Wróćcie chwilę do tematu głosu i pisania, bo jeszcze nie dostałem odpowiedzi na jedno pytanie. Jeśli mam silną blokadę przed mówieniem na głos, nawet w samotności, to czy to jest coś, z czym powinienem pracować, żeby afirmacje działały lepiej? Czy ta blokada sama w sobie coś mówi o tym, jak traktuję te słowa?
Mam pytanie do Zenka i Gwiazdarki, bo nie wiem jak to połączyć. Zenek mówi o stopniowej ekspozycji, Gwiazdarka o tym, że afirmacje tworzą drugi głos obok krytyka. Czy to nie jest trochę sprzeczne - bo jeśli krytyk jest bardzo głośny, to czy szeptem go zagłuszy? Mnie się wydaje, że kluczowe jest też to, kiedy się te afirmacje mówi - żeby nie było ich w momencie, kiedy krytyk właśnie zaatakował.
Paraliż to dobre słowo. U mnie pojawia się głównie rano, zanim jeszcze wstanę. Leżę i zaczyna się ta karuzela myślenia o tym, co zrobiłam źle, czego nie zdążyłam, co powiedzą znajomi. I w tym momencie afirmacja 'moje umiejętności są wartościowe' brzmi jak żart. Ale wieczorem, kiedy już jakiś dzień za mną, jest trochę łatwiej.
To bardzo ważne co mówisz o tej różnicy rano-wieczór. Ja zrobiłam z tego konkretny wniosek - rano nie próbuję już robić afirmacji od razu po przebudzeniu. Najpierw kawa, jakiś ruch, cokolwiek, co przywraca mnie do ciała. Dopiero potem. Może spróbuj przesunąć tę chwilę o dwadzieścia minut od wstania i zobaczyć, czy coś się zmienia.
To co opisujesz rano, ta karuzela przed wstaniem, to jest moment, kiedy kora przedczołowa jeszcze nie do końca pracuje, a ciało jest w stanie podwyższonej gotowości po nocy. Afirmacje trafiają wtedy na nieuruchomiony filtr. Henia ma rację co do odroczenia, ale dodałbym jedno - jeśli chcesz coś robić w tym pierwszym momencie po przebudzeniu, to nie zdania, tylko jeden długi wydech. Serio. Nie słowa.
Słuchajcie, a czy nie jest tak, że ten paraliż poranny, o którym Renia mówi, może być też kwestią energii nocnej? Podczas snu ciało przetwarza emocje i jeśli mamy dużo lęku zakumulowanego w splecie słonecznym, to rano ten splot jest dosłownie ściśnięty. Dlatego oddech Zenka działa - bo rozluźnia właśnie ten obszar. Ale można też wspomóc się kryształem, np. cytrynem przy łóżku.
Wracam do tej skali 1-10, bo Zenek mówił, że wahania są normalne. Chcę dodać jedno spostrzeżenie - u mnie największe spadki były zawsze po odrzuceniu oferty pracy, nie po braku wiadomości. Cisza jakoś znosiłem, ale konkretne 'nie' rozwalało tygodnie pracy. I wtedy afirmacje były ostatnią rzeczą, po którą sięgałem. Co robić w tym momencie, żeby nie tracić całego gruntu?
Myślę, że się liczy, szczególnie na początku. Ale mam takie wrażenie, że pisanie jest tu lepszym kompromisem niż myślenie - bo myśl się rozmywa, a napisane zdanie zostaje. Nawet jeśli tylko w notatniku i nikt tego nie czyta. Pisanie ma coś z wypowiedzenia, bez tej presji głosu.
Słuchałem tej dyskusji o porannym paraliżu i muszę powiedzieć jedną rzecz. W numerologii mamy coś, co nazywa się cyklem osobistym i jeśli ktoś jest teraz w roku o wibracji 1 albo 9, to ta wewnętrzna presja jest po prostu większa - jedynka bo to rok zaczynania od zera, dziewiątka bo to rok zamykania i straty. Nie mówię, że numerologia zastępuje resztę, ale warto wiedzieć, w jakim cyklu się jest, bo to zmienia podejście do tego, czego można od siebie wymagać.
Słucham tej rozmowy o ciele i obserwacji i mam jedno konkretne pytanie. Ja mam ten problem, że kiedy czytam afirmację i czuję to napięcie, które opisuje Gwiazdarka, to od razu interpretuję je jako dowód, że afirmacja jest nieprawdziwa. I w kółko. Czy to jest ten 'opór', o którym mówił Zenek, czy to po prostu mózg mówi - nie, to nie dla ciebie?
Napięcie przy czytaniu afirmacji i wniosek 'to nie dla mnie' to klasyczny mechanizm - nie dowód, że coś jest nieprawdziwe, tylko sygnał, że umysł broni aktualnego obrazu siebie. W bezrobociu ten obraz jest często bardzo negatywny i silnie utrwalony. Afirmacja, która temu zaprzecza, trafia na mur. Ale sam fakt, że czujesz to napięcie i je zauważasz, to już coś. Osoba, która w ogóle nie czuje oporu, albo ma głęboko wyparty lęk, albo pracuje z afirmacjami zbyt powierzchownie. Pytanie nie jest 'czy to nieprawdziwe' tylko 'co we mnie broni się przed tym jako prawdziwym'.
Właśnie dlatego przy dłuższym bezrobociu polecam pracę z czakrą splotu słonecznego - odpowiada za poczucie własnej wartości i własnej mocy. Kiedy jest zablokowana, żadne afirmacje nie przebiją się przez tę blokadę, bo energia po prostu nie płynie. Można pracować z żółtymi kamieniami, słonecznikiem, afirmacjami skierowanymi bezpośrednio do tej czakry.
Wracając do tego, co Novaria powiedziała o zlepieniu warstw - bo mnie to bardzo trafia. Jak u mnie to wyglądało: zacząłem prowadzić notatki właśnie po to, żeby rozdzielić 'co jest faktem' od 'co sobie dopisuję'. I to bardziej pomogło niż sama praca z afirmacjami. Zapis z konkretnego dnia: dostałem odmowę, to fakt. Zapis, co myślałem godzinę po: 'nikt mnie nigdy nie zatrudni' - to już interpretacja. Kiedy te dwie rzeczy są osobno w notatniku, trudniej im się znowu skleić.
Na początku tylko po złych, tak jak mówisz, i efekt był dokładnie taki - notatnik pełen odrzuceń. Potem zmieniłem na trzy razy w tygodniu, niezależnie od tego, co się dzieje, i to miało większy sens. Bo były wtedy też zwykłe dni, i ten kontrast dużo mówił. Nie muszą być długie, naprawdę. Czasem dwa zdania - co się stało i co sobie o tym powiedziałem w głowie. Tyle wystarczy, żeby zobaczyć wzorzec.
