Mam taki dylemat i nie wiem, czy to dobry wątek na to pytanie, ale chyba tak. Stoję przed decyzją, której nie mogę podjąć od kilku tygodni. Chodzi o zmianę pracy, ale to nie jest ważne. Ważne jest to, że ktoś mi powiedział, żebym spróbowała afirmacji, że 'odpowiedź przyjdzie sama'. Ale ja nie rozumiem, jak afirmacja miałaby mi pomóc podjąć konkretną decyzję. Afirmacje to chyba raczej 'jestem silna, jestem odważna' a nie 'wybieram opcję A albo B', nie? Czy ktoś kiedyś tego próbował i czy to w ogóle ma sens?
To bardzo dobre pytanie, bo to jest częsty błąd w myśleniu o afirmacjach. Afirmacja nie podejmie za ciebie decyzji, to nie jest wyrocznia. Ale może zmienić to, z jakiego miejsca tę decyzję podejmujesz. Jeśli blokuje cię strach albo poczucie, że cokolwiek wybierzesz to się pomylisz, afirmacja może ten blok trochę rozluźnić. Tyle że sama afirmacja 'wiem, co wybrać' wypowiadana mechanicznie nic nie da, jeśli naprawdę nie wiesz. To nie działa jak zaklęcie.
Ja miałam podobną sytuację i nie powiem, że afirmacje rozwiązały mi decyzję, ale faktycznie zrobiły coś innego. Przestałam się bać, że 'wybiorę źle i wszystko się posypie'. To poczucie katastrofy trochę opadło. Czy to jest 'odblokowanie wewnętrznego głosu'? Może tak to ta osoba rozumiała. Tylko nie wiem, czy to była zasługa afirmacji, czy po prostu czasu.
To jest w sumie uczciwa odpowiedź. Ale mam inne pytanie do wątku, bo mnie to po prostu ciekawi. Jeśli afirmacja brzmi 'ufam sobie', a w rzeczywistości sobie nie ufam, to czy mózg nie odrzuca takiego komunikatu? Czytałem gdzieś, że jeśli afirmacja jest za bardzo oderwana od tego, w co wierzymy, to może działać odwrotnie. Czy ktoś się z tym spotkał?
Dołączę do tego, bo pracuję sporo z czakrami i to, co mówi Leontyna, ma sens też na poziomie energetycznym. Afirmacja wypowiadana z wewnętrznym oporem może działać jak zablokowany przepływ. Ciało fizycznie reaguje na to, co czujesz, nie tylko na słowa. Ale mam pytanie do Mniszek, która zaczęła ten wątek: ta decyzja, którą masz podjąć, jest bardziej związana z lękiem, że coś stracisz, czy z lękiem, że coś się nie uda?
To bardzo klasyczny schemat i warto go nazwać po imieniu: to nie jest problem z decyzją, to jest problem z tolerancją ryzyka. Afirmacje mogą tu rzeczywiście pomóc, ale nie te, które mówią 'wiem, co wybrać', tylko takie, które budują poczucie, że cokolwiek wybierzesz, dasz sobie radę. Coś w rodzaju 'jestem w stanie poradzić sobie z konsekwencjami moich wyborów' albo jeszcze konkretniej, dostosowane do sytuacji. To zmienia wewnętrzną postawę wobec ryzyka, nie samą decyzję.
Słucham tej rozmowy i rozumiem logikę, ale mam jedno sceptyczne pytanie. Skoro afirmacja buduje poczucie, że dam sobie radę cokolwiek wybiorę, to czy to nie jest trochę zbyt ogólne, żeby być użyteczne? Bo można sobie powiedzieć to samo bez afirmacji, racjonalnie, przez analizę. Co afirmacja daje ponad to?
Zgadzam się z tym co Mimoza napisała, ale chce dodać jedną rzecz. Afirmacja do podejmowania decyzji działa lepiej jeśli jest połączona z jakimś ćwiczeniem uważności albo medytacją. Sama afirmacja powtarzana w biegu, w głowie albo półsłówkami przy myciu zębów nie za bardzo sięga do tych głębszych warstw o których piszą tu inne osoby. Potrzebne jest jakieś skupienie, choćby kilka minut.
To, co napisała Anusia_H o tych 21 dniach, jest ważne i dobrze, że to wybrzmiało. Chcę tylko dodać jedną rzecz do tej konkretnej sytuacji Mniszka. Masz dwie opcje: bezpieczną i ryzykowną, i obie mają coś, co ci odbierają. To nie jest problem z afirmacją ani z wewnętrznym głosem. To jest klasyczny konflikt wartości. Afirmacja może zmniejszyć lęk przed ryzykiem, ale nie rozwiąże napięcia między bezpieczeństwem a pragnieniem. To trzeba przepracować inaczej.
Bardzo dziękuję za tę rozmowę, bo zaczęłam czytać ten wątek dla kogoś innego, a okazuje się, że sama mam dokładnie taki sam problem. To, co napisała Leontyna o konflikcie wartości, jest dla mnie kompletnie nowym podejściem. Nie wiedziałam, że da się to tak nazwać. Czy to znaczy, że zanim w ogóle zaczynam afirmacje, powinnam wiedzieć, o który konkretnie lęk czy wartość mi chodzi?
Słucham tego i mam pytanie, które może brzmieć sceptycznie, ale zadaję je z ciekawości. Czy to, co tu opisujecie, to w ogóle jest praca z afirmacjami, czy bardziej zwykła psychologiczna analiza własnych potrzeb? Bo jak słyszę 'zrób listę wartości, które każda opcja ci daje', to brzmi jak coś, co można znaleźć w każdej rozsądnej książce o podejmowaniu decyzji, niekoniecznie ezoterycznej.
Dołączę do wątku z własną obserwacją. Mnie czas nie miał dużego znaczenia, bardziej miało znaczenie, czy robiłam afirmacje wtedy, kiedy problem był aktywny, czy przy spokojnej głowie. Kiedy byłam w środku stresu i powtarzałam sobie 'jestem spokojna', to nic nie działało. Jak robiłam to rano, zanim problem jeszcze 'wstał', efekt był wyraźniejszy. Nie wiem, czy to ma jakieś wytłumaczenie, ale tak to u mnie wyglądało.
Wracam do swojej decyzji, bo trochę nam uciekła. Dostałam dużo odpowiedzi o tym, jak afirmacje działają albo nie działają, ale nadal nie wiem, czy mam w ogóle zaczynać, skoro mój problem jest, jak mówi Leontyna, konfliktem wartości, a nie lękiem. Czy jest jakaś afirmacja, od której mogłabym zacząć, żeby chociaż zobaczyć, czy to cokolwiek ruszy?
Jeśli chcesz zacząć, to nie od afirmacji o decyzji, tylko o sobie. Coś w stylu 'mogę przeżyć różne wyniki' albo 'mam zasoby, żeby poradzić sobie z tym, co przyjdzie'. To nie jest afirmacja, która ci powie, co wybrać. To jest afirmacja, która obniża stawkę na tyle, żebyś mogła w ogóle myśleć o wyborze bez paraliżu. Czy to coś, co brzmi dla ciebie realnie, czy od razu czujesz, że to nieprawda?
Mniszek, trzymam za ciebie kciuki. Mam nadzieję, że te prostsze afirmacje zadziałają lepiej niż te wielkie deklaracje. Dla mnie też było problemem to, że zaczynałam od zbyt wzniosłych słów i od razu czułam, że kłamię sama sobie.
Wtrącę się, bo myślę, że jest tu jeszcze jedna kategoria. Są decyzje, gdzie dane masz, lęku wielkiego nie ma, ale wartości stoją naprzeciwko siebie i żadna nie wygrywa. To jest chyba najtrudniejszy przypadek i afirmacje tutaj mogą co najwyżej pomóc przetrwać niepewność, nie rozwiązać konfliktu.
Mam inne doświadczenie z tym konfliktem wartości. U mnie nie afirmacja pomogła, tylko to, że zaczęłam pisać. Nie dziennik, nie lista za i przeciw, tylko po prostu pisałam o tym, co czuję, bez oceniania. I po jakimś czasie jedno z rozwiązań zaczęło wyglądać inaczej, bardziej jako moje. Nie wiem, czy to afirmacja, ale działało podobnie do tego, co tu opisujecie.
Słucham tego i mam mieszane uczucia. Z jednej strony to wszystko ma sens, z drugiej mam wrażenie, że im dłużej czytam, tym bardziej czuję, że muszę zrobić dużo rzeczy przed afirmacjami, a potem jeszcze przy afirmacjach, i w sumie to bardzo dużo pracy. Czy nie ma prostszego wejścia?
Jest. Zacznij od jednego zdania, które jest prawdziwe teraz, nie aspiracyjne. Nie 'wszystko będzie dobrze', tylko 'siedzę z tym problemem i nie uciekam'. To jest afirmacja. I jest prawdziwa, bo to właśnie robisz.
Przepraszam, że wchodzę z boku, ale mam podstawowe pytanie. Czy afirmacje trzeba zawsze mówić na głos, czy można tylko myśleć? Bo nie zawsze mam możliwość mówienia, i zastanawiam się, czy to czegoś nie psuje.
Wróćmy może do sedna, bo trochę odpłynęliśmy. Temat brzmi o podjęciu konkretnej decyzji i zastanawiam się, czy w ogóle ktoś tu ma przykład, że afirmacja faktycznie pomogła mu wybrać między dwiema opcjami, nie tylko poczuć się lepiej z niepodjętą decyzją.
To mi dużo wyjaśnia, bo chyba właśnie tego oczekiwałam, że afirmacja da mi jakiś sygnał. A tu wychodzi, że ona raczej usuwa przeszkodę, żeby ten sygnał sam mógł dojść do głosu. Muszę to przemyśleć.
A co jeśli po zmniejszeniu tego szumu nadal nie wiesz, co wybrać? Czy to znaczy, że afirmacje po prostu nie działają dla ciebie, czy że jednak coś innego blokuje?
