Trochę jak z runami - też się je rzuca dla osoby albo pytania, nie dla zbiorowości. Próbowałam raz rzucić runy w intencji dwóch osób jednocześnie i wychodziło coś zupełnie niespójnego, jakby przekaz się mieszał. Może to podobna kwestia.
No to mamy odpowiedź od samego Sylwestra - nie wiedział na czym się skupić. I to jest chyba sedno. Nie to czy był zdenerwowany, nie to czy karty działają dla grupy - po prostu intencja była rozmyta od samego początku. Czy nie tak powinniśmy to podsumować?
Szczerze? Chyba o sytuację. Szef pytał mnie czy coś grozi temu projektowi, nie czy ktoś z zespołu jest problematyczny. Ale siedząc z kartami myślałem o konkretnych twarzach, o tych ludziach. Może dlatego wyszło tak mieszanie.
To jest bardzo ważne rozróżnienie które właśnie zrobił Sylwester. Pytanie było o projekt, a skupienie było na ludziach. To jak pytanie o przeprawę przez rzekę i myślenie o tym jak każdy z pasażerów wygląda, zamiast o samą wodę i łódkę. Martynka_W, czy według ciebie to dałoby się naprawić przy ponownym rozkładzie?
Poczekajcie - bo to co mówi Martynka_W brzmi sensownie nawet ze sceptycznego punktu widzenia. Jeśli skupiasz się na konkretnym pytaniu o sytuację, to interpretujesz karty pod kątem tej sytuacji, a nie szukasz czegoś ogólnego co pasuje do pięciu różnych osób. To po prostu bardziej spójna interpretacja. Nie muszę wierzyć w energię żeby to zrozumieć.
Kanko trafił w coś istotnego. Ja też tak to odczytuję - i to mi się podoba, bo spina dwa wątki tej rozmowy. Stan emocjonalny wpływa na to jak stawiamy pytanie. Zdenerwowany Sylwester nie zadał jasnego pytania, bo sam nie wiedział czego chce się dowiedzieć. Czy to nie jest odpowiedź na oba pytania z tytułu jednocześnie?
Joasia ma rację. I jeszcze wróćmy do tego co mówiłam wcześniej - Sylwester powiedział że pracownicy nie wiedzieli o rozkładzie. Jeśli pytanie miało dotyczyć sytuacji a nie ludzi, to może sprawa jest trochę mniej problematyczna etycznie. Ale gdyby jednak skupiał się na konkretnych osobach - to jest pytanie o zgodę. Czy ktoś rozwiązał to jak robi rozkład np. dla relacji dwojga ludzi bez pytania jednego z nich?
No to wychodzi że Sylwester zrobił właściwie nieświadomie rozkład o sytuacji, bo szef pytał o projekt, tylko się zagubił myślami o ludziach. Więc może wynik był i tak bliższy temu co powinien być niż mu się wydaje? Karty odpowiedziały na właściwe pytanie pomimo zamieszania w głowie?
Myślę że to zależy od tego jak rozumiesz mechanizm działania kart. Jeśli zakładasz że karty odpowiadają na energię chwili i intencję osoby która je kładzie, to zamieszanie w głowie przekłada się na zamieszanie w rozkładzie. Ale jeśli myślisz że jest jakiś głębszy przekaz, który przebija się mimo wszystko - to może i tak. Tylko skąd wiesz które to było? Sylwester, jak wyglądały te karty? Spójne czy chaotyczne?
I to jest chyba najważniejsza rzecz którą Sylwester powiedział w całym wątku. To uczucie że coś nie gra podczas interpretacji - u mnie zawsze jest sygnałem żeby się zatrzymać. Nie ignorować wynik, ale zapytać siebie: czy pytanie było właściwe, czy byłam gotowa, czy skupienie było jasne. Trzy pytania zanim w ogóle pomyślę o tym co karta mówi.
A czy jeśli to uczucie pojawia się w połowie rozkładania, to przerywasz i zaczynasz od nowa? Bo mnie się to zdarzyło raz przy runach i nie wiedziałam czy kontynuować czy odpuścić i spróbować innego dnia.
Wtedy kontynuowałam i żałowałam. Wynik był taki rozmyty, że nic z niego nie wyciągnęłam. Ale nie wiem czy to przez moje zamieszanie czy przez to że pytanie było złe. Nie umiałam tego rozróżnić.
To brzmi dokładnie jak moja sytuacja. Nie wiedziałem czy wynik był zły bo ja byłem zły, czy coś faktycznie nie gra z projektem. I to mnie najbardziej frustrowało potem, że nie można tego rozplątać.
ale jak masz zamiar w ogóle to rozplątać? Tzn. czy da się to sprawdzić inaczej niż czekając co wyjdzie z tym projektem?
Moim zdaniem nie da sie. I to jest ten problem z wrózbą w silnych emocjach - nawet jak projekt sie uda albo nie, to nie bedzsz wiedzieć czy wynik byl trafny czy przypadkowy.
Myślałem. Ale projekt trwa, i nie wiem czy to ma sens robić rozkład o czymś co się dzieje, kiedy poprzedni jest gdzieś z tyłu głowy. Czy to nie zaburzy drugiego?
To zależy od podejścia. Niektórzy robią nowy rozkład jako osobny byt, z jasnym pytaniem, i w ogóle nie wracają do poprzedniego. Ale też rozumiem tę obawę - jeśli pamiętasz poprzedni wynik, to może nieświadomie szukać potwierdzenia albo zaprzeczenia. Co bardziej ci przeszkadza - wynik tamtego rozkładu czy samo poczucie że był przeprowadzony źle?
To ciekawe porównanie. I właściwie sprowadza pytanie z początku wątku do czegoś bardziej konkretnego: problem nie jest tylko czy karty 'działają' dla grupy czy dla osoby, ale też czy wróżba w złym stanie emocjonalnym jest w ogóle użyteczna. Czy ktoś ma zdanie co do tego drugiego?
Dla mnie nie. I tu wracam do tego co mówiłam - uczucie że coś nie gra to sygnał. Ale chcę doprecyzować: to nie znaczy że emocje zawsze psują rozkład. Silne emocje mogą wręcz pomóc jeśli pytanie ich dotyczy. Sylwester był zdenerwowany nie na projekt, tylko na sytuację z szefem, który go o to poprosił. To inne zdenerwowanie.
Nigdy o tym nie myślałam w taki sposób. Zawsze zakładałam że emocje to emocje i wszystkie przeszkadzają. A to jest bardziej złożone. Ale jak w praktyce odróżnić jedno od drugiego zanim zaczniesz?
Przy runach robię coś podobnego, choć nie wiedziałam że to ma jakąś nazwę czy teorię za sobą. Zawsze chwilę siedzę z pytaniem zanim zacznę. Ale przy tym wątku zastanawiam się - Sylwester dostał pytanie od szefa o projekt. Czy w ogóle powinien był wtedy odpowiadać rozkładem na coś co nie było jego własną potrzebą?
I tu kółko się zamyka. Bo na to pytanie ta rozmowa chyba nie da jednej odpowiedzi, ale to co zebraliśmy do tej pory brzmi tak: można, ale wtedy intencja i pytanie muszą być bardzo czyste, emocje muszą albo należeć do tematu albo nie przeszkadzać, i wróżba o sytuacji to nie to samo co wróżba o ludziach. Sylwester miał jednocześnie wszystko nie tak i to jest powód dlaczego wynik był nieczytelny.
To co zebrała Kasiulka brzmi dla mnie jak sensowne podsumowanie, ale mam jeszcze jedno pytanie które mi zostało. Mówiłem że robiłem ten rozkład dla szefa i dla całego projektu, czyli dla grupy. Ale cały wątek poszedł w kierunku moich emocji, mojego stanu. Czy to znaczy że w tym pytaniu grupowym i tak wszystko sprowadza się do wróżącego? Że to jego stan decyduje o jakości, nie to czy pyta o jedną osobę czy o dwadzieścia?
To nie jest takie proste. Pytasz o to kto jest centrum rozkładu - wróżący czy pytanie. I tu właśnie jest sedno tej całej dyskusji, bo to nie jest jedno albo drugie. Stan wróżącego wpływa na jakość odczytu, ale pytanie nadal ma swój ciężar. Jak pytasz o grupę, to wnosisz do rozkładu coś co wykracza poza ciebie - energię kilku osób, dynamikę między nimi. Twój stan może zaburzyć odczyt, ale nie anuluje tego co jest w pytaniu.
Ale to jest chyba zaleta nie wada. Jak wychodzi karta konfliktu, to nie musisz wiedziec w kogo trafia, wystarczy ze wiesz ze w grupie jest konflikt. Sylwester nie potrzebowal wiedziec kto konkretnie jest problemem, tylko czy projekt idzie dobrze.
Przy runach jest podobnie i zawsze mnie to zastanawiało - czy jak ciągnę runy dla kogoś innego niż ja, to w ogóle mam dostęp do tej osoby czy tylko do swojego wyobrażenia o niej. Przy grupie to się chyba pogłębia, bo nie masz wyobrażenia o grupie jako całości, tylko o kilku jednostkach. Czy ktoś tu kiedyś próbował wróżyć dla grupy ludzi których w ogóle nie zna?
Ja właśnie. Część zespołu znałem, część nie. I teraz nie wiem czy to był problem - może te osoby których nie znałem po prostu wypadły z rozkładu, a wynik dotyczył tylko tych których znam. Czy to ma jakiś sens?
