Wracając do tego, co mówiła Perzyna o głosie z kości czaszki, zaczęłam się zastanawiać, czy nagranie siebie mogłoby pomóc. Tzn. żeby oswoić to brzmienie. Ale jednocześnie bałabym się, że będę skupiać się na tym jak brzmię, a nie na treści afirmacji.
to jest uzasadniona obawa. Nagrywanie może przez pierwsze kilka sesji wzmocnić skupienie na głosie zamiast na treści. Ale jeśli traktujesz to jako osobny krok, czyli najpierw kilka nagrań tylko żeby oswoić swój głos, bez żadnych afirmacji, a dopiero potem łączysz oba elementy, to ryzyko jest mniejsze. Fazy się nie mieszają.
Mam pytanie do całej tej rozmowy o głos, bo zastanawiam się, czy my nie obchodzimy problemu zamiast go rozwiązywać. Tzn. może introwetycy którzy mają problem z mówieniem na głos, powinni po prostu zacząć od ciszy i dopiero stopniowo dochodzić do głosu, zamiast od razu nagrywać i oswajać? Nie jest jasne dla mnie, dlaczego głos jest w ogóle konieczny.
A ja mam inne doświadczenie. Dla mnie cicha afirmacja, ale bardzo wolna, z przerwami między słowami, daje taki sam efekt zatrzymania jak głos. Jakbyś 'pisała' ją powoli w głowie. Ale może to jest właśnie ta wyobraźnia głosu, o której mówił wcześniej Runolog70, i po prostu nie odróżniam tego od myślenia.
Przepraszam że wchodzę, ale mam konkretne pytanie. Te afirmacje dla introwertów, to one w ogóle mają być inne treściowo, czy tylko inna jest forma, czyli cicho zamiast głośno? Bo czytałam gdzieś że introwertycy potrzebują afirmacji związanych z energią i ładowaniem się, a ekstrawertycy z kontaktem. To ma sens czy to bzdura?
Dobra ale mam jeszcze jedno pytanie bo się zgubiłam trochę. Czy te afirmacje powinnam mówić rano, wieczór czy kiedy? Bo różne rzeczy czytałam i nie wiem co jest prawda. I czy ma znaczenie że jestem introwertyczką jeśli chodzi o moment dnia?
Wracam do pytania Joli92 o ten głos, który brzmi jak aktor. Miałem identycznie i jedyne co mi pomogło to zmiana miejsca. Tzn. na zewnątrz, w ruchu, głos jakoś przestaje być dziwny, bo masz inne bodźce wokół i nie skupiasz się na samym brzmieniu. Nie wiem czy to ma zastosowanie dla introvertków, bo to wymaga wychodzenia, ale może dla kogoś.
to nie jest ucieczka, to jest etap. Najpierw oswajasz mówienie w warunkach gdzie jest łatwiej, a potem stopniowo przenosisz to do domu. Tak działa każde odczulanie. Problem byłby gdybyś celowo unikała mówienia w domu na zawsze, ale jeśli traktujesz zewnątrz jako trening, a nie alternatywę, to ma to sens.
No właśnie to jest moje pytanie do siebie. Ostatnio próbowałam w domu i nadal jest to dziwne uczucie, ale chyba mniej niż miesiąc temu. Więc może jednak coś idzie do przodu, tylko powoli.
To 'mniej dziwne niż wcześniej' to jest bardzo dobry sygnał. Ja przez długi czas nie umiałam tego w ogóle ocenić, bo porównywałam każdą sesję do wyobrażenia jak to powinno wyglądać, a nie do tego jak było na początku. Zmiana perspektywy porównania dużo daje.
Wracam do tematu nagrywania, bo czytam i mam wrażenie że nikt nie wspomniał o jednym wariancie. Nagrywałam kiedyś afirmacje nie po to żeby potem słuchać siebie, ale żeby wymusić na sobie że mówię konkretnie, bez zacinania, bez cofania się. To jakby wymóg spójności. Czy ktoś miał podobnie?
Okej trochę zgubiłam wątek ale czy to nagrywanie to jest coś co powinno się robić od początku czy dopiero jak już się umie mówić te afirmacje? Bo nie wiem czy jak jestem na początku to ma sens czy nie
