Mam do was pytanie bo ostatnio coraz więcej osób pyta mnie o to prywatnie i wychodzi mi że to temat-widmo, o którym nikt głośno nie mówi. Chodzi o utratę energii seksualnej po długim stresie - nie mówię tu o problemach medycznych, tylko o tym specyficznym wygaśnięciu, kiedy człowiek czuje się jak wypalona żarówka. Sama pracuję z afirmacjami od lat i muszę powiedzieć, że klasyczne "jestem pełna energii i życia" tutaj kompletnie nie działa bo ciało poprostu nie kupuje tego komunikatu. Zaczęłam ostatnio łączyć afirmacje z olejkami eterycznymi podczas pracy i coś mi drgnęło, ale nie wiem jeszcze, czy to synergia zapachu i intencji, czy po prostu mózg wreszcie dostał jakiś nowy bodziec. Ktoś z was pracował nad tym konkretnie?
To jest bardzo złożona kwestia bo stres dosłownie zamraża czakrę sakralną. Widzę to regularnie u osób, z którymi pracuję. Afirmacje skierowane bezpośrednio na energię seksualną często wywołują wewnętrzny opór bo umysł jest jeszcze w trybie przetrwania - nie w trybie rozwijania się. Wolę podchodzić od strony czakry korzenia najpierw, żeby człowiek poczuł się wogóle bezpieczny. Dopiero potem czakra sakralna zaczyna się otwierać. Co do zapachu - tak, to ma sens fizjologiczny, nie tylko energetyczny ^^ Ale zapytam konkretnie: jakie olejki próbowałaś?
Węch to jedyny zmysł, który ma bezpośrednie połączenie z układem limbicznym, z pominięciem kory nowej. to nie jest metafora, to anatomia. Kiedy wypowiadasz afirmację przy konkretnym zapachu wielokrotnie, tworzysz zakotwiczenie - dźwięk słów i zapach idą razem do tej samej struktury mózgu. Po pewnym czasie samo powąchanie olejku zaczyna wyzwalać stan, który afirmacja miała wywołać 😛 To dlatego synergię zapachu i słowa znam z rytuałów od dawna, na długo zanim ktoś to nazwał "aromaterapią"... Kwestia jednak jest taka: afirmacja musi być skrojona pod aktualny stan, a nie pod stan docelowy, bo inaczej umysł ją odrzuca.
To co opisuje Anastazy to prawda, ale chcę dodać jeszcze jeden wymiar, bo czuję że w tej rozmowie brakuje czegoś istotnego. Zapach nie jest tylko zakotwiczeniem. Różne olejki mają rozne właściwości energetyczne i działają na różne warstwy. Ylang-ylang jest klasycznym wyborem, ale jest ciężki i przy niektórych osobach po silnym stresie moze przytłaczać zamiast otwierać. Widziałam przypadki, że osoby po długim wyczerpaniu lepiej reagowały na róże lub neroli, które działają łagodniej na ten obszar energetyczny. Bergamot to dobry wybór na start, bo najpierw odpina napięcie emocjonalne. Ale juz przy budowaniu afirmacji dotyczącej energii seksualnej konkretnie, powiedziałabym, że zapach powinien iść jako pierwsze - wdycham, daję ciału chwilę, i dopiero potem wypowiadam. Nie jednocześnie, bo uwaga się dzieli.
Słuchajcie,nie chcę psuć nastroju, ale muszę powiedzieć co myślę. Całe to układanie kolejności zapachów i afirmacji brzmi jak budowanie skomplikowanej maszyny do czegoś, co może wymagać zupełnie innego podejścia. Sama przez jakiś czas wierzyłam że to działa, a potem okazało się że miałam po prostu niedobór żelaza i cały mój "blok energetyczny" był o tym. Nie mówię że to niema sensu, ale czy zanim ktoś zacznie projektować rytuały, to upewnił się że wykluczone są przyczyny fizyczne?
Krystynka, masz rację i to ważna uwaga. zakładam że temat dotyczy osób, które tę stronę już sprawdziły. Sam stres psychiczny też potrafi zablokować energię seksualną bez żadnej przyczyny organicznej, to jest dobrez opisane nawet w zwykłej psychologii. natomiast masz rację że nie powinnam tego zakładać z góry.
A czy ktoś próbował łączyć afirmacje z fizycznym ruchem bioder? Czytałam że w pracy z czakrą sakralną sama mowa bez ciała to za mało. Rozumiem że to trochę inna gałąź, ale jeśli dodamy do tego zapach i intencję, to morze to wzmocnić?
Chcę wrócić do kwestii samego sformułowania afirmacji, bo to mi leży na sercu od początku tej rozmowy... Sama pracowałam z afirmacjami przez długi czas i jeden błąd który widzę wszędzie - ludzie używają słowa "energia seksualna" jakby to był jeden obiekt który można odzyskać jak zgubiony klucz. A to bardziej jak ogień, ktory wygasł, i zeby go rozpalić trzeba i drewna, i kipistki, i cierpliwości. Afirmacja w stylu "wracam do swojej żywotności i lekkości ciała" bywa skuteczniejsza niż bezpośrednie nazywanie, bo omija wewnętrzne blokady które samo słowo może uruchamiać, szczególnie po stresie który był związany z relacją.
A co jeśli nie wiem w ogóle jak ma wyglądać praca z zapachem podczas afirmacji? znaczy, czy po prostu trzymam olejek pod nosem i mówię, czy jest jakiś schemat? pytam bo chciałbym spróbować ale nie chcę zrobic czegoś źle.
