Chciałam zapytać bo nigdzie nie mogę znaleźć konkretnej odpowiedzi. Mam koleżankę która ma zdiagnozowane BPD (borderline) i strasznie przeżywa wszystko, emocje na maksa w obie strony. Ona sama mi powiedziała że próbowała afirmacji ale po kilku dniach rzucała bo "to głupie" albo się nakręcała zamiast uspokajać. Zastanawiam się czy w ogóle afirmacje mają sens dla takich osób, czy może wręcz szkodzą? Piszę tu bo może ktoś miał podobną sytuację albo sam przez coś takiego przechodził.
Mhm, afirmacje działają na każdego, to tylko kwestia regularnosci i wiary w to co się powtarza. Twoja koleżanka po prostu za szybko rezygnuje. Borderline to nie przeszkoda, wrecz przeciwnie, osoby bardziej emocjonalne szybciej łapią energie afirmacji bo maja większy "odbiornik" na te wibracje... polecam jej codziennie rano przed lustrem, minimum 21 dni bez przerwy.
Ines03 ma rację w tym co pisze o dysonansie. Dodam tylko że w pracy ze swoim umysłem, nie ważne czy z zaburzeniem czy bez, kluczowa jest odległość afirmacji od aktualnego stanu. jeśli ktos jest w bardzo trudnym miejscu emocjonalnie, zdanie "jestem spokojna i zrównoważona" brzmi dla jego umysłu jak kpina i układ nerwowy to odrzuca. Działają wtedy tzw. afirmacje pomostowe, czyli zdania które nie twierdzą czegoś niemożliwego, tylko wskazują kierunek. Przykład: zamiast "jestem spokojna" raczej coś w stlu "uczę się rozumieć swoje emocje". To jest bliżej prawdy i nie wywołuje takiego oporu.
Oj, najlepiej samemu bo to musi być bliskie własnemu językowi i własnemu doświadczeniu. Gotowe listy z internetu są pisane ogólnie i często właśnie wpadają w pułapkę, którą opisałem. Twoja koleżanka powinna zacząć od zdań które są poprostu parwdziwe i trochę życzliwe wobec siebie, nie od wielkich deklaracji. Ale szczerze, to jest cos co przy BPD naprawdę warto robic z psychologiem, nie samemu na ślepo. Afirmacje to jedno, ale bez zakorzenienia w terapii mogą być jak plaster na coś co wymaga czegoś więcej.
Mam trochę inne spojrzenie na to. Znam kilka osób z borderline i obserwuję że dla nich kluczowa jest intencja i kontekst w jakim używają afirmacji, a nie sam tekst. Jedna z nich mówiła mi że afirmacje przy pełni księżyca działają na nią inaczej niż przy nowiu, bo podczas pełni emocje i tak są na wierzchu i zamiast walczyć z tym, ona to wykorzystuje. Pracuje wtedy z afirmacjami opartymi na akceptacji, nie na zmianie. To inna filozofia niż "zmień swoje myślenie", bardziej "widzę siebie taką jaka jestem i to jest okej"
Wtrącę swoje trzy grosze, co to znaczy że afirmacja "wywołuje dysonans"? Czyli ona pomaga czy nie pomaga? Bo z tego co czytam to raz piszecie że może pomóc a raz że może zaszkodzić i nie wiem jak to rozumieć dla tej koleżanki Klimci.
