Ostatnio siedzę nad tematem afirmacji i nawyków i mam takie pytanie do was: czy da się afirmacjami zmienić nawyk bez używania siły woli? bo czytałam różne rzeczy i jedni mówią że tak, że mózg po prostu "przeprogramowuje się" sam jak wystarczająco długo powtarzasz, a inni że to bzdura i bez zadnego działania nic nie drgniesz. Mnie konkretnie chodzi o nawyki behawioralne, np. rzucenie czegoś albo zmiana rytmu dnia. Dodaję, że mnie nie chodzi o klasyczne afirmacje w stylu "jestem bogata i szczęśliwa" tylko o takie bardzo konkretne, ukierunkowane na zianę konkretnego zachowania. I tu wchodzi wątek energetyczny - bo podobno są takie niewidzialne blokady, które sprawiają że nawet przy najlepszej woli człowiek wraca do starych wzorców. Ktoś sie w to bawił i cos z tego miał?
Uff,O właśnie, też mnie to nurtuje 😉 Sama próbowałam robić afirmacje rano przez miesiąc i początkowo czułam że coś się zmienia, ale potem wszystko wróciło do normy... Zastanawiam się czy to znaczy że afirmacje w ogóle nie działają na nawyki czy poprostu za krótko robiłam. No i ta kwestia energetycznych blokad - skąd wiadomo że to blokada a nie po prostu brak chęci?
W punkt, ale żebyście miały pełniejszy obraz, trzeba rozdzielić dwie rzeczy które tu się mieszają. Afirmacja jako taka to sposób pracy z przekonaniem, nie z zachowaniem bezpośrednio. nawyk to inny poziom, neurologiczny, osadzony w zwojach podstawy i móżdżku, nie w korze, gdzie działają przekonania. Dlatego samo powtarzanie słów bez żadnego działania raczej nie zmieni głębokiego nawyku. Ale nie mówię że afirmacje nie mają tu roli, mają, tyle że pośrednią. afirmacja zmienia przekonanie o sobie ("jestem osobą która..."), a zmienione przekonanie zmienia motywację i uwagę, a to już może wpłynąć na nawyk. to jest jednak kilkuetapowy łańcuch, nie automatyczny skok. co do energetycznych blokad, ok, nie odrzucam tej optyki, ale nawet jeśli takie blokady istnieją, to mechanizm nadal przebiega przez psychikę i ciało, nie obok nich.
Zgadzam się z tym co napisał Tobiasz, ale chciałam dodać coś od siebie bo pracuję z tym od lat. kluczem jest to, że afirmacja musi trafić głębiej niż świadomy umysł, żeby w ogóle dotknąć nawyku. I tu właśnie wchodzi ta energetyczna warstwa o której piszesz. Nie rozumiem tego jako czegoś całkowicie oderwanego od psychiki, raczej jako głębsze warstwy nieświadomości gdzie siedzą wzorce. Jeśli afirmacja nie "wchodzi" - i to jest właśnie objaw oporu - to najczęściej znaczy że jest jakaś niespójność między tym co mówisz a tym w co naprawdę wierzysz. Willpower to tylko wierzchołek, bez pracy z tym głębszym poziomem zmiana jest krótkotrwała. Właśnie o to chodzi w tych "blokadach".
Oj tam, dziekuje za te wyjaśnienia, naprawde duzo mi to daje. Ale mam pytanie do Walentyny: jak poznac ze afirmacja "wchodzi" a jak ze nie wchodzi? to sie czuje jakoś fizycznie czy to bardziej takie mentalne wrażenie?
A czy to nie jest tak że poprostu jak ktoś sobie powtarza cos wystarczająco długo to w końcu w to uwierzy? Bo np. moja mama mówi że jak czegoś chcesz wystarczająco mocno i o tym myślisz to to się przyciąga. Przepraszam że może głupie pytanie ale czy to jest to samo co afirmacje czy coś innego?
Dobra ale ja mam inaczej - próbowałam raz afirmacji przez dwa tygodnie żeby przestać jeść tyle słodyczy haha i nic kompletnie nic... Może robiłam źle? Bo powtarzałam sobie "nie potrzebuję słodyczy" i podobno nie wolno używać przeczenia, tylko ktos mi o tym powiedział dopiero po fakcie. Czy to jest prawda że z NOT to nie działa? ^^
Ta zasada z przeczeniami krąży w kółko od lat i jest pół-prawdą. Rzeczywiście istnieje efekt ironicznego przetwarzania, czyli im bardziej starasz sie nie myśleć o czymś, tym bardziej o tym myślisz. Ale to dotyczy myśli o czymś, nie samej formy słownej afirmacji. Jeśli ktoś mówi "nie jem słodyczy" ze spokojem i przekonaniem, to nie działa gorzej niż wersja pozytywna. problem jest gdzie indziej: w tym że afirmacja negująca skupia uwagę na tym od czego chcesz odejść, a nie na tym do czego idziesz. I to jest ta prawdziwa różnica, nie jakis "filtr w podświadomości który usuwa not".
A co z tymi energetycznymi blokadami o których pisała Balbinka na początku? Bo rozmawiamy o psychologii i neurologii a to hyba miało być też o energii. Mnie właśnie ta część ciekawi, czy te blokady to coś co można jakoś poczuć albo sprawdzić, czy to raczej taka metafora?
Rzadko piszę, ale tu się nie powstrzymam, Robię afirmacje już prawie 3 tygodnie i zero efetów jeśli chodzi o nawyki. Kiedy wogóle można oczekiwać żeby coś się zaczęło zmieniać? Bo zaczynam myśleć że to nie dla mnie.
No właśnie, robię to rano ale raczej z kartki, szybko bo się spieszę do pracy. morze to jest problem?
To jest bardzo częsty błąd, nie tylko twój. Afirmacja robiona w pośpiechu, "odhaczana" jak punkt na liście zadań, nie ma szans przebić się przez codzienny hałas umysłowy. Potrzebujesz choćby minuty ciszy przed i po, żeby ciało i umysł wogóle były otwarte na przyjęcie tej nowej informacji o sobie. Inaczej to leci po wierzchu.
A czy jest jakaś minimalna liczba powtórzeń dziennie? Czytałam gdzieś że trzeba 21 dni ale też że 40 i też że to mit. Coraz bardziej nie wiem w co wierzyć.
To jest ciekawa dyskusja, ale mam takie pytanie z innej beczki trochę. Skoro mówimy o energetycznych blokadach, to czy jest jakaś metoda żeby te blokady najpierw zidentyfikować zanim w ogóle zaczniemy robić afirmacje? Bo może problem jest właśnie w tym że ludzie afirmują "przez" blokadę i dlatego niema efektów 😉 Czy ktoś wie jak się do tego zabrać od tej energetycznej strony?
Ojej, dobra ale to jest ciekawe co Walentyna pisze o ciele, tylko mam pytanie - czy to nie może być po prostu zwykły dyskomfort bo afirmacja jest nierealistyczna? Czyli np. mówię sobie "jestem spokojny" a jestem z natury nerwowy i po prostu mi to nie pasuje jako stwierdzenie. Czy to jest blokada energetyczna czy po prostu normalna reakcja że kłamię sam sobie?
No bez przesady, hej, czyli te "pomostowe afirmacje" to by znaczyło że moje "nie potrzebuję słodyczy" było złe nie tylko przez to przeczenie ale też dlatego że to było za bardzo jak skok z niczego? Bo brzmi jakbym ngidy słodyczy nie chciała a to nieprawda haha. jak by mój mózg sam wiedział że kłamię i dlatego to nie działało... Trochę ma to sens.
