Czytam tę rozmowę od dawna i jedno mnie uderza - mówimy dużo o tym, jak robić tę pracę, ale mało o tym, czego tak naprawdę chcemy na końcu. Odpuścić żal dla siebie, żeby było lżej? Żeby móc normalnie żyć, nie myśląc o tej osobie? Czy coś jeszcze? Bo mam wrażenie, że każda z tych odpowiedzi może wymagać trochę innego podejścia.
To co napisał Krwawnik mnie zatrzymało. Chyba nie zadałam sobie tego pytania wprost. Myślę, że chcę móc myśleć o tej osobie bez tego skurczu w żołądku. Nie chcę jej z powrotem, nie chcę kontaktu. Chcę po prostu... żeby przestało boleć przy każdym wspomnieniu. Czy to wystarczający cel?
To jest bardzo konkretny cel i moim zdaniem jeden z lepszych, z jakimi można podejść do tej pracy. Odpuścić żal nie znaczy wymazać - znaczy właśnie to, co opisujesz: wspomnienie bez skurczu. Nie musisz tej osobie życzyć dobrze, nie musisz jej rozgrzeszać. Możesz po prostu chcieć dla siebie spokoju.
Zastanawiam się nad czymś, co Kunia powiedziała o tym 'głębszym poziomie'. Czy praca z czakrami, na przykład czakrą serca, może iść równolegle z afirmacjami przy takiej pracy? Słyszałam, że blokady w sercu mogą utrzymywać ten rodzaj bólu.
Wróćmy na chwilę do tego, co powiedziała Jaspisowa wcześniej - że praca może nie iść głębiej, jeśli to, co w środku, jest omijane. Ja to omijam, to wiem. Ale nie wiem jak nie omijać, skoro samo dotknięcie tego tematu jest za duże. Jak się zaczyna od czegoś mniejszego?
Bardzo dziękuję za tę część rozmowy, to mi pomogło poukładać kilka rzeczy. Mam jeszcze pytanie - czy te afirmacje trzeba powtarzać na głos, czy wystarczy w myślach? Bo jestem sam w domu rzadko i głośne powtarzanie to dla mnie kłopot.
Wracam do tego, o czym Hydromantka_W mówiła wcześniej - że afirmacja powinna wychodzić z konkretnego wspomnienia, a nie być ogólna. Próbowałem to zrobić i utknąłem już na etapie nazywania. Znaczy wiem, co boli, ale jak próbuję to zapisać jako jedno zdanie, to albo wychodzi za duże, albo za płaskie. Czy to jest normalne?
Słucham tej rozmowy o ciele i właśnie to mi pasuje do tego, co robiłam z czakrą serca - skupiałam się na oddechu i na tym, co czuję w klatce. Może dlatego to miało jakiś sens, bo zamiast myśleć o afirmacji, po prostu byłam przy tym miejscu. Nie wiem czy dobrze to rozumiem, ale chyba o to chodzi?
Czytam tę rozmowę od początku i bardzo mi to pomogło. Ale mam pytanie, które mnie nurtuje od wejścia - czy te afirmacje działają tak samo na kogoś, kto w ogóle nie jest pewna, czy chce temu komuś odpuścić? Bo ja nie wiem jeszcze, czy chcę. I nie wiem czy zaczynać, skoro nawet intencja jest niespójna.
To bardzo uczciwe pytanie. I moim zdaniem ważniejsze niż wybór konkretnej afirmacji. Nie musisz chcieć odpuszczać, żeby zacząć pracę - możesz zacząć od miejsca 'chcę chcieć'. To jest wystarczające. Afirmacja nie wymaga od ciebie gotowości, tylko gotowości do próbowania. Jedno zdanie w stylu 'jestem otwarta na to, żeby kiedyś odłożyć ten ciężar' nie jest deklaracją, tylko drzwiami.
Miałam dokładnie to samo na początku - nie wiedziałam, czy w ogóle chcę odpuszczać, bo to trochę brzmiało jak usprawiedliwianie kogoś, kto nie zasługuje. I właśnie ta rozmowa mi pokazała, że to nie musi być o tej osobie. To może być tylko o tym, co ja chcę zrobić z tym co noszę. To mnie trochę odblokowało.
