Pelagiusza_J mnie wyprowadziła z zamyślenia. Bo też zaczęłam się zastanawiać nad mantrami zamiast afirmacji, ale właściwie to ja sama nigdy nie sprawdzałam tego systematycznie w różnych fazach. Znam cykl, obserwuję afirmacje - ale mantrę traktowałam osobno, nie myślałam o tym razem.
Czytam i mam wrażenie, że im więcej czytam, tym mniej wiem od czego zacząć. Afirmacje, mantry, joga nidra, faza cyklu, długość zdań... Czy ktoś mógłby powiedzieć wprost: jeśli chcę spróbować czegokolwiek z tego i nie wiem jeszcze, w jakiej fazie cyklu jestem, to co robię jako pierwsze?
I tyle? Po prostu notować? Bez żadnej konkretnej afirmacji na start?
A co z tymi, kto ma nieregularny cykl? Pytam bo u mnie nigdy nie wiem kiedy co się pojawi, wiec te fazy sa dla mnie bardzo rozmyte. Czy ta cała obserwacja ma sens, jeśli nie mogę przyporządkować dnia do fazy?
Wróćmy do pytania, które zadałam wcześniej, bo nie do końca mam odpowiedź. Pelagiusza_J powiedziała, że zależy który mechanizm u mnie dominuje. Ale jak mam to sprawdzić, skoro dopiero zaczynam? Czy jest jakiś sposób, żeby to rozpoznać wcześniej niż po miesiącu eksperymentu?
To ciekawe rozróżnienie. Ten sygnał 'ulgi albo złości' - pojawia się od razu po powiedzeniu, czy jakiś czas później? Bo znam to uczucie, ale u mnie bywa opóźnione o kilkanaście minut.
To co Julisia opisuje z ulgą i oporem - ja to widzę też przy pracy z runami w różnych momentach cyklu. W fazie, którą roboczo nazywam 'trudną' moje reakcje na krótkie frazy są ostrzejsze, jakby przeskalowane. Ulga jest wyraźniejsza, ale i opór jest bardziej fizyczny. Czy ktoś z was ma coś podobnego - że emocje są w tym czasie bardziej wyraziste, nie tylko trudniejsze?
Czytam tę rozmowę od dłuższego czasu i mam pytanie z boku, jako jedyny tu mężczyzna aktywnie piszący. Czy ktoś z was zastanawiał się, czy mężczyźni mają analogiczne cykle hormonalne wpływające na recepcję afirmacji? Czytałem że testosteron też ma swój rytm dobowy i tygodniowy. Nie chcę zawłaszczać tematu, ale zastanawiam się, czy mechanizm jest specyficzny dla cyklu menstruacyjnego, czy ogólniej hormonalny.
Wracając do tego, co Gebda napisała o słuchaniu siebie zamiast tabelki - jest w tym coś, ale też rozumiem, czemu ludzie chcą struktury. Szczególnie na początku, kiedy nie wiadomo, czego w ogóle słuchać. Może kompromisem jest luźny schemat: w pierwszej połowie cyklu eksperymenty i nowe afirmacje, w drugiej - powtarzanie i obserwacja. Nie dlatego, że hormony to nakazują, ale dlatego, że ten rytm jest prostszy do utrzymania.
