Przepraszam że się wpycham, ale chciałem zapytać o coś innego. Skoro tyle zależy od stanu emocjonalnego, to czy jest jakiś sposób żeby sprawdzić czy jestem w odpowiednim stanie przed afirmacją? Jakiś sygnał z ciała, coś takiego? Pytam bo nie wiem jak to rozpoznać.
Wracając do pogody i sedna tematu, bo rozmowa nam trochę poszła w bok. Myślę, że jest jeszcze jeden aspekt, o którym nie mówiliśmy: światło. Nie chodzi o nastrój, ale o konkretną biologię. Ekspozycja na światło dzienne reguluje kortyzol, który rano naturalnie rośnie i daje energię. W pochmurne dni ten cykl jest stłumiony. Jeśli robisz afirmacje rano, co jest zresztą często zalecane, to w słoneczny dzień masz biologicznie lepszy punkt startowy, nie z powodu magii słońca, tylko z powodu twojego własnego hormonu stresu działającego w pożądanym rytmie.
Lampa to nie jest tylko obejście objawu, bo kortyzol naprawdę robi robotę. Tylko że ja bym postawiła cytryn obok tej lampy, żeby energia była pełniejsza. Kamień pod wpływem światła aktywuje się inaczej niż w ciemności, więc połączenie miałoby sens.
Przepraszam, że wracam do swojego pytania, ale Naparstnica nie zdążyła odpowiedzieć: trzymasz kamień w dłoni podczas samych afirmacji, czy tylko obok?
A propos skupiania uwagi: słyszałam, że niektórzy używają różańca albo mala podczas afirmacji właśnie po to, żeby mieć coś fizycznego do trzymania. Czy to jest podobny mechanizm? Czy kamień działa inaczej niż zwykłe koraliki?
Ale jeśli wszystko działa przez stan wewnętrzny, to czy pogoda w ogóle ma znaczenie sama w sobie? Czy może jest tak, że jak ktoś jest głęboko przekonany, że słońce pomaga, to słońce pomaga - ale nie dlatego, że słońce, tylko dlatego, że on w to wierzy?
Wracam do wątku lampy, bo Symeon zadał dobre pytanie. Sprawdzałem, czy ktoś badał wpływ światłoterapii na efektywność praktyk kontemplacyjnych, i są badania, ale nie na afirmacjach, na medytacji przy SAD. Wyniki pokazują skrócenie czasu potrzebnego do osiągnięcia stanu alfa. Jeśli stan alfa jest tym, w którym afirmacje 'trafiają' głębiej, to pośredni związek jest.
Wracam do pogody, bo trochę odpłynęliśmy. Mam obserwację: latem, kiedy wieczory są jeszcze jasne, ta granica między afirmacjami porannymi a wieczornymi jakoś się zaciera. Ciemność ma znaczenie dla nastroju, ale w lipcu o dwudziestej jest jeszcze pełne słońce. Czy ktoś zauważył, że wieczorna pora jest mniej skuteczna latem właśnie przez to, że ciało nie dostaje sygnału 'czas zwalniać'?
A czy ktoś próbował afirmacji przy burzy? Mam na myśli konkretnie podczas deszczu z piorunami. Elektrostatyka, jonizacja powietrza, bardzo wyraźna zmiana ciśnienia. Intuicyjnie czuję, że to powinno robić coś z koncentracją, ale nie wiem czy raczej pomagać czy przeszkadzać.
Tak, właściwie tak to zaczęłam. Kilka razy podczas burzy czułam rodzaj bardzo ostrego skupienia, jakby hałas na zewnątrz wyłączał wewnętrzny hałas. Trudno to opisać. Afirmacje robiłam wtedy instynktownie i miałam wrażenie, że idą głębiej. Ale nie wiem, czy to burza, czy to że byłam trochę przestraszona i przez to bardziej obecna.
Mam pytanie do całej dyskusji: czy w takim razie w ogóle możemy mówić o pogodzie jako zmiennej oddzielnej od naszej reakcji na nią? Bo każdy z nas reaguje inaczej. Jedna osoba przy deszczu jest skupiona, inna przybita. Jedna przy słońcu energetyczna, inna rozkojarzona. Może pogoda to tylko pretekst, a to co 'robi robotę' to nasz aktualny stan emocjonalny, który akurat pogoda wywołuje?
Czyli rozumiem, że odpowiedź na moje pytanie brzmi: nie da się oddzielić pogody od reakcji na nią, bo to ta reakcja jest właściwie zmienną. Ale to trochę wywraca cały temat do góry nogami, bo Iwetka89 pytała o pogodę, a nie o nasze przekonania o pogodzie. Czy w takim razie temat ma w ogóle sens jako pytanie o coś zewnętrznego?
Mam wrażenie, że w tej rozmowie za bardzo skupiamy się na chemii i biologii, a zapominamy o aspekcie energetycznym. Pogoda to nie tylko ciśnienie i jony, to też przepływ energii w przestrzeni. Burza to ogromny ładunek elektryczny, który przecież oddziałuje na pole energetyczne człowieka. Przy afirmacjach intencja musi 'trafić' w przestrzeń, a przy pewnych warunkach atmosferycznych ta przestrzeń jest bardziej przewodząca.
Wracając do burzy, o której pisała Rojnik: w tradycji skandynawskiej burza była czasem Thora, a więc momentem gdy energia działania i przebicia jest najsilniejsza. Afirmacje związane z siłą, odwagą, przełamywaniem blokad byłyby w takim oknie szczególnie trafione. Nie twierdzę, że to reguła, ale ma pewne uzasadnienie symboliczne i rytualnie sprawdzone.
A mnie ciekawi coś innego: czy pogoda może aktywnie przeszkadzać, nie tylko pomagać lub być neutralna? Bo dotąd rozmawiamy głównie o tym, kiedy pogoda wspiera, albo kiedy jest obojętna. Ale są dni, kiedy np. ciężkie, wilgotne powietrze przed burzą dosłownie nie pozwala mi się skupić na niczym, afirmacje czy nie.
Czytam tę rozmowę od początku i mam pytanie, które pewnie jest naiwne, ale zapytam. Czy to znaczy, że jeśli mieszkam w regionie, gdzie przez pół roku jest szaro i pochmurno, to mam gorzej z afirmacjami niż ktoś z południa Europy? To by było trochę niesprawiedliwe.
Duszność jest dla mnie bardzo wyraźną zmienną. Przy wysokiej wilgotności i upale całe ciało pracuje inaczej, oddech jest płytszy, co automatycznie przekłada się na jakość skupienia. Przy afirmacjach mówię o oddychaniu, bo bez dobrego oddechu trudno w ogóle wejść w stan, w którym słowa 'trafiają'. To nie jest metafora, to dosłownie mechanika.
