam zejść do prostszego zdania, takiego, którego ciało nie odrzucało.
A co z afirmacjami w drugiej osobie? Czytałem, że "ty zasługujesz" działa inaczej niż "ja zasługuję". Ktoś to testował na sobie?
A jak to się ma do osób, które mają w głowie taki bardzo ostry głos krytyczny? Czy afirmacje w ogóle mają wtedy szansę przebić się przez ten szum?
Wracając do tego mojego nagrywania - próbowałam też z muzyką w tle, taką spokojną, i miałam wrażenie, że łatwiej mi to wchodzi. Czy to jest tylko subiektywne, czy faktycznie muzyka coś dodaje do tego mechanizmu z RAS?
A czy ktoś z was zauważył, że po dłuższej praktyce niektóre afirmacje przestają działać? U mnie zdanie, które robiło robotę przez pierwsze kilka tygodni, potem stało się jak puste słowo. Powtarzam mechanicznie i nic. Co się wtedy dzieje z RAS?
A jak poznać, że afirmacja faktycznie zaczyna działać, a nie wmawiam sobie efekty? Bo mam wrażenie, że czasem widzę zmiany, a czasem to chyba tylko chcę je widzieć.
Chcę dorzucić coś, czego jeszcze tu nie było. RAS pracuje na uwadze, ale uwaga jest też kierowana przez emocje. Jeśli klepiesz zdanie obojętnie, filtr ledwo się rusza. Jeśli klepiesz je z lekkim ładunkiem - ciekawości, ulgi, choćby śladu - to wtedy zdanie dostaje znacznik znaczeniowy i mózg je traktuje serio. Sama treść to za mało.
Mam pytanie do całej dyskusji - czy RAS reaguje też na afirmacje pisane ręcznie? Bo ostatnio próbowałam zapisywać po kilka razy zamiast mówić i mam wrażenie, że to inaczej siada w głowie. Czy to faktycznie inna ścieżka, czy mi się wydaje?
A jak długo trzeba pisać żeby to miało sens? Bo jak mam zapisać pięć razy to samo zdanie, to mi się robi nudno przy trzecim. Czy lepiej krótko a regularnie, czy raz dziennie dłużej?
mam pytanie z innej strony. Czy zauważyłeś u siebie albo u kogoś, że RAS przestawia się szybciej, jak zmienisz otoczenie fizyczne? Bo mam podejrzenie, że ludzie, którzy zaczynają afirmacje w nowym miejscu - po przeprowadzce, w podróży - mają szybsze efekty. Nowe bodźce wokół, więc filtr nie ma starych wzorców do trzymania.
Mam pytanie do wszystkich - co jeśli RAS zaczyna filtrować rzeczy, których wcale nie chcę zauważać? Powtarzałem zdanie o spokoju i teraz wszędzie widzę ludzi zestresowanych, jakby mózg mi pokazywał kontrast, a nie to, co miałam zauważać.
A co jeśli ja w ogóle nie wiem, jaką tożsamość chcę zbudować? Bo czytam o tych zdaniach i mam wrażenie, że trzeba mieć z góry plan na siebie. A jak ktoś jeszcze szuka, to od czego zacząć?
Czyli wychodzi na to, że afirmacje to nie jest projekt na kilka tygodni, tylko zmiana stylu uwagi na długo. A czy jest jakaś granica, po której RAS jest już trwale przestawiony i można w ogóle przestać? Czy filtr zawsze wymaga utrzymywania?
A czy to działa też w drugą stronę? Czyli jeśli ktoś nie powtarza żadnych afirmacji, ale ma uporządkowane otoczenie i dobre wpływy, to filtr i tak się ustawia w pożądaną stronę? Bo to by znaczyło, że same zdania nie są konieczne.
a co z osobami, które mieszkają z kimś, kto wciąż wzmacnia stare wzorce? Bo można sobie powtarzać zdania, ale jak druga osoba codziennie wbija ci kontrę, to chyba nie ma szans, żeby to zadziałało?
To wracając do pierwotnego pytania - czyli filtr to nie jest stan, tylko proces, który trzeba w jakiejś formie podsycać. Czy ktoś z was widział kiedyś przypadek, w którym efekt afirmacji utrzymał się latami bez żadnej formy podtrzymywania? Czy to jest w ogóle realne?
