Mam pytanie do osób, które korzystają z tarota od lat - jak podchodzicie do zmiany talii? Mam swoją starą Rider-Waite, kupiłem ją chyba z dziesięć lat temu, karty są już trochę zużyte, rogi potargane, jedna ma plamę od kawy. Z jednej strony myślę, że to wszystko ją wzbogaca - tyle przez nią przepłynęło, tyle rozkładów. Z drugiej strony widzę czasem nowe talie i mam ochotę spróbować czegoś innego. Czy macie jakiś sposób na to, żeby czuć, kiedy czas się rozstać ze starą talią, a kiedy po prostu z niej nie rezygnować?
Szczerze? Nigdy nie sprzedałem żadnej swojej starej talii. Mam ich kilka i każda jest do czegoś innego. Ale rozumiem to pytanie, bo sam przez to przechodziłem. Myślę, że kluczowe jest to, czy nadal dostajesz z niej czytelne odczyty, czy zaczyna ci "milczeć". Mnie się zdarzyło, że z jedną talią przez kilka tygodni dostawałem same chaotyczne rozkłady, bez sensu, jakby karty się nie układały w żaden spójny obraz. Dopiero po czasie dotarło do mnie, że po prostu ta talia już dla mnie nie pracuje.
A jak to w ogóle rozpoznać, że talia "milczy"? Bo ja mam dosć nową talię i czasem rozkłady wychodzą mi bez sensu, ale nie wiem czy to kwestia talii czy tego ze ja po prostu nie umiem jeszcze czytać 🙂 Skąd wiadomo co jest czym?
Przepraszam, ale czuję, że ta dyskusja idzie trochę w złą stronę. Zacznijmy od podstaw: talia to karty z papieru. To, czy jest "zmęczona" albo "milczy", to projekcja waszego stanu na obiekt. Jeśli rozkład wychodzi bez sensu, to raczej kwestia osoby robiącej rozkład, a nie kart. Ale rozumiem, że dla praktykujących ta więź z konkretną talią ma znaczenie psychologiczne - tylko warto to sobie wprost nazwać.
Przepraszam za głupie pytanie, ale ja dopiero zaczynam i chciałam zapytać - czy jeśli dostałam talię w prezencie od kogoś, kto jej używał, to ona już jest "zajęta" przez tę osobę? Słyszałam, że używane karty przejmują energię poprzedniego właściciela i trzeba je czyścić. Czy to prawda, czy mit?
Ja swoją używaną talię czyściłam szałwią i naprawdę poczułam różnicę. Ale może to tylko sugestia, nie wiem. W każdym razie potem rozkłady wyszły mi spokojniejsze, mniej chaotyczne.
A wracajac do tego co piszecie o emocjach - czy robicie cos specjalnego zanim usiadziecie do rozkładu jak jestescie nakrecone? Ja ostatnio zrobiłam rozkłąd przy silnym streise i wyszło mi calkiem spójnie, ale nie jestem pewna czy dobrze to odczytałam. Czy robicie jakis rytuał wyciszenia przed?
Ja zawsze najpierw tasuje karty przez chwilę bez intencji, po prostu mieszam i staram się uspokoić ręce. Brzmi dziwnie, ale u mnie to działa. Kiedy ręce są spokojne, to głowa też trochę zwalnia.
Tu bym dodała, że warto zanim zaczniecie w ogóle siadać do rozkładu w trudnym momencie, postawić runy i zapytać czy to dobry czas na rozkład. Ja tak robię i naprawdę to filtruje niepotrzebne odczyty. Runy do tego są znacznie lepsze niż tarot, bo są krótsze i bardziej bezpośrednie.
Ale chwila, skoro stres zmienia sposób tasowania i przez to wychodzą inne karty, to czy nie znaczy to, że "układ kart" jest w dużej mierze przypadkowy? Bo jeśli tak, to po co w ogóle czekać na spokój skoro wynik i tak zależy od tego jak fizycznie miesza kartami? Trochę nie rozumiem.
Ale czy nie jest tak, że posiadanie dwóch talii jednocześnie może je "pomylić"? Znaczy, jeśli obie są nabite twoją energią, to przy tasowaniu jednej czy nie ma jakiegoś "szumu" od drugiej? Pytam, bo słyszałam, że nie powinno się trzymać wszystkich talii razem w jednym miejscu.
A może kiedy talia jest fizycznie zniszczona? Bo jak karty się kleją albo sa pozgninatane to chyba ma sens wziasc nową. Tylko ciekawe czy wtedy stara "przenosie" coś na nową, czy trzeba zaczynac od zera z ta energią.
Ale czy jak zaczniesz używac nowej talii, to ta stara jakoś "wygasa"? Bo ja mam jedną, i zastanawiam sie czy jak bym kupiła drugą, to pierwsza by nie straciła tej energii co zebrała przez lata.
Ale jak ktos przechodzi na Thoth po Rider-Waite, to musi sie uczyc prawie od nowa? Bo Thoth ma inne odpowiedniki dla kart dworskich, i te karty numeryczne sa zupelnie inne wizualnie. Pytam bo moja Thoth wciaz mnie przytłacza i nie wiem czy to kwestia czasu czy błąd ze ją wzienam.
No i to jest właśnie sedno tej rozmowy - dużo zasad dotyczących talii, które krążą w sieci i na forach, ma podobne źródło: ktoś słyszał od kogoś. Nie mówię że są złe albo że nie działają. Ale trzeba to rozróżniać od tego, co ktoś sprawdził na własnej praktyce.
A czy to w ogóle ma znaczenie, skąd pochodzi zasada, jeśli mi działa? Znaczy - jak spię z talią przez tydzień i potem czytam lepiej, to czy muszę wiedzieć czy to "naprawdę" energetyczne czy tylko psychologiczne?
A czy to w ogóle ma znaczenie, skąd pochodzi zasada, jeśli mi działa? Znaczy - jak spię z talią przez tydzień i potem czytam lepiej, to czy muszę wiedzieć czy to "naprawdę" energetyczne czy tylko psychologiczne?
Ale czy to nie jest tak, że różne osoby potrzebują różnych podejść żeby dojść do tego samego miejsca? Jedna osoba potrzebuje rytuału żeby się skupić, inna potrzebuje po prostu czasu. Obie dotrą do tego że "znają" talię, tylko inną drogą.
A czy to nie jest trochę tak, że rytuał przed rozkładem jest ważniejszy niż to co robimy z talią między rozkładami? Bo zastanawiam się czy te kilka minut skupienia przed tasowaniem nie robi więcej niż tygodniowe trzymanie kart przy poduszce.
To teraz mam pytanie, bo wróciłem do tematu wymiany talii od tej strony - czy jak ktoś przez lata tasował nieuważnie, to talia jest jakby "mniej nabita" niż u kogoś kto tasował rzadziej ale z pełnym skupieniem? Bo to by zmieniało całą logikę tego ile czasu trzeba z daną talią.
