Ale Telepatka, my nie jesteśmy psychologami. I właśnie to mnie trochę niepokoi w tej rozmowie - zaczynamy mówić o ocenianiu stanu emocjonalnego i motywacji drugiej osoby jak byśmy mieli do tego jakieś szczególne kwalifikacje. Może właśnie tego nie powinnyśmy robić?
Nie twierdzę że mamy kwalifikacje psychologiczne. Twierdzę że mamy uszy. Słyszysz różnicę między "boję się ale chcę działać" a "nie chcę działać i szukam uzasadnienia". To nie wymaga dyplomu
Wchodzę w tę wymianę,bo to jest centralny punkt całej dyskusji. Roksanka ma rację że nie jesteśmy psychologami. Telepatka ma rację że uważność nie wymaga dyplomu. Ale jest trzecia kwestia: nawet jeśli rozpoznamy motywację, nie mamy żadnej gwarancji że nasza ocena jest słuszna. I to powinno nas trzymać w ryzach.
Czyli de facto chronimy siebie bardziej niż pytającego? Bo jeśli i tak wyciągnie z tego co chce - to ta rama to bardziej nasz spokój sumienia?
Chcę zapytać o coś podstawowego, bo czytam tę dyskusję i trochę się gubię. Czy wy w ogóle uważacie, że karty "widzą" chorobę w sensie fizycznym? Bo jeśli nie - to cała rozmowa o ryzyku jest chyba o czymś innym niż o tym, że karty powiedzą coś błędnego?
Właśnie o to chciałam zapytać - czy ktoś kiedyś miał sytuację, gdzie pytający odczytał rozkład całkowicie inaczej niż prowadzący i to stworzyło problem? Bo to by potwierdzało to co Gabka mówi.
To jest właśnie ten scenariusz, o którym mówiłam wcześniej. I teraz mam pytanie do ciebie konkretne: jak zareagowałaś kiedy powiedziała ci jak to odczytała? Próbowałaś korygować, czy dałaś jej tę interpretację?
To właśnie mnie zastanawia - czy w tej sytuacji w ogóle dało się coś zrobić inaczej? Bo jakbyś powiedziała wprost "nie, źle to rozumiesz" to tez brzmi porblematycznie. Nie jesteś w stanie ani potwierdzić jej interpretacji, ani jej zaprzeczyć bez wchodzenia w rolę kogoś, kto wie lepiej.
