Siedzę od dłuższego czasu nad tym, jak układać rozkłady w momencie, kiedy człowiek jest w środku jakiejś większej zmiany. Nie chodzi mi o konkretne wydarzenie, tylko o tę fazę, kiedy coś w sobie się przebudowuje, tożsamość, priorytety, sposób patrzenia. Pytanie do was: czy robiłyście kiedyś rozkład stricte na taki moment przejścia? Nie "co będzie", tylko "co teraz we mnie się dzieje i dokąd to zmierza"? Sama ostatnio próbowałam klasycznego keltyjskiego krzyża ale mam wrażenie, że on się słabo nadaje do takich płynnych, wewnętrznych procesów. jakie rozkłady wy stosujecie w takich sytuacjach?
Keltyjski krzyż do procesów tożsamościowych to trochę tak jak skalpel do rzeźbienia w drewnie, można, ale nienaturalnie. Ja w takich momentach korzystam z rozkładu trójkowego, tylko zmodyfikowanego: pierwsza karta to "kto odchodzi", druga "kto przychodzi", trzecia "co stoi między nimi". To proste, ale przy zmianach tożsamościowych działa lepiej niż rozbudowane układy. Jaką talię masz? Bo to też robi różnicę.
Interpretuję tę trzecią jako przestrzeń, nie blokadę. Blokada to co innego, to osobna karta, którą można dołożyć, jeśli rozkład tego potrzebuje. Ta trzecia jest raczej o procesie samym w sobie. Czasem wychodzi tam Wiesza, czasem Koło Fortuny i to zawsze mówi coś ciekawego o rytmie tej zmiany, nie o jej treści.
Przepraszam, że wchodzę, ale chciałam zapytać, bo jestem w podobnym miejscu co osoba z pierwszego posta. Czy takie rozkłady na tożsamość robi się z konkretnym pytaniem, czy bardziej z intencją? Bo ja jak siadam z pytaniem, to zawsze coś formułuję za ciasno i mam wrażenie, że karty odpowiadają na to, co powiedziałam, a nie na to, co naprawdę mam na myśli.
Wtrącę się, bo temta mnie dotyka. Przy zmianach tożsamościowych bardzo pomagały mi rozkłady fazowe, czyli takie, które mają oś czasu wbudowaną w strukturę. Nie "przeszłość, teraźniejszość, przyszłość" banalnie, ale coś w stylu: faza rozpadania, faza zawieszenia, faza nowego kształtu. Trzy kolumny, po dwie karty w każdej. To daje więcej miejsca na niejednoznaczność. Ktoś próbował czegoś podobnego?
Czytam i mam pytanie,trochę z boku ale jednak w temacie. Czy przy takich rozkładach przejściowych ktoś z was łączy karty z kamieniami? Nie chodzi mi o nic skomplikowanego, tylko o to, żeby podczas ciągnięcia kart mieć przy sobie coś, co "trzyma" energię procesu. Sam przy wazniejszych rozkładach kładę labradoryit albo charoit na stole i mam wrażenie, że inaczej skupiam uwagę. Może to sugestia, ale efekt jest.
Może głupie pytanie, ale co to znaczy, że tożsamość się zmienia w kontekście kart? Jak karta ma to pokazać? Bo jeśli Głupiec to nowy początek, to rozumiem, ale jak karta pokazuje, że to ja sama się zmieniam, a nie moje okoliczności?
A mam pytanie do Faustynka_08, bo wróciłam do jej pierwszego posta. Napisałaś, ze keltyjski krzyż się słabo nadaje do płynnych procesów. A konkretnie co ci w nim nie pasowało? Bo ja go stosuję właśnie do takich rzeczy i mam inne odczucia. Ciekawa jestem, co cię blokowało.
Rozumiem, co mówisz. Ja sobie rozwiązałam to przez to, że pozycję "wynik" traktuję jako "kierunek" albo "tendencję", nie jako gotowy stan. I pozycja przeszkody to dla mnie często właśnie coś, co jest po drodze do nowego siebie, nie coś, co tę zmianę blokuje. Ale masz rację, że to wymaga dużego luzowania interpretacji. Może ten rozkład Nelki04 z fazami jest elastyczniejszy.
Wchodzę, bo mam podobny problem z rozkładami na zmianę, tylko u mnie to dotyczy run, nie kart. I zastanawiam się, czy zasada jest podobna, to znaczy czy intencja ważniejsza niż konkretne pytanie, i czy można mieszać systemy, runa jako klucz, karta jako rozwinięcie? Ktoś próbował?
Obserwuję ten wątek od początku i mam jedno pytanie, które mnie nurtuje. Czy przy rozkładach na okres przejścia powinno się robić jeden duży rozkład czy serię mniejszych w odstępach czasu? Bo zmiana trwa, nie dzieje się w jednym momencie, więc zastanawiam się, czy pojedynczy rozkład wystarczy.
Dopowiem do pytania, które sama zadałam, bo trochę myślałam o tym po napisaniu. Chyba intuicyjnie skłaniam się ku serii mniejszych rozkładów, właśnie dlatego, że zmiana trwa. Jeden duży rozkład na początku może dać kierunek, ale po miesiącu już niekoniecznie odpowiada temu, gdzie się jest. Czy ktoś robiłby oba podejścia jednocześnie?
Zanetta zadała pytanie, które mnie samą nurtuje. Sama robiłam jeden większy rozkład na początku tego okresu i teraz czuję, że już nie przystaje do miejsca, w którym jestem. Ale boję się zrobić nowy, bo mam wrażenie, że to jakby "wymazanie" tego, co już wyszło. Nie wiem, czy to logiczne, ale tak to odczuwam.
To nie jest nielogiczne, ale może warto zapytać siebie, czy boisz się wymazania rozkładu, czy boisz się potwierdzenia, że zmieniłaś się bardziej niż myślałaś? Bo to są dwa różne opory i tarot reaguje na nie inaczej.
A może właśnie o to chodzi? Że karty pokazują to, na co nie jesteś jeszcze gotowa, ale co już w sobie nosisz? Tarot przy zmianach tożsamości to nie kronika, to raczej coś, co wyciąga na wierzch rzeczy, które już się dzieją pod powierzchnią.
wiesz co, Czytam tę rozmowę i mam pytanie może podstawowe, ale naprawdę nie rozumiem. Mówicie o baniu się nowych kart, o oporze. Ale karty to losowanie, nie? Skąd strach przed losowymi kartami? Czy zakładacie, że karty "wiedzą", czy raczej chodzi o to, co one wywołują w interpretacji?
Weszłam do wątku, bo temat mnie dotyczy. Mam pytanie do osób, które robiły rozkłady na zmianę tożsamości: czy starałyście się robić je w konkretnych momentach astrologicznych? Bo wydaje mi się, że Księżyc w nowiu albo w pełni mocno wpływa na to, co wychodzi, szczególnie przy kartach związanych z tożsamością jak Księżyc, Słońce albo Sąd Ostateczny.
Wróciłam do pytania o mieszanie systemów, bo nikt nie odpowiedział za bardzo, czy runy i karty da się sensownie połączyć. Próbowałam podejścia, gdzie ciągnę runę jako pytanie do rozkładu, a karty jako odpowiedź. Ale mam wrażenie, że to za bardzo intelektualne i za mało intuicyjne. Czy ktoś miał podobny problem z mieszaniem systemów? 🙂
Wracam do rozmowy o jednym dużym rozkładzie versus seria małych, bo chcę to doprecyzować. Myślę, że te dwa podejścia robią coś innego. Jeden duży rozkład daje panoramę, ale ona szybko się dezaktualizuje. Seria malych jest jak dziennik. A przy zmianach tożsamości potrzeba chyba obu. Ale jak często robić te małe, żeby nie wpaść w obsesję sprawdzania?
Sama sobie odpowiadam na swoje pytanie, bo mi to trochę zaskoczyło w głowie. Może granica nie jest o częstotliwości, tylko o intencji? Jak ciągnę kartę, żeby zobaczyć, co się dzieje, to jedno. A jak ciągnę, żeby uciec od siedzenia z tym, co się dzieje, to drugie. Ale nie wiem, jak to rozróżnić w praktyce, bo w momencie ciągnięcia obie intencje wyglądają podobnie.
Słyszę wątek o granicy i częstotliwości i właściwie moje pytanie jest podobne, tylko od drugiej strony. Boję się nie tyle, że będę ciągnąć za dużo, tylko że zrobię jeden nowy duży rozkład i zostanę z nim tak samo jak z poprzednim, czyli będę interpretować go jeszcze przez rok nawet jak przestanie pasować. Jak się z tym byłyście?
Mam podobny wzorzec, serio. U mnie to się skończyło na tym, że zaczęłam od razu przy rozkładzie pisać datę i jedno zdanie o tym, gdzie jestem w tym momencie. Nie jako kontekst do interpretacji, tylko jako kotwicę. Że to zdjęcie z tej chwili, nie mapa na zawsze. Czy myślisz, że cos takiego mogłoby działać dla ciebie, czy za bardzo zewnętrzne?
To co mówi Kamilka51 o kotwicy w czasie wydaje mi się ważne, ale mam pytanie, które mnie nurtuje od kilku postów. Jak ktoś robi rozkład na zmianę tożsamości, to co właściwie pyta? Bo to jest bardzo niekonkretne pytanie i zastanawiam się, czy karty w ogóle dobrze odpowiadają na coś tak otwartego.
To co mówi Genio jest ciekawe, bo sama zastanawiam sie, czy pytanie w rozkładzie na zmianę tożsamości powinno być w ogóle sformułowane wprost. Przy tranzytach astrologicznych, które dotykają Ascendentu, ja w ogóle czasem nie pytam, tylko patrzę, co wyjdzie. Jakby pytanie było zbyt wąskie na to, co się właściwie dzieje.
Wracam do kwestii ramy, bo myślę, że tu jest coś ważnego dla całego wątku. Przy zmianie tożsamości nie wiesz, co pytasz, bo ty sama się zmieniasz razem z pytaniem. Więc może zamiast pytania, które definiuje cel, warto zdefiniować ramę czasową? Na przykład rozkład na jeden cykl księżycowy, nie na "przejście" w ogóle, bo przejście jest nieskończone jako pojęcie.
Pytanie,może naiwne. Piszecie o interpretowaniu kart "po fakcie". Ale czy wtedy nie dopasowujecie interpretacji do tego, co się stało? Jak coś trudnego wyszło w tym miesiącu, to znajdziecie w zaklejonej kopercie kartę, która to potwierdzi. Jak będzie dobrze, to też znajdziecie. Czy to nie jest zawsze prawda?
Stellina zadała coś, co mnie też gryzie od dawna, ale inaczej to formulowałam. Jak interpretuję kartę przy zmianie tożsamości, to skąd wiem, że interpretuję ją ta-ja, a nie ja-sprzed? Bo moje filtry też się zmieniają. Moze ta sama karta rok temu znaczyłaby dla mnie zupełnie co innego.
