Szukam afirmacji, które pomogą mi mówić 'nie' bez tego okropnego poczucia winy, które potem zostaje ze mną przez cały dzień. Chodzi mi o sytuacje codzienne - koleżanka prosi o przysługę, mama dzwoni z kolejną prośbą, szef dorzuca zadania. Odmawiać 'umiem', ale potem chodzę i myślę, że jestem złą osobą. Czytałam, że afirmacje mogą tu pomóc, ale nie wiem od czego zacząć. Czy są jakieś konkretne sformułowania, które rzeczywiście działają na to poczucie winy, a nie tylko na sam moment odmowy?
Podobny temat mnie dotknął jakiś czas temu. Próbowałem różnych afirmacji z internetu i szczerze - te ogólne w stylu 'jestem wartościowy i moje granice są ważne' działały słabo. Dla mnie przełomem było, kiedy zacząłem łączyć afirmacje z konkretną sytuacją, którą miałem za sobą. Nie mówię do siebie w przyszłości, mówię do siebie teraz, o tym co się właśnie stało. Ale jestem ciekaw, czy ktoś próbował afirmacje zapobiegawczo - zanim wejdzie w taką rozmowę, nie po?
z tym mitem 21 dni warto się rozstać, bo pochodzi z książki z lat 60. i był to luźny szacunek chirurga plastycznego, który obserwował pacjentów adaptujących się do nowego wyglądu. Nowsze badania mówią o średnio 66 dniach, ale z bardzo dużą rozpiętością - od 18 do ponad 200. I co ważne: liczy się regularność, nie długość jednej sesji. Kwadrans dziennie przez dwa miesiące robi więcej niż godzinna sesja raz w tygodniu.
Ja tam myślałam, że afirmacje to coś w stylu medytacji, że siadasz, zamykasz oczy i jakoś magicznie ci to wchodzi do głowy. A tu mówicie o codziennym powtarzaniu jak mantry. To czym to się różni od zwykłego kłamstwa, które mówisz sama sobie, skoro na początku w to nie wierzysz?
Czytam ten wątek od początku i mam podobne pytanie do Mary. Właśnie próbuję z afirmacjami i nie wiem, czy dobrze to robię. Powtarzam te same zdania rano i wieczorem, ale mam wrażenie, że po prostu mechanicznie je recytuję. Czy to ma w ogóle sens, jeśli nie czuję nic przy tym?
A co z sytuacją, kiedy mówisz 'nie' i ta druga osoba zaczyna naciskać? Bo mi się wydaje, że afirmacje mogą mi pomóc wewnętrznie, ale jak ktoś podnosi głos albo się obraża, to i tak się sypię. Czy jest coś, co można powtarzać sobie w tamtej chwili, na gorąco?
Wchodzę tu bo mam pytanie trochę z boku. Jeśli ktoś odczuwa winę przez całe życie przy każdej odmowie - czy to już jest coś głębszego, czego same afirmacje nie naprawią? Pytam szczerze, bo zastanawiam się, czy to nie jest coś, z czym powinnam iść do kogoś, zamiast ćwiczyć afirmacje.
Wracając do pytania Brzozki o te afirmacje na gorąco - ja mam swoją metodę, którą wypracowałem przez przypadek. Kiedy czuję, że zaraz się złamię i zacznę się tłumaczyć, pytam siebie w myślach: 'czy ta osoba musiała mi tłumaczyć swoje prośby?' Zazwyczaj nie. I wtedy rozumiem, że ja też nie muszę. To nie jest afirmacja jako zdanie, ale działa podobnie - resetuje tryb winy.
To bardzo ciekawe, co napisał Lucjan z tym pytaniem zamiast twierdzenia. Ja też próbowałam klasycznych afirmacji i zawsze gdzieś z tyłu głowy czułam, że mówię nieprawdę. Ale kiedy zadaję sobie pytanie, to mózg jakoś inaczej to przetwarza. Czy ktoś wie, skąd to się bierze, że pytanie działa inaczej niż twierdzenie?
To ma swoją nazwę - pytania afirmatywne albo afirmacje w formie pytającej. Chodzi o to, że mózg na pytanie automatycznie szuka odpowiedzi, więc zamiast konfrontować się z twierdzeniem, które może odrzucić jako fałszywe, zaczyna szukać dowodów, że to możliwe. Zamiast 'jestem pewna swoich granic' pytasz 'dlaczego coraz łatwiej mi stawiać granice?' i umysł zaczyna zbierać przykłady z życia. To trochę inne wejście w to samo miejsce.
ja używam np. 'kiedy zacząłem rozumieć, że odmowa nie niszczy relacji?' albo 'co sprawia, że mogę powiedzieć nie i wciąż być w porządku?' Nie są perfekcyjne, ale mózg się na chwilę zatrzymuje i zaczyna coś szukać zamiast blokować.
A ja mam inne pytanie do tego całego wątku. Mówimy o afirmacjach na granice, ale czy ktoś z was w ogóle zastanawiał się, skąd się bierze ta wina? Bo mam wrażenie, że my tu leczymy objaw, a nie przyczynę. Jakbym miała ból głowy i zamiast zapytać czemu boli, kleiłabym plaster na czoło.
Wracam tu, bo mam kolejne pytanie do tej rozmowy o afirmacjach na gorąco. Teodozja pisała o zdaniu, które powtarza w myślach w trakcie rozmowy. Ale co jeśli ta druga osoba mówi tak szybko i intensywnie, że w ogóle nie masz sekundy, żeby sobie coś powtórzyć? Ja wtedy wchodzę w tryb przetrwania i nic nie działa.
To zdanie Teodozji jest bardzo dobre, bo jest uczciwe. Nie mówi, że zrobiłaś wszystko idealnie. Mówi, że zrobiłaś co mogłaś. Dla mnie to dużo łatwiej przyjąć niż 'jestem pewna siebie i zawsze mówię nie bez żalu'.
Czytam ten wątek od dłuższego czasu i mam szczere pytanie, może trochę przekorne. Skoro te afirmacje działają, to czemu potrzeba tyle tygodni i miesięcy? Normalna myśl 'mam prawo powiedzieć nie' da się zrozumieć w pięć minut. Czy to nie jest po prostu powtarzanie rzeczy, które i tak wiesz, tylko jakoś nie możesz tego poczuć?
A ja mam pytanie trochę z innej strony. Mówimy tu głównie o odmawianiu w rozmowie twarzą w twarz. Ale co z wiadomościami? Mnie poczucie winy po 'nie' napisanym przez telefon jest jakoś dużo silniejsze niż po powiedzianym na głos. Jakby to 'nie' zostało na zawsze i można je przeczytać znowu.
Słucham tej rozmowy i myślę sobie, że zaczęłyśmy od afirmacji, a doszłyśmy do tego, że tak naprawdę nie wierzymy w wartość własnych granic w ogóle. Afirmacja to tylko powierzchnia. Jak wy to rozdzielacie - kiedy pracujecie z afirmacjami, a kiedy mówicie sobie, że to już coś głębszego i potrzeba czegoś innego?
