Chciałam napisać o czymś, co mnie ostatnio uderzyło przy pracy z afirmacjami. Mam wrażenie, że im bardziej ktoś jest perfekcjonistą, tym gorzej mu one wychodzą. Wiem, że to brzmi paradoksalnie, bo przecież afirmacje mają nas właśnie naprawiać i wzmacniać. Ale zauważyłam u siebie, że jak powtarzam "jestem idealną wersją siebie" albo "wszystko robię perfekcyjnie", to po jakimś czasie zamiast czuć się lepiej, zaczynam się bardziej oceniać. Jakby umysł sprawdzał za każdym razem, czy faktycznie jestem tą idealna wersją, i za każdym razem odpowiadał: nie jesteś. I to zaczyna ciążyć. Czy ktoś miał podobnie? Bo widzę, że temat perfekcjonizmu i afirmacji w ogóle nie jest tu ruszany, a mam wrażenie że to może być ważne.
To jest bardzo trafne spostrzeżenie. Znam to z własnej praktyki. Problem polega na tym, że afirmacje odwołujące się do ideału działają jak lustro które pokazuje dystans między tym, gdzie jesteś, a tym, gdzie "powinieneś" być. I dla osoby z silnym wewnętrznym krytykiem ten dystans nie jest motywacją, tylko kolejnym dowodem na niedoskonałość. Byłam na kilku warsztatach z autogenicznym treningiem i tam prowadząca wyraźnie rozróżniała afirmacje deskryptywne - takie, które opisują stan obecny w kierunku zmiany, np. "uczę się spokoju" - od tych absolutnych, które twierdzą coś, czego umysł po prostu nie może uwierzyć, bo ma twarde dowody przeciwne. Te drugie dla perfekcjonistów to prosta droga do pogłębienia samokrytyki.
Ale jak to rozróżnić w praktyce? chodzi mi o te afirmacje deskryptywne, o których pisała Jasminowa. czy "uczę się akceptować siebie" to jest właśnie ten typ? 🙂 Bo ja probowalam różnych i szczerze nie wiem czy to mnie wogóle zmienia czy tylko daję sobie dobre poczucie na chwilę
Hmm,ale tu mam wątpliwość. To rozróżnienie brzmi sensownie, ale zastanawiam się czy nie za bardzo skupiamy się na formie językowej, a za mało na tym co jest pod spodem. Bo według mnie perfekcjonizm i afirmacje to nie jest problem samych słów. To jest kwestia tego, z jakiej intencji wchodzisz w praktykę. Jeśli ktoś robi afirmacje, żeby "naprawić siebie", bo uważa że jest z nim cos nie tak, to żadna forma gramatyczna tego nie obejdzie. Zmiana formy bez zmiany podstawowego założenia to trochę malowanie ścian bez usuwania wilgoci.
Dokładnie o tym błędnym kole mówiłam wcześniej. I odpowiem wprost: sama praca z afirmacjami nie wystarczy, jeśli perfekcjonizm jest głęboko zakorzeniony. To nie jest kwestia złego doboru słów ani złej techniki. Afirmacje mogą być wsparciem, ale nie mogą zastąpić pracy z samym wzorcem. Widziałam osoby, które powtarzały afirmacje latami i nic się nie zmieniało, bo pod spodem była nieruszana przekonanie że muszą zasługiwać na swoje miejsce na świecie. Dopiero jak to ruszysz, afirmacje zadziałają jak nawóz na już wzeszłą roślinę, a nie jak nasienie wrzucone w beton
Słuchajcie, mam inne podejście do tego. Jestem sceptyczny wobec tłumaczenia, że afirmacje nie działają bo "za mało pracy nad sobą". To brzmi jak taka wygodna klauzula: jak nie działa, to znaczy że nie zrobiłeś wystarczająco dużo. Skąd w ogóle wiadomo że afirmacje "działają"? Serio pytam, bo widzę dużo anegdot i odczuć, ale jakie są konkretne mechanizmy? Bo jeśli mówimy o neuroplastyczności i przebudowie wzorców, to te mechanizmy są dość dobrze opisane i wymagają czegoś więcej niż powtarzania zdań.
Joj, mam pytanie do całej tej dyskusji bo jestem tu nowy w temacie. Rozumiem co piszecie o perfekcjonizmie, ale jak to sie ma do konkretnych afirmacji dotyczacych np. zdrowia albo relacji? Bo slyszalem ze afirmacje zdrowotne to zupelnie inny temat i tu perfekcjonizm dziala inaczej niz przy afirmacjach na pewnosc siebie. Czy to prawda czy robia tak samo?
