Hej, mam pytanie bo od jakiegoś czasu próbuję stosować afirmacje i jakoś nie mogę przestać mówić o sobie źle. Znaczy wiem że mam to zmienić, ale gdy powtarzam "jestem pewny siebie" to czuję że kłamię sam sobie. Czy to normalne? morze źle to robię? chodzi mi konkretnie o to jak wogóle zacząć mówić o sobie inaczej kiedy przez całe życie mówiłem o sobie "nie umiem", "i tak mi nie wyjdzie" itp.
Dokładnie to samo miałam na początku. To uczucie że kłamiesz to jest normalna reakcja, bo twój umysł nie wierzy jeszcze w to co mówisz. Trick polega na tym żeby nie zaczynać od "jestem" tylko od "uczę się być" albo "staję się". To jest mniej agresywne dla podświadomości i łatwiej to przyjąć. Przynajmniej u mnie tak działało 🙂
Iwetka ma rację co do formy,ale chcę dodać coś ważniejszego. Problem z afirmacjami w stylu "jestem pewny siebie" polega na tym, że umysł działa na zasadzie kontrastu. Gdy wewnętrznie czujesz coś odwrotnego, afirmacja wywołuje dysonans i mózg ten dysonans odczuwa jako fałsz. Dlatego forma progresywna jest lepszym wejściem. Ale jest jeszcze jeden krok, o którym rzadko się mówi: zanim zaczniesz afirmować cokolwiek pozytywnego, warto przez chwilę po prostu nazwać to co jest... Nie oceniać, nie zmieniać, tylko opisać neutralnie. "Zauważam, że często mówię o sobie, że nie umiem." To stworzy grunt, z którego afirmacja wyrośnie, zamiast wisieć w powietrzu.
Dowolnie, ale polecam na piśmie przynajmniej na początku. Pisanie spowalnia myślenie i sprawia że naprawdę widzisz co piszesz, a nie tylko to co chcesz zobaczyć. Kilka zdań rano wystarczy. Nie musi być długo.
A czy używanie konkretnych słów kluczowych w afirmacjach ma znaczenie? Bo czytałem gdzieś że niektóre słowa mają wyższe wibracje i przez to działają mocniej. Coś w tym jest?
No i tu zaczyna się ta cała pseudonauka. "Wyższe wibracje słów" to nie jest żadna udokumentowana rzecz. Słowo nie ma fizycznej wibracji. To jest zabawa metaforą, którą sprzedają kursy za 500 zł. Afirmacje działają przez powtórzenie i przez zmianę nawyku myślowego, nie przez magiczne właściwości konkretnych sylab 😉 Serio, nie ma sensu komplikować czegoś co jest z założenia proste.
Eh, niedziela, słowo "wibracja" w tym kontekście to skrót myślowy, nie termin fizyczny. Nikt kto ma jakikolwiek kontakt z pracą ze słowem nie twierdzi że sylaba ma hertz. Chodzi o skojarzenia, o ładunek emocjonalny, o to co dane słowo uruchamia w psychice konkretnej osoby. Dla jednego słowo "siła" będzie niosło energię, dla innego kojarzy się z przemocą i wywoła opór. To jest indywidualne i jak najbardziej realne. Wiec zamiast wyśmiewać pytanie, może warto było o to zapytać
Właśnie o to chodzi. Miałem kiedyś taki moment że przez kilka tygodni powtarzałem afirmację którą ktoś mi polecił i kompletnie nic. Zero. A potem sam ułożyłem coś swoimi słowami,bardziej po ludzku, i coś się ruszyło. Mysle że to właśnie ta osobista warstwa, że to musi brzmieć jak TY a nie jak cytat z książki motywacyjnej.
Jasio ma rację i to jest jeden z lepszych punktów w tej dyskusji. Mam podobne doświadczenia. Dodam tylko że bywa tak że przeszkodą nie jest sama afirmacja tylko przekonanie które siedzi głębiej i blokuje. Tzn. możesz sobie powtarzać "mówię o sobie dobrze" ale jeśli gdzieś na dole masz wbite że "chwalenie się jest złe" albo "pokora to cnota" to te dwa przekonania będą się szarpać i żadne nie wygra. Trzeba grzebać trochę głębiej.
Joj, chcę wrócić do wątku z początku bo mnie ciekawi jedna rzecz. Emilian pisał o tym że czuje się jak kłamca powtarzając afirmacje. Znalazłam kiedyś rozróżnienie które mi dużo pomogło: afirmacja opisująca stan obecny kontra afirmacja opisująca kierunek. "Jestem pewny siebie" to stan, który musi być prawdziwy żeby rezonował. Ale "wybieram myśleć o sobie życzliwie" to kierunek, to decyzja którą podejmujesz teraz i ona jest prawdziwa już w momencie gdy ją wypowiadasz. To zupełnie inne działanie na umysł.
Frezja dotknęła czegoś istotnego. Słowo "wybieram" albo "pozwalam sobie" zamiast "jestem" zmienia tesz relację z afirmacją,przestaje być twierdzeniem do obronienia, a staje się intencją. A intencja to zupełnie inny rodzaj pracy wewnętrznej. Mam jedno pytanie do wszystkich: czy ktoś próbował afirmacje wypowiadać na głos patrząc w lustro? I co z tego wyszło, bo słyszałem różne opinie.
Ja próbowałam i przez pierwsze dni było tak dziwnie że prawie z tego zrezygnowałam 🙂 Czułam się kompletnie głupio, jakbym grała w jakimś szkolnym przedstawieniu. hej, ale potem coś się zmieniło i zaczęłam siebie słuchać inaczej. Nie wiem czy to lustro robiło różnicę czy po prostu czas. Nie potrafię tego rozdzielić.
A mnie zawsze zastanawiało czy to wazne żeby wierzyć w afirmację od razu czy ona i tak działa nawet jeśli najpierw po prostu mechanicznie powtarzasz? Tzn. czy wiara jest warunkiem koniecznym?
Słuchajcie, to wszystko brzmi sensownie ale mam wrażenie że trochę omijamy coś fundamentalnego. Mówicie o afirmacjach jakby były tylko techniką językową, ale zmienianie języka którym mówisz o sobie to jest w gruncie rzeczy zmiana tożsamości. A to nie jest zabawa. Byłem kiedyś na warsztacie gdzie ktoś dosłownie przestał rozpoznawać siebie po kilku tygodniach intensywnej pracy z afirmacjami i przekonaniami. nie mówię że to złe, ale warto wiedzieć co się robi.
No i właśnie. Zmiana języka to zmiana tożsamości. To mi się kręci w głowie od jakiegoś czasu i mam wrażenie że większość poradników to ignoruje... Piszesz sobie afirmację, powtarzasz, a gdzies pod spodem siedzi stary obraz siebie który ma się nijak do tych zdań. I co wtedy? Afirmacja odpada jak naklejka z mokrego kartonu. czy ktoś w ogóle pracował świadomie nad tym głębszym poziomem, a nie tylko nad samym językiem?
Emilian, "dziwne" to bardzo subiektywna kategoria. Większość rzeczy które naprawdę coś zmieniają w pracy z umysłem początkowo wydaje się nieswojsko, bo wychodzi poza nawyk. Mówienie do siebie po imieniu po prostu aktywuje inną perspektywę - obserwatora zamiast uczestnika. Możesz zacząć cicho, w głowie, nie musisz od razu mówić głośno w autobusie 🙂 🙂
