Mam pytanie do osób, które na poważnie pracowały i z afirmacjami, i z metodą Coué. Czytam ostatnio 'Świadome autosugerowanie' i uderzyło mnie, że Coué w ogóle nie kazał się skupiać na treści. Mówił, że trzeba mamrotać 'z dnia na dzień jest mi coraz lepiej' bez emocji, bez wizualizacji, prawie półsennie. A współczesne afirmacje to dokładna odwrotność - czuj, wczuwaj się, wizualizuj, bądź w stanie podniosłym. Czy ktoś to porównywał w praktyce? Bo dla mnie to są dwa różne mechanizmy, a wrzuca się je do jednego worka.
Dobre rozróżnienie i rzeczywiście to są dwa różne podejścia. Coué celował w wyobraźnię, nie w wolę - to było jego główne odkrycie, że w starciu woli i wyobraźni zawsze wygrywa wyobraźnia. Dlatego unikał wysiłku. Powtarzanie miało być monotonne, prawie nudne, żeby ominąć krytyczny umysł. Afirmacje w stylu Louise Hay to już zupełnie inna szkoła - mocno emocjonalna, oparta na poczuciu prawdziwości w momencie wypowiadania. Mechanizm leżący u podstaw faktycznie inny: u Coué to bardziej kondycjonowanie podprogowe, u Hay - emocjonalna instalacja przekonania. Czy ty sama, pytając, masz już jakąś hipotezę, który mechanizm u ciebie lepiej zadziałał?
Betalia, to mi pasuje do doświadczenia. Próbowałam obu metod równolegle przez parę tygodni. Aktywne powtarzanie przed lustrem działa u mnie krótkoterminowo - daję sobie zastrzyk energii na godzinę. Słuchanie nagrania wieczorem działa wolniej, ale jakoś głębiej. Zmieniają się drobne nawyki, których nie planowałam zmieniać. Czy ktoś ma podobne obserwacje?
U mnie podobnie z nagraniem wieczorem, choć podejrzewam, że to po prostu kwestia tego, że przed snem podświadomość jest bardziej dostępna. Czytałam, że stan między czuwaniem a snem - hipnagogia - jest idealny do wprowadzania sugestii. Czy to ma uzasadnienie, czy to taki pop-psychologiczny mit?
Konkret wygrywa wtedy, kiedy stoi za nim doświadczenie. Jeśli kiedyś miałeś spokojną głowę w stresie - choćby raz - afirmacja konkretu odwołuje się do realnego wspomnienia i nie wzbudza oporu. Jeśli nigdy nie miałeś, to konkret będzie kłamstwem dla podświadomości. Stąd technika 'mostów' - nie 'jestem spokojny', tylko 'uczę się być spokojny', 'coraz częściej zauważam momenty spokoju'. To są formuły procesualne i one omijają opór, a jednocześnie są konkretne.
Paradoxa, o, to coś, czego nie próbowałam. Czy szeptane afirmacje mają jakieś źródło w starszych tradycjach, czy to nowsza obserwacja?
szept jako forma sugestii jest stary jak hipnoza terapeutyczna. Erickson używał go celowo, żeby ominąć opór świadomy. W tradycjach magicznych szeptane formuły też się pojawiają, choć tam funkcja jest inna - nie chodzi o ominięcie krytyki, tylko o intymny kontakt z siłą, do której się zwracasz. Ale mechanizm fizjologiczny ten sam: szept przyciąga uwagę i obniża barierę krytyczną słuchacza, nawet jeśli słuchacz to ty sam.
Hellan, czyli w pewnym sensie sukces praktyki poznaje się po tym, że przestaje być świadoma? Bo jeśli wciąż siadam i mówię sobie zdania, to jeszcze nie weszły, tak?
trochę tak, choć nie do końca. Świadoma praktyka powinna trwać, ale jej charakter się zmienia. Na początku to wysiłek, potem rytuał, w końcu coś w rodzaju przypominania sobie tego, co już jest. Jeśli po pół roku afirmacja brzmi tak samo obco jak pierwszego dnia, coś nie zaskakuje - albo treść nie pasuje, albo forma blokuje.
Krysztal, czyli różnica jest też w tym, że Coué nie chciał niczego konkretnego od umysłu, tylko dawał mu sygnał kierunkowy? Bo to brzmi prawie jak modlitwa, a nie afirmacja w dzisiejszym rozumieniu.
dokładnie. Bliżej tej formule do modlitwy bez adresata albo do mantry niż do współczesnej afirmacji. Stąd ten efekt 'kontenera', o którym wcześniej pisałem. Współczesna afirmacja jest deklaracją, Coué dawał wektor. To dwie różne logiki pracy z umysłem i ich mieszanie bez świadomości tego, co robisz, daje miałkie rezultaty.
u mnie to wygląda tak, że formuła zaczyna mnie nudzić w sensie energetycznym, nie tylko poznawczym. Powtarzam ją i nie ma w niej już żadnego oporu ani żadnego ciepła - jest po prostu pusta. To znak, że treść siadła w tle i dalsze powtarzanie tylko zużywa uwagę. W metodzie Coué tego się nie obserwuje, bo formuła jest ogólna i nigdy się nie 'wyczerpuje'. Konkret afirmacyjny ma swój moment dojścia, mantra Coué nie.
sens ma, choć nie do końca z tego powodu, o którym myślisz. Coué działa lepiej tam, gdzie świadome chcenie zwykle blokuje rezultat - czyli przy zasypianiu, regeneracji, odpuszczaniu napięć, drobnych dolegliwościach. Afirmacje z zaangażowaniem działają lepiej tam, gdzie potrzebujesz przesunąć tożsamość albo decyzję - sprawy zawodowe, relacyjne, finansowe. To podział na obszary, gdzie wola pomaga i gdzie wola przeszkadza.
