Kianitka, to co napisałaś w ostatnim poście bardzo mnie uderzyło - że chcesz wracać do rozkładu żeby rozumieć własną interpretację, a nie żeby potwierdzać trafność kart. To brzmi dojrzalej niż wiele podejść jakie tutaj czytałam. Ale mam pytanie - co zrobisz jeśli wynik będzie neutralny? Nie wygrana nie porażka w sensie odpadnięcia tylko jakaś środkowa pozycja? Czy Gwiazda i Wieza będą wtedy w ogóle sprawdzalne?
Właśnie. I to jest dokładnie ta luka przez którą przelatuje każda weryfikacja. Wynik neutralny zawsze można opisać jako 'karty mówiły o procesie, nie wyniku' albo 'to był etap na drodze'. Nie mówię że Kianitka tak zrobi, ale system interpretacyjny na to pozwala i to jest problem.
W sumie, zastanawiam się czy ta rozmowa o falsyfikacji nie oddala nas od czegoś ważniejszego co Kianitka tutaj wniosła. Ona robiła rozkład dla brata który jutro startuje w zawodach. To jest bardzo konkretna, ludzka sytuacja. Czy ktoś z was kiedyś siedział z rozkładem w ręku wieczór przed czymś ważnym dla kogos bliskiego i zastanawiał się co z tym zrobić? Jakie to uczucie?
Henryka opisala to bardzo dokładnie. To jest jedna z rzeczy które powtarzam kiedy ktoś pyta mnie o rozkłady dla bliskich - emocjonalne zaangażowanie wchodzi do interpretacji przez tylne drzwi. Nie wiesz w którym momencie przestałaś czytać karty, a zaczęłaś czytać własny lęk albo własną nadzieję.
Słyszę to co mówisz Eugenka i trochę mi to siedzi. Jak teraz myślę o tej Gwieździe którą zinterpretowałam jako zasób brata - czy naprawdę to 'widziałam' w kartach, czy chciałam to zobaczyć? Nie mam dobrej odpowiedzi. Wiem tylko że kiedy wyciągnęłam Wieżę jako przeszkodę, poczułam niepokój. A niepokój chyba rzadziej kłamie niż nadzieja.
to co mówisz o niepokoju jest ciekawe. Mam podobne doświadczenie - kiedy karta budzi jakiś dyskomfort zamiast ulgi to ta interpretacja częściej się potem okazuje trafna w sensie 'coś tam rzeczywiście bylo'. Ale to może być też po prostu to że dyskomfortowe interpretacje bardziej pamiętamy.
Także, izar, to co opisujesz - że trudne interpretacje bardziej zostają w pamięci - to ma swoją nazwę w psychologii, efekt negatywności. Mózg lepiej koduje zagrożenia niż przyjemne sygnały. Więc nasze wrażenie że 'niepokój w kartach rzadziej kłamie' może być po prostu tym że niepokojące przepowiednie łatwiej kojarzymy po fakcie. To nie jest zarzut, tylko zastrzeżenie do metodologii.
Mam pytanie do Kianitki - czy brat wiedział że robiłaś rozkład? I czy pytałaś go o coś przed rozkładem, żeby mieć jakiś punkt odniesienia? Bo zastanawiam się jak bez rozmowy z nim w ogóle wiedziałaś co te karty opisują.
No właśnie - więc rozkład był zakorzeniony w realnej rozmowie nie w pustce. To zmienia trochę sens całej dyskusji czy karty 'trafią' czy nie. Kianitka nie wróżyła ze szklanej kuli ona podsumowała w symbolach to co jej brat sam opisał. Pytanie czy to jest wróżenie czy refleksja.
Czytam tę dyskusję od dłuższego czasu i mam inne pytanie - czy ten podział na 'karty pokazały' kontra 'interpretator przypisał' jest w ogóle sensowny? Bo może w tarocie ten mechanizm jest właśnie taki - że karty dają ci obraz a ty wnosisz wiedzę o sytuacji i razem to tworzy sens. Nie ma sensu bez obu elementów.
Przepraszam że wchodzę bo jestem tu trochę z boku, ale właśnie to mnie od początku dezorientuje w tym wątku. Jak się uczy rozróżniać kiedy karta 'mówi' coś a kiedy to tylko nasze własne myślenie? Czy jest jakiś sygnał? Bo czytam wasze posty i mam wrażenie że to rozróżnienie jest kluczowe ale nikt nie powiedział jak to rozpoznać w praktyce.
Jutro rano zawody, więc to mój ostatni post dziś wieczór. Dziękuję za całą tę rozmowę, naprawdę - nie spodziewałam się że jeden rozkład dla brata otworzy tyle pytań. Wrócę jak będę miała wynik i razem popatrzymy co z tymi kartami. Zobaczymy czy Gwiazda cokolwiek znaczyła.
Dobranoc Kianitka, trzymamy kciuki. I serio - wróć jutro z wynikiem, bo ten wątek zasługuje na domknięcie przynajmniej w kwestii tej Gwiazdy. Mam w swoim zeszycie kilka podobnych przypadków gdzie karta zasobów pojawiała się przy bliskiej osobie i zastanawiam się czy jest jakaś prawidłowość. Nie mówię że dowiemy się czegoś pewnego, ale dane to dane.
Czekam na ten wynik chyba bardziej niż na własne rozkłady 🙂 Ale mam pytanie do Eugenki albo Jaromirek - czy w ogóle jest sens analizować co karta 'naprawdę pokazała' po fakcie? Bo jeśli wynik jest dobry to powiemy że Gwiazda miała racje. Jeśli zly to ktoś powie że Wieża była ważniejsza. Zawsze znajdziemy kartę która pasuje. Jak z tym pracowac żeby nie wpaść w tę pułapkę? 😛
Anima zadała chyba najważniejsze pytanie w całym wątku. I Eugenka odpowiedziała dobrze, ale chcę dodać jedną rzecz - nawet jak zapiszesz wcześniej co co oznacza, to i tak przy analizie po fakcie twój umysł będzie szukał dopasowania. To nie jest kwestia złej woli, tylko tego jak działa rozpoznawanie wzorców. Dlatego te notatki Obsydianki mają sens tylko jeśli ktoś inny je też czyta i mówi 'hej, tu chyba naginasz'. 😀
