Chciałam otworzyć ten temat, bo co jakiś czas wraca tu do nas pytanie: czy wogóle wolno rozkładać karty na zdrowie, chorobę, diagnozę? I za każdym razem kończy się awanturą. Sama mam mieszane uczucia. Robiłam takie rozkłady dla siebie i dla bliskich i nie widzę w tym nic złego, jeśli podchodzi się do tego z głową. Ale widziałam też sytuacje, gdy ktoś dostał przekaz z kart i zrezygnował z wizyty u lekarza. I to jest właśnie ten moment, gdzie robi się niebezpiecznie. Jak wy to widzicie? Robicie takie rozkłady, odmawiasz, może jakoś to obchodzicie?
Pytanie jest słuszne, ale zacznę od drugiego końca: co rozumiemy przez "wróżenie na chorobę"? Bo to jest bardzo pojemny worek. Inne jest pytanie "co mi energetycznie blokuje zdrowie", a inne "czy ta zmiana na skórze to rak". Pierwsze - jak najbardziej mogę z tym pracować. Drugie - nie dotykam, i uważam, że nikt odpowiedzialny nie powinien. 🙂
A co jeśli ktoś prosi o rozkład, żeby się uspokoić przed wynikami badań? Bo znam takie sytuacje. Nie chodzi o diagnozę, tylko o takie... ogólne poczucie czy jest powód do paniki. Jak wtedy podchodzić do tematu?
Myślę, że intencja ma tu kluczowe znaczenie. Karty nie diagnozują - to nie rentgen. Mogą pokazać stan energetyczny, mogą wskazać na blokady, mogą podpowiedzieć gdzie skierować uwagę. Ale jeśli ktoś pyta "czy to złośliwe" - to już jest wychodzenie poza to, do czego tarot jest... no, do czego służy. Sama pracuję z czakrami i widzę, że kiedy ktoś ma poważne problemy zdrowotne, to często widać to w polu energetycznym. Ale to nie jest diagnoza i nigdy tak tego nie nazywam.
To jest właśnie sedno problemu i dobrze ze to podniosłaś. Nie kontrolujemy tego, co druga strona zrobi z interpretacją. I dlatego część osób w ogóle odmawia takich rozkładów. Nie dlatego, że karty nie mogą nic powiedzieć, ale dlatego, że ryzyko nadinterpretacji jest za duże. Ja mam konkretną zasadę: jeśli czuję, że osoba jest w stanie, w którym każde słowo może ją skierować na zły tor - mówię nie. To nie jest odmowa pomocy, to jest właśnie pomoc.
Ale skąd wiesz, że osoba jest "w takim stanie"? Pytam serio, bo to wymaga sporej intuicji albo znajomości tej osoby. Online często nie masz żadnego kontekstu, ktoś pisze dwa zdania i pyta o zdrowie.
Właśnie o to mi chodzi. miałem sytuację, że znajomy poprosił mnie o rozkład, powiedział tylko "mam problem ze zdrowiem, co karty mówią". Nie wiedziałem czy chodzi o przeziębienie czy o coś poważnego. Zrobiłem rozkład bardzo ostrożnie, skierowałem go raczej na "jak się teraz o siebie zadbać". Ale przez cały czas czułem dyskomfort, bo nie wiedziałem, czy to bezpieczna sytuacja.
Przepraszam że wchodzę, bo ja się na kartach znam słabo. Ale mam pytanie z zupełnie innej strony: czy jest jakiś konkretny rozkład, który jest "bezpieczniejszy" do tematów zdrowotnych? Słyszałam, że niektóre układy lepiej się sprawdzają niż inne do takich pytań.
Ja robiłam kiedyś rozkład dla mamy, która czekała na wyniki. Nie pytałam wprost o diagnozę, ale i tak wyciągnęłam karty, które mnie przestraszyły. Wieża i trójka mieczy obok siebie. Nie powiedziałam jej co widzę. Do dziś nie wiem czy to było dobre czy złe wyjście. Czy ktoś miał podobny dylemat?
Właśnie chciałam o to zapytać. Jak w ogóle podchodzić do trudnych kart w takim kontekście? Bo Wieża w kontekście zdrowotnym może znaczyć nagłą zmianę, ale niekoniecznie tragiczną. Może oznaczać, że coś się wreszcie wyjaśni. Jak nie przekzaać tego w sposób, który człowieka dobije?
Czytam tę rozmowę i mam jedno pytanie, może naiwne: czy wogóle istnieje etyczny obowiązek mówienia wszystkiego co się widzi w kartach? Bo w zawodach takich jak lekarz czy psycholog są konkretne zasady. A tu?
Zgadzam się z Telepatką. I właśnie dlatego ta dyskusja jest ważna, żeby takie zasady wypracowywać razem, a nie każdy z osobna po omacku. Bo widzę tu naprawdę różne podejścia i każde ma swoje racje. 🙂
A powiedzcie mi: czy zdarzyło się komuś, że rozkład na zdrowie faktycznie coś trafił? Nie jako diagnoza, ale jako... wskazówka, że warto pójść do lekarza wcześniej niż planowano? Pytam bo jestem ciekawy jak to wygląda od praktycznej strony.
Odpowiadając na pytanie Juliusza - tak,mi sie zdarzyło. Zrobiłem sobie rozkład jak miałem dziwne bóle, których nie brałem poważnie. Wyciągnąłem Asa mieczy odwróconego i Eremitę razem. Nie wiedziałem co z tym zrobić, ale coś mnie tknęło, żeby jednak pójść do lekarza wcześniej niż planowałem. Okazało się, że miałem stan zapalny, który trzeba było szybko złapać. Nie mówię, że karty to zdiagnozowały. Ale jakby... popchnęły w dobrą stronę.
No ale Czulu, to jest łatwo powiedzieć. A co z osobami, które tak bardzo chcą wierzyć w pozytywny rozkład, że ignorują własne objawy? Bo znam taką sytuację z życia i to nie jest abstrakcja. Ktoś dostał "pozytywne" karty i przez kilka tygodni zwlekał z wizytą.
ehh, I właśnie dlatego pytałem wcześniej o etyczny obowiązek. Bo jeśli widzisz, że ktoś jest w takim stanie psychicznym, że może karty wykorzystać jako wymówkę - czy w ogóle powinieneś robić ten rozkład? To nie jest pytanie retoryczne, serio pytam co o tym myślisz.
To co opisujesz to jest realne ryzyko i nikt tutaj nie powinien tego bagatelizować. Dlatego właśnie zanim zaczynam taki rozkład, mówię wprost: karty to nie jest substytut lekarza i jeśli masz objawy, idź do specjalisty niezależnie od tego co wyciągniemy. Część osób to przyjmuje, część nie. Ale przynajmniej powiedziałam.
A jak ta osoba powie "tak, wiem, idę do lekarza, ale chcę też zrobić rozkład"? Wtedy już jest okej? Bo to się chyba zdarza najczęściej - ludzie nie rezygnują z lekarza, ale po prostu chcą jeszcze jakiegoś dodatkowego sygnału.
hmm, Ale czy wy zawsze pytacie o to wprost? To znaczy, dosłownie: czy jesteś pod opieką lekarza? Bo to brzmi trochę jak wywiad medyczny przed seansem.
Mam pytanie do Anastazji - co robisz, jeśli ktoś mówi wprost, że NIE jest pod opieką lekarza i pyta karty właśnie dlatego, żeby zdecydować czy w ogóle iść? Bo to chyba najtrudniejsza sytuacja
Słyszę to i z jednej strony rozumiem, ale z drugiej... jeśli odmawiasz, to ta osoba i tak podejmie decyzję sama, tyle że bez żadnego sygnału. Może lepiej zrobić rozkład ukierunkowany tak, żeby powiedzieć coś, co ją zmotywuje do działania?
Tu jest subtelna różnica i warto ją powiedzieć wyraźnie. Jeśli karta mówi "działaj teraz" i ty to przekazujesz - to jest uczciwa interpretacja. Ale jesli karta mówi co innego, a ty "przekształcasz" ją, żeby zabrzmieć jak ostrzeżenie - to jest już coś innego. I właśnie w tym miejscu zaczyna się problem z rozkładami zdrowotnymi. Zbyt łatwo ulec pokusie żeby "pomóc". 🙂
A co z sytuacją odwrotną? Bo my mówimy głównie o przypadkach, gdzie ktoś może zlekceważyć leczenie. Ale co z osobami, które są hipochondrykami i każdy rozkład odczytają jako potwierdzenie, że są śmiertelnie chore? Dla nich "delikatny" rozkład może zrobić równie dużo krzywdy.
Tak, tłumaczyłam inne znaczenia, ale to nie zawsze pomaga. Bo taka osoba i tak słyszy to, co chce usłyszeć. I wtedy zadaję sobie pytanie czy w ogóle powinnam była zaczynać ten rozkład. Retrospekcja jest nieprzyjemna.
To co Faustynka napisała o retrospekcji - to mnie uderzyło. Bo to chyba jest ten moment, kiedy zaczynasz się zastanawiać nad całym swoim podejściem, nie tylko do jednego rozkładu. Mam pytanie do osób, które pracują z tym tematem długo: czy z czasem wypracowałyście jakieś własne zasady, które mówią wam "stop, tu nie wchodź"?
Czytam tę rozmowę i zastanawiam się nad czymś innym. Mówicie dużo o tym, co robić, żeby nie zaszkodzić. Ale czy ktoś z was miał sytuację odwrotną - że rozkład zdrowotny komuś realnie pomógł? Nie w sensie zastąpił lekarza, ale np. skłonił do działania, dał impuls?
Ta różnica, którą Energetyczka opisuje - między "boję się i chcę pewności" a "szukam wymówki żeby nie iść" - czy da się to naprawdę wyczuć w rozmowie? Czy to nie jest trochę złudzenie, że jesteśmy w stanie to ocenić?
