Piszę bo mam dość. Przybrałam na wadze jakieś 15 kilo w ciągu półtora roku, częściowo przez leki, częściowo przez stres. Wszędzie czytam, że trzeba sobie powtarzać 'kocham swoje ciało', 'jestem piękna taka jaka jestem'. Próbowałam i czuję się jeszcze gorzej, bo to brzmi jak kłamstwo. Stoję przed lustrem, mówię to i mam ochotę się rozpłakać. Czy są jakieś afirmacje, które nie wymagają udawania, że wszystko jest super? Bo to klasyczne pozytywne myślenie u mnie nie działa, tylko się odbija.
To bardzo częsty problem i akurat dobrze, że go nazywasz. Afirmacje, które są zbyt odległe od tego, co faktycznie czujesz, mózg odrzuca jako fałsz i robi efekt odwrotny od zamierzonego. Badała to chyba Joanne Wood z UBC, wykazała że osoby z niską samooceną po powtarzaniu pozytywnych afirmacji czuły się gorzej niż grupa kontrolna. Zamiast 'kocham swoje ciało' spróbuj formuł pomostowych typu 'jestem otwarta na to, żeby z czasem zaakceptować swoje ciało' albo 'uczę się patrzeć na siebie z większą życzliwością'. To brzmi mniej spektakularnie, ale właśnie dlatego działa.
Dodam coś z innej strony. Akceptacja ciała po przybraniu na wadze ma jeszcze jeden komponent, o którym mało się mówi - żałobę. Tracisz wyobrażenie o sobie, jakieś ubrania nie pasują, zdjęcia sprzed dwóch lat są jak z innego życia. Zanim w ogóle zaczniesz afirmować obecne ciało, czasem trzeba sobie pozwolić opłakać tamto. Inaczej afirmacje lądują na warstwie niewyrażonego smutku i nie mają jak się zakorzenić.
To co piszesz o żałobie trafia mnie mocno. Faktycznie mam pudło z ubraniami, których nie wyrzucam, jakbym się łudziła, że jeszcze w nie wejdę. I nawet na nie nie patrzę. Może to jest właśnie to zablokowanie?
to klasyczny mechanizm. Pudło z 'tamtymi' ubraniami często działa jak ołtarz dla wersji siebie, która już nie istnieje w tej formie. Nie mówię, żebyś od razu wszystko wyrzucała, bo to inny rodzaj presji. Ale możesz spróbować afirmacji typu 'pozwalam sobie być tu, gdzie jestem teraz' albo 'moje ciało dzisiaj zasługuje na ubrania, które pasują dzisiaj'. To są stwierdzenia, które nie wymagają zachwytu, tylko obecności w teraźniejszości.
U mnie zadziałało coś jeszcze innego - przeniesienie afirmacji z 'kocham' na 'dziękuję'. 'Dziękuję mojemu ciału, że mnie nosi mimo stresu', 'dziękuję, że jeszcze ze mną jesteś po tym wszystkim, co cię karmiłam śmieciami przez ostatnie miesiące'. Wdzięczność jakoś łatwiej wchodzi niż miłość. Może dlatego, że nie wymaga zachwytu, tylko uznania.
Mam jeszcze jedno podejście, które warto rozważyć. Zamiast pracować bezpośrednio z ciałem, pracujcie z głosem wewnętrznym, który je krytykuje. Bo problem rzadko leży w samym ciele, tylko w tym narratorze w głowie, który komentuje każde spojrzenie w lustro. Afirmacja typu 'nie muszę wierzyć każdej myśli, która pojawia się w mojej głowie' jest często bardziej uwalniająca niż jakiekolwiek 'jestem piękna'. Ona nie wymaga od ciebie polubienia siebie, tylko zdystansowania się do krytyka.
Ten krytyk wewnętrzny to u mnie głos mojej matki, dosłownie. Słyszę jej intonację, kiedy myślę o sobie źle. Czy są jakieś afirmacje, które konkretnie z tym pomagają? Bo to chyba nie jest tylko moja sprawa, tylko coś znacznie starszego.
To bardzo częste i ważne że to zauważasz. Afirmacja typu 'te słowa nie są moje, mogę je zwrócić nadawcy' bywa bardzo uwalniająca. Można też pracować z wizualizacją - wyobrażasz sobie tę krytyczną myśl jako głos kogoś konkretnego i mówisz w duchu 'dziękuję, nie potrzebuję'. To nie afirmacja w czystej formie, ale działa w tym samym kierunku. Jeśli głos jest naprawdę mocno wdrukowany, warto rozważyć dodatkowo pracę z terapeutą, bo same afirmacje są niewystarczające przy głębokich wzorcach z dzieciństwa.
Chciałabym też dorzucić coś o czasie i kontekście powtarzania. Wiele osób klepie afirmacje rano przed lustrem i to jest najgorszy możliwy moment, jeśli właśnie nie znosisz tego, co tam widzisz. Lepiej zacząć od afirmacji bez lustra - leżąc w łóżku, na spacerze, podczas mycia naczyń. Ciało jako temat, ale bez konfrontacji wzrokowej. Dopiero po jakichś tygodniach, gdy ścieżka neuronalna już trochę się utarła, można wprowadzić lustro. Inaczej każde powtórzenie jest jednocześnie potwierdzeniem dotychczasowego programu.
Dorzucę praktyczny patent. Zamiast standardowych afirmacji deklaratywnych spróbuj formy pytającej. Zamiast 'akceptuję swoje ciało' - 'co by było, gdybym mogła zaakceptować swoje ciało takim, jakie jest dzisiaj?'. Mózg na pytania reaguje zupełnie inaczej niż na twierdzenia - zaczyna szukać odpowiedzi, zamiast się bronić. To technika opisana przez Noah St. John jako afformations. Przy oporze wobec klasycznych formuł to często ratuje sytuację.
dokładnie o to chodzi w tej formie pytającej. Mózg nie ma się czemu sprzeciwiać, bo nic mu nie wmawiasz. A czy ty próbowałaś już zastosować to do tego pudła z ubraniami, o którym pisałaś wcześniej? Bo to chyba dobry test - 'co by było, gdybym mogła spojrzeć na te ubrania bez wyrzutu?'
Jeszcze nie zdążyłam, ale dzisiaj rano spróbowałam z lustrem. I rzeczywiście, pytanie zadziałało inaczej. Nie było tego natychmiastowego buntu. Coś we mnie nawet odpowiedziało 'no właśnie, co by było'. To pierwszy raz od dawna, kiedy lustro nie skończyło się płaczem.
to bardzo dobry znak, ale uważaj na pułapkę szybkiego entuzjazmu. Jedna sesja, która zadziałała, nie znaczy, że masz rozwiązanie. Czasem te formuły pytające z czasem też się 'wyświechtują' i przestają robić robotę. Trzymaj się ich, ale obserwuj, kiedy zaczną brzmieć jak gadka do siebie bez treści.
Z mojego doświadczenia te pytające najlepiej działają wieczorem, przed snem. Wrzucasz pytanie do głowy i zostawiasz, a podświadomość pracuje w nocy. Rano często pojawiają się odpowiedzi albo skojarzenia, których byś nie wymyśliła na siłę. Ktoś jeszcze to tak robi?
Faktycznie ostatnio od kiedy zaczęłam grzebać w temacie, sny mam mocniejsze. Ostatniej nocy śniła mi się ja sama sprzed kilku lat i patrzyła na mnie z dystansem. Nie krytycznie, raczej z ciekawością. Czy to coś znaczy w tym kontekście?
Sen w którym widzisz dawną wersję siebie patrzącą bez oceny to dobry sygnał. To znaczy, że zaczynasz integrować obraz siebie, a nie odrzucać poprzednią wersję ani siebie obecną. W pracy z ciałem to ważny etap. Możesz spróbować dodać afirmację typu 'wszystkie wersje mnie są mną i każda zasługuje na obecność'.
Wzdraganie się to bardzo dobry kompas w tej pracy. Jak afirmacja nie wywołuje żadnej reakcji - znaczy, że temat nie jest twój albo formuła jest za miękka. Jak wywołuje opór - znaczy, że trafiłaś. Klepanie czegoś, co nic nie rusza, jest stratą czasu, choć paradoksalnie wielu poradników właśnie to zaleca.
Wracając do tematu ciała - chcę jeszcze dorzucić coś o roli dotyku. Same słowa to za mało, jeśli ciało jest traktowane jak obcy obiekt. Spróbujcie afirmować, jednocześnie kładąc dłoń na tym miejscu, którego nie akceptujecie. Brzuch, uda, ramiona. Wtedy słowa idą bezpośrednio do tkanki, a nie tylko do głowy. To brzmi dziwnie, ale różnica jest odczuwalna.
U mnie jakieś osiem miesięcy do momentu, w którym dotyk własnego brzucha przestał być wyzwaniem. Ale to bardzo indywidualne, niektóre osoby mają to szybciej, niektóre potrzebują dwóch lat. Ważne, że to się zmienia, nawet jeśli powoli. Pierwsze trzy miesiące były najgorsze - wydawało mi się, że stoję w miejscu, a potem nagle zauważyłam, że już nie unikam lustra przy myciu.
nie zapisujesz oceny tylko fakt. Zamiast 'było źle' piszesz 'rano unikałam lustra, wieczorem dotknęłam brzucha bez napięcia'. Konkret zamiast etykiety. Wtedy widzisz ruch, a nie nastrój. Próbowałaś tak rozdzielać?
To rozdzielenie faktu od oceny to w ogóle podstawa pracy nie tylko z ciałem. Polecam ćwiczenie - opisz swoje ciało tak, jakbyś opisywała ciało obcej osoby, którą widzisz na ulicy. Bez emocji, bez historii. Tylko cechy. Wzrost, kolor włosów, budowa. Wtedy widać ile dokładamy od siebie.
Wrócę do wątku afirmacji bo trochę odpłynęliśmy. Coś, co u kobiet po przybraniu wagi działa, to formuły odwołujące się do funkcji ciała, nie do wyglądu. Zamiast 'akceptuję swoje uda' - 'moje nogi noszą mnie tam, gdzie chcę być'. Wygląd jest abstrakcją, funkcja jest doświadczeniem.
To brzmi jak coś, co mogłabym faktycznie wypowiedzieć bez wewnętrznego sprzeciwu. Wygląd to dla mnie zminowane pole, ale funkcja - to neutralne. Czy są jeszcze inne takie obszary poza ruchem, na których można się oprzeć?
Oddech, trawienie, regeneracja po wysiłku, zdolność odczuwania temperatury, smaku, dotyku. Wszystko, co ciało robi dla ciebie automatycznie. Te formuły działają jak boczne wejście - omijasz strażnika, który blokuje afirmacje o wyglądzie.
Dorzucę jeszcze coś z innej beczki. Przy pracy z ciałem afirmacje warto łączyć z oddechem przeponowym. Mówisz formułę na wydechu, długim i spokojnym. Wtedy układ nerwowy jest w trybie parasympatycznym, czyli otwartym na nowe informacje. Klepanie afirmacji w napięciu to praca na próżno.
liczy się jako przypominajka, ale nie jako głębsza praca. Te dwie funkcje afirmacji to zupełnie co innego. Przypominanie sobie kierunku możesz robić w biegu. Ale realne przeprogramowanie wymaga spowolnienia, oddechu i ciszy. Inaczej afirmacja zostaje na poziomie myśli, nie schodzi niżej.
