Ciepło w mostku znam, ale myślałam że to przypadek. Wracając do mojej afirmacji - jeśli skrócę do "jestem", to gdzie się podziewa cała praca z "kocham siebie"? Czy to znaczy że odpuszczam temat akceptacji ciała, czy że pracuję nad nim inaczej?
Pracujesz inaczej, ale głębiej. "Jestem" nie ucieka od akceptacji, tylko zdejmuje wymóg deklaracji. Akceptacja ciała przychodzi jako efekt uboczny pracy z obecnością, a nie jako bezpośredni cel. Kiedy stoisz w "jestem", ciało przestaje być problemem do rozwiązania, bo nie ma go w treści afirmacji. Paradoksalnie to jest często szybsza droga niż frontalne "kocham swoje ciało", które tylko podkreśla że jeszcze nie kochasz.
Dorzucę praktyczną uwagę o porze dnia. "Jestem" najlepiej śpiewać tuż po przebudzeniu, zanim umysł zdąży się włączyć w tryb oceniania. Wtedy słowo wchodzi bez oporu, bo nie ma jeszcze kogo opierać się. Wieczorem działa też, ale często musisz najpierw przeczekać zmęczenie dnia. Jeśli ktoś próbuje w środku dnia między spotkaniami, najczęściej nic z tego nie wychodzi i zniechęca się.
Czyli rano zaraz po obudzeniu, jeszcze w łóżku? Bez wstawania, bez kawy, od razu?
Dokładnie tak. Oczy mogą być nawet jeszcze zamknięte. Pięć minut wystarczy żeby ustawić ton dnia. Później możesz iść do łazienki i robić wszystko po staremu, ale to pierwsze pięć minut już zostało zaznaczone. Z czasem ciało samo zaczyna budzić się gotowe do tej praktyki, bo wie co je czeka.
Spróbuję od jutra rano. Tylko mam obawę że zasnę z powrotem, bo jak zamknę oczy i zacznę nucić, to mnie ściąga w sen. Czy to też normalne?
Normalne na początku, bo ciało nie odróżnia jeszcze tej praktyki od stanu zasypiania. Usiądź wtedy na łóżku, oprzyj się o ścianę, plecy proste. Pozycja sama trzyma czujność. Po dwóch, trzech tygodniach możesz wrócić do leżenia, bo system już będzie wiedział, że to nie jest zaproszenie do snu.
Zawsze z zamkniętymi, bo wydawało mi się że tak ma być. Spróbuję z lekko otwartymi i dam znać. A czy ten rytm melodyczny rano też ma być wolniejszy niż w ciągu dnia, czy bez różnicy?
Rano wolniej, zdecydowanie. Tempo serca jest jeszcze niskie po śnie i jeśli wskoczysz w szybkie nucenie, sztucznie podkręcasz organizm. Jak nucisz w tempie własnego pulsu, wszystko siada na miejsce. Sprawdź sobie tętno na nadgarstku i staraj się nie wyprzedzać.
Wracając do samej formuły "jestem" - czy próbowałaś łączyć ją z konkretną nutą, czy zostawiasz dźwięk jaki przyjdzie? Pytam, bo u mnie różnica między B a D w intonacji daje zupełnie inne odczucie w ciele. Niższe nuty osadzają w brzuchu, wyższe ciągną do głowy.
Zostawiam jaki przyjdzie, nawet nie wiedziałam że to ma znaczenie. Jak rozpoznać która nuta jest moja, skoro nie znam się na muzyce?
Nie potrzebujesz nazw nut. Zaśpiewaj "aaa" bardzo nisko, tak nisko jak możesz bez napięcia. Potem coraz wyżej, krok po kroku. W którymś momencie poczujesz, że dźwięk sam się trzyma, nie musisz go pchać ani trzymać. To jest twoja nuta naturalna. Większość ludzi ma ją niżej niż im się wydaje, bo na co dzień mówimy zbyt wysoko.
Mam pytanie do osób które dłużej z tym pracują - czy w ogóle prowadzicie jakiś dziennik tej praktyki? Bo czytam wątek i mam wrażenie że bez zapisków łatwo zgubić co działa a co nie. Pytam serio, nie wiem czy to potrzebne czy zbędne komplikowanie.
Dziennik tak, ale z umiarem. Widziałem ludzi, którzy notowanie zamieniali w obsesję i analiza zaczynała wypierać samą praktykę. Zasada prosta - jeśli pisanie zajmuje dłużej niż śpiewanie, coś poszło nie tak. Trzy linijki maksymalnie.
Zapisuję notatki w telefonie ale nieregularnie. Po tym wątku spróbuję bardziej konsekwentnie. Jeszcze jedno pytanie - jeśli po którymś dniu praktyki czuję wewnętrzny opór, taki że nie chcę śpiewać, to przeczekać czy zmusić się?
Opór jest informacją, nie wrogiem. Jeśli przychodzi po dłuższym okresie regularnej pracy, często znaczy że coś się przesuwa pod spodem i psychika potrzebuje pauzy. Wtedy daj sobie dzień albo dwa wolne. Jeśli opór pojawia się od początku przy każdej próbie, to inna sprawa - znaczy że formuła nie pasuje i trzeba ją przeformułować. Po czym poznasz różnicę? Pierwszy rodzaj ma w sobie zmęczenie i lekkie poczucie "później". Drugi ma w sobie złość albo wstręt.
