ok ale czy to nie robi bałaganu? Bo jak raz szeptem, raz głosno, raz w ruchu raz bez, to może afirmacja sie nie utrwali bo kazdy raz jest inaczej? Nie wiem, jakos mi sie wydaje ze powtarzalnosc jest tu wazna.
Moim zdaniem głośne wypowiadanie afirmacji przy ruchu uruchamia dodatkową warstwę, bo dźwięk własnego głosu wraca do nas przez uszy i działa podwójnie, przez słuch i przez intencję. To jest zasada, którą stosuje się w wielu tradycjach mantrycznych. Nie bez powodu mantry śpiewa się na głos, a nie tylko myśli.
Ja sprawdziłam i rzeczywiście coś jest w tym co mówisz. Chodziłam po kuchni i powtarzałam sobie zdanie, które wcześniej mówiłam siedząc, i naprawdę brzmiało inaczej. Chociaż nie wiem, czy to przez ruch, czy przez to, że kuchnia kojarzy mi się z działaniem, a nie z siedzeniem. Może to kwestia miejsca, nie ruchu?
No i tu wracamy chyba do pytania z początku wątku, czy praktyka musi być nieruchoma. Wygląda na to, że niekoniecznie, ale też nie każdy rodzaj ruchu działa tak samo na każdą osobę. Czyli nie tyle 'ruch jest lepszy niż bezruch', ile 'twój ruch jest lepszy niż cudzy bezruch'.
To co napisał Ludwiczek o tym, że przez długi czas nawet nie przyszło mu do głowy, że można inaczej, to bardzo mi bliskie. Ja też długo siedziałam z afirmacjami dosłownie i w przenośni. Mam takie pytanie do całej dyskusji, bo chodzi mi po głowie od jakiegoś czasu, czy ktoś próbował afirmacji podczas tańca? Nie jakiegoś zorganizowanego, tylko takiego spontanicznego, w domu, przy muzyce? Bo mam wrażenie, że taniec to coś zupełnie innego niż spacer czy joga i zastanawiam się, czy to w ogóle się sprawdza.
Tak, próbowałam i to jest chyba moje ulubione połączenie. Ale taniec sprawia, że trudno mi utrzymać ciągłość tekstu afirmacji, bo ciało robi swoje i głowa też chce iść za ruchem. Więc zaczęłam skracać, zamiast całego zdania zostaje jedno słowo albo dwa, i to słowo powtarzam rytmicznie. Czy to nadal jest afirmacja, czy już coś innego? Szczerze nie wiem, ale efekt skupienia jest bardzo wyraźny.
To co opisujesz z tym skracaniem do jednego słowa jest ciekawe, bo de facto zbliżasz się do techniki, którą w literaturze samorozwojowej nazywa się seed word, czyli zamiast pełnego zdania afirmacyjnego zostawiasz tylko jego rdzeń semantyczny. Pytanie, czy słowo nadal niesie dla ciebie ładunek emocjonalny z oryginalnej afirmacji, czy staje się oderwane od sensu? Bo to jest kluczowe rozróżnienie w tym, czy taka skrócona forma nadal pracuje.
Taniec i afirmacje razem to jest bardzo stara praktyka, bo szamani od zawsze używali rytmicznego ruchu i powtarzanych słów jednocześnie. To nie jest żaden nowoczesny wynalazek samorozwoju. Ciało w rytmicznym ruchu wchodzi w stan, gdzie sugestia działa głębiej, bo opór analityczny umysłu maleje. Dlatego właśnie taniec ekstazji w tradycjach sufich miał tak silne działanie transformacyjne.
hmm a co jesli ktos po prostu nie umie tańczyć? Serio pytam, bo ja się czuję głupio jak próbuje cos takiego i ta myśl 'głupio wyglądam' chyba niszczy każdą afirmacje bo zamiast skupiac sie na niej mysle o sobie że jestem niezdarny
Czytam tę dyskusję od dłuższego czasu i zastanawiam się nad jedną rzeczą. Wszystkie te sposoby, taniec, spacer, kołysanie, muzyka, mają jedno wspólne, ciało jest zaangażowane. A co z głosem? Bo ja mówię afirmacje cicho, prawie do siebie, i nie wiem czy to jest kwestia głośności czy może po prostu tego, że się wstydzę powiedzieć to głośno nawet kiedy jestem sama.
Ta kwestia wstydu przy głośnym mówieniu afirmacji to w sumie osobny temat, ale bardzo powiązany z tym wątkiem. Jakby fizyczność to nie tylko ruch ciała, ale też to, ile miejsca pozwalamy sobie zajmować głosem. Czy ktoś miał tak, że ruch konkretnie pomógł przełamać ten wstyd? Nie tylko przy zmywaniu, ale świadomie?
To, co opisuje Lunaki76 i Jadzia85, jest w starszych tradycjach określane jako stan neutralny ciała, czyli coś pomiędzy czuwaniem a transem. W praktykach szamańskich celowo się do niego dąży przez monotonny ruch, bo wtedy umysł krytyczny jest wyciszony i przekaz trafia głębiej. Więc to 'nic' może być właśnie tym, o co chodzi.
To pytanie Lunaki76 jest dla mnie kluczowe w tym wątku, bo dotyczy właśnie tego, czy fizyczność w praktyce afirmacyjnej jest środkiem, który coś zmienia, czy tylko oprawą. Jeśli nie umiemy odróżnić stanu neutralnego od dysocjacji, to możemy ćwiczyć latami i nie wiedzieć, czy to w ogóle działa. Czy ktoś ma jakiś konkretny sposób weryfikacji tego u siebie?
Dziękuję za ten pomysł, to jest właśnie ten typ prostej rady, której szukałam. Mam pytanie: czy te pięć słów piszesz przed ruchem, afirmacją, czy po całości?
Wracając do wątku głównego, bo dyskusja trochę odeszła od ruchu. Zastanawiam się, czy rodzaj muzyki przy której się ruszamy ma znaczenie dla tego, jak afirmacja jest przetwarzana. Ćwiczę regularnie i próbowałem kilku kombinacji: raz bez muzyki, raz z rytmiczną muzyką bez słów, raz z muzyką, która miała tekst. Ta ostatnia opcja mi zdecydowanie przeszkadzała, bo mózg łapał cudzy tekst zamiast mojego. Ale nie wiem, czy to jest reguła czy tylko moja indywidualność.
Mam pytanie do tego, co pisała Anastazja05 o rytmie jako właściwej praktyce, a nie tle. Czy to znaczy, że jeśli ktoś używa bębna czy muzyki rytmicznej jako akompaniamentu do afirmacji, to w jakiś sposób miesza dwie różne tradycje i one sobie wzajemnie przeszkadzają?
Ja mam na to prosty test, który ktoś mi kiedyś zaproponował: jak mówisz afirmację, to czy ciało robi coś niezamierzonego? Zaciska się, cofa, przełykasz ślinę, wstrzymujesz oddech? Jeśli tak, to afirmacja jest zbyt daleko od tego, gdzie jesteś. Nie znaczy że zła, ale może wymagać kroku pośredniego.
Ten test z ciałem mnie interesuje, ale właśnie nie wiem jak go zastosować do ruchu. Bo jak się ruszam i mówię afirmację, to naturalne jest, że oddech się zmienia. Jak wtedy ocenić, czy to ciało 'protestuje' czy po prostu reaguje na wysiłek?
a jesli ktos w ogóle jest niecodzienny fizycznie tzn ma dwie lewe rece do tańca 🙂 to czy afirmacje w ruchu sa dla niego? bo mnie ten cały taniec przy afirmacjach brzmi jak cos dla ludzi którzy juz umieją tancyc
Wracając do tego, o czym pisała wcześniej Mistralia, ten zapis jednej linijki przed i po. Próbowałam kilka razy i za każdym razem piszę dokładnie to samo słowo. Nie wiem czy to znaczy że nic się nie zmienia, czy że nie umiem tego opisać.
Próbowałam tego co Mistralia zaproponowała, czyli zdanie z 'bo'. Napisałam: 'spokój, bo nie muszę nic udowadniać'. I to było dziwne uczucie, bo od razu zobaczyłam, że nie do końca w to wierzę. Chyba o to chodzi?
A ja mogę to zdanie z 'bo' mówić podczas ruchu? Czy najpierw trzeba to zapisać i sprawdzić, a dopiero potem przenieść do praktyki ruchowej?
a czy te sygnaly z ciala to cos czego mozna sie nauczyc? bo ja np. w ogole nie wiem co moje cialo 'mówi'. jak mam oddychac normalnie to w ogóle nie wiem czy wstrzymuje oddech czy nie
Ja bym powiedziała, że ręka na brzuchu to jednak nie to samo co ruch. Ruch ma tę właściwość, że angażuje rytm i w tym rytmie łatwiej utrzymać afirmację. Sama przez jakiś czas próbowałam mówić afirmacje w bezruchu i w chodzie i różnica była wyraźna.
Mam pytanie trochę z boku. Czy ktoś próbował afirmacji przy konkretnym rytmicznym ruchu, na przykład przy skakaniu na skakance albo przy bieganiu? Bo kiedyś podczas biegu kręciło mi się w głowie zdanie i przez chwilę pomyślałam, że może to nie był przypadek.
O, to mnie bardzo ucieszyło, bo ja akurat chodzę na spacery codziennie i może mogę to zacząć wtedy próbować. Tylko nie wiem od czego zacząć, od ruchu czy od afirmacji?
Wracam z pytaniem do reszty. Mistralia pisała wcześniej o teście z ciałem, gdzie sprawdzasz czy się zaciskasz albo wstrzymujesz oddech. Czy ten test działa też podczas chodzenia? Bo podczas chodu mój oddech i tak jest nierówny, zmienia się zależnie od tempa.
