Hej, nie wiem czy to tutaj ale hyba tak. Mam taki problem ze... nie wiem jak to powiedziec, chyba imposter syndrome? znaczy wiem co to jest, ale nie wiedziałem że to dotyczy tez samorozwoju i afirmacji. Chodzi o to ze pracuje nad soba od jakiegos czasu z kolega, robimy razem afirmacje wieczorami, on jest bardziej w to wkrecony niz ja. I za kazdym razem jak mam powiedziec "zasługuję na miłość" albo "jestem wystarczający" to cos we mnie krzyczy ze to nieprawda. Kolega mowi ze trzeba po prostu wierzyc i powtarzac. Ale ja nie moge tego przeskoczyc. Czy ktos ma podobnie? Czy to normal czy jestem jakis uszkodzony?
Nie jesteś uszkodzony, spokojnie. Twoja sytuacja brzmi jak jest bardzo czesta reakcja na afirmacje - szczegolnie na początku. ten wewnętrzny głos który mówi "to nieprawda" to nie jest problem z tobą, to jest po prostu umysł który chroni swój stary wzorzec. Ja miałam dokładnie tak samo, naprawdę. przez pierwsze tygodnie za każdym razem jak mówiłam "jestem wartościowa" to się prawie śmiałam. Z siebie. Co się zmieniło? Zaczęłam robić afirmacje inaczej - nie jako stwierdzenia, ale jako pytania. Zamiast "zasługuję na miłość" - "co by było gdybym zasługiwała na miłość?" Mózg nie protestuje tak bardzo bo nie musisz od razu "wierzyć". Próbowałeś z tym kolega jakiegoś wariantu czy robicie klasyczne powtarzanie?
To co Cyprysik opisuje z pytaniami ma swoją nazwę - afirmacje pytające, czasem mówi się na to pytania coachingowe Adamsa. Ale chcę zwrócić uwagę na coś innego 😀 Piszesz że pracujecie we dwoje - ty i kolega. I że on "bardziej wierzy". to może być dodatkowy problem bo porównujesz swoje wewnętrzne doświadczenie z jego zewnętrznym zachowaniem. Nie wiesz co się dzieje w jego głowie kiedy mówi te afirmacje. Może też ma opór, tylko go nie pokazuje. Praca z kimś drugim przy afirmacjach może być pomocna ale może też budować presję. Zastanowiam sie czy ten układ wam służy - czy jesteś w stanie być ze swoim procesem bez patrzenia na to jak on reaguje?
Wchodzę w to bo mnie ten temat dotyczy od dawna. Przy imposter syndrome chodzi o bardzo głęboko osadzone przekonanie o niewystarczalności i afirmacje powierzchniowe często nie docierają do tej warstwy... Pracowałam z czakrą serca i czakrą splotu słonecznego przy podobnym problemie - te dwa centra mają dużo do powiedzenia jeśli chodzi o poczucie własnej wartości i zasługiwania. Sama afirmacja bez pracy z ciałem i energią może być jak malowanie ściany bez zdjęcia starej farby. Zostaje pod spodem.
Przemyslawa, ale tu autor tematu pyta o afirmacje, nie o pracę z czakrami. I to jest właśnie problem na takich forach - każdy wrzuca swoją specjalność bez względu na to czego ktoś szuka :/ Metafora z farbą ładna ale trochę za duże armaty jak na pytanie "dlaczego mi nie idzie mówienie afirmacji". A do autora - to co opisujesz naprawdę brzmi normalnie. Mam jedno pytanie: jak długo to robicie i ile razy dziennie?
Obie macie trochę racji i troche nie. Przemyslawa słusznie mówi że głęboka praca z przekonaniami wymaga czegoś więcej niż powtarzania słów - to prawda. Ale Plejadka też słusznie zauważa że nie można od razu ładować kogśo w pełen system energetyczny kiedy pyta o konkretny problem z afirmacjami. To co moim zdaniem najbardziej pomaga przy tym oporze - to zacząć od afirmacji które są PRAWDZIWE dla ciebie teraz, nawet jeśli małe. nie "jestem wystarczający" tylko "uczę się być dla siebie łagodniejszy". Mózg nie odpali alarmu bo to zdanie jest prawdziwe - rzeczywiście się uczysz, skoro tu piszesz 😉 Stopniowanie. Od małych kroków do większych.
Hej, jolusia, to ma sens i to się pokrywa z tym co czytałam o stopniowaniu afirmacji. Są takie "przejściowe" czy "pomostowe" - bridge statements hyba się mowi po angielsku - ktore wlasnie po to służą, zeby nie wywoływać natychmiastowego oporu. Coś w stylu "otwieram się na możliwość że zasługuję" zamiast "zasługuję". Ildefons, próbowałeś takich miękkich wersji? Bo może problem nie jest w tobie, tylko w tym że zaczynacie od zbyt mocnych twierdzeń.
No i tu mamy problem - robicie cudza listę bez zastanowienia czy wam pasuje. Afirmacje są bardzo indywidualne, to nie jest coś gotowego do pobrania z internetu i uruchamiania jak program. każdy ma inne przekonania do przepracowania. Poza tym - jak długo tak robicie? Bo efekty afirmacji to nie jest sprawa tygodnia.
Właśnie tez chciałam zapytac o to jak długo - bo sama robię afirmacje od jakiegoś czasu i tez czuję ten opór. Czy on kiedys znika? znaczy czy w końcu się wierzy w to co sie mówi czy tylko powtarza mechanicznie? 😛
Chcę wrócić do tego co Ildefons napisał o pracy we dwoje, bo to ważny wątek. Ta dynamika - jeden wierzy, drugi wątpi - jest klasycznym układem który morze blokować tego wątpiącego. Nie dlatego że kolega robi coś złego. Ale jeśli czujesz presję żeby "dogonić" jego pewność siebie, to ta presja staje się dokładnie przeciwieństwem tego co afirmacja ma zbudować. Pytanie do ciebie: gdybyś robił to sam, bez kolegi obok, jak myślisz czułbyś inaczej?
A wiesz co, to może być dobry pmysł żeby spróbować parę razy sam - ale nie rezygnuj całkiem z robienia razem. Wspólna praktyka ma swoja wartość, buduje rodzaj zobowiązania i regularności. Może poprostu zmień co robisz wspolnie - zamiast mówić na głos te same zdania obok siebie, możecie np. każdy zapisywać swoje afirmacje osobno i potem rozmawiać o tym co czuliście? Bez porównywania wyników, bardziej jak dzielenie się procesem.
Przepraszam ze wchodzę, czytałam cały wątek 🙂 Mam pytanie może głupie - czy to imposter syndrome nie powinno być leczone jakoś, nie wiem, bardziej psychologicznie? Afirmacje to piękna sprawa ale jak coś jest głęboko zakorzenione to czy wystarczy?
Ojejku, baska, Bez obaw, każdy kiedyś o to pytał, wprost przeciwnie. Afirmacje i praca duchowa nie wykluczają terapii - mogą iść równolegle. Przy głębokim poczuciu niewystarczalności, które ma korzenie w dzieciństwie albo w długotrwałych doświadczeniach, afirmacje są jednym z elementów, nie całym rozwiązaniem 😛 Nikt tutaj nie powinien mówić że afirmacje "zastąpią" profesjonalne wsparcie. Mogą bardzo pomóc jako uzupełnienie - szczególnie gdy zaczynamy zmieniać codzienny język którym mówimy do siebie.
